Straciłam dziecko 3 dni temu....i ta pustka w sercu:(
#1
Witam. Mam 23 lata to była moja pierwsza ciąża...Pierwsza, wyczekiwana, upragniona, planowana. Zaszłam w ciążę w październiku i bardzo się ucieszyłam, że udało się za pierwszym razem. Gdy zobaczyłam pierwszy raz moją fasolkę na ekranie usg byłam szczęśliwa. Po trzech tygodniach odbyło się kolejne badanie dziecko było ruchliwe, nawet usłyszałam bicie jego serca. Jaka to była dla mnie radość, że z maluchem wszystko jest ok był to 8 tydzień. Rodzina szczęśliwa, a my z mężem wniebowzięci że wszystko idzie zgodnie z planem. Następne badanie miałam 29 grudnia. Było to badanie, które zaważyło na życiu mojego dziecka...Sad Gdy czekałam na wizytę, nie mogłam doczekać się wiadomości czy widać już płeć dziecka. Ale czekała tam na mnie inna wiadomość. Kidy usłyszałam słowa lekarza "nie widzę bicia serduszka" mój świat się zawalił. Był to już koniec 14 tygodnia. Myślałam, że ryzyko poronienia już minęło ale niestety dziecko nie żyło we mnie już od tygodnia. Zatrzymało się na rozwoju 13 tygodnia. Prawdopodobnie dziecko nie miało szans, ponieważ posiadało wadę genetyczną.Po wizycie wybiegłam z gabinetu. Płacz, niedowierzanie, smutek i pytanie " Dlaczego ja?", przecież uważałam, dbałam o siebie, nie zażywałam używek. Każdy mój ruch był przemyślany. Rozmowa z rodziną i niby pogodziłam się z moim losem, ale kiedy znalazłam się na oddziale ginekologii wszystko wróciło. Lekarz zapytał jaką płeć ma wpisać, podałam dziewczynkę, ponieważ tak czułam że to moja mała dziewczynka.W sobotę założyli mi tabletki dopochwowo na wywołanie porodu. Moja kruszynka przyszła na świat w sobotę o godzinie ok.15. Przyszła na świat na moją dłoń. Gdy ją zobaczyłam moje serce pękło na pół i pojawiła się ta niewyobrażalna pustka w sercu. Włożyli ją do pojemniczka i zabrali. Ale zdążyłam się chociaż z nią pożegnać. Nigdy nie zapomnę widoku małych stópek, rączek i bezwładnego martwego ciałka mojej Antosi. Wczoraj jeszcze odbyło się łyżeczkowanie. I powrót do domu... bez dziecka, z pustką i rozpaczą w sercu. Do dzisiaj cały czas płaczę nie mogąc się pogodzić z losem. Nic mi po niej nie zostało, ale zawsze będę nosić moje dziecko w sercu i wiem że dzięki niej następne dziecko urodzi się zdrowe a Antosia będzie naszym małym Aniołem Stróżem. Aby pożegnać się z nią napisałam list i spaliłam go aby dym poszedł do Nieba. Mimo, że jestem położną to jest to dla mnie traumatyczne przeżycie i nie wiem czy uda mi się pogodzić ze stratą dziecka. Nie wiem jak mam zminimalizować ból na duszy i w sercu. SadSadSadSadSadSad
Odpowiedz
#2
Witaj Anno.... bardzo Tobie współczuję. Wiedz, że nie jesteś sama z tym bólem. Twój Anioł Stróż zawsze będzie przy Tobie. [...]
Odpowiedz
#3
Dziękuję bardzo...
Tego nie da się opisać...
Odpowiedz
#4
Dzięki temu że wam opisałam moją historię jest mi jakoś lżej i wiem że nie jestem sama w bólu
Odpowiedz
#5
Bardzo Ci współczuję. Tu nie jesteś sama.
Odpowiedz
#6
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Pisz jak będziesz miała potrzebę - wyrzucenie z siebie bólu i wszystkich uczuć zawsze trochę pomaga.
Odpowiedz
#7
Witam
Mam 29 lat
jestem nowa  na forum i szukam wsparcia ...
Kochana bardxo ci wspolczuje jestem po dwoch poronieniach z obecnym narzeczonym ogolnie 5 lat staran
Jestem wdowa od 3 lat gdyz moj maz odebral sobie zycie zostawiając mnie z zajebistym kredytem namieszkanie w ciagu 5 lat przeprowadzalam sie az 8 razzy
Byc moze to wszystko ma wplyw z mezem 3 lata staran i nic moze dobrze sie stalo moze bog pozwolil ze mnie uwolnil z toksycznego zwiazku
Dla mnie bgc mama to sens zycia ciezko przeszlam niedawne poronienie
Cxuje sie bez wartosci nikomu nie potrzebna
Uczuciekiedy przy kasie gdzie pracuje w kooejce stalo 8 kobiet w ciazy i z wozkami
Lzy mi sie cisnely do oczu obslugujac klientów
Prosze pomozcie mi...psycholog nie wchodzi w gre to banda zlodziei
Co zrobic by zmienic myslenie
Co zrobic by zajsc donosic i urodzic zdrowe dzieciątko
Odpowiedz
#8
(Mon, 01 Stycznia 2018, 16:47:07)anna23 napisał(a): Witam. Mam 23 lata to była moja pierwsza ciąża...Pierwsza, wyczekiwana, upragniona, planowana. Zaszłam w ciążę w październiku i bardzo się ucieszyłam, że udało się za pierwszym razem. Gdy zobaczyłam pierwszy raz moją fasolkę na ekranie usg byłam szczęśliwa. Po trzech tygodniach odbyło się kolejne badanie dziecko było ruchliwe, nawet usłyszałam bicie jego serca. Jaka to była dla mnie radość, że z maluchem wszystko jest ok był to 8 tydzień. Rodzina szczęśliwa, a my z mężem wniebowzięci że wszystko idzie zgodnie z planem. Następne badanie miałam 29 grudnia. Było to badanie, które zaważyło na życiu mojego dziecka...Sad Gdy czekałam na wizytę, nie mogłam doczekać się wiadomości czy widać już płeć dziecka. Ale czekała tam na mnie inna wiadomość. Kidy usłyszałam słowa lekarza "nie widzę bicia serduszka" mój świat się zawalił. Był to już koniec 14 tygodnia. Myślałam, że ryzyko poronienia już minęło ale niestety dziecko nie żyło we mnie już od tygodnia. Zatrzymało się na rozwoju 13 tygodnia. Prawdopodobnie dziecko nie miało szans, ponieważ posiadało wadę genetyczną.Po wizycie wybiegłam z gabinetu. Płacz, niedowierzanie, smutek i pytanie " Dlaczego ja?", przecież uważałam, dbałam o siebie, nie zażywałam używek. Każdy mój ruch był przemyślany. Rozmowa z rodziną i niby pogodziłam się z moim losem, ale kiedy znalazłam się na oddziale ginekologii wszystko wróciło. Lekarz zapytał jaką płeć ma wpisać, podałam dziewczynkę, ponieważ tak czułam że to moja mała dziewczynka.W sobotę założyli mi tabletki dopochwowo na wywołanie porodu. Moja kruszynka przyszła na świat w sobotę o godzinie ok.15. Przyszła na świat na moją dłoń. Gdy ją zobaczyłam moje serce pękło na pół i pojawiła się ta niewyobrażalna pustka w sercu. Włożyli ją do pojemniczka i zabrali. Ale zdążyłam się chociaż z nią pożegnać. Nigdy nie zapomnę widoku małych stópek, rączek i bezwładnego martwego ciałka mojej Antosi. Wczoraj jeszcze odbyło się łyżeczkowanie. I powrót do domu... bez dziecka, z pustką i rozpaczą w sercu. Do dzisiaj cały czas płaczę nie mogąc się pogodzić z losem. Nic mi po niej nie zostało, ale zawsze będę nosić moje dziecko w sercu i wiem że dzięki niej następne dziecko urodzi się zdrowe a Antosia będzie naszym małym Aniołem Stróżem. Aby pożegnać się z nią napisałam list i spaliłam go aby dym poszedł do Nieba. Mimo, że jestem położną to jest to dla mnie traumatyczne przeżycie i nie wiem czy uda mi się pogodzić ze stratą dziecka. Nie wiem jak mam zminimalizować ból na duszy i w sercu. SadSadSadSadSadSad

Tak mi przykro. Jestem z Tobą. Kiedyś będzie inaczej. Nigdy nie zapomnisz, ale będzie trochę łatwiej. Ja poroniłam 2 razy, pierwszy raz w 6 tc, a za drugim razem w 12tc dowiedziałam się, że serduszko nie bije. To był cios. Zabrało to kawałek mojego serca, tęsknię bardzo, ale dziś już umiem żyć. Trzymaj się ciepło. Jestem z Tobą.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości