nieznośna pustka bez Maleństwa
#26
Dziękuję Wam bardzo, dużo mi daje wyrzucanie emocji na forum. Co do rodziny, to jest lepiej odkąd odkryliśmy prawdopodobną przyczynę - translokację chromosomów u męża. Od tego czasu problem traktowany jest poważniej i nikt już mi nie mówi, że muszę się mniej stresować i myśleć pozytywnie, a wtedy na pewno będziemy mieć dzieci. W moim domu rodzinnym jednak nie daje się za bardzo przyzwolenia na załamywanie się i słabość, więc staram się udawać, że jakoś się trzymam i jak już nie wytrzymuję, to płaczę wieczorami w poduszkę. Ostatnio chciałam się wykręcić z imprezy rodzinnej z dwoma ciężarnymi kuzynkami, argumentując, że to będzie dla mnie za trudne w obecnej sytuacji - usłyszałam że jestem egoistką i powinnam się cieszyć czyimś szczęściem. 

Największym wsparciem jest dla mnie mój cierpliwy i dzielny mąż, bez niego nie dałabym rady.
Odpowiedz
#27
Eh a czy inni przezywaja tak samo Twoj smutek, jak chcieliby abys przezywala czyjas radosc?

Przytulam mocno.
Odpowiedz
#28
Nie rozumiem takich ludzi i ich "dobrych rad" oraz oceniania czyjegoś postępowania w danej sytuacji.... Angry Masz wbrew sobie pójść na imprezę i źle się czuć, tylko dlatego, że tak pasuje, a poza tym dlaczego masz myśleć o wszystkich tylko nie o sobie, szczególnie teraz, w tak trudnym czasie. Ja nie wytrzymałabym i wygarnęłabym tym "życzliwym osobom", co o nich myślę... Dobrze, że masz wspierającego męża, a to jest najważniejsze. Nie przejmuj się opiniami innych, słuchaj swojej intuicji. Nigdy nie będzie tak, że dogodzisz wszystkim dookoła.

Dużo cierpliwości i wytrwałości...
Odpowiedz
#29
Dziękuję... Pracuję właśnie z terapeutką nad tym, żeby myśleć bardziej o sobie, nauczyć się mówić o moich potrzebach i być bardziej asertywną, jeżeli czuję, że coś nie będzie mi w tym momencie służyło. Daleka droga jeszcze przede mną, ale robię postępy.

Tymczasem przyszedł czerwiec, za parę dni miało przyjść na świat nasze pierwsze dziecko. Nie mogę uwierzyć, że to 9 miesięcy minęło tak szybko. Tyle się od tego czasu zdarzyło, tyle we mnie się zmieniło, kilka razy roztrzaskałam się i potem zbierałam z podłogi, wiele razy zwijałam się z bólu. Poznałam miłość, której nigdy wcześniej nie znałam. A jednak nadal tu stoję. Nie wiem jak to możliwe, że przeżyłam, że wstaję jakoś rano i idę do pracy, chociaż wkrótce, może nawet w terminie porodu Pierwszego, mogę umrzeć po raz trzeci. 

Raz, dwa - śpijcie dzieci [*] 
Trzy... czekamy.
Odpowiedz
#30
Chciałabym nie żyć, nie być.

Dlaczego?
Odpowiedz
#31
Duzo sily ci zycze w tej ciemnosci, i ramienia na ktorym bedziesz mogla sie oprzec.
Odpowiedz
#32
Ciri nie wiem co napisać ,jak pocieszyć Sad Tak bardzo mi przykro...
Odpowiedz
#33
Ciri żadne słowa nie będą teraz właściwe... Nie wiem "dlaczego"... Tak mi przykro...
Odpowiedz
#34
Masz coś, czego się możesz złapać w takich chwilach? Cokolwiek...
Odpowiedz
#35
Ciri,  tak bardzo mi przykro.
Odpowiedz
#36
Ciri, mi też jest przykro.
Odpowiedz
#37
Dziękuję Wam... Jakoś muszę przetrwać.
Odpowiedz
#38
Dzisiaj pierwszy termin porodu. Być może byłbyś już z nami, zaczęlibyśmy wszyscy razem nowe życie.

Kto mógł przewidzieć, że tak to się potoczy. Przede mną tydzień czekania (jeżeli doczekamy), spakowana torba, szpital, krew, łzy, rozpacz, kolejne pożegnanie. 

I co dalej?
Odpowiedz
#39
Ciri współczuję ogromnie, czas pokaże co dalej, napewno pomału trzeba przejść przez to najgorsze, dużo siły dla Ciebie na ten czas
Odpowiedz
#40
ZuzankowaMamo dziękuję.

Dzisiaj byłam ostatni dzień w pracy - lekarz powiedział, że mam wpaść po zwolnienie. Zwolnienie wypisywała pani w rejestracji. W poczekalni kilka osób, a pani na cały głos: 
- Co ja mam tu pani wpisać za kod? Poronienie samoistne chyba pani wpiszę. 
Ja na to: 
- Ale to nie jest poronienie samoistne. Jeszcze jest ciąża. W poniedziałek idę do szpitala. 
- Niby ciąża, ale nie ma akcji serca. No to ja nie wiem co mam tu pani wpisać. Może krwawienie we wczesnej ciąży? A w szpitalu wpiszą, że zabieg. 

Już pomijam ochronę danych osobowych... Możecie sobie wyobrazić jak się poczułam.
Odpowiedz
#41
Brak słów... jedyne co mogę zrobić to chociaż wirtualnie przytulić.
Odpowiedz
#42
Nie wiem, czy będę w stanie wrócić do pracy. Mam teraz bardzo ważne zadania, staram się jakoś je przekazać, szef prosi o deklarację, kiedy wrócę, a ja nie potrafię się określić. Nie wiem, czy będę w stanie... Z drugiej strony jeżeli nie wrócę za długo, to mogę nie mieć do czego wracać. Nie wiem, czy mam siłę na to wszystko... Nie wiem, czy mam siłę szybko do siebie dojść tym razem.
Odpowiedz
#43
Dziś 67 dzień ciąży. W tym dniu ciąży straciliśmy pierwsze dziecko. Tak bardzo boję się szpitala, wolałabym ronić w domu, pomimo bólu i krwi. Żegnać się. Jak się pożegnać w szpitalu? Na razie nie mogę sobie tego wyobrazić, nie umiem o tym myśleć.
Odpowiedz
#44
Ciri Sad Nie ma takiej możliwości abyś mogła ronić w domu ? Rozmawiałaś o tym ?
Odpowiedz
#45
Lekarz nalega na szpital, bo "nie podoba mu się kosmówka" . Chyba podejrzewa zaśniad częściowy.
Odpowiedz
#46
Jak pożegnać się w szpitalu? To zależy od szpitala i dynamiki sytuacji. Ja roniłam biegając do toalety. Po każdym większym skrzepie wolałam położną na identyfikację tego co ze mnie wyszło. Jeśli ty też będziesz w podobnej sytuacji i uda ci się rozpoznać że właśnie wyszło jajo a zarodkiem będziesz miała szansę na pożegnanie. Krótkie, w żałośnie smutnym miejscu ale będzie. Ja w trakcie ronienia nie siadałam na toaletę żeby nic nie wpadło do środka. Miałam tą wielką podpaskę i starałam się aby wszystko leciało na nią. Nie bój się poprosić o kroplówkę znieczulającą. Myślę że mi ona pomogła uniknąć obezwładniającego bólu i zachować trzeźwość umysłu.
Odpowiedz
#47
Dziękuję Ci Franiu, trochę mnie uspokoił Twój post. Dzisiaj mam plamienia i bóle, samo się chyba powoli zaczyna i jakoś tak mi lżej z tą świadomością. Teraz stanęliśmy z mężem przed decyzją o tym, czy rejestrować dziecko i ewentualnie pochować, bo I tak będziemy robić badania genetyczne. Część mnie chciałaby mieć w końcu jakieś miejsce dla dzieci, a druga część mówi, że to za wczesny etap i to jednak za dużo.
Odpowiedz
#48
Ciri myślę o Tobie.Jesteś w szpitalu ?
Odpowiedz
#49
Do szpitala pojechaliśmy już w piątek wieczorem, bo zaczęłam krwawić i miałam bóle. Kazali mi spędzić jeszcze noc w domu i przyjechać w sobotę rano. Zostałam przyjęta na oddział onkologiczny, bo na innych nie było miejsca i całe szczęście, bo podejście pielęgniarek i położnych na tym oddziale to niebo a ziemia w porównaniu do izby przyjęć i oddziałów ginekologiczno-położniczych. Panie pozwoliły być mojemu mężowi cały czas przy mnie, mogliśmy razem wypełniać dokumenty, zawiózł mnie nawet łóżkiem na zabieg i potem z powrotem na salę. Na sali zabiegowej bylo już gorzej - lekarze żartowali, ja płakałam, nikt się do mnie nie odezwał, nikt niczego nie powiedział ani nie wytłumaczył. Położna w pewnym momencie podeszła do lekarzy i szeptem powiedziała im, żeby nie żartowali, bo pacjentka płacze i bardzo jej później za to dziękowałam. Kosmówkę nam wydali i mąż zawiózł ją od razu do centrum badań genetycznych. Wieczorem wyszłam ze szpitala. 

Niedziela minęła nam jakby w jakimś otępieniu, jakbyśmy już wyczerpali przez ostatnie tygodnie zapas łez i nie mieli siły na rozpacz...

Nie zdecydowaliśmy się na pochówek - chyba brak nam odwagi. Musimy jednak coś zrobić, żeby upamiętnić nasze dzieci, tym razem nie możemy tego już tak zostawić. Będziemy znali płeć - nadamy więc dziecku imię. Chcę jechać na cmentarz z pomnikiem dzieci utraconych i zapalić dla nich światełka. Później pomyślę o czymś trwalszym. 

Dziękuję Wam za wsparcie w tym trudnym czasie.
Odpowiedz
#50
Ciri... Sad jestem z Tobą wirtualnie, przynajmniej tyle...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości