baterie w posiewie- czy mogły być przyczyną?
#1
Witajcie
Ciągle dręczy mnie pytanie, czy mogłam zapobiec śmierci mojego Skarba... Dopiero teraz odebrałam wyniki z cytologii, które robiłam jeszcze na początku ciąży. Jest w nich informacja o występujących "licznych komórkach zapalnych". Po nitce do kłębka... Obecnie, po łyżeczkowaniu czuję pieczenie przy oddawaniu moczu. W oczekiwaniu na wizytę u lekarza zrobiłam badanie moczu i posiew, z czego wynika, że mam bakterie: enterococcus faecalis 10^6 kom/ml w moczu. Ponadto b. liczne moczany bezpostaciowe i liczne szczawiany wapnia. Przy przyjęciu do szpitala miałam wysokie CRP świadczące o stanie zapalnym, ale badań moczu nikt nie zlecił. Sprawdziłam jakie miałam wyniki na początku ciąży, okazuje się, że były już obecne nieliczne bakterie, pojedyncze nabłonki płaskie i b. liczne moczany bezpostaciowe. Dlaczego lekarz nie zlecił dokładniejszych badań, dlaczego w szpitalu nie dociekali przyczyny stanu zapalnego? Moje dziecko żyło do ostatniej chwili (15 tydzień) i może wystarczyłyby dokładniejsze badania i można było uniknąć poronienia? Czy doszło tu do zaniedbania?
Odpowiedz
#2
Leno,  od kilku dni zabieram się żeby opisać moje przejścia. Straciłam syna w 18 tc (17+5). Trafilam do szpitala 11 godzin przed poronienieniem z regularnymi skurczami. Odczuwałam je wcześniej ale były delikatne i bardziej odczuwałam je jako ból a nie skurcze. W szpitalu zrobiono mi USG które wykazało skracającą się szyjkę oraz pobrano posiew z kanału szyjki. Podawano mi leki rozkurczowe i o 7 rano miałam mieć założony szew na szyjkę. Lekarze robili co mogli - dostawałam olbrzymie ilości leków. Niestety tuż po północy mój Michaś się urodził. Lekarka ktora mnie przyjmowała była zaskoczona ze nie udało się powstrzymać skurczy. Posiew nie wykazał żadnych bakterii w kanale szyjki dlatego jako przyczynę podano niewydolność szyjki. Dzisiaj wiem ze przyczyną było najprawdopodobniej zakażenie wewnątrzmaciczne. Posiew został prawdopodobnie źle pobrany lub/i wyhodowany. 
W następnej ciąży szyjka była bardzo wydolna ale niestety nawalczyłam się z bakteriami Sad
Odpowiedz
#3
Moja historia jest bardzo podobna do Twojej. Poroniłam w 14tc - 17 sierpnia zeszłego roku. Wyniki moczu miałam dobre a przyczyną poronienia było zakażenie bakteryjne wewnątrzmaciczne. Lekarz powiedział mi, że pierwsze co to w szpitali powinni zrobić posiew z pochwy na obecność bakterii (nie zrobili tego) ponieważ później są one już nie do wykrycia. Nieznana zostaje tym samym bezpośrednia przyczyna poronienia. Bardzo Ci współczuję kochana...
Odpowiedz
#4
(Mon, 12 Marca 2018, 17:40:16)DwaOkruszki napisał(a): Moja historia jest bardzo podobna do Twojej. Poroniłam w 14tc - 17 sierpnia zeszłego roku. Wyniki moczu miałam dobre a przyczyną poronienia było zakażenie bakteryjne wewnątrzmaciczne. Lekarz powiedział mi, że pierwsze co to w szpitali powinni zrobić posiew z pochwy na obecność bakterii (nie zrobili tego) ponieważ później są one już nie do wykrycia. Nieznana zostaje tym samym bezpośrednia przyczyna poronienia. Bardzo Ci współczuję kochana...

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty... Ja ciągle nie mogę tego przeboleć, że można było reagować wcześniej. Do szpitala zostałam przyjęta dopiero za trzecim razem, wcześniej odsyłali mnie właściwie z kwitkiem. Lekarz, do którego się wybrałam już z aktualnymi wynikami stwierdził, że mogę pozwać szpital. Poważnie się nad tym zastanawiam, ale to nie zwróci mi mojego Jasia... Jednak sprawa nie daje mi spokoju, dlaczego nikt nie zlecił badań moczu, nie zrobił posiewu... DwaOkruszki, jak sobie z tym poradziłaś?

(Thu, 08 Marca 2018, 17:14:38)unbeldi1980 napisał(a): Leno,  od kilku dni zabieram się żeby opisać moje przejścia. <...>

Unbelti, dziękuję, że się odezwałaś. Odebrałam wyniki histopatologiczne i okazuje się, że łożysko było zaropiałe, czyli wszystko świadczy o tym, że przyczyną śmierci mojego Skarba było zakażenie bakteryjne... Tak niewiele wystarczyło... tak niewiele i mógłby żyć. To nie żadne pocieszenie, ale w pewien sposób zazdroszczę Ci tej świadomości, że i Ty i lekarze zrobiliście wszystko, żeby temu zapobiec i po prostu nie dało się... Ja mam ogromny żal, że lekarze nie dociekali przyczyny, jakby było oczywiste, że "organizm wie co robi". No nie wiedział, po prostu chorował... Powiedz, skąd dowiedziałaś się, że przyczyną było jednak zakażenie?
Odpowiedz
#5
Lekarze w szpitalu zrobili co mogli ale ten prowadzący który widział mnie na wizycie kilka dni przed nie zrobił nic - nawet mnie nie zbadał. Do dzisiaj mam żal.
Pewności mieć już nie będę ale mój obecny ginekolog (prowadził moją trzecią ciążę) uważa że przyczyną było właśnie zakażenie a nie niewydolność szyjki. W ostatniej ciąży szyjka sprawowała się znakomicie. Na etapie 18 tc miała prawie 5 cm długości wiec to nie ona była przyczyną straty bo szyjka jest niewydolna zawsze a nie tylko czasami.
Odpowiedz
#6
(Wed, 14 Marca 2018, 13:31:40)unbeldi1980 napisał(a): Lekarze w szpitalu zrobili co mogli ale ten prowadzący który widział mnie na wizycie kilka dni przed nie zrobił nic - nawet mnie nie zbadał. Do dzisiaj mam żal.

A miałaś jakieś objawy?
Odpowiedz
#7
(Wed, 14 Marca 2018, 12:12:04)lena2305 napisał(a): Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty... Ja ciągle nie mogę tego przeboleć, że można było reagować wcześniej. Do szpitala zostałam przyjęta dopiero za trzecim razem, wcześniej odsyłali mnie właściwie z kwitkiem. Lekarz, do którego się wybrałam już z aktualnymi wynikami stwierdził, że mogę pozwać szpital. Poważnie się nad tym zastanawiam, ale to nie zwróci mi mojego Jasia... Jednak sprawa nie daje mi spokoju, dlaczego nikt nie zlecił badań moczu, nie zrobił posiewu... DwaOkruszki, jak sobie z tym poradziłaś?

Do tej pory, choć minęło już ponad pół roku nie potrafię o tym zapomnieć. Jest troszkę łatwiej, nie powiem, że nie ... ale zapomnieć się nie da. Na początku bardzo chciałam dociec przyczyny tego co się stało. Bardzo dużo czytałam (tak też trafiłam na to forum). Miałam straszne poczucie winy, że może ja nawaliłam. Obwiniałam swojego ginekologa, lekarzy w szpitalu. W końcu trafiłam na świetnego lekarza, który nie tylko stał się poniekąd moim psychologiem (przekonał mnie, że to nie była moja wina) ale również naprawdę indywidualnie podszedł do tego co mnie spotkało. 
Możesz rozważyć wizytę u psychologa - ja tak zrobiłam. Na spokojnie...bo na to wszystko najlepszym lekarstwem jest jednak czas...
Odpowiedz
#8
Leno,bardzo mi przykro.
Pamietasz moze co mowily Twoje wyniki badania histo?
Zastanawia mnie tylko dlaczego nie sa zlecane rutynowe posiewy skoro moze to miec tak katastrofalne skutki. Rozumiem ze nfz nie stac na badania kazdej pacjetnki pod katem ureaplasmy,mycoplasmy cxy chlamydii(wielka szkoda) ale zwykle posiewg z szyjki?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości