Droga przez mękę... Ile jeszcze
#26
Kolejny strzał załamki...zastanawiam się nad upominkiem dla syna na zajączka... Wtem przyszły kwiatki zamówione na grób Oskara... Przecież powinnam wózek wybierać a nie robić dla niego stroik na grób. Sad
Koleżanka dziś jedzie na zabieg. Spotkało ja to co mnie... Chciałabym być s takiej formie jak ona. Chyba że to pozory. Za tydzień do pracy... Bardzo się boję wrócić. Boję się swojego zachowania wobec małych dzieci z którymi będę miała kontakt.
Odpowiedz
#27
Jesli nie czujesz sie na silach moze warto pociagnac zwolnienie?
Odpowiedz
#28
Byłam kiedyś na grobie córeczki koleżanki, pięknie przystrojonym z wyznaniami miłości, kwiatami, jej imieniem. Wszystko starannie ułożone. Co zrobić z taką miłością, której inaczej nie można wyrazić? Oprócz zamyślenia na twarzy koleżanki nie było widać rozpaczy, ale sercem była gdzie indziej.
Może Twoja koleżanka robi tylko dobrą minę. Zresztą te najsilniejsze uczucia często przychodzą później. Czy to ta sama koleżanka, której towarzystwa się bałaś na wyjeździe?
Dla Oskarka i Twoich starszych Dzieci (*)
Odpowiedz
#29
Nie to nie ta sama... Tamta nie pojechała. Czeka na kontrolę USG bo przezierność powyżej 3 ma. A wyjazd dał mi dużo, odpoczęłam trochę od zamartwiania się . Było tak jak kiedyś . Bałam się że będę miała wyrzuty sumienia że dobrze się bawiłam ale jest ok.
Kryzys przyszedł przez teściowa i jej zachowanie... Znowu :/ kiedyś wspomniał że w wolnej chwili musi jechać na " mały " grób zrobić porządek ( leży tam jej babcia no i Oskar ) powiedziałam jej dosadnie że ja się tym grobem będę opiekować, że kwiaty są zamówione i czekam na nie. A ogarnięte jest bo byłam tam. Jej reakcja była totalnie zbędna .
Przed naszym wyjazdem zadbałam o porządek na grobie o swieze kwiaty. Jeżdżę do Oskara raz na tydzień... Uspokaja mnie to i daje poczucie okazywania w ten sposób miłości i pamięci dla niego. A że wiedziałam że będzie msza za babcie ( inna niż ta z która leży Oskar ) całą rodzina będzie to wspomniałam że zrobione jest ale kwiaty są żywe i martwię się czy nie zmarzną. Nie powiedziała nic... Wczoraj byłam u Oskara. Kwiaty przyszły piękne biało niebieskie wiosenne. Zachodząc nad grób dostałam takiej złości jakiej dawno nie mialam !
Postawiła wiechec bo inaczej nazwać nie idzie ! Doniczka najmniejsza i najbrzydsza jaka była z kula styropianowa wystającą z niej i wbite 5 plastikowych najgorsze jakie mogły chyba być róże zielone ... Poprostu wstyd by mi było gdziekolwiek takie coś postawić. Dostałam szalu ... Przecież to grób mojego dziecka ! Jak ona może rządzić się na nim, jak może kłaść mu takie byle co , gdzie ja mam kłaść swoje kwiaty i miłość ??? Zabrałam je wyzwalam męża że nie mam już do tej kobiety sił. Zrobiła to przed rodziną n pokaz specjalnie jaka to ona stratę poniosła, jak ona nie cierpi..... Prosiłam jak , mówiłam. Nie uszanowała tego. Poraz kolejny pokazala że jestem nikim.
Opowiadając to mojej siostrze nie dostałam zrozumienia. Twierdzi że każdy ma prawo postawić tam co chce. Tym bardziej że leży tam jej babcia. Ok . Zgadzam się. Ale prosiłam ja , mówiłam , dając nam zgodę na pochówek powinna się liczyć z tym że teraz my mamy do niego też prawo i uszanować to. A nie każdy z rodziny np swojej babci czy mamie robi śmietnik na grobie.
Poczułam że nie ma miejsca na moją stratę pustkę i lzy.

Inna sytuacja np przyszła do nas na kawę, odebrała telefon od koleżanki ... Uradowana, podniecona jak nie wiem rozmawiała z nią przy mnie o tym że jest w ciąży... I wszystko co ta dziewczyna jej powtarzała mówiła na głos. Okazało się że dziewczyna siedzi z inną ich koleżanka też w ciąży, rozmawiała potem też z tą drugą... czy kopię, a co będzie , a jaki brzuszek a to a tamto. Poszłam do łazienki trzasnelam drzwiami i siedziałam na wannie zatykając uszy ze łzami w oczach.
Skończyła a ja wyszłam. Nie powiedziałam nic.
Ale dwa dni później będąc u nich zaczęła opowiadać że ta i ta jest w ciąży.... Ukrócilam jej uradowany głos tym że nie interesuje mnie kto jest w ciąży z kim jest w ciąży ani to jaki ma brzuch i co będzie miała i czego potrzebuje. Zrobiła się czerwona.
Wszedł mąż to temat skończony... Bo robi wszystko ale nie przy nim. Bo on odrazu ich wyzywa. A jak go nie ma to huzia na jozia jak to się mówi. Potem płacze mu do telefonu.

I nie wiem czy ja jestem przewrażliwiona , czy za bardzo biorę do siebie, czy co... Ale poprostu jej zachowanie tak mnie dobija jak nikogo. Hipokryzja zalatuje... Tu płacz lament jej ból najważniejszy a tu inna skrajnośc i zero reakcji i hmmm no ze jednak ja jestem też w tym...
Odpowiedz
#30
Mariianno, bardzo Ci współczuję całej sytuacji. Ktoś się wcześniej zajmował grobem babci, w którym spoczywa też Oskar? Czy ta opieka się nagle objawiła, jak pochowaliście Oskarka? Może powinniście po prostu ustalić, co, kto i jak.
Odpowiedz
#31
(Sat, 03 Marca 2018, 15:12:37)PiBi napisał(a): Mariianno, bardzo Ci współczuję całej sytuacji. Ktoś się wcześniej zajmował grobem babci, w którym spoczywa też Oskar? Czy ta opieka się nagle objawiła, jak pochowaliście Oskarka? Może powinniście po prostu ustalić, co, kto i jak.

Ona kładła tam byle co dwa razy do roku byle było że coś się na grobie dzieje. Zapalany znicz od okazji. Byle było. Nigdy nie zwracała na niego większej uwagi. Był trzymany i opłacany przez nich by" miejsce na cmentarzu " im nie przepadlo.
Teraz nagle bardziej się zainteresowała.  Czysty Przypadek?  
Grób jest opłacony przez nich do 2031. Mówiłam że oddam jej całość albo część nie jest to duża kwota ale zawsze ... I było by na pół. Ona nie chce. Prosiłam że ja się nim zajmę że ma się nie przejmować tym bardziej że opiekuje się grobem swojej mamy i teściowej na pół z rodziną... To by maila coś z głowy. Ale ich nadgorliwość wobec nas poprostu nigdy się nie skończy .
Odpowiedz
#32
Może chce się wykazać Wink albo po prostu poczuła taki zew, ale jej to minie. Myślę, że po prostu trzeba z nią ustalić, na spokojnie, że Wy z mężem chcecie teraz tym grobem "zarządzać". Może zrozumie.
Odpowiedz
#33
(Sat, 03 Marca 2018, 21:08:56)PiBi napisał(a): Może chce się wykazać Wink albo po prostu poczuła taki zew, ale jej to minie. Myślę, że po prostu trzeba z nią ustalić, na spokojnie, żebym Wy z mężem chcecie teraz tym grobem "zarządzać". Może zrozumie.

Mam syna 7 letjiego. Uwierz , ona nie rozumie po polsku chiński rusku. Poprostu nie. 
To jest typ albo jej albo wcale. 
Nie chcę tu wyrzucać całego swojego życiorysu ale wiele walk z nia/ nimi - teściami przeszlam. Wiele uświadamiania że syn to moje dziecko nie ich. I wiele innych spraw i wiele chęci bo pomagają nam ( moi rodzice mieszkają daleko) nie da się ... Walka z wiatrakami. 
Dlatego jej zachowanie i postępowanie mnie dobija ,bo nie widzą nic po za czubkiem swojego nosa i nic ani nikogo po za nim. Jak kolwiek to brzmi. 
Ja chyba nie toleruje yakiego typu człowieka i to jest mój największy i narastający problem.

(Sat, 03 Marca 2018, 22:49:07)Mariianna napisał(a):
(Sat, 03 Marca 2018, 21:08:56)PiBi napisał(a): Może chce się wykazać Wink albo po prostu poczuła taki zew, ale jej to minie. Myślę, że po prostu trzeba z nią ustalić, na spokojnie, żebym Wy z mężem chcecie teraz tym grobem "zarządzać". Może zrozumie.

Mam syna 7 letjiego. Uwierz , ona nie rozumie po polsku chiński rusku. Poprostu nie. 
To jest typ albo jej albo wcale. 
Nie chcę tu wyrzucać całego swojego życiorysu ale wiele walk z nia/ nimi - teściami przeszlam. Wiele uświadamiania że syn to moje dziecko nie ich. I wiele innych spraw i wiele chęci bo pomagają nam ( moi rodzice mieszkają daleko) nie da się ... Walka z wiatrakami. 
Dlatego jej zachowanie i postępowanie mnie dobija ,bo nie widzą nic po za czubkiem swojego nosa i nic ani nikogo po za nim. Jak kolwiek to brzmi. 
Ja nie toleruje yakiego typu człowieka i to jest mój największy i narastający problem.
Odpowiedz
#34
Tak naprawdę nie wiem co mnie tu ściąga do pisania do samej siebie, chyba chęć wyrzucenia wszystkiego czego nie mam komu powiedzieć normalnie. A tu mało kto zagląda to mogę wyrzucić żale.
Z zewnątrz jak by wszystko już normalnie ale w środku jeszcze mam masakrę .
Kolejny @ przywołał smutek, przypomniał znowu że jestem pusta i bezużyteczna.
Synek zaczyna też wypytywać o Oskara znowu. Przytulając się do mnie ostatnio mówił że nie chce być sam, chce mieć brata spowrotem. Dlaczego on musiał zachorować. A mi łzy popłynęły bo wiem że jego marzenie może się nigdy nie spełnić i będzie sam jak palec na świecie. Czego nie mogę znieść.
Odpowiedz
#35
Może nie będzie sam jak palec. W najgorszym razie będzie miał Was, przyjaciół, rodzinę, żonę, dzieci i wnuki. Spokojnie. Rodzeństwo nie gwarantuje szczęśliwego życia, a jego brak nieszczęśliwego. Poza tym, przecież jeszcze wszystko może się zdarzyć.
Odpowiedz
#36
(Sat, 17 Marca 2018, 16:31:59)PiBi napisał(a): Może nie będzie sam jak palec. W najgorszym razie będzie miał Was, przyjaciół, rodzinę, żonę, dzieci i wnuki. Spokojnie. Rodzeństwo nie gwarantuje szczęśliwego życia, a jego brak nieszczęśliwego. Poza tym, przecież jeszcze wszystko może się zdarzyć.

W sumie trochę racja. Ja i moje rodzenstwr jesteśmy zupełnie inaczej wychowani niż mąż i jego rodzeństwo. My za sobą w ogień skaczemy, jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi, wspieramy się.  A z drugiej strony meza rodzeństwo to wieczna walka na noże.  Mam nadzieję , że będzie się otaczał szczerymi przyjaciółmi i staną się jego rodzina . Puki co jest bardzo lubianym chłopcem. 

Wszystko zdążyć się może... A no może. Ale ja tego nie przeżyje. To marzenie które jest największym ale lepiej by się nie spełniało bo to będzie moje najgorsze 10 msc strachu, paniki , płaczu wszystkiego bo myśl z tyłu głowy że znowu coś się stanie że znowu będzie nie tak... Będzie silniejsza niż wszystko. 


Kolejne koleżanki w ciąży. I ja nie jestem taka osoba ale jak tak co chwila mi jakąś po oczach brzuchem świeci.... To zbiera się we mnie wszystko najgorsze. I staram się nie myśleć tak ale to silniejsze ode mnie - że oba sie cieszy a ciekawe jak by ją spotkało to co mnie... Ona nawet nie wie co przeżyłam przeżywam a muszę się z nią cieszyć  i udawać że jest super.
Odpowiedz
#37
Może się zdarzyć też dużo dobrego Smile
Odpowiedz
#38
Nie mówisz o swoim doświadczeniu, bo chcesz, żeby to było "tylko Twoje" czy akurat tej koleżance nie chcesz powiedzieć?
I dlaczego musisz cieszyć się razem z nią?

Ja przez jakiś czas też tak myślałam, że muszę udawać, że muszę się cieszyć z innymi. I nie bardzo chciałam rozmawiać o swoich stratach.
Pamiętam, jak do pracy przyszła znajoma ze swoim maleństwem - schowałam się za komputerem i płakałam. Możliwie cicho, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Miałyśmy urodzić w tym samym czasie, może nawet tego samego dnia. Gdy ona szczęśliwie rodziła córkę, ja byłam na dnie, w czasie jej jednej ciąży straciłam dwoje dzieci.
Pamiętam, jak denerwowało mnie, że inna znajoma, w wysokiej ciąży, narzeka że jest zmęczona. Jak ja jej tego zmęczenia zazdrościłam...
W końcu miałam się spotkać z bliską koleżanką, przylatywała z Londynu, już ze sporym brzuszkiem. Napisałam do niej maila, uprzedziłam, że w krótkim czasie dwukrotnie poroniłam i że bardzo bym chciała szczerze się z nią cieszyć, ale żeby zrozumiała, jeśli popłyną łzy.
I to, że ona wiedziała, bardzo mi pomogło podczas tego spotkania. Może pomoże również Tobie.
Odpowiedz
#39
(Fri, 23 Marca 2018, 15:12:11)asza napisał(a): Nie mówisz o swoim doświadczeniu, bo chcesz, żeby to było "tylko Twoje" czy akurat tej koleżance nie chcesz powiedzieć?
I dlaczego musisz cieszyć się razem z nią?

Ja przez jakiś czas też tak myślałam, że muszę udawać, że muszę się cieszyć z innymi. I nie bardzo chciałam rozmawiać o swoich stratach.
Pamiętam, jak do pracy przyszła znajoma ze swoim maleństwem - schowałam się za komputerem i płakałam. Możliwie cicho, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Miałyśmy urodzić w tym samym czasie, może nawet tego samego dnia. Gdy ona szczęśliwie rodziła córkę, ja byłam na dnie, w czasie jej jednej ciąży straciłam dwoje dzieci.
Pamiętam, jak denerwowało mnie, że inna znajoma, w wysokiej ciąży, narzeka że jest zmęczona. Jak ja jej tego zmęczenia zazdrościłam...
W końcu miałam się spotkać z bliską koleżanką, przylatywała z Londynu, już ze sporym brzuszkiem. Napisałam do niej maila, uprzedziłam, że w krótkim czasie dwukrotnie poroniłam i że bardzo bym chciała szczerze się z nią cieszyć, ale żeby zrozumiała, jeśli popłyną łzy.
I to, że ona wiedziała, bardzo mi pomogło podczas tego spotkania. Może pomoże również Tobie.

To nie są koleżanki którym chcialabym się takt otwierac. Ja jestem zdania ,i troche mnie mieszanie w malym miescie gdzie wszyscy sie znaja nauczylo, ze ludzie im mniej wiedza o tobie tym lepiej, bo kiedy dzieje się źle to masz krąg ludzi wokół którzy są głodni twojego upadku i ciekawi jak sobie radzisz. A gdy dzieje się dobrze, to nikt tego nie zauważa. Ludzie karmią się czyimś nieszczęściem i dzieła siesie  to takyym z innymi. A te koleżanki to hmm.. to taka   z którą widzisz się przypadkiem gdzies na szybko pogadacie o pierdolach, przysiadzie aż na ławce  by dzieciaki się pobawiły . Gdzieś taka przelotna znajomość niż bliższa relacja. 
Znowu większość tym którym mówię to albo nie wiedzą jak mają zareagować i jest niezreczna cisza, albo udają że nie usłyszeli i jest szybka zmiana. Są też ludzie którzy wiedzą od innych ( z różnych powodow- nieobecności w pracy, wycofanie, czy poczta pantoflową właśnie ) którzy albo mnie unikają, i czekają aż sama zaglądam. Albo tacy którzy są ciekawi u źródła co się działo i wypytują , słuchają w ciszy. 

I może tak jest też że chce by było tylko moje ... Nie wiem nie doszłam do tego jeszcze. Ale wiem że jest mi ciężko a wspieram swoją rodzinę bo a to mąż w pracy, albo  brat ma problemy z dziewczyną, a to babcia ze zdrowiem.... Itd. skupiam się na tym by inni byli zadowoleni, a nie zwracam uwagi na siebie. I inni też tego nie robią . I koło się zatacza. 

Miałaś tyle siły by się spotkać z tą koleżanka ? Jak długo po poronieniu to było?

Kurcze ten słownik w telefonie i edycja Sad mam nadzieję , że idzie zrozumieć co napisałam Wink
Odpowiedz
#40
Mariianno, myślę że teraz powinien być czas dla Ciebie. Na skupieniu się na swoich emocjach, pozwoleniu sobie na odrobinę "egoizmu".
Rozumiem, że nie chcesz się otwierać przed kimś, kto nie jest Ci bliski. Pamiętam, że czasami sama nie wiedziałam, czy chcę mówić o stratach, czy nie.
Później zauważyłam, że łatwiej mi przebywać wśród osób, które wiedzą. Od nich mogłam przynajmniej oczekiwać, że nie wyskoczą z głupim komentarzem albo pytaniem.
Ale to było już po najgorszym okresie, kiedy potrafiłam w jakimś stopniu przeanalizować swoje odczucia. Wcześniej wszystko było kompletnie potłuczone i pomieszane.
Z tą koleżanką, o której pisałam spotkałam się ok. pół roku po drugiej stracie.

Jakie reakcje byłyby dla Ciebie najłatwiejsze do zaakceptowania?
Jeśli będziesz wiedziała, czego potrzebujesz, to może łatwiej będzie rozmawiać z innymi?
Albo jeśli łatwiej Ci określić, czego nie chcesz, to może to zaznaczyć w rozmowie.
Coś w stylu "Niedawno straciłam dziecko, chcę, żebyś to wiedziała i wystarczy mi, że będziesz teraz przy mnie. Nie potrzebuję pocieszeń / rad / pytań"

Często jest tak, że nasi znajomi po prostu nie wiedzą, jak się zachować. Milczą, bo nie chcą urazić (a my akurat potrzebujemy się wygadać) albo próbują pocieszać (często w niezdarny sposób albo słowami, które sprawiają dodatkowy ból, chociaż intencje były dobre).

Dbaj o siebie, proszę.
Odpowiedz
#41
"Mój mały Aniołku, Ty jesteś tak blisko,
Choć oczy nie widzą, serce czuje wszystko,
Rozkładasz skrzydełka, przytulasz do siebie,
Czuję Twą obecność, jestem obok Ciebie,
I swą małą rączką wycierasz łzy moje,
Choć Ciebie nie widzę, obok Ciebie stoję,
Uśmiechasz się do mnie, utulasz ból duszy,
Tak tęsknię za Tobą, rozpacz szczęście kruszy,
Głaszczesz mnie po głowie, bym się nie martwiła,
Z mojego uśmiechu rodzi się Twa siła,
Więc cichutko prosisz bym była radosna,
Bym wierzyła mocno, że znów przyjdzie wiosna,
Bym już nie płakała, bym otarła oczy,
Że mnie mocno kochasz, co dzień przy mnie kroczysz,
Ty troszczysz się o mnie codziennie od rana,
Bez chwili wytchnienia jestem pilnowana,
Opieką otaczasz, czuwasz nieustannie,
Czuję Twoją miłość, czerpię ją zachłannie,
Mój mały Aniołku, tak bardzo Cię kocham,
Staram się uśmiechać, choć serce mi szlocha,
Jestem z Ciebie dumna maleńki Syneczku,
Chciałabym Cię tulić, mieć obok w łóżeczku,
Ale jesteś potrzebna u dobrego Boga,
Nie możesz być z nami, bo inna Twa droga,
Moja miłość do Ciebie tak wielka wyśniona,
Choć nas los rozdzielił, jest wciąż nieskończona!"

Nie wiem czy jakiś kryzys znowu czy co... Piękne słońce wiosna dizeci, i mnustwo wózków brzuchów z pod zimowych kurtek się pokazało.
Czekałam na ta wiosnę, aż swój pokażę... Wyciągając cieńsza kurtkę dziś do pracy pod nią wisiała ta którą kupiłam na wyprzedaży..ciążowa.
I znowu moja głowa i serce jest daleko. Nie widziałabym jak by bomba wybuchła obok.
Kiedy to przejdzie !?
Na ostatniej wizycie kontrolnej mój dr bardzo pozytywny człowiek nawet mówi my tu śmiechu chichy ale widzę że uśmiechasz się dobrze wyglądasz ale zacznij żyć! Bo nie muszę nic mówić ale swoje na plecach niosę.
I staram się ale im bardziej się staram tym gorzej mi to wychodzi.
I z domu bym najchętniej nie wychodziła byle nie widziała tych wszystkich ludzi.
Odpowiedz
#42
Cześć Marianna. Trafiłam tu bo podobnie jak Ty jestem po kolejnej stracie - 2015 - 6 tydz , 2015 - 11 tydz i teraz marzec - 19 tydzien. Siedze w domu i tez zadaje pytania czemu ?  Dlaczego ? Nie znam odpowiedzi . Wiem ze musze pogodzić sie z pewnymi sprawami ( tez mam 1 dziecko - 9 lat syn ), ze  juz nie bede miec dzieci. Bo chyba nie mam sił ..... Staram sie zyć dalej ale myśle że mamy prawo do smutku .... Wiem jednak że czas leczy rany .... I że obie kiedyś bedziemy sie szczerze uśmiechać
Odpowiedz
#43
(Wed, 04 Kwietnia 2018, 10:11:54)dodi832 napisał(a): Cześć Marianna. Trafiłam tu bo podobnie jak Ty jestem po kolejnej stracie - 2015 - 6 tydz , 2015 - 11 tydz i teraz marzec - 19 tydzien. Siedze w domu i tez zadaje pytania czemu ?  Dlaczego ? Nie znam odpowiedzi . Wiem ze musze pogodzić sie z pewnymi sprawami ( tez mam 1 dziecko - 9 lat syn ), ze  juz nie bede miec dzieci. Bo chyba nie mam sił ..... Staram sie zyć dalej ale myśle że mamy prawo do smutku .... Wiem jednak że czas leczy rany .... I że obie kiedyś bedziemy sie szczerze uśmiechać


Mamy prawo, oczywiście... Tylko nie każdy to rozumie, nie każdy wie. 
Może kiedyś śmiech będzie nie tylko na twarzy ale i w sercu.  Również Tobie tego życzę. 


Śnił mi się... Nie widziałam jego twarzy. 
Ale był z moim dziadkiem, trzymał go za rękę oboje byli szczęśliwi. Tylko jego chichot słyszałam. Dziadek coś mówił ale ja go nie rozumialam, mówiłam do niego a on się tylko uśmiechał.. i ten dziecięcy chichot. 
Oskarku , okruszku mój ... Sad
Odpowiedz
#44
(Tue, 03 Kwietnia 2018, 20:31:04)Mariianna napisał(a): I znowu moja głowa i serce jest daleko. Nie widziałabym jak by bomba wybuchła obok.
Kiedy to przejdzie !?
Na ostatniej wizycie kontrolnej mój dr bardzo pozytywny człowiek nawet mówi my tu śmiechu chichy ale widzę że uśmiechasz się dobrze wyglądasz ale zacznij żyć! Bo nie muszę nic mówić ale swoje na plecach niosę.
I staram się ale im bardziej się staram tym gorzej mi to wychodzi.
I z domu bym najchętniej nie wychodziła byle nie widziała tych wszystkich ludzi.
Dopiero 3 miesiące od straty Oskarka, to bardzo krótko. Jeśli czujesz, że nie jesteś jeszcze w stanie "zacząć żyć" za radą doktora, to nie zmuszaj się do radości.

Kiedy to przejdzie?
Ze strony https://diecezja.waw.pl/4354:
Cytat:Często słyszy się „minie parę lat, zapomnisz”. A zapomnienie to nie jest uleczenie. Kiedy się o czymś „zapomina” to zawsze może się również przypomnieć i to niewiadomo w jakim niespodziewanym momencie. Poza tym czas nie jest osobą. Jak bardzo potrzebne nam są konkretne Osoby do pomocy w różnych trudnych momentach naszego życia – wszyscy dobrze wiedzą. A więc czas odpada. Wraz z „czasem” możemy powiedzieć „jakoś to będzie”. My jednak nie chcemy żeby „jakoś to było” – chcemy prawdziwego, rzeczywistego uleczenia a potem życia w całkowitym zdrowiu. A zatem czas nie przyjdzie do nas, żeby nas przytulić kiedy płaczemy, żeby wesprzeć życzliwym słowem, kiedy stoimy na krawędzi. Czas z nami nie będzie kiedy płaczemy, bo czas ucieka, ciągle jest go za mało. A my, kiedy cierpimy chcemy się zatrzymać. Często rodzice po stracie opowiadając o okolicznościach w jakich doszło do wypadku lub innego tragicznego zdarzenia mówią „moje dziecko nie żyje … dla mnie czas się zatrzymał, ale świat gna dalej na oślep.”.
Marianno, ja Ci życzę Osób, które z Tobą będą dzielić ten smutek, żebyś nie została sama w tym czasie i uleczenia w Bogu.
Odpowiedz
#45
3 msc minęły nawet nie wiem kiedy.
Ból ściska serce gardło. Wraca z każdą napotkaną ciężarna i bobasem z taką siłą i zloscia... Dość już mam. Nie chce ich widzieć, nie chce czuć. Chce być sama , w domu, w łóżku i płakać.

Pół nocy przeplakalam koszmary miałam...
Śniło mi się że okazało się że jestem w ciąży, wyłam że to nie możliwe, że ja nie mogę bo znowu to się stanie, znowu będzie chore, znowu je stracę...dr nie chciał mnie przyjąć bo powiedział że nie pozwolił mi zajść, że miałam brać tabletki a jak jestem taka mądra to mam sobie sama radzić. Urodziłam ogromne dziecko , spuchnięte, brzydkie, chore. Obudziłam się splakana, przerażona.
Kolejne pół nocy nie mogłam spać bo sąsiadki zza ściany niemowlę miesieczne robił awanturę i płakał okropnie. A ja razem z nim....
Boże jakie to trudne!
Dlaczego pozwalasz na takie rzeczy...
Dlaczego tak nas każesz... Za co !?
Odpowiedz
#46
Mariianno, bardzo Ci współczuję. Cierpisz ogromnie, brakuje mi słów.
Odpowiedz
#47
Ta cisza,
Leżę, patrzę w gwiazdy i wypatruje Ciebie.
Patrzę na ciężarne , patrzę w dół i pustka...
Puki mam zajęcie " jest dobrze " ale gdy tylko usiądę, gdy tylko głucho się zrobi , łzy same się cisna. Tyle pytań..... Tyle żalu.
Tyle oczu ocenia, a nikt nie rozumie, nie wie. Udaje że nie wie. A jak wie... Cisza głucha albo ja Ciebie podziwiam.... Ale idą do domu żyją dalej , tuła swoje dzieci ... Zapominają . Zadna przyjaciółka, mąż... Nikt nie widzi jak cierpię. Widzi to moja mama. Widzi bo wyprowadza mnie. Równowagi wszystko. Poprostu wszystko. Przed nią nie muszę udawać. Nie muszę nic mówić. Ona tylko spojrzy mi w oczy przytuli. W ciszy posiedzi.

Kocham Cię synku... Bardzo tesknie.
Odpowiedz
#48
Jestem.
Nie zapomniałam.
Odliczam do daty 0... Widok ciężarnych doprowadza mnie do takiego stanu że nie mogę panować nad soba. Wracam do domu i odreagowuje , cierpi całą rodzina.
A ja dalej kocham tęsknię coraz bardziej.
Oski mój mały Okruszku Sad
Odpowiedz
#49
Gorzki lukier
Już nie pytam syneczku -dlaczego?
pogodzeniem lukruję rocznicę,
rozpacz płaszczem okrywam nadziei,
już nie walczę , nie płaczę , nie krzyczę.

Już nie błądzę po życia zaułkach,
kolor sepii zabarwił wspomnienia,
pamięć szczelnie zapiekła swe rany ,
czas jak chirurg wycina zwątpienia.

Już nie pytam syneczku ,znów idę,
bo tak trzeba uparcie do końca,
życie swoje jak pajdę zjeść chleba,
choć tak gorzka i solą piekąca...
Autor Zosia Maria Pągowska

[•]
Odpowiedz
#50
Jestem..
Pamiętam..
Tęsknię
[*]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości