Nie potrafię zrezygnować
#26
Mam koleżankę, która jest w zaawansowanej ciąży. Lada moment będzie rodzić. Moje dziecko miało być z września. Żartowałyśmy, że nasi faceci będą razem chodzić na wywiadówki. Opowiada mi jak szykuje się do porodu a mi chce się wyć. Patrzę jak pakuje torbę do szpitala i łzy same mi lecą. Każdy jej uśmiech i pogłaskanie po dużym brzuchu to dla mnie, przypomnienie, że mój brzuch nie urośnie. Spotykanie się z nią sprawia mi ból. Powinnam zerwać kontakt, ale nie potrafię. Coś mnie ciągnie do niej, chcę wiedzieć, pytam, dzwonię a później płaczę, że to nie ja. Jestem jak ćma, która leci do ognia chociaż wie, że się sparzy...
Odpowiedz
#27
Mialam podobnie. Koleżanka z pracy byla w ciąży w podobnym okresie jak ja. Miała mieć bliźniaki. Jej dzieci się urodziły, moje jedno o całe pół roku za szybko.
Boli, gdy się widzi inne w ciąży, dzieci znajomych a jednocześnie nie mozna sie odciąć. Nie chce sie odciąć. Ze strachu? Żeby nie zapomnieć? Jako forma samookaleczania, bo paradoksalnie lepiej, gdy boli? Nie wiem...

Bardzo mi przykro, ze straciłaś swoje Maleństwo. (*)
Odpowiedz
#28
Jest tak strasznie beznadziejnie... Krzyczę... Wewnątrz i na zewnątrz... Wszystko mnie denerwuje, złości, przeszkadza, doprowadza do płaczu... Cierpię... Jestem okropna dla siebie i mojej rodziny... i im też sprawiam przykrość...
Odpowiedz
#29
Za chwilę Święta... Nie wyobrażam sobie, że mogę siedzieć przy stole z rodziną. Tak normalnie... Przecież miałam być w ciąży. Mieli pytać, gratulować... Jak to teraz będzie wyglądać? Nikt nic nie powie bo przecież wszyscy wiedzą, że poroniłam. Nikt o nic nie zapyta bo jak? Każdy będzie zachowywał się jakby nic się nie stało, ale wiem że będą patrzeć, zastanawiać się, obserwować. A ja? Mam siedzieć i żartować jakby nigdy nic? Nie chcę! Nie chcę takich Świąt!
Odpowiedz
#30
Jakich reakcji byś oczekiwała od swoich Bliskich?
Może powiedz im o tym, czego potrzebujesz, a czego nie chcesz.

Ja przed pierwszym Bożym Narodzeniem po stratach poprosiłam Rodzinę, żeby nie było życzeń indywidualnych. Uszanowali moją prośbę.
Nie musisz żartować, nie musisz udawać, że jest ok.
Możesz powiedzieć wprost, że jest Ci teraz bardzo ciężko.
Odpowiedz
#31
(Wed, 28 Marca 2018, 13:52:12)asza napisał(a): Jakich reakcji byś oczekiwała od swoich Bliskich?
Może powiedz im o tym, czego potrzebujesz, a czego nie chcesz.

Ja przed pierwszym Bożym Narodzeniem po stratach poprosiłam Rodzinę, żeby nie było życzeń indywidualnych. Uszanowali moją prośbę.
Nie musisz żartować, nie musisz udawać, że jest ok.
Możesz powiedzieć wprost, że jest Ci teraz bardzo ciężko.

Nie chodzi mi o najbliższą rodzinę ( moją mamę i rodziców partnera) bo oni wiedzą a przynajmniej mam nadzieję, że zdają sobie sprawę z tego jak się przedstawia sytuacja. Chodzi mi o "zlot rodzinny" dalsze ciocie i wujkowie. Zawsze w Święta jeździmy do rodziny mojego partnera na takie rodzinne spotkania w gronie kilkudziesięciu osób. Ja w tym roku chcę z tego zrezygnować, ale mój partner nalega. Oficjalnie nikomu żeśmy nie mówili, że byłam w ciąży. Nieoficjalnie wiem, że wszyscy wiedzą o poronieniu.
Odpowiedz
#32
Rozumiem. Może spróbuj porozmawiać z partnerem, że takie spotkanie to teraz ponad Twoje siły? Że równowaga jest jeszcze bardzo krucha i po prostu wolałabyś zostać w domu. Myślisz, że jest szansa, że zrozumie?
Odpowiedz
#33
(Wed, 28 Marca 2018, 14:33:15)asza napisał(a): Rozumiem. Może spróbuj porozmawiać z partnerem, że takie spotkanie to teraz ponad Twoje siły? Że równowaga jest jeszcze bardzo krucha i po prostu wolałabyś zostać w domu. Myślisz, że jest szansa, że zrozumie?

Mam nadzieję, że zrozumie. Ostatnie kilka dni było lepiej. Ale teraz znowu czuję jakbym wpadała w czarną dziurę. Wszystko mnie denerwuje, drażni. Krzyczę bez powodu. Partner chyba myślał, że najgorsze już za mną, ale tak nie jest. Wiem, że on to przeżywa inaczej niż ja. Kto wie? Może już nawet sobie z tym poradził?
Odpowiedz
#34
A co oznacza, w Twoich oczach, "poradzić sobie z tym"? Co uznałabyś u kogoś za autentycznie istotne, poważnie to sugerujące, oznaki poradzenia sobie ze stratą? I czemu właśnie takie miałyby za tym przemawiać, jak myślisz, czemu akurat one?
Odpowiedz
#35
(Wed, 28 Marca 2018, 17:04:59)DzikaMysz napisał(a): A co oznacza, w Twoich oczach, "poradzić sobie z tym"? Co uznałabyś u kogoś za autentycznie istotne, poważnie to sugerujące, oznaki poradzenia sobie ze stratą? I czemu właśnie takie miałyby za tym przemawiać, jak myślisz, czemu akurat one?

Nie ma jednoznacznych oznak "poradzenia sobie ze stratą", bo każdy "radzi sobie" na swój indywidualny sposób. Jednemu to wychodzi lepiej drugiemu gorzej. Albo jeden potrafi szybciej "dojść do siebie" a u innej osoby trauma trwa dłużej. Dlatego napisałam "może poradził sobie". Nie mówi o tym, nie chodzi zamyślony, uśmiecha się, spotyka ze znajomymi, ogląda filmy które lubi, poświęca się pracy, zachowuje dokładnie tak samo jak przed więc może, ale tylko może on już przeżył żałobę i może jego świat wrócił już do "normalności". Może pogodził się z tym, że to się stało i nie ma w nim takiej tęsknoty i buntu jak we mnie. Może już nie zadaje pytań "dlaczego?" a może się w tym wszystkim mylę.
Odpowiedz
#36
Mężczyźni mają trochę inną konstrukcję psychiczną niż my. Przeżywają żałobę inaczej, na forum jest nawet oddzielny wątek na ten temat: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...zy%C5%BAni
Odpowiedz
#37
Znajoma właśnie zaczyna rodzić... A mnie skręca w środku. Czuję ogromną gulę w gardle, która się rozrasta i nie daje oddychać. Między naszymi dziećmi miało być 5 miesięcy różnicy. Miałyśmy razem chodzić na spacery. Jej mąż miał przekonać mojego P. żeby był przy porodzie jeśli rodziłabym naturalnie...
Jeszcze dwa miesiące temu dyskutowaliśmy z P. czy urodzę cesarką czy naturalnie. Teraz te dyskusje wydają mi się śmieszne. Przecież żadnego porodu nie będzie. Ja przecież już urodziłam nasze dziecko. Prosto do muszli... Boże...
Odpowiedz
#38
Tak wlasnie jest, po co byly te wszystkie rozwazania i martwienie sie , czy dam rade, czy bedzie mnie stac na super wozek, 
na szczescie jakos nie balam sie porodu, wyobrazalam sobie ze bede dzielna i twarda, no i rzeczywiscie porodu nie bylo. Badz dla siebie dobra i wyrozumiala, bo tego bolu nie da sie tak szybko oswoic.
Odpowiedz
#39
(Mon, 19 Marca 2018, 01:11:22)ZielonaHerbata napisał(a): Krótko przed tym jak dowiedziałam się że jestem w ciąży miałam sen. Śniło mi się, że zrobiłam test ciążowy i wyszły na nim trzy kreski. Ktoś w tym śnie powiedział mi, że to oznacza że dziecko będzie chore. Często wracam myślami do tego snu. Czy to był przypadek? Czy przepowiednia straty?

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty , bardzo Cię tule. 
Nie zapomnisz nigdy, a myśli będą wracać jak bumerang . Im dalej tym silniejsze mam wrażenie i za każdym razem , innymi emocjami raz z wściekłością , raz że łzami... 
Partner może i stara się zrozumieć ale mimo wszystko to Ty nosilas serce pod sercem. Inaczej to czujesz, głębiej i bardziej. 

Ja też śniłam nie wiedząc jeszcze a potem często... Aż do pochówku. 
Jest wątek o snach. 
Nie wiem jak to nazwać czy intuicja, przeczucie czy ktoś chce nam coś przekazać. Nie wiem. Ale co gorsza sprawdza się :Sad

Trzymaj się...
Nie dziś to jutro... Nie jutro to innym razem, musimy wstać i iść dalej. 
Uda nam się wkoncu
Odpowiedz
#40
Dziękuję Mariianno.
Wiem, że mężczyźni przeżywają pewne sprawy inaczej. Nie mówię, że mniej, ale po prostu inaczej. Wczoraj mąż tej koleżanki, która urodziła wpadł do nas na chwilkę. Cieszył się opowiadał... Po jego wyjściu powiedziałam, że jest mi smutno. Bo tak było, było mi zwyczajnie smutno, że nam nie dane było doczekać się tego dnia. Nie dane nam było się cieszyć i dzielić tą radością z innymi. Mój P. nic nie powiedział. Po prostu odszedł i zajął się swoimi sprawami. Myślę, że on nie chce do tego wracać. Tak mu chyba łatwiej... Nie wiem.

A co do snów długo miałam koszmary po poronieniu. Śniło mi się, że ronię kilka dzieci na raz, albo że ktoś z bliskich jest w ciąży, albo śniły mi się różne inne obrzydliwe rzeczy. Bywało, że bałam się zasnąć bo bałam się kolejnego snu. Więc siedziałam do 3-4 nad ranem i czytałam. Teraz jest trochę lepiej. Zrobiło się cieplej, więc codziennie spaceruję po kilka kilometrów żeby zmęczyć się fizycznie. Wtedy zazwyczaj nic mi się nie śni. Ale smutek wraca, znienacka chwyta za serce a w oczach pojawiają się łzy...
Odpowiedz
#41
Na dworze pięknie, słońce, wiosna rozkwitła, ludziom chce się żyć... A ja mam łzy w oczach... Też miałam rozkwitać, cieszyć się, miałam korzystać w pełni z tych cudownych 9 miesięcy i zaznać wszystkiego, czego nie zaznałam i nie doświadczyłam w pierwszej ciąży. To miał być szczęśliwy czas radosnego oczekiwania. Każdą radość, każde nowe doświadczenie miałam dzielić z moim P. Nie tak jak za pierwszym razem gdy byłam sama...
Za kilka dni minie dwa miesiące od poronienia. Nadal boli, nadal jest smutek... Nie wiem czy "pogodziłam się" z tym co mi się przytrafiło, ale chyba zaakceptowałam fakt, że to się stało. Że czasu nie cofnę, że nic już nie zmienię i nic mi tego dziecka nie zwróci. Ale jednocześnie myśli o ciąży nie chcą "wyparować" z głowy... Wiem, że to nie jest dobry czas, że tyle problemów i komplikacji w życiu, jednak nadzieje we mnie ciągle się tli...
Koleżanka dziś wychodzi z maluszkiem do domu... Zazdroszczę. Zwyczaj nie po ludzku jej zazdroszczę. To nie jest zazdrość pełna zawiści, nie taka, że nie chcę żeby ją to szczęście spotykało. To zazdrość typu, "ja też bym chciała". Nie czuję negatywnych emocji skierowanych w stronę koleżanki czy maluszka, czuję po prostu ból, smutek i pustkę...
Odpowiedz
#42
Pamiętam swoją pierwszą wiosnę po, nie chciałam jej takiej. Rozumiem.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości