nieznośna pustka bez Maleństwa
#76
(Wed, 08 Sierpnia 2018, 18:53:02)Ciri napisał(a): Dostałam wypowiedzenie. Pracuję do końca miesiąca. Co jeszcze spadnie na moją głowę? Nie mam sił, żeby zajmować się życiem zawodowym, myśleć co teraz, szukać, chodzić na rozmowy. Wszystko się wali. 

Boli mnie wszystko, tak bardzo mi smutno, tak bardzo chciałabym, żeby moje dzieci były ze mną, tak bardzo mi ich brakuje. Chciałabym krzyczeć i wyć. Nie wiem co dalej.

Moze idz do psychiatry. Da ci zwolnienie, ktore hedziesz mogla ciagnac pol roku i bedzie platne. Tylko musialabys to zrobic najpozniej do 2 tygodni po ustaniu umowy. Bo potem juz zasilku nie dostaniesz.
Odpowiedz
#77
Ja tak zrobiłam, poszłam na zwolnienie od psychiatry i przez pół roku zasiłek miałam.
Odpowiedz
#78
Przykro mi Ciri :-(
Odpowiedz
#79
Ciri, przykro mi. To samo spotkało mnie po pierwszej stracie. Poszłam do ginekologa na kontrolę i rozkleiłam się w gabinecie. Miałam to szczęście że mój ginekolog jest także psychiatrą. Przyjął mnie bez zapisu i wysłał na zwolnienie. Dał mi czas, a ja ten czas wykorzystałam na wypłakanie morza łez, siedzenie na tym forum.... Jeździłam też do stajni i glaskałam konie. Spełniłam nawet swoje "wielkie" marzenie i wzięłam kilka lekcji jazdy konnej. To była moja "terapia". Nie wiem czy pomogła ale przetrwałam.
Odpowiedz
#80
Dostałam pracę, zaczynam za tydzień. Nie jest to praca moich marzeń, ale mam nadzieję, że będzie przynajmniej "jakoś". Udało nam się też wyjechać na wakacje - pierwsze od dawna, bo zawsze coś nam wypadało, a to praca męża, a to kolejna ciąża. Trochę się oderwaliśmy od wszystkiego. 

Czuję się wyjątkowo stabilnie, aż sama się sobie dziwię, że się poskładałam. Wiem, że może to być cisza przed kolejną falą. Czasem mam wyrzuty sumienia, że to za szybko, że powinnam dalej rozpaczać. Jednak nadal moje dzieci są ze mną w sercu i już zawsze tam zostaną. Stanowią tło dla wszystkiego, co robię.
Odpowiedz
#81
Tak bardzo czekałam na 15.10 - kilka miesięcy. Okazało się, że muszę jechać w delegację i nie będzie mnie wtedy. Tak mi smutno z tego powodu. 

Noszę w sobie znowu dużo łez, noszę dzielnie z zaciśniętymi zębami. Urządzę sama 15.10 poprzedniego dnia. Popłaczę, wyrzucę z siebie te łzy.

W nowej pracy prawie wszyscy mają dzieci, to główny temat wszystkich rozmów. W końcu padło "a Ty Ciri kiedy planujesz mieć dzieci?". Zmroziło mnie. Teraz już wiem, że takich pytań się nie zadaje, bo nie wiemy jaka historia jest po drugiej stronie. Odpowiedziałam zimno: "To trudny temat, wolę o tym nie mówić." Do końca dnia włączyłam, żeby się nie rozsypać i wymyślałam alternatywne odpowiedzi na otrzymane pytanie. Źle się poczułam z tym, że nikt nie wie o moich dzieciach.
Odpowiedz
#82
U mnie w pracy też nie wiedzą o moim dziecku.
Nie tak dawno temu w rozmowie padło zdanie: "Polianka nie ma dzieci, więc nie wie". Nic w tym zdaniu nie było prawdziwe. Wiedziałam o czym mówią. I mam dziecko. Tylko martwe. Nie wyprowadziłam ich z błędu jednak.

Przykro mi Ciri. My tutaj wiemy o Twoich dzieciach, Ty wiesz. 
Gdziekolwiek będziesz 15 października, może będzie cmentarz w pobliżu? Może tam mogłabyś zapalić światełko? Jeśli nie, to dzień wcześniej też jest w porządku, pamiętasz przecież każdego dnia.
Odpowiedz
#83
Dzięki Polianka. Też spotykam się ze stwierdzeniami "Jak będziesz miała dzieci to zobaczysz", "Aaa bo ty nie masz dzieci, to dlatego".

Wraz z dziećmi zyskałam empatię i świadomość, że każdy może, tak jak my, kryć w sobie jakiś niewypowiedziany ból.

Tak bardzo tęsknię.
Odpowiedz
#84
Moje dzieci, myślę o was [*] [*] [*]
Odpowiedz
#85
Wczoraj na cmentarzu widziałam oczy takich jak ja, jak my wszystkie tu na forum. Te oczy są dzisiaj ze mną cały dzień. Mało płakałam ostatnio, wczoraj zapłakałam przed pomnikiem dzieci utraconych, wstrząsnęło mną kilka krótkich, głośnych spazmów płaczu. Przechodnie patrzyli że zdziwieniem i smutkiem, ktoś za plecami rzucił "to pomnik dzieci, które się nawet nie urodziły". Mąż był że mną 1 raz na cmentarzu, poprosiłam go o to nieśmiało, z jakimś wstydem. Powiedział, że dobrze, że przyszliśmy. Już listopad, za chwilę minie rok.
Odpowiedz
#86
Podobno mamy Aniołków zawsze się rozpoznają... Po specjalnym spojrzeniu, które zdaje się sięgać głębiej...

I ja patrzyłam wczoraj na malutkie groby i zgromadzone wokół nich rodziny.

Ślę wiele ciepłych myśli.
Odpowiedz
#87
Minął rok od tej strasznej nocy. 9 listopada o godzinie 03:00 po kilku dniach cierpienia i krwawienia przestałam być w ciąży i zostałam z pustką pod sercem. To było jak spadanie z bardzo wysokiego budynku, tak bardzo czekaliśmy na dziecko i tak bardzo się z niego cieszyliśmy. Przy mojej endometriozie przygotowywaliśmy się na lata nieudanych starań, a tu nagle po niespełna roku zobaczyliśmy 2 kreski - co dalej mogło pójść źle? Potem brutalnie nasza naiwność została zburzona i zeszliśmy do świata krwi i rozpaczy.

Wydawało się, że słońce już nigdy nie wyjdzie, że już nie będę w stanie dalej żyć, bo życie bolało za bardzo. Od tego dnia rok temu straciliśmy już 3 dzieci i musieliśmy zmierzyć się z trudną diagnozą oraz żałobą nie tylko po naszych dzieciach, ale też związaną z tym, że możemy nigdy nie mieć biologicznych dzieci. Teraz mimo wszystko czasem wychodzi słońce. Nie wiem jak to jest możliwe, bo parę miesięcy temu nie wierzyłam, że tak będzie. 

Smutek mój i tęsknotę noszę w sobie wszędzie, ale już bardziej z tyłu głowy, czy na dnie serca. Nadal czasem wychodzą na pierwszy plan, a ja pozwalam sobie wtedy na ten ból. Z zewnątrz może się wydawać, że niewiele się u nas zmieniło, ale ja wiem, że zmieniło się wszystko.
Odpowiedz
#88
Ciri podziwiam Cię za Twą mądrość, pokorę, spokój wewnętrzny.
Zdaję sobie srawę z ogromu Twego cierpienia i dlatego tym bardziej podziwiam Twą dojrzałość i siłę.
Jesteś wspaniałą osobą, żałuję, że nie umiem Ci pomóc.
Jedyne co mogę- to powiedzieć, że jestem i pomodlić się za Ciebie i Twoje Aniołki.
Odpowiedz
#89
Dzięki Ola, ale nie ma zupełnie czego podziwiać. Udało mi się tylko przetrwać i stanąć na nogi. Smutno mi, kiedy myślę o tym, ile kobiet przez to przechodzi i jak im potem ciężko, z jakim cierpieniem muszą się mierzyć. Smutno mi, kiedy myślę o osobach takich jak Polianka, które muszą znosić i nosić w sobie jeszcze więcej cierpienia. Serce mi czasem pęka, gdy o tym wszystkim myślę.

Czytałam ostatnio książkę o kobietach z obozu w Ravensbruck - kobietom ekstremalnie wyniszczonym głodem i chorobami zdarzało się urodzić żywe dzieci. Wydało mi się to niewiarygodne, biorąc pod uwagę to, jak często odchodzą nasze dzieci, mimo tego, że żyjemy w takich cieplarnianych warunkach. Dzieci umierały potem często po paru dniach lub tygodniach, bo matki nie miały nawet pokarmu, żeby dać im jeść. Niewiele dzieci przetrwało. A to i tak jedynie ułamek tego, co te kobiety przeżyły. Gdybym wierzyła w Boga, modliłabym się dzisiaj za nas wszystkie.

Zima na ramiona moje spadła niewinnością białym śniegiem. Pierwsza gwiazdka już na niebie, nie ma nie ma Ciebie. 
Odpowiedz
#90
Och, Ciri... Tyle wspomnień i uczuć wiąże się dla mnie z tą piosenką. To jedna z moich ulubionych odkąd smarkulą byłam - w wykonaniu Kayah i Bregovic'a.

Nie chciałabym, żeby było Ci smutno na myśl o mnie. Świat nie jest dobrym miejscem, ale mimo wielu okropności, można wciąż spotkać dobrych ludzi i wtedy jakoś udaje się znieść, mimo niewiary. Też bym się modliła. 

Pamiętam o Tobie.
Odpowiedz
#91
Wierzę,nie wierzę...Pomodlę się,jeśli jest-wysłucha.Za to co było i za to co będzie.
Odpowiedz
#92
Myślałam, że już jestem odporna. Wczoraj kolega w pracy oświadczył, że spodziewają się z żoną 2 dziecka. Jest w 9 tygodniu, w tym czasie traciłam pierwsze i trzecie dziecko. Nie było łez, reakcja zewnętrzna była prawidłowa, wyuczona, gratulacje, uśmiechy, ale w środku wszystko we mnie zamarło, czułam jakąś taką duszność w klatce piersiowej i tak przez kolejne kilka godzin. Na zewnątrz byłam po prostu trochę zawieszona. 

Dzisiaj rozmowa przy obiedzie, jak tam żona się czuje, czy ma zachcianki. Siedziałam z koleżanką, która ma dzieci, w grupie kolegów. Jeden zapytał: "a wy... przepraszam, ty, miałaś zachcianki w ciąży?". Przez ułamek sekundy chciałam być odważna i odpowiedzieć, że tak, że miałam, albo że nie miałam, a właściwie to mało pamiętam, w pierwszej ciąży nie chciało mi się jeść w ogóle i schudłam. Nic nie powiedziałam, patrzylam w talerz pustymi oczami. Popłakałam się dopiero, gdy wyszłam z autobusu powrotnego do domu.

Witaj z powrotem żałobo, myślałam, że już nie będziesz do mnie zaglądać.
Odpowiedz
#93
Ciri :-(
Odpowiedz
#94
Chciałabym móc Ci napisać coś kojącego, ale nie mam pojęcia co by to mogło być. Przykro mi.
Odpowiedz
#95
2 dni temu odezwała się do mnie nieproszona aplikacja w telefonie z przypomnieniem, że jestem w 39 tygodniu. To naprawdę już? Tak szybko minęła ta ostatnia "ciąża", w mgnieniu oka. Może teraz już będzie łatwiej, już wszystkie ciążę i nienarodziny będą za mną. W zeszłym roku byliśmy po 1 stracie i z łzami w oczach życzyliśmy sobie lepszego roku 2018. W 2018 r. śmierć dotknęła nas jeszcze dwa razy. Teraz już niczego nam nie życzę w tym względzie, nie mam już oczekiwań. Dzieci, pamiętam o was.
Odpowiedz
#96
Nie masz oczekiwań w sensie takim ,że przestałaś planować ? Skryte i niewypowiedziane pragnienia i marzenia też czasem się spełniają.Tylko one czasu nie liczą.Więc życzę Ci aby się spełniły,ale według własnego kalendarza Smile
Odpowiedz
#97
Smutno mi, Ciri, że to życie jest takie niesprawiedliwe. 
Życzyłabym Ci innego obrotu spraw.

A propos aplikacji ... To ja na maila jakiś czas temu dostałam od takiego właśnie tworu, który zainstalowałam w 2016 roku, będąc w ciąży - propozycję zakupów dedykowanych dla dziecka w wieku, w jakim byłoby moje dziecko - gdyby żyło.
Odpowiedz
#98
Ciri przeczytałam Twój wątek i bardzo Ci współczuję. 3 straty w tak krotkim czasie... Ja po dwóch jestem wrakiem. Rozumiem Twoje uczucia dotyczące ciężarnych. Ostatnio dowiedziałam się, że moja cioteczna siostra jest w ciąży. Nigdy nie chciała dzieci. Wpadłam w szał... Co do oczekiwań, to chyba tak nie działa. Zaczynam to rozumieć, że to ogromny dar. Dla nas jeszcze większy, a przez większość tak niedoceniany... Mam nadzieję, że zaznacie rodzicielskiego szczęścia razem z mężem. Gdy przyjdzie na to pora, w tej czy innej formie.
Odpowiedz
#99
(Thu, 03 Stycznia 2019, 14:19:05)trzydziescidwa napisał(a): Zaczynam to rozumieć, że to ogromny dar. Dla nas jeszcze większy, a przez większość tak niedoceniany...

Nie jest chyba tak źle... Myślę, że większość ludzi kocha swoje dzieci i ceni sobie dar rodzicielstwa, a tylko część, niektórzy, nie bardzo cenią lub wcale.
Odpowiedz
Jeśli komuś coś przychodzi z łatwością, to jest też inaczej .. chociaż może za bardzo zaczęłam generalizować. Pewnie jestem wyczulona na takie przejawy po stratach. Ja z kolei bardzo shizuje na punkcie mojego ziemskiego dziecka. To też niedobrze.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości