Nie zawsze świeci słońce
#1
Witam.
Patrzę przez okno na piękne słoneczko. Ale w moim sercu go nie ma. Zgasło 28 grudnia, kiedy to na wizycie dowiedziałam się, że serce mojej Zuzi przestało bić. Po tym nastąpiły 4 najgorsze dni w moim życiu, dopiero 2 stycznia miałam zabieg łyżeczkowania, byłam w 11 tygodniu ciąży. Planowanej, upragnionej.
Jestem już mamą 9-letniej dziewczynki, cudownego wcześniaka.
Dziś odbieram z USC akt urodzenia Aniołka, będący jednocześnie aktem zgonu.
Jestem zła, wręcz wściekła na to, jak polskie prawo traktuje kobiety po stracie. Po zabiegu powiedziano mi, że dopiero za 3 tyg. będę mogła wypożyczyć bloczki parafinowe do zbadania na własną rękę (i koszt) płci dziecka. Wcześniej szpital musi wykonać badania histopatologiczne. Z pomocą mojego gin udało się to przyspieszyć o tydzień. Na wynik badań genetycznych czekałam tydzień, później znowu wizyta w szpitalu i wypisanie karty martwego urodzenia. Dziś mi się L4, więc mam nadzieję załatwić ostatnie formalności i dochodzić do siebie na urlopie macierzyńskim już w spokoju.
Jest mi smutno, tak cholernie smutno aż coś we mnie się rozdziera. Wspieramy się wspólnie z mężem, też bardzo to przeżywa szczególnie, że to było jego pierwsze dziecko (córkę mam z poprzedniego małżeństwa).
Nie maluję się, bo nigdy nie wiem, kiedy się rozryczę. Przy córce staram się "trzymać kupy" ale nie zawsze mi się to udaje. Czasem razem sobie popłaczemy. Tak bardzo cieszyła się na rodzeństwo, mówiła do mojego wystającego już brzucha Bejbiś.
Nie zdecydowałam się na pochówek, nie żałuję tego. Zuzia zostanie skremowana i pochowana w Grobie Nienarodzonego Dziecka, tam będę jeździła i zapalała aniołkowe świeczuszki. Nastąpi to dopiero końcem roku, wtedy będzie msza i złożenie urn do grobu.
Miałam termin na koniec lipca, wtedy też zaplanowaliśmy przeprowadzkę do naszego nowo wybudowanego domu, który teraz wykańczamy.
Jest ciężko i będzie tak jeszcze długo.
Znowu się poryczałam.
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro...
W szpitalu miałam takie poczucie, że nie jestem osobą, człowiekiem, kobietą, która straciła dziecko, tylko jakimś cholernym kolejnym numerem pacjenta. Nie podjęłam się robienia badań genetycznych i zgłaszania dziecka do USC, nie dałabym rady przebrnąć przez te formalności.
Odpowiedz
#3
Witaj Kolinko. Moje dziecko odeszlo 28 grudnia 2016 roku. W tym dniu 13 lat wczesniej zmarla moja babcia. Trudno mi myslec ze to zbieg okolicznosci. Przeprowadzilam sie do nowego mieszkania kilka miesiecy wczesniej i po stracie nie potrafilam sie nim cieszyc, bylo mi to w sumie obojetne. Ale z drugiej strony, to bylo moje schronienie. Minal juz ponad rok, duzo sie zmnienilo od tego czasu, ale pamietam pierwsze miesiace ubieglego roku byly najgorsze w moim zyciu. Z perspektywy wiem, ze przez to trzeba przejsc i nie tlumic zaloby, wsluchac we wnetrze. ale tez starac sie dbac o siebie, to ostatnie nie za bardzo mi sie udalo, teraz wiem jakie to wazne. Badz dla siebie dobra, przesylam usciski. (') Dla Zuzi.
Odpowiedz
#4
Zuzia.. tak miała mieć na imię moja córeczka. Okazała się chłopcem Oskarkiem.
Przeżyłam to samo. Ale w 13 tc. I 10 miałam zabieg. Dziś również odebrałam wyniki. Po 2 tygodniach i wpłaceniu w genetyce badań na cito . To chore jest.
My w sobotę pochowamy. Nie chciałam , żeby było gdzieś daleko. Chcę mieć je blisko i jeździć do niego kiedy będę. Chciała. Przy rodzinie trzymam się. Ale gdy jestem sama wyje po kątach. Nie wiem jak przeżyje sobotni dzień...


Współczuję i jestem z Tobą.
Odpowiedz
#5
Dziękuję Maja 84, Xymox i Mariianna. Mariianna do mojej Zuzi będę miała niedaleko, jakieś 20 min. samochodem. Nasze cierpienie chyba byłoby większe, gdybyśmy z mężem sami robili pogrzeb i byłaby w nowym grobie sama, tak będzie z innymi Aniołkami. Tak razem zdecydowaliśmy.
Pozałatwiałam dziś wszystkie sprawy i w końcu mam urlop macierzyński (dla kobiet po stracie powinien chyba inaczej się nazywać), do pracy wracam 27 lutego (fizycznie, bo na telefonie wiszę codziennie tłumacząc różne rzeczy dziewczynie która mnie zastępuje). Pani kadrowa wysłała mnie do PZU, bo tam mamy ubezpieczenie grupowe. Poszłam, 10 min. w kolejce, 5 min. obsługi i załatwione, w przyszłym tygodniu pieniądze mają być na koncie, byłam w szoku.
Teraz mogę spokojnie zająć się sobą.
Uwielbiam samotne wędrówki po górach (mieszkam w Beskidach). To zawsze mnie najbardziej relaksuje i odpręża. O tej porze roku ludzi na szlakach niewiele, więc mogę sobie iść ścieżką przed siebie, słuchać szumu wiatru w lesie, podziwiać znane już na pamięć cudne widoki, rozmyślać i ryczeć ile tylko chcę.
I właśnie jutro tak zrobię.
Odpowiedz
#6
Rok temu cieszyłam się, że jestem w ciąży, miałam za sobą jedno poronienie. Pod koniec marca usłyszałam, że mój Skarb nie żyje, że nie bije jego serduszko. W szpitalu na zabiegu czułam się jak intruz, totalna porażka. Wszystko szło opornie, a ja nie miałam siły już walczyć z kolejnymi osobami, dla których moja strata nie miała żadnego znaczenia i nawet tak zwyczajnie po ludzku nie umieli współczuć. Było okropnie, a ja chciałam tylko w spokoju sobie z tym poradzić. Nie zapomniałam. Tęsknię za moim synkiem cały czas. Ale [...] Jest dobrze. [...] I wszystkim, którzy trafiają na to forum tego właśnie życzę, żeby doczekać szczęścia.
Jestem z Tobą, trzymaj się ciepło. Pozdrawiam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości