Nie daję rady ;(
#26
Agatko, pamiętam, że gdy zbliżała się data mojego planowanego terminu porodu, to czułam się koszmarnie, bałam się tego dnia, spotkałam się w tym dniu dodatkowo z terapeutką, bo się bałam, że umrę, że nie dam rady. To zrozumiałe, że Ci ciężko. Przykro mi. Wiedz, że nie każdego spotyka tyle nieszczęść ile może unieść, niektórych spotyka zbyt wiele, nie są w stanie ich unieść, ale chcę mieć nadzieję, że przetrwasz. Nie ma żadnej gwarancji, że się uda, na pewno nie wszystko, ale coś się udać może.
Odpowiedz
#27
(Mon, 26 Marca 2018, 22:01:09)DzikaMysz napisał(a): Napiszę tylko jedno - więcej taktu, gdy puentujesz innych ludzi w kontekście tego, jakie nieszczęścia się komu należą.
Argumentów - brakło?
To jest powód - z mojej strony.
Miejsce - znajdź na Forum wskazane ku temu, bo tu rzeczywiście nie będziesz.

Nie brakło argumentów, tylko nie zamierzam dyskutując z Tobą dodatkowo stresować i męczyć Agatki. 
Przeżyłam to Wszystko dwa razy i gdyby nie wiara i nadzieja nie dałabym rady. I nikomu nic się nie należy, żadne nieszczęście, tylko jeśli w naszym życiu pojawi się tak cholernie trudna sytuacja to tylko patrzenie w przyszłość, a nie wstecz da jakąś szansę na powodzenie. 
Jak nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, to przeczytaj jeszcze raz, bo mnie chodziło o kilka słów zwykłego wsparcia, a Twoje raczej demotywują i nie chce się walczyć dalej.
Odpowiedz
#28
Sesi89 - https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid343931
Odpowiedz
#29
No i jak już mi się wydawało, że łapię jako-taką równowagę, to pojawiła się wieść o bliskiej osobie w ciąży. Nie udźwignęłam tego. Znów wszystko wróciło jak na samym początku...
Odpowiedz
#30
Agatko, Sad
Pamiętam, jak na mnie zadziałała wieść o ciąży osoby, która mi bardzo pomogła. Mimo tego, że dobrze jej życzyłam, ciężko to odreagowałam.

Udało się znaleźć nowego terapeutę?
Odpowiedz
#31
Niestety ta para nie wykazuje się zrozumieniem sytuacji. Są tak zaślepieni swoim szczęsciem, że kompletnie nie zwracają uwagi na odczucia innych. W tym przyjaciółki, która od wielu miesięcy nie może zajść w ciążę. Przykro mi, bo przez te wszystkie ciąże naokoło wykruszyło mi się dużo znajomych. Po prostu nie mogę się z nimi kontaktować, to dla mnie zbyt bolesne. Znalazłam terapeutę, pracujemy, łatwo nie jest.
Odpowiedz
#32
Dbaj o siebie Agatko. Kto zna Twoją sytuację i ma serce, zrozumie, że potrzebujesz teraz czasu.
Odpowiedz
#33
Agatko - minęło 11 lat od pierwszego poronienia a ja do dziś pamiętam tą noc, te emocje, ten dziwny świat w którym nagle się znalazłam. Pamietam znajomych od których trzeba było uciekać i rodzinę która nagle emocjonalnie oddaliła się o tysiące mil. Nagle stanęłam po drugiej stronie lustra, za szybą przez którą moje emocje były kompletnie niezrozumiałe dla innych. I szok jakiego doznałam: O Boże-to aż tak boli??? Oddałam się mojemu żalowi bez reszty i było mi z tym dobrze. Dziś po tylu latach codzienne obowiązki i czas pozwoliły mi powrócić do normalności. Już potrafię żyć bez tego cudownego forum, bez tej mocnej grupy wsparcia osób, które przeżyły to co ja. Więcej - czasem całymi tygodniami nie pamiętam o moich zmarłych dzieciach, zapominam o rocznicach, nie wchodzę na forum, po prostu żyję i co najdziwniejsze to życie jest całkiem znośne i... po prostu możliwe, choć wtedy ciężko byłoby uwierzyć.
Są na tym forum moje wpisy o tym, że wyrzuciłam moje dziecko do kosza - z podpaską, na izbie przyjęć. Wyrzuty sumienia były nie do zniesienia - jak mogłam dziecko, które miało leżeć w pięknej czyściutkiej pościeli cisnąć do kosza na śmieci??? Jaka ze mnie matka? Ale tak się stało i nigdy tego nie zmienię. Dziś myślę, że wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam zrobić nic innego. Pocieszam się że nie była to do końca moja wola - kochałam moje nienarodzone dziecko i w pełni świadomości nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Kiedy roniłam po raz drugi okłamałam lekarza w szpitalu - nie oddałam tego, co ze mnie wypłynęło, oddałam zawiniątko mężowi i kazałam spalić.
Piszę i piszę o sobie ale Twoje emocje i wydarzenia towarzyszące Twojej stracie są mi bardzo bliskie, bardzo przypominają mi moją tratę-podobna długość życia dziecka, podobne okoliczności samego poronienia, podobne emocje po stracie.
Chciałam Ci napisać, że będzie lepiej, czas zaleczy rany. Blizny pozostaną już zawsze i nigdy nic nie będzie takie samo ale przyjdzie czas na wytchnienie. Tymczasem dbaj o siebie dla siebie samej i męża. Przeżyj żałobę po swojemu, daj sobie czas. Z całego serca życzę Ci spokoju.
Odpowiedz
#34
Agatko bardzo mi przykro.Wiem co przeżywasz.Ból jest straszny a jak jeszcze dowiadujemy się,że koleżanka jest w ciąży to dołujemy się.Mam podobnie jak Ty także unikam koleżanek,znajomych w ciąży.Jak widzę dziewczynę z brzuszkiem to odwracam głowę.To tak bardzo boli,że ktoś jest w ciąży a ja mimo,że tak bardzo chce dziecka nie mogę go mieć,a jak już się udało to straciliśmy naszą fasolkę.Wiem,że dziewczyny w ciąży nie są niczemu winne,ale to tak bardzo boli.Boli mnie jak ktoś mówi "nic się nie stało"; "jesteś jeszcze młoda"itd przecież ta osoba nie wie co mówi.Strata dziecka o którym tak bardzo marzysz,tak bardzo chcesz,starasz się to jest coś strasznego.Nie można się z tym pogodzić z dnia na dzień.Przynajmniej ja tak nie potrafię.Żałoba po stracie upragnionego dziecka jest we mnie i nie wiem kiedy minie.Unikam znajomych,bo nie mam ochoty słuchać jak u nich jest super,lub gdzie byli na majówce.Wiem,że to źle ,ale widocznie tego mi potrzeba.Jedyną osobą z którą rozmawiam jest mój kochany Mąż wiem,że zawsze mogę na niego liczyć,mam w nim ogromne wsparcie.Wiem,że i on przeżywa naszą tragedię,ale mamy siebie i to jest najważniejsze.Przekonaliśmy się o tym i oboje o tym wiemy.
Życzę Ci Agatko dużo siły,wytrwałości ,żałoba sama minie ale niestety nie potrafię powiedzieć kiedy.
Odpowiedz
#35
Dziękuję Wam bardzo za te słowa. Mrko, ja też pamiętam każdą minutę z tego czasu... Krew, ogromny ból i jeszcze większa rozpacz. Teraz mam wrażenie, że co trochę się podnoszę, to znów wpadam w dół... I czemu ludzie są tak niewyrozumiali? Wczoraj przyjaciółka powiedziała mi, że jest znów w ciąży i znów ot, tak, od razu się udało. Wie przez co przechodzę, a radośnie informuje mnie o swojej ciązy i proponuje spotkanie. Wiem, że to jest ogromna radość, ale czemu nie może chwialić się innym? Skąd taki brak taktu i zrozumienia? Przecież wie, że nie mogę patrzeć na ciężarne.
Odpowiedz
#36
Zawsze znajdzie się ktoś, kto zdołuje. Ja byłam przerażona kiedy moi najbliżsi rzucali takimi tekstami, że ręce opadały. Bolało. Bardzo. I niestety niesmak pozostał. Dziś rozmawiałam z koleżanką z pracy, której dziecko zmarło w 14 t.c. I pomimo tego, że pracuje w pokoju z dziewczyną która zajmuje się zbiorowym ubezpieczeniem i płacami koleżanka poinformowała jej ani o możliwości skorzystania z odszkodowania PZU, ani o możliwości pójścia na urlop macierzyński. Nic. Znieczulica totalna.
A co do ciężarnych - milion już razy na tym forum pisałam że zaszłam w ciążę równocześnie z bratową męża. Ona urodziła syna - do dziś go nie lubię chociaż nie jest niczemu winny. Po prostu nie mogę się przełamać. Płakałam na jego chrzcie. A bratowa? Powiedziała mi w pocieszeniu że inni mają gorzej bo ona w telewizji oglądała program o kobiecie której zmarły bliźnięta tuż przed rozwiązaniem. Duże były, to i większy żal. Ale czy na pewno? Na głupotę nie ma rady.
Odpowiedz
#37
(Wed, 23 Maja 2018, 10:43:58)Mirka napisał(a): Na głupotę nie ma rady.

A ja uważam, że jest - należy takie zachowania tępić i odzywać się, bo siedzenie cicho, to ciche przyzwolenie na takie teskty.
Dopóki nie powiemy stop, to skąd ktoś ma wiedzieć? nie wierzę w cudowna empatię. A inna sprawa, że ludzie mówiąc takie rzeczy często są święcie przekonani, że to pomocne i takie też maja intencje. Warto naprostować.
Odpowiedz
#38
Zwaracam im uwagę, ale niestety kończy się to czymś w rodzaju focha. Bo "Jak to? Nie cieszę się ich szczęsciem?"
Odpowiedz
#39
Agatko, mam to samo - jak proszę o unikanie pewnych tematów, to wychodzę na egoistkę, która nie potrafi cieszyć się czyimś szczęściem, więc odpuściłam i zaciskam zęby
Odpowiedz
#40
W taki dzień jak dziś, jest strasznie. Mam ochotę zasnąć i już nie wstać...
Odpowiedz
#41
Co się dzieje?
Odpowiedz
#42
Dzień matki zniosłam strasznie. Wszystkie koleżanki chwalące się na fb maluchami albo brzuchami, reklamy w tv. Koszmar.
Odpowiedz
#43
Agatko, dobrze pamiętam, jak reagowałam na wszelkie obrazki szczęśliwego macierzyństwa wokół siebie. Radar był bardzo czuły.
Współczuję Ci.
Odpowiedz
#44
Reagowałaś, piszeszw czasie przeszłym. Czy to znaczy, że to w ogóle kiedyś minie? Mam wrażenie, że nim nie urodzę dziecka, to w ogóle nie minie.
Odpowiedz
#45
U mnie to minęło. Nie wiem, czy sam upływ czasu wystarczy. Wydaje mi się, że można mieć nadzieję, że choć trochę złagodzi emocje.
Odpowiedz
#46
Miałby już ponad 2 miesiące. Nie mogę bez niego żyć. Nie mogę się pozbierać, nic nie czuję. Wszystko jest bez sensu. Nie chcę dłużej walczyć, nie mam siły.
Odpowiedz
#47
Och Agatko, tak mi przykro. To tak boli - pamiętam.
Odpowiedz
#48
Agatko, jak się czujesz?
Odpowiedz
#49
Dziękuję, w tygodniu zawsze jest trochę łatwiej- praca mnie mobilizuje, ale minęło już 10 miesięcy, a ja czasami się czuję, jakby to się stało tuż przed chwilą. Biorę leki cały czas, ale mam wrażenie, że są dni, kiedy nie działają, a z każdym kolejnym miesiącem niepowodzeń jest coraz gorzej.
Odpowiedz
#50
10 miesięcy to jeszcze bardzo krótko, naprawdę. 
Z lekami jest różnie - często trzeba wielu próbować, żeby dobrać odpowiednie, na różnych ludzi różnie poszczególne grupy leków działają, często też bywa tak, że po jakimś czasie organizm wyrabia sobie tolerancję i efekt terapeutyczny zanika i trzeba zmieniać - wiem coś o tym, też biorę, od bardzo dawna. A i tak one tylko trochę ułatwiają bycie tu, funkcjonowanie czy spanie - niestety, choćby się chciało - nie uśmierzają cudownie bólu, nie wymazują cierpienia. Są pomocne, ale nie załatwiają wszystkiego. Powiedz mi, czy Ty masz terapię?

Wiem, że terapię miałaś, że nie szło, że miałaś zmieniać - chodzisz do kogoś?
Gdybyś potrzebowała napisać o czymś, ale niekoniecznie chcesz publicznie, to daj mi tu znać. Jakkolwiek to nie zabrzmi, siedzę w tym od dawna - leki, psychiatrzy, terapeuci. No i łączy nas miejsce zamieszkania. Mogę pomóc jeśli chodzi o namiary na sprawdzonych trójmiejskich psychiatrów i psychoterapeutów. Mogę też z Tobą po prostu pogadać o rzeczach, o których czasem trudno gadać z ludźmi, którzy pacjentami psychiatrycznymi nie są i nigdy nie byli. Gdybyś chciała, potrzebowała - po prostu mi to zasygnalizuj. Możesz też pisać do mnie tu, jeżeli tak wolisz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości