nieznośna pustka bez Maleństwa
Dziękuję Wam. Myślę, że większość ludzi kocha swoje dzieci i ceni dar rodzicielstwa, tak jak pisze Amelia, a z drugiej strony wiele osób bierze to za coś oczywistego (take it for granted z angielska), a my już wiemy, że bywa inaczej... Dzisiaj na przykład nasłuchałam się w pracy rozmowy koleżanek o niesprawiedliwości Boga w traktowaniu ciężarnych - jedne tyją 30 kg i nie mogą zrzucić, a inne tylko piłka i wychodzą ze szpitala szczuplutkie w jeansach sprzed ciąży. Nawet nie przyszło im do głowy, że większą niesprawiedliwością jest to, że niektóre nigdy nie będą miały tego "problemu".

Czuję jednak, że jest we mnie coraz większa akceptacja. Nie chodzę już na terapię od paru miesięcy, teraz pomaga mi joga (moja ukochana Yoga with Adriene na youtubie) i poświęcanie codziennie paru chwil dla siebie. Staram się doceniać to, co mam i dbać o równowagę, chociaż nadal bywają kryzysy.

Ostatnio przypomniałam sobie ten fragment filmu "Up!" - ostrzegam, że wyję na nim w niebogłosy:
https://www.youtube.com/watch?v=F2bk_9T482g
Odpowiedz
nie w niebogłosy, ale łezka popłynęła
Odpowiedz
bezwładnie,
spadam i czekam.
aż uderzę
ciałem o ziemie.
bezwładnie,
czekam aż miłość,
swoim impetem,
walnie o ziemie.
https://youtu.be/HSyCtsQo1vM

Nie pamiętam zeszłorocznych Walentynek, pamiętam tylko, że już wiedziałam, że beta spada i zaczelo się plamienie. Wszystko wraca do mnie, lekarz znowu przypomniał nasz wyrok, te bezlitosne procenty: 25% zdrowe, 25% z translokacją, 50% z nieprawidłowym kariotypem, "na pani miejscu już bym nie próbował naturalnie, ale to państwa decyzja". Czasem umiem z tym żyć, a czasem mi trudno. Nie wiem, czy kiedyś przyjdzie prawdziwe pogodzenie, pewnie tak, ale nie za miesiąc, nie za pół roku. 
Odpowiedz
Bywają dni, gdy przyjmuję i akceptuję to nasze male życie we dwoje + pies, lecz bywają też dni wielkiej pustki nie do zapełnienia. Tylko płakać już trudno i nie wypada, bo to wszystko zbyt dawno. Wydarzenia odchodzą w przeszłość, ale pustka trwa, jest ze mną jak cień. Można żyć bez, ale...
Odpowiedz
Ciri wypada,wszystko wypada...Przytulam mocno.Jesień wciąż aktualna ?
Odpowiedz
Jesień aktualna, trzyma mnie to na powierzchni, chociaż chwilowo nic się nie dzieje - nie mamy już spotkań i tylko czekanie pozostało, dlatego czasem wydaje mi się to takie odległe i mniej realne niż jeszcze niedawno. Podejście do starań też mnie trochę wytrąca z równowagi, otwiera rany. Staram się skupiać na nas, na sobie, na życiu poza dziećmi i wtedy jakoś wszystko się toczy.
Odpowiedz
Kolejna ciąża w pracy. Dziewczyna 25 lat, trochę ponad pół roku po ślubie. Teraz z całego działu tylko ja i inna koleżanka zostałyśmy bez dzieci. Koleżanka się stara i w czerwcu planuje in vitro. Zostanę sama. Przyjęłam to na zimno, z uśmiechem, odegrałam moją rolę bezbłędnie, idzie mi coraz lepiej. Poklepywanie, gratulacje, wszystko wyćwiczone. W środku... Szkoda gadać. To 4 miesiąc, mam nadzieję, że niedługo pójdzie na zwolnienie, bo będę musiała codziennie znosić rozmowy i ekscytację. Cóż... Taka się stałam, obolała w środku i trochę zgorzkniała.

Czasem chcę wyjść z tego wszystkiego, odciąć się, wyłączyć, nie być. A siedzę tu przed komputerem z uśmiechem, tylko twarz mnie pali i w gardle gula.
Odpowiedz
Spadłam, jestem na samym dole. Kiedyś znowu wyjdę.
Odpowiedz
Ostatnia bezdzietna koleżanka z działu w ciąży. Cieszę się jej szczęściem. Jednocześnie jestem rozsypana. Chciałabym nie istnieć i nie czuć. Nie mam nawet komu się wygadać, więc żałośnie wracam na forum. Smutny, żałosny człowiek.


Chciałabym, żeby świat dał mi spokój. 

Czytam moje posty i myślę: czy to jeszcze żałoba, reakcja na wydarzenia, czy może przedsionek depresji.
Odpowiedz
(Fri, 05 Kwietnia 2019, 16:12:22)Ciri napisał(a): Chciałabym, żeby świat dał mi spokój.

Na czym polega to, że nie daje?
Odpowiedz
Nie wiem, to chyba bardziej uczucie niż myśl. Ostatnio ciągle dostaję sygnały od świata, czyli tak naprawdę od ludzi (albo raczej ja je tak interpretuję), że jedyną drogą na udane życie i jedynym sensem jest urodzenie dziecka. Wiem, że tak nie jest. Odczuwam jednak ból związany z niepłodnością i brakiem dzieci, które były, i ten ból jest czasem nie do zniesienia. Tymczasem znowu łapię się na tym, że nie chcę zbyt wiele planować, bo może... A mam wrażenie, że życie normalnym życiem jest w moim wypadku kluczowe, żeby zachować równowagę psychiczną. Dlatego może jednak powinnam kupić bilety lotnicze do jakiegoś egzotycznego miejsca na grudzień, bo może nic się nie zdarzy do tego czasu, albo zdarzy się złe i kolejny rok minie na życiu bez życia.


Nigdy wcześniej tak nie miałam, ale chwilami czuję się gorsza z powodu niepłodności i braku dzieci. Racjonalnie wiem, że to błędne myślenie, nikt z nas nie wybiera takiego losu, nie mamy też na niego wpływu. Pewnie to skutek sytuacji w pracy - jestem tą która nie rozumie, jak to jest mieć dzieci, nie wie co to zmęczenie, nie wie co to brak snu, nie wie jak trudno jest zorganizować i przeżyć wakacje z dziećmi. Nie wie też, ile szczęścia i miłości daje dziecko.
Odpowiedz
Odnośnie sytuacji w pracy - czy w domyśle nie wybrzmiewa dodatkowo, że nie rozumiesz tego wszystkiego z własnej, hmmm, wygody?
Odpowiedz
Zależy - niektórzy wiedzą, jak sytuacja wygląda, a niektórzy nie. Ci, którzy wiedzą, też potrafią dowalić, chociaż wiedzą, że to nie jest kwestia wygody. Ale to nie jest problem ludzi, tylko mój, to ja sobie nie radzę z byciem w środowisku, w którym głównie mówi się o dzieciach i ciążach. Muszę założyć jakiś pancerz, utwardzić się, przyzwyczaić, nie ma wyjścia, przecież nie zmienię pracy.
Odpowiedz
W majówkę rok temu robiłam pierwszy test ciążowy w trzeciej ciąży. Wyszła blada kreska, bo było jeszcze bardzo wcześnie. Tym razem nie było już scen z filmów i uniesień - więcej strachu i niewiadomych. Beta rosła ładniej niż w poprzednich ciążach, przez moment miałam nadzieję.
Odpowiedz
(Sat, 03 Lutego 2018, 20:20:10)Ciri napisał(a): Za kilka dni miną 3 miesiące od mojej straty. Z pozoru wróciłam już do "normalności", otoczenie zaczyna przy mnie mówić o ciążach, narodzinach i dzieciach, wszyscy myślą, że już minęło dostatecznie dużo czasu, że już powinno mi przejść.

Dlaczego więc czasem nie mogę oddychać, dławię się łzami, dlaczego nic nie ma sensu, praca nie ma sensu? Życie miało wyglądać inaczej, a nie wygląda wróciło do nieznośnej formy "sprzed ciąży" i ta forma uwiera, przygniata, boli. Kolejne starania, kolejne oczekiwanie, kolejne nadzieje, kolejna miesiączka i rozczarowanie.

Każdego dnia wstaję i zakładam maskę, a w środku wszystko we mnie wyje. Nawet, gdy się śmieję, to ciągle czuję obecność mojego dziecka w sercu.

Czuję, że już nigdy nie będę taka sama, bo poznałam miłość rodzicielską, miłość do dziecka, która nie znalazła ujścia.

Kochana tak mi przykro Sad Rozumiem doskonale co czujesz,za 8 dni miną 4 miesiące od mojego poronienia. Mówi się,że "czas leczy rany" ehh nie do końca ..bardziej "przyzwyczaja nas do bólu". Moja żałoba miała kilka etapów,na początku była ogromna rozpacz,płacz i totalne oderwanie od rzeczywistości,każda próba zrobienia "czegokolwiek"kończyła się płaczem.Potem był jeden WIELKI żal mój żal był chyba do wszystkich do Siebie ,Boga ,męża..do całego świata i ciągłe pytanie dlaczego JA? Czym zawiniłam?,co takiego zrobiłam? ..że los zabrał mi mojego Aniołka. Kolejny etap to złość i nienawiść ..czasem potrafiłam zazdrościć innym tego szczęścia,które mi nie było dane,często zastanawiałam się jak to jest,że ktoś nie chce a ma... A ktoś bardzo pragnie i jest mu to w okrutny sposób odebrane.. Teraz już mogę powiedzieć,że złe emocje opadły,że już nie nienawidzę i nie zazdroszczę, pogodziłam się z losem..natomiast pusta w sercu zostanie na zawsze ...
Staram się żyć "normalnie" lecz razem z moim Aniołkiem odeszła cząstka mnie...
Odpowiedz
Mój drugi dzień mamy. Nikt wokół mnie nie pamięta albo nie wie, że to też mój dzień. Ja o Was pamiętam każdego dnia.
Odpowiedz
Czytam Cię. Zawsze. 
Chciałabym dużo napisać, ale nic mi nie wychodzi z tego. Nie udaje mi się dobrać słów.
Odpowiedz
Dzięki Polianko, to dużo dla mnie znaczy.
Odpowiedz
Tak jakoś chwilowo jest mi ciężko. Trudno mi się pracuje i wstaje każdego dnia. Kiedy zachowuję się  „normalnie” i wyglądam w miarę pogodnie i bezproblemowo, to czuję, że to wszystko to tylko gra i jakieś takie udawanie. Większość dnia taka jestem, bo tak żyć trzeba w społeczeństwie, więc oszustwo trwa większość czasu. Uczucia upycham jak najgłębiej, czasem gdzieś tam mnie przyduszają od spodu, tak jak teraz. To dziwne, czuje w sobie wielki ból, ale schowany, nawet przede mną. Wiem dobrze, że on tam jest i dopomina się, żeby go wypuścić. 

Dzieci moje [*][*][*]
Odpowiedz
Ciri… Sad
Dla Twoich dzieci [*] [*] [*]
Odpowiedz
W pracy - koleżanka wróciła z macierzyńskiego.
Kolega: Ale ta X to ma ciężko, tak wracać po dwóch latach, tyle się zmieniło...
Ja: Mhm...
Kolega: No wyobraź sobie, nowy zespół, części ludzi już nie ma, nowe zadania...
Ja: ...
Kolega: No i rozstanie z dzieckiem po dwóch latach, do tego żłobka, inne biurko, nowy projekt. Ciężko naprawdę, nie?
Ja: No cóż... życie.
Kolega: Oj, widzę, że jesteś bardzo empatyczna.
Ja: Bo ja chciałabym mieć takie problemy.

I taka mała rzecz, drobnostka zaledwie potrafi człowieka wytrącić z równowagi względnej, z wysiłkiem jakoś tam utrzymywanej, z nierozsypania potrafi człowieka rozsypać.
Odpowiedz
Czasami mam dosyć tej wielkiej tajemnicy i zagryzania zębów. Chciałabym wszystko wszystkim wykrzyczeć o dzieciach, o adopcji. Chciałabym móc się jakoś chronić przed komentarzami nieświadomych osób. Ciągle biję się ze sobą - mówić, nie mówić? Komu powiedzieć i w jakim zakresie? Najbardziej uwiera mnie to w pracy. Wczoraj usłyszałam komentarze na temat mojego wieku - że nie robię się coraz młodsza i czas myśleć o dzieciach, bo kobiety mają ograniczony czas. Nie wiem, jak reagować ba takie komentarze, a trafiają one bardzo głęboko i ranią. Z drugiej strony, jeżeli zdecyduję się powiedzieć, to nie będzie odwrotu.
Odpowiedz
Och, Ciri. Pamiętam, jak układałam w głowie scenariusze rozmów - co powiem zapytana "a Wy kiedy". Nie udało mi się nigdy wykorzystać żadnej z planowanych odpowiedzi, albo rozmówcy zaskakiwali sformułowaniem pytania, albo nie starczało mi odwagi. Niezmiennie odczuwałam frustrację, że muszę się z mojej ziemskiej bezdzietności tłumaczyć.
Dzisiaj myślę, że dobrą odpowiedzią, a może odbiciem piłeczki byłoby - dlaczego chcesz to wiedzieć? I ewentualnie rozwinięcie - może nie chcę, może nie mogę, w każdym razie to moja prywatna sprawa.
Spośród tych w pracy, którzy wiedzą - jest ktoś Ci bliski, jakaś życzliwa dusza?
Odpowiedz
Ciekawe propozycje, może kiedyś zastosuję. Życzliwa dusza jest właśnie w ciąży i na L4. Z nią było łatwiej, bo jak zabrakło mi słów, to konkretnie spławiała delikwenta. O adopcji powiem może po kwalifikacji, czyli jakoś w grudniu, bo teraz jeszcze czekam na umowę na czas nieokreślony, no i nie chcę zapeszać. Wtedy pewnie pojawią się pytania o powody decyzji, ale jakoś łatwiej będzie o nich mówić w tym kontekście. Chociaż czasem myślę, że byłoby łatwiej raz się odważyć, powiedzieć i mieć z głowy, nie przezywać potem takich sytuacji przez tydzień płacząc w poduszkę.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości