Tydzień niespełnionych nadziei
#1
Właśnie mija dokładnie tydzień kiedy dowiedziałam się, że serduszko mojego synka już nie bije. Moja kruszynka żyła we mnie 18 tygodni po czym umarła ???. Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją. Codziennie jest gorzej. Jutro mój mąż wraca do pracy a ja zostanę sama w domu. Boję się, że postradam zmysły. Dziś czuję się fatalnie, czuję jakbym zaraz dostała atak paniki. Na dodatek zaczyna boleć mnie podbrzusze i martwię się czy nie są to komplikacje po łyżeczkowaniu. No i jest jeszcze jedno - laktacja. Mleko płynie a ja nie mam kogo nakarmić ?. Błagam o słowo otuchy
Odpowiedz
#2
Dopiero teraz zauważyłam posta...

Bardzo mi przykro z powodu twojej straty... Wiem jak Ci ciężko, sama straciłam dwoje dzieci w 18/19tc... choć minęło tyle czasu nadal boli... nie będę Ci pisać, ze czas leczy rany... na pewno dużo zmienia, twój ból, to wszystko wymaga przepracowania. Musisz przeżyć żałobę po swojemu, potrzebujesz teraz wsparcia, zrozumienia... jeśli chcesz płacz, nie słuchaj rad, ze musisz być silna... nie musisz. Ale z drugiej strony nie pozwól, żeby twój ból zawładnął twoim życiem całkowicie. Zawalcz teraz o SIEBIE...

Co do laktacji, powinni CI przepisać w szpitalu leki na zatrzymanie - ja brałam bromergon. Może zgłoś sie do gina zeby nad tym zapanować.
Odpowiedz
#3
Temat o laktacji: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2346
Odpowiedz
#4
Elka39, bardzo Ci wspolczuje. Nie umiem pocieszyć bo tu żadne słowa nie pomogą. Przytulam...
Dla Twojego synka (*)
Odpowiedz
#5
Teraz dopiero weszłam w Wasze wątki i czytając te smutne historie płaczę z rozpaczy. Ile kobiet przeżywa stratę dziecka a czasami i kilku. Dopóki mnie nie spotkała strata mojego synka nie miałam pojęcia, że skala problemu jest tak olbrzymia. Pomimo moich 39 lat nie wiedziałam, że dzieci tak często umierają. Zrozumialam, że zajście w ciążę wcale nie gwarantuje tego, że za kilka miesięcy będziemy tulić w ramionach nasze upragnione maleństwo. Ciąża jest radością ale dopiero szczęśliwe narodziny są cudem. Mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo mam 15-letniego syna i 13-letnią córkę. Przez tyle let nie mogłam zajść w trzecią ciążę i gdy już odpuściłam starania okazało się, że jestem w ciąży. Do 12-go tygodnia nikomu nie mówiliśmy o naszym szczęściu aby nie zapeszyć. Byłam przekonana, że po tym czasie to ciąża jest już tylko formalnością. Byłam taka pewna, taka dumna...i dostałam najcenniejszą lekcję pokory, kosztem której był mój mały aniołek.
Odpowiedz
#6
Witam Cie serdecznie, wiem co czujesz... ja straciłam ciążę w kwietniu 25/26tydz. Mialam te same obawy, czyli że z głową jest coś nie tak, atak paniki, lęki, niepokój o swój stan zdrowia również. Dotychczas to jeszcze odczuwam. Przebadałam się od stóp do głów....utwierdziło mnie to, że jestem zdrowa. Nawet wyjazd na wczasy nie pomógł. Tam było jeszcze gorzej. Minęło u mnie już 7 miesięcy....jest nadal ciężko,ale dopiero miesiąc temu odważyłam się iść na terapie...i wiesz....dzis czuję że zaczyna działać. Dotychczas uciekłam w pracę, ale to nie był dla mnie dobry pomysł, bo za szybko chciałam uciec od tego, a od tego się nie ucieknie, trzeba przetrwać czas żałoby. POTRZEBA CZASU I NIC NA SIŁĘ. Co do bólu brzucha, też go miałam, telefonicznie kontaktowałam się z ginekologiem. A najbardziej przestraszyłam się kiedy miesiąc po tym zaczęłam krwawić, przestraszyłam się, a sie okazało, że to była już pierwsza miesiączka, więc uprzedzam Cię że tak może być. Co do laktacji...powinnaś dostać lek i go wybrać cały. Też cierpiałam z tego powodu bo piersi bolały. Życzę siły i służę swoją pomocą. Będzie ciężko, wiem, ale daj sobie czas i przeżycie żaloby.
Odpowiedz
#7
Tak mi przykro, że Ty też straciłaś tak duże dzieciątko. Ja byłam taka silna do wczoraj, mówiłam że terapia ani leki nie są mi potrzebne, że dam radę sama. Niestety dziś wiem, że bez terapii i leków się nie obędzie. Każdy kolejny dzień jest gorszy. Zmniejszający się brzuch, piersi, dają znać, że to co było takie piękne przez ostatnie kilkanaście tygodni bezpowrotnie mija ???
Odpowiedz
#8
Też myślałam, że sama dam radę i starałam się przez ten cały czas, teraz biorę lekkie leki na lęki, chodzę na terapię i jestem na zwolnieniu, bo trzeba do siebie dojść. Lekarz psychiatra dając mi leki stwierdziła, że terapia w tym momencie jest najważniejsza, bo terapia pomaga poukładać sobie w głowie, a leki tylko tłumią stan lękowy. Jak kiedyś przestanie się brać leki a nie będzie w głowie poukładane to nic nie da. Nie bój się iść na terapie. Trzeba tylko dopasować do siebie psychologa, ja byłam wcześniej u 2 psychologów, ale teraz znalazłam odpowiednią osobę. Musimy sobie w jakiś sposób radzić i korzystać z pomocy jakie są na rynku. Kiedyś nie było takich możliwości. Moja babcia urodziła w 1953 roku dziecko, o czasie, i po godzinie zmarło. Nie mam już babci, a teraz sądzę, że by mi pomogła się z tym uporać.
Odpowiedz
#9
Moja mama jest od trojaczków, dwójka braci umarła w wieku 6 miesięcy i roku. Przeżyła tylko moja mama, która była najsłabsza z całej trójki i lekarze nie dawali jej szans na przeżycie. Wychowaniem zajęła się babcia mojej mamy. Jak nieznane są nasze losy, mnie mama urodziła w wieku 43 lat jako trzecie dziecko. O ciąży dowiedziała się będąc w 19 tyg. Nie robiła badań, nie brała kwasu foliowego, nie oszczędzała się a urodziła mnie wielką i zdrową. Przypominam sobie o tym, gdy zaczynam rozmyślać, że to moja wina, że może 39 lat na dziecko to za dużo, że może gdybym jadła mięso w ciąży, może gdybym więcej leżała, tego „może” są setki....Też tak jak Ty myślałam, że trzeba pójść do pracy ale w obecnej sytuacji muszę znaleźć nową. Do poprzedniej pracy nie mam powrotu, bo szef zaznaczył, że nie mam gdzie wracać no i z rozbrajającą szczerością oznajmił, że nie wiedział, że w tak starym wieku można zajść w ciążę ?. Co z tego, że zajmowałam w firmie kierownicze stanowisko, co z tego, że miałam świetne wyniki. Ciąża to zło dla mojego pracodawcy. Te wszystkie problemy i tak są niczym w porównaniu z pustką jaka została po moim kochanym maluszku. Tak bardzo chciałabym go przytulić ???
Odpowiedz
#10
Elka, współczuję bardzo. Wiesz, że masz prawo do skróconego macierzyńskiego?
To, co się stało, nie jest Twoją winą!
Odpowiedz
#11
Dziękuję za informację. Od tygodnia jestem na macierzyńskim. W szpitalu był cudowny personel i wszystko nam wytłumaczył. Wcześniej nie wiedziałam, że mam prawo do urlopu macierzyńskiego i tego, aby godnie pożegnać swojego maluszka. Wciąż mam nadzieję, że to tylko zły sen, zaraz się z niego obudzę i będę znowu przeglądać oferty wózków a nie nagrobków.....
Odpowiedz
#12
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Odpoczywaj i zbieraj siły.
Odpowiedz
#13
(Thu, 30 Listopada 2017, 12:31:45)elka39 napisał(a): Dziękuję za informację. Od tygodnia jestem na macierzyńskim. W szpitalu był cudowny personel i wszystko nam wytłumaczył. Wcześniej nie wiedziałam, że mam prawo do urlopu macierzyńskiego i tego, aby godnie pożegnać swojego maluszka. Wciąż mam nadzieję, że to tylko zły sen, zaraz się z niego obudzę i będę znowu przeglądać oferty wózków a nie nagrobków.....

W mojej pracy natomiast miałam gdzie wrócić, tylko po 4 miesiącach pracy stwierdziłam, że nie daje sobie rady....bo nie wyszłam z jednego jak weszłam w kolejny stres związany z pracą....nie miałam już siły. Mój szef oczywiście mnie zrozumiał, że potrzebuje wolne, a teraz już nie rozumie....po prostu się focha i się obraził.... wcześniej rozumiał a teraz nie....a mój szef jest lekarzem i powinien bardziej zrozumieć stan psychiczny. Zaraz po stracie, zapragnęłam kolejnej ciąży, moja ginekolog powiedziała mi, że fizycznie jestem już gotowa, ale powiedziała, abym z rok poczekała, bo należy dojść psychicznie do siebie i przeżyć czas żałoby. Teraz patrząc na te 7 miesięcy, które minęły po stracie córeczki - miała rację. Ale mam nadzieje, że nadejdzie ten dzień, w którym będę już twardo stała na ziemi i się wszystko szczęśliwie zakończy. I Tobie również tego życzę. Potrzebujemy czasu i uporania się z bólem.
Odpowiedz
#14
Cześć Elka39, jak się czujesz teraz, trochę lepiej? Chodzi mi o lęk i niepokój? Może potrzebujesz pomocy, otuchy?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości