Droga przez mękę... Ile jeszcze
#1
Jestem tu bo nie potrafię już sama sobie poradzić. 
Mam żal , złość, burze łez i wszystkich najgorszych emocji w sobie.  Trochę w skrócie.. 

Mama 4 aniołków. 
*12. 2014 5 tc długo wyczekiwane 
*12.2015 8 tc  pozamaciczna podtrzymana , dająca nadzieję i wielka szczęście że tym razem będzie dobrze. Niestety. Krwotok wewnętrzny ledwo odratowany prawy jajowód.
*5.2016  6 tc c. Pozamaciczna lekarz prowadzący mnie , godzący się na ciążę bez zbędnych badań dał zielone światło na starania... " Nie przypuszczając że tak szybko się uda ". 
* 1.2018  13. Tc nasze największe szczęście odebrane

Od 2014 przeżywam mękę , podnoszę się jest dobrze, jestem gotowa i znowu to samo. 
Bóg daje mi nadzieję , mojej rodzinie. Po czym brutalnie zabiera mi wszystko. 
Pierwsza strata ( ciąża druga ponieważ mam jedno dziecko )  długo wyczekiwana planowana. Zakończyła się szybciej niż zdążyłam powiedzieć o tym rodzinie niż na dobre uwierzyłam , że w ciąży jestem... Szybko się podniosłam po tym. Bo przecież wiele kobiet to przeżyło. 
Druga... Podtrzymana , ze względu na poprzednie poronienie. Beta rosła. Brzuszek się zaokrąglal. Na święta idealna nowina. By dzień po trafić na ostry dyżur z krwotokiem wiewnetrznym  nie wyobrażalny bólem, pustka... Leżąc na sali z ciezarnymi ... Ktg walącego po uszach 24 na dobre. Rozmowy o wyprawkach. A przecież ja też miałam ją szykować...
Te szepty czemu się nie odzywam , ciekawe co mi jest. Najgorsze z możliwych. 
Oddałam się po tym w ręce które mnie uratowały. Zaufalam mu bezgranicznie ... Głupia ja. Gdy po 3/4 msc mówił już możecie próbować. Bylam w niebo wzięta. Ale nic nie powiedział o zagrożeniach, o tym że może badania..drożność. 
A ja się nie doszukiwalam złego. 
Msc później... Już się udalo. Wow super pierwsze podejście i już !? Mąż był w niebo wzięty. Rodzice mówili teraz to musi być Wasz czas... O był. Na stole operacyjnym. 
Tydzień po teście, po becie. Dwa dni przed wizytą.. ból, potworny, przeszywający. Już wiedziałam co jest grane. Jadąc na oddział z teczka wypisów i wynikami bety. Prosząc o badanie ..usłyszałam pielęgniarkę jak wolą dr że ma przyjść zbadać pania której wydaje się że jest w ciąży... Gdybym miała wtedy więcej sił . Aah. 
Dr nic nie znaczył wynik bety. A stwierdziła że dostałam.okres mam nie histeryzować zabrać Nurofen i odpocząć. Dzień później dostałam krwotoku. Na stole byłam w ciągu pół godziny od pojawienia się na oddziale. Krwotok wiewnetrznym jeszcze większy niż wtedy... Lewy jajowód. 
Mina tej dr kiedy zobaczyła mnie jak przyszła na dyżur był bezcenny. 
Okazało się że podczas poprzedniej laparoskopii poczęstowali mnie endometrioza rozległą ogniskowo. Leczenie dr któremu ufałam przedłużal jak tylko można bo nie potrafił mi inaczej pomoc. 
Długo dochodziłam do siebie. Byłam zła na cały świat. 
Ale powiedziałam dość. Chcę mieć dziecko i puki mam jaaks nadzieję na to to chce o to walczyć. 
Zmieniłam lekarza. Na naprawdę oddanego uczciwego. Z krwi i kości. Odrazu powiedziała że będzie droga przez mękę. Ale spróbujemy. 
Masa badań , drożności, leki... Wkoncu prawie po roku. Szczęśliwie się udało. 
Gdy tylko w 6 tc zaczęły się bóle pojechałam na oddział pełna strachu.. ale świadomością ryzyka jakie podjęłam. 
Zostałam ponownie potraktowana karygodnie. Zbadana jak świnia w rzeźni. Nie udzielono mi żadnej informacji , a w zamian za to obrażono i zmuszono do podpisana odmowy hospitalizacji , udzielenia pomocy itp. Do dziś nie wiem jak owa dr się nazywa. Kogo zapytam milczy. A ja w szoku, w boli, sama ... Nie miałam jak zareagować. 
Bóle minęły. Dotrwałam do wizyty u swojego dr. Usłyszeć bicie serduszka... Najpiękniejsze co można usłyszeć. 
Byliśmy przeszczęśliwi. Czułam się bardzo dobrze, brzuszek miałam spory. Dużo owoców warzyw witamin odpoczynku.  Wizytę miałam po świętach i to co usłyszałam w 11 tyg. Zawaliło mój świat. Przykro mi ale badania USG nie są zadowalające. Biegiem dziś robi pani badania i jak najszybciej z nimi wraca. 
Płakałam całe noce.. modliłam się o zdrowie dla dziecka. Przecież już wszyscy je tu kochają, już czekają, kupiłam pierwsze spioszki... Syn codziennie mówił do brzucha, przytulał się głaskał. Jak to możliwe , że znowu my ??? Znowu !! 
Analizowałam każda stronę w internecie na ten temat z mężem. Wiedzielismy wszystko... Wyniki przyszły jednoznaczne nie dające dzieciątku szans. 
Dr widząc nas u siebie już wiedział bo dostał telefon czy aby na pewno dobre dane ,że jest aż tak źle. Już wizyta była inna. Przygotowywał nas na najgorsze. 
Gdy przyłożył potem usg ... Była cisza. Głucha cholerna cisza ! Łzy męża moje... Pomiary dr... A moje maleństwo nie fikalo wyglądało jak zdjęcie.
Kilka dni później zabieg bo nie ruszyło nic samo. 
Ja nie dopuszczałam do siebie mysli że to prawda. 
Nadal nie dopuszczam. Syn bardzo płakał kiedy mu powiedziałam.  
Nie mogę spać po nocach.. w noc po tym jak się dowiedzieliśmy spalam dwie godziny... Płakałam cały czas. Gdy zasnęłam, obudziłam się z płaczem i śniło mi się wołało mnie mamusiu mamusiu płakało... Zalana łzami gdy się obudziłam usłyszałam kroki w przedpokoju , jakby ktoś od sypialni szedł do drzwi wyjściowych. Wiedziałam że ktoś po nie przyszedł. Tulilam brzuch cały czas. Do zabiegu. Mówiłam  do niego. 
Z sali zabiegowej przyjechałam zatajona, zalana łzami, bo wiedziałam że to już koniec. Że to prawda... 
Teraz badania genetyczne , wybór urny, pochówek. 
I oddałam ta myśl jak się da. Przecież powinnam ubranka wybierać , wózek a nie trumnę !!! Boze dlaczego znowu zabrałeś i coś co kocham najbardziej !!?? 
Od zabiegu jest kilka dni. Nie śpię... Bo gdy zasnę widzę trumienki, widzę krzyże białe, widzę je i słyszę. Wola mnie. To chłopczyk.. czasem się uśmiecha ale ostatnio płacze że jest mu zimno, że mam przytulić. 
Boję się zamknąć oczy bo widzę je w tym uszykowanym pojemniku które stało obok łóżka zabiegowego. 
Sni mi się że leży w trumience i się zaczyna ruszać. I woła mnie cały czas. 

Proszę powiedzcie kiedy to przejdzie. Nie mogę normalnie funkcjonować, nie śpię , nie jem. Udaje że jest ok a najchętniej bym przespała wszystko. Nie wiem co dalej... 
I niech mi nikt nie mówi , że Bóg tak chciał.
Odpowiedz
#2
Bo nie chciał, przynajmniej mam taką nadzieję.
Współczuję Ci serdecznie.
Nie wiem, kiedy przestanie boleć, pewnie nigdy, ale kiedyś będzie boleć mniej. Da się odetchnąć, zasnąć, zjeść, uśmiechnąć, to wszystko się da. Kiedyś.
Endometriozy nie mogli Ci sprzedać, musiałaś ją mieć niewykrytą, to nie wirus ani bakteria, tylko fatalna dolegliwość, może to przez nią zdarzyły się niedrożne jajniki.

Przepraszam, że tak zimno się do Ciebie zwracam, piszę na tel i tak jakoś wyszło. Przykro mi bardzo, bardzo.
Odpowiedz
#3
Wiem wiem.. poczęstował miałam tu bardziej na myśli że znaleźli, że dostałam ją do cierpienia w pakiecie.  
Pierwszy poród 7 lat temu byl CC. Wiele razy zgłaszałam o dolegliwościach sugerujących ja. Ale zawsze nie traktowano mnie poważnie.  Ale co się stało się nie odwróci. 

Dziękuje za słowa otuchy.
Odpowiedz
#4
Bardzo mi przykro. Tyle cierpienia.. za dużo.
Odpowiedz
#5
Marianno bardzo ci wspolczuje. Tak wiele w tobie swierzego bolu. Te rany beda krwawic jeszcze dlugo. Pozwol sobie na cierpienie, znajdz dla niego ujscie przez krzyk i placz. My tu z toba pobedziemy.
Odpowiedz
#6
Czytając Twój post mam ciarki na skórze. serce wali... tak strasznie dużo teg bólu, cierpienia... najgorzej boli postawa tych, którzy na co dzień powinni pomgac Nam kobietom, i naszym bliskim a nie dowalać, dokopać.... ja do tej pory pamiętam jak traktowano mnie i męża...

Bardzo Ci współczuję... potrzebujesz teraz spokoju i życzę abyś go odnalazła jak najszybciej, by na nowo poukładać roztrzaskane serce...
Odpowiedz
#7
Marianna współczuję  Ci !
Pozwól sobie na wszystkie targajace emocje.Ale nie trać wiary i nadzieji.Nie trać czasu na szukanie odpowiedzi na pytanie dlaczego z własnych przeżyć wiem,że to powolne zadreczanie siebie.Daj sobie czas na przeżycie żałoby. Czas to jedyne lekarstwo. Dużo siły!
Odpowiedz
#8
Bardzo mi przykro przeżyłaś wiele zbyt wiele! Wiele osób mowi ze trzeba przejść wszystkie etapy zaloby aby odczuć ulgę ale ja w to nie wierze....bolu po stracie dziecka nie da sie włożyć w ramki tak aby kolejno odhaczać kolejne przezyte etapy. U mnie to wszystko strasznie sie miesza, z czasem nie boli wcale mniej moze rzadziej sie o tym myśli. Mi o dziwo pomógł powrót do pracy której nie znoszę, ale zawsze to jakieś zajecie mysli. Niestety u mnie konieczna była wizyta u psychiatry przez stany lekowe, których się nabawilam po koszmarze szpitala. Teraz znowu jestem niespokojna bo zbliża sie termin porodu mojej Pszczółki. Zaglądaj tu tak często jak potrzebujesz, to jest jedyne miejsce gdzie czuje sie bezpiecznie i moge sie wygadać. I wiem ze nie usłyszę beznadziejnych pocieszen w stylu będziesz miala kolejne ....Bog tak chcial. Przytulam Cie mocno!
Odpowiedz
#9
Dzięki ? wsparcie od osób które jaka na tym samym wózku jest cenne. Bo wiem że nikt nie będzie oceniał, i nikt takiego wsparcia nie da i zrozumienia.

Dzwonili wczoraj z genetyki że wyniki będą za tydzień. I kolacza mi się myśli czy dobrze robimy chcąc określić płeć i pochować. Dla niektórych / większości to tylko kilka cm i chęć robienia pogrzebu jest dziwna sprawa. A dla mnie to dziecko.

Boję się tego co będzie po...boję się tego że nie będę potrafiła tego ogarnąć. Boję się emocji jakie jeszcze się we mnie obudzą. I tak już jestem w takim stanie że wybuch szybciej niż bomba atomowa. Co odbija się na moim mężu i synku. Unikam ludzi i tematu straty i zabeigu. Nie chcę o tym mówić opowiadać i tłumaczyć. Bo i tak nikt mnie nie zrozumie.
Boję się co będzie dalej. Zajmuje głowę sprzątaniem i wszystkim innym byle na czyms się skupić. Gdzie powinnam leżeć i odpoczywać po zabiegu , ja nie potrafię. Bo gdy tylko zwolnię to ogarnia mnie lek, niepokój, złość i załamanie tęsknota i pustka.

Dziękuje :* :*
Odpowiedz
#10
Nie ogarniam co się dzieje wokół mnie, nie potrafię nie myślęc o nim. Czekam jak na szpilkach na telefon z Genesis.
Dziś w ręce wapdl mi pamietniczek syna... Ostatnie wpisy bardzo mnie bolą... Bolą że on przeżywa , a udaje że nic się nie dzieje. "Dziś stalo się coś strasznego, umarł mój braciszek albo siostrzyczka... I znowu jestem sam ...."
Jestem rozbita na mln kawałków .
Mąż tylko bo on ma stres , bo on się denerwuje bo to bo tamto... Rodzina mówi jak co mamy robić, jak mam się czuc, że na pewno kłamie że mnie nic nie boli...
A ja ? Czy jest miejsce dla mnie ? Dla tego co chciałabym czuć a co czuje , a czego nie okazuje.
Czy w tym wszystkim jest miejsce dla mnie ?
Odechciewa mi się żyć. Wszystko co robię jest wymuszone rutyna jak automat.

Tęsknię za Tobą mój aniołku .. dziś znowu mi się śniłeś :* Sad
Odpowiedz
#11
Współczuję, tak dużo przeszłaś... ?
Odpowiedz
#12
Niestety
Nie oszczędza mnie tam ktoś z góry. 
Nie wiem już czy ktoś nam aż tak źle życzy, czy co bo jak można mieć takiego pecha. 
Jak Bóg może zabierać aż tyle. Od 2014 tracę co roku kogoś ważnego. 
To może śmieszne ale w 2017moj zdrowy ukochany piesek z którą miałyśmy porozumienie bez słów. Gdy byłam w tych ciążach ona pierwsza czuła, leżała na brzuchu za nim ja jeszcze nie wiedziałam...płakałam a ona razem ze mna nagle przegryzł kable i prąd w małym ciałku zrobił swoje... Gdy w listopadzie dowiedziałam się o ciąży mówię to będzie wkoncu to.  Uda się.... I w 3018 ledwo się zaczol już straciłam znowu dziecko. 
To chore jest.
Odpowiedz
#13
Odebrałam wyniki... To chłopiec... Z tylu głowy miałam że to dziewczynka ale może bardziej przez to że każdy mi tej dziewczynki życzył. .. ale śnił mi się chłopiec.. cały czas. Przeczucie i podświadomość nie zawiodła jednak.
Mój mały rycerzyk ??
Odpowiedz
#14
Dziś kryzys... znowu..
Autodestrukcja to normalny proces żałoby ?
Nie wiem czy ktoś wgl czyta ale tu chociaż nie muszę udawać. I mogę wyrzucić z siebie to co mi zalega.
Dzisiejszy dzień już zaczol się fatalnie. Środa to od 10 .1 mój znienawidzony dzien.
I chyba nigdy się to nie zmieni. Od kad się dowiedziałam że Oskarek jest chory, potem cios że serduszko nie bije , szpital , w sobotę pochówek...funkcjonuje jak maszyna. Ciągle coś gdzieś byle robić byle nie myśleć . I wiedziałam , że ten kryzys przyjdzie. Ale nie byłam gotowa chyba na niego.
Boli mnie to że teściowa przy załatwianiu pochówku, czy w czasie niego zanosiła się od płaczu nawet nie zapytała mnie czy ok. Jak by nie zauważa mnie w tym wszystkim. Ona szllocha przy mnie załatwiając sprawy a gdzie miejsce na mój szloch ? Nie ma ... Musiałam być twarda, musiałam dać radę, nie mogłam zwątpić. Musiałam być jak maszyna.
Boli mnie to że mój mąż płakał gdy się dowiedział najgorszego. Trzymał mnie za rękę w szpitalu..i wspierał jak potrafil. Ale po opuszczeniu szpitala jak bym była na wycięciu wyrostka , albo na obserwacji .... Facet jak facet nie domyśli się , że potrzebuje spokoju, rozmowy czy żeby poprostu się mną zaopiekowal. musiałam być twarda , musiałam dawać radę . Być jak maszyna.
Przyjaciele kiedy się dowiedzieli wydzwaniali kilka razy na dzień jak się czuje , i co dalej .... Teraz kiedy już jest po wszystkim , kiedy chciałabym żeby z kimś pogadać żeby odwrócił moje myśli od wszystkiego nie ma nikogo. I dalej jestem jak robot. Sama.

A dziś gdy już nie mam co robić bo zrobione jest wszystko maszynowo.. czuje że wszyscy żyją jak zyli. Nic się nie stało. A przecież mi umarło dziecko do cholery ! Jestem z tym sama. Mąż w weekend z kolegami musiał " odreagować"... A ja ?
Znerwicowana , rozstrojona emocjonalnie już dalej tak nie mogę.
Nie dogaduje się z nikim bo nie umiem się skupić , nie rozumiem ich i wkurzają mnie wszystkim. Nigdy nie wiem co doprowadzi mnie do szału i łez. Każdy odbiera to że jestem wredna itp. A ja nad sobą nie panuje.
Od tygodnia codziennie pije coś alkoholowego by szybciej zasnąć . Chcę zapomnieć. Spać. A nie idzie. Jestem zła bo mi się już nie śni.... Nie dbam o siebie bo i po co. Nie jem bo nie czuje głodu wcale.
Moja motywacja jest syn dla którego muszę wstać zrobić mu posiłek i zaprowadzić do szkoły.
Długo tak nie pociągnę. Wyć mi się chce ! Dlaczego wszyscy udają że się nic nie stalo. Że zapomnieli. Dlaczego nikt nie chce o tym ze mną rozmawiać.
Odpowiedz
#15
Co nazywasz autodestrukcją?
Odpowiedz
#16
(Wed, 31 Stycznia 2018, 23:25:55)DzikaMysz napisał(a): Co nazywasz autodestrukcją?

Nie panowanie nad sobą, nie dbanie o siebie, brak snu brak chęci do jedzenia. Uciekanie nie tyle co w upijaniu się bo do tego daleko. Ale piciu częstym nawet małe ilości. 
Brak motywacji i brak chęci bycia rozmawiania z kimś a jednak pełen żal i złość z braku poświęconego czasu. Nie wiem jak to nazwać.
Odpowiedz
#17
Pytasz, czy to normalne... A odróżniasz "normalne" w znaczeniu "naturalne", "typowe", "zrozumiałe" od znaczenia "pożądane", "godne utrwalenia", "nie wymagające korekty"?

Zatem to zależy, z której perspektywy znaczenia spojrzysz.
Tak, to normalny etap żałoby i trzeba i taki nieraz przetrwać.
Nie, to nie jest normalne i warto to przepracować w coś innego.

To się często zdarza, ale nie w tym kierunku ma się pogłębiać i nie na tym ma pozostać. To nie byłoby ani zdrowe, ani dobre - tak dla Ciebie, jak i dla ludzi wokół Ciebie.
Ale nie jesteś nienormalna.
Odpowiedz
#18
Mariianna chyba dobrym rozwiązaniem dla Ciebie byłby jakiś wyjazd, zmiana otoczenia na kilka dni, nawet sama, w jakieś spokojne miejsce.
Żałobę musimy przerobić w sobie same, nie pomoże nam w niej obwinianie innych.
Odpowiedz
#19
(Thu, 01 Lutego 2018, 05:28:23)Kolinka napisał(a): Mariianna chyba dobrym rozwiązaniem dla Ciebie byłby jakiś wyjazd, zmiana otoczenia na kilka dni, nawet sama, w jakieś spokojne miejsce.
Żałobę musimy przerobić w sobie same, nie pomoże nam w niej obwinianie innych.

Wyjazd... Jedziemy w góry za dwa tygodnie. Ale szczerze nie chce . Planowany był już za nim wiedziałam o ciąży. 
Oni wszyscy będą się świetnie bawić. Bierzemy syna to uśmiech przyklejony .  A ja nie potrafię się już bawić. Bardzo mało mnie cieszy... Bo jak tu się cieszyć ? 
Jeszcze okazało się że jedzie koleżanka w ciąży... Typu gwiazdy. I czuję jak będzie się zachowywać , jak każdy będzie koło niej skakać , wypytywać ... A ja w ciszy , z klucha w gardle będę musiała to przełknąć. 
Otoczenie inne niż to bliskie nikt nawet nie wie co się u nas stało. To będą odbierać mnie jak wiecznie nie zadowolona . 
Wychodzimy na walentynki do kina. I tez nie chce. Boję się że spotkam kogoś w ciąży. Boję się że byle coś mnie wybije z równowagi.

(Thu, 01 Lutego 2018, 00:45:19)DzikaMysz napisał(a): Pytasz, czy to normalne... A odróżniasz "normalne" w znaczeniu "naturalne", "typowe", "zrozumiałe" od znaczenia "pożądane", "godne  utrwalenia", "nie wymagające korekty"?

Zatem to zależy, z której perspektywy znaczenia spojrzysz.
Tak, to normalny etap żałoby i trzeba i taki nieraz przetrwać.
Nie, to nie jest normalne i warto to przepracować w coś innego.

To się często zdarza, ale nie w tym kierunku ma się pogłębiać i nie na tym ma pozostać. To nie byłoby ani zdrowe, ani dobre - tak dla Ciebie, jak i dla ludzi wokół Ciebie.
Ale nie jesteś nienormalna.

A tak się czuje Mysza.. jak nienormalna. 
Normalne w sensie naturalne... Jak długo potrwa , jak z tego wyjść. To ci się we mnie kotłuje. Boję się sama siebie i o siębie
Odpowiedz
#20
Bardzo mi przykro Sad to straszne, co przechodzisz. Może poszukaj w Twojej okolicy grupy wsparcia albo wybierz się na psychoterapię? Dobrze jest znaleźć miejsce, gdzie można wszystko z siebie wyrzucić - ból, łzy i złość na innych. Czasem trudno jest przejść przez takie rzeczy samemu, kiedy wydaje nam się, że wszyscy już przeszli nad naszą stratą do porządku dziennego, a nas nadal ból zwala z nóg. Trudno być twardą i udawać, gdy wszystko w nas wyje. Jeżeli nie masz możliwości wybrania się na terapię, to w dalszym ciągu pisz tutaj - bez cenzury, po to jesteśmy.
Odpowiedz
#21
Jutro mija miesiąc od eeh urodzin Oskarka. A ja psychicznie dalej w czarnej dupie ! Co z tego , że się smieje, że funkcjonuje jak poprostu zmuszam się do tego .
Wczoraj spotkałam znajoma, nie wiedziała co się stało ale wiedziała o ciąży. Mówi jak się czujesz czy kopię czy już wiesz co będzie..... Mówię nic nie będzie bo już nic nie mam w sobie jestem pusta jak studnia ! I omal jej się nie rozpłakałam. Ale też mówiła że jej ciocia miała podobna sytuacje, urodziła wkoncu dziecko... Ale z autyzmem. Że mam się zastanowić bo może to wszystko to znak że nie mam mieć więcej dzieci. Bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie jest to moja bliska koleżanka ale zawsze obiektywnie mi doradziła. Nie wiem może ma racje.
Kolejne znajome będące w ciąży rodzą dzieci, kolejne są w ciąży.... A ja czuję taka złość i nienawiść do nich . A przecież to nie ich wina.
Za tydzień w gory wyjazd. I już rzygam nim... Koleżanka w ciąży jedzie i wiem że będzie gwiazdorzyc będą wszyscy koło niej skakać a ja będę musiała oglądać jej brzuch ! Jeszcze nie wyjechaliśmy a już wiem jak to będzie wyglądało i najchętniej bym nie jechała ale nie mogę tego zrobić synkowi tak czeka na ten wyjazd.
Jak widzę kobietę w ciąży albo małe dziecko coś się we mnie rozpala takiego że mam ochotę wyć do księżyca.
Nie wiem jak będzie kiedy sąsiadka urodzi swoje dziecko w ten sam okres co ja rodzilabym. Stopery w uszy albo wyprowadzka chyba.

Każdy widzi jak się zaniedbałam, każdy widzi jaka zgorzkniała się zrobiłam. A nikt nie widzi tego jak cierpię.
Ja pierdole kiedy to się wreszcie skończy!
Odpowiedz
#22
Mariianno, na Forum obowiązuje regulaminowy zakaz używania wulgaryzmów. Nawet w formie zeufemizowanej czy przekształconej np. kropkami.

Moje zrozumienie dla emocji, jakie szarpią człowiekiem w mieszaninie bólu i gniewu, nie spowoduje, że zakaz ten byłby traktowany jako pomijalny.
Chcę, byś mnie dobrze zinterpretowała - ja pojmuję, jak trudno nieraz jest to wyrażać inaczej, nie od dzisiaj stykam się z brakiem odpowiednich słów oraz wewnętrznym krzykiem rozpaczy, ale mimo tego pojmowania, a czasem też właśnie dlatego, że pojmuję, nie mogę dopuścić do swobodnego werbalizowania emocji w formie wulgaryzowania w treści postów.
Staraj się znaleźć inny sposób na nazwanie tego, co czujesz. Opisuj gniew, opisuj jego skalę, nazywaj emocje, chęć przeklinania także można opisać - wciąż bez bezpośredniego użycia wulgaryzmów.

(Fri, 09 Lutego 2018, 08:54:16)Mariianna napisał(a): A nikt nie widzi tego jak cierpię.

Ja widzę. I nie tylko ja.
Powiedzmy sobie jednak szczerze - czy ci "inni" nie widzą, bo nie chcą, czy może nie mają szansy widzieć tego, co autentyczne?
Nie pytam, czy są wśród nich osoby powierzchownie reagujące, nietaktowne, za mało refleksyjne, bo doświadczenie mówi, że takich też nie brak. Ale kiedy mówisz "nikt", czy możesz z ręką na sercu powiedzieć, że nie maskujesz się zanadto przed każdym?
Odpowiedz
#23
Marianno,
współczuję Ci bardzo. Straciłam pierwszą ciążę, o którą staraliśmy się prawie rok. To było we wrześniu. Maluszek żył we mnie 10 tygodni. Na początku było strasznie, potem trochę lepiej, a ostatnio znów jest gorzej. Chodzę na terapię, biorę silne leki na depresję i nic się nie poprawie. Z każdym miesiącem, kiedy nachodzi miesiączka przychodzi załamianie. Płaczę przez kilka dni prawie cały czas. Mam dokładnie to samo poczucie co Ty: że nikt mnie nie rozumie. Wszyscy uznali, że powinno być już lepiej, że przecież krótko byłam w ciąży, więc "mała strata". Ja pokochałam to maleństwo od momentu, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście. Przyjaciele przez pierwsze tygodnie popytali jak się czuję, a potem przeszli nad tym do porządku dziennego. Zachowują się jakby nic się nie stało. Już nie pytają. I tak jesteś dzielna, że wybierasz się na wyjazd z ciężarną. Ja również czuję złość na widok ciężarnych i matek z niemowlętami. Do tego stopnia, że nawet czuję wobec nich agresję, a są to osoby, które normalnie lubię. W tej chwili unikam miejsc, w których mogę znaleźć ciężarne, nie spotykam się z koleżankami w ciąży i mamami z niemowlętami. Moje przyjaciółki to szanują, ale boli mnie sama myśl o nich i ich szczęsciu, szczególnie, że wszystkie zaszły w pierwszym miesiącu starań i urodziły zdrowe dzieciaczki. Stresuję się każdym wyjściem na spotkanie ze znajomymi, bo boję się, że ktoś wyskoczy z nowiną, że spodziewa się dziecka. Nie mogę sobie z tym poradzić. Mój Promyczek śni mi się co noc. Cały czas. Boję się, że już nigdy nie zajdę w ciążę, a jeśli zajdę, to że nie urodzę. Cry
Odpowiedz
#24
(Fri, 09 Lutego 2018, 15:08:44)DzikaMysz napisał(a): Mariianno, na Forum obowiązuje regulaminowy zakaz używania wulgaryzmów. Nawet w formie zeufemizowanej czy przekształconej np. kropkami.

Moje zrozumienie dla emocji, jakie szarpią człowiekiem w mieszaninie bólu i gniewu, nie spowoduje, że zakaz ten byłby traktowany jako pomijalny.
Chcę, byś mnie dobrze zinterpretowała - ja pojmuję, jak trudno nieraz jest to wyrażać inaczej, nie od dzisiaj stykam się z brakiem odpowiednich słów oraz wewnętrznym krzykiem rozpaczy, ale mimo tego pojmowania, a czasem też właśnie dlatego, że pojmuję, nie mogę dopuścić do swobodnego werbalizowania emocji w formie wulgaryzowania w treści postów.
Staraj się znaleźć inny sposób na nazwanie tego, co czujesz. Opisuj gniew, opisuj jego skalę, nazywaj emocje, chęć przeklinania także można opisać - wciąż bez bezpośredniego użycia wulgaryzmów.

(Fri, 09 Lutego 2018, 08:54:16)Mariianna napisał(a): A nikt nie widzi tego jak cierpię.

Ja widzę. I nie tylko ja.
Powiedzmy sobie jednak szczerze - czy ci "inni" nie widzą, bo nie chcą, czy może nie mają szansy widzieć tego, co autentyczne?
Nie pytam, czy są wśród nich osoby powierzchownie reagujące, nietaktowne, za mało refleksyjne, bo doświadczenie mówi, że takich też nie brak. Ale kiedy mówisz "nikt", czy możesz  z ręką na sercu powiedzieć, że nie maskujesz się zanadto przed każdym?

 Nawet nie zauważyłam , że tak mnie poniosło. Pisałam w nerwach i nawet nie zdawałam.sobie sprawę . 
Obiecuję , że więcej nie będę.  

Co do okazywania. Hmm.. nie wiem czy to strach przez chęcią zadawania mi pytań. Bo nigdy nie wiadomo co w takiej sytuacji powiedzieć co może urazić czy zaboleć. Bardziej to jest ignorowanie, zamykanie tematu... Bagatelizowanie. 
Głupi kolejny przykład z dziś gdzie byliśmy z wizytą u teściowej , w czasie rozmowy mówi że musi iść do takiego sklepu kupić jakieś byle jakie kwiaty . Pytam a po co jej... Mówi że no na ten grób . ( Ten gdzie pochowałam fziddzi, a wcześniej pochowana była babcia i był zaniedbany ale trzymany dla miejsca).  Bo moja mama kupiła na pochówek żywe i zapewne nadają się do śmiec. 
Mówię , że ma się nie martwić bo ja zamówiłam kwiaty dla Oskara. I będę dbać o ten grób. 
Zrobiła tak głupia mine , z jeszcze głupszym usmoechem, a przez głowę przeleciały mi takie myśli ale opanowałam się. I  pytania a byłaś tam, a po co a to a tamto. 
Kurcze no jak po co ???? Przecież pochowałam tam.swoje dziecko to czemu miałabym tam nie jechać , nie dbać ? No ja traktuje to właśnie jako igjorowanie, jako brak jakieś empatii wobec tego co ja wgl czuje. A sama taila się przy księdzu. 
I tylko te komentarze rodziny ale dostaliście kasy..
 Boże ! Serio ??! To weźcie tą kasę dołożę co mam i oddajcie mi fzdziec jak to jest dla wszystkich takie ważne ! 
Fakt jest taki że ja mało od zawsze daje po sobie poznać.  Nigdy nikogo o nic nie proszę.
Odpowiedz
#25
https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid343528
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości