Morze krwi i łez
#1
Witajcie Mamusie,
Chcę podzielić się bólem, którego doświadczyłam...długo szukałam forum, gdzie mogę ulokować swoje uczucia i myśli najprawdziwsze wydaje mi się to miejsce

Mamini- tak pieszczotliwie mówi do mnie mój prawie 4 letni syn
Dlaczego morze krwi i łez? już wyjaśniam....postaram się pozbawić tego posta chaosu, lecz jestem świeżo po stracie i ciężko skupić myśli
 W 11 tygodniu po powrocie z pracy położyłam się, aby odpocząć. Nie minęła minuta i poczułam, że między nogami zalewa mnie ciepło. Krew... dużo krwi... wrzask i błaganie tylko nie to!. Zorganizowałam opiekę do syna i pojechałam do szpitala. Usg lekarka uspokaja, dziecko żyje serduszko pięknie bije. Zrobił się krwiak, musiałam leżeć. Krwiak bardzo szybko się wchłonął i juz po tygodniu mogłam pójść do domu. Wizyta kontrolna u ginekologa wskazywała na jakieś pozostałości po nim. Bardzo długo plamiłam na brązowo, którejś nocy ten krwiak po prostu chlupnął do toalety. W 17 tygodniu dowiedziałam się, że będę miała córeczkę. Radość nie do opisania- największa z tego, że dziecko zdrowe jak rybka. Długo ta radość nie trwała dwa dni później zaczęłam plamić żywą krwią. Wizyta u lekarza...stwierdził, że łożysko nisko schodzi ale nie przoduje. Leżałam, brałam leki, tak jak lekarz kazał. Serce mnie bolało jak widziałam smutną minę syna, kiedy nie mogłam się z nim bawić, Po tygodniu leżenia nie było poprawy, więc musiałam stawić się w szpitalu. Tam szok... oprócz nisko położonego łożyska nowy krwiak nad ujściem szyjki ale nie zagrażający dziecku....Minęło półtora dnia pobytu a ja dostałam krwotoku, który zalał całe łóżko....mysłałam, że to koniec.....po badaniu okazało się, że zrobił się kolejny krwiak bardzo duży centralnie nad owodnią. Widziałam po minie lekarza, że nie jest dobrze, ale dalej walczyłam. Ogromne ilości krwi wydalone do toalety, na łóżko na ubrania... w życiu czegoś takiego nie widziałam. I te skrzepy ....za każdym razem myślałam że to moja córeczka wpadła do kanalizacji, były wielkości mojej pięści. Kolejne dni... kazali leżeć- lezałam...jadłam bo musiałam, byłam bardzo słaba a najgorsze jest to że czułam...czułam że nam się nie uda...włączyli mi środki uspokajające uporczywie twierdząc że nie zaszkodza dziecku...ale ja ich nie brałam zbierałam w kieliszek... od kiedy hydroxyzyna jest bezpieczna w ciązy...Mijał prawie miesiąc lezenia w szpitalu...tak bardzo tęskniłam za moim synem ale walczyłam dalej o drugie dziecko. Dwa dni przed porodem wybraliśmy z mężem w końcu imię Wiktoria- moje małe zwycięstwo. Od tego dnia też zaczął mi twardnieć brzuch lekarze to zlewali i nawet bez obejrzenia mnie przysyłali pielęgniarkę z kolejnym zastrzykiem z no spy i tabletką na uspokojenie!27.09.17 najgorszy dzień mojego życia... któraś z kolei wizyta w toalecie bo wiedziałam że idzie kolejna fala krwi. Tym razem była inna, rozwodniona. Wiedziałam, że odchodzą mi wody. Badanie ginekologiczne, lekarz potwierdza moje obawy. Później usg w życiu nie miałam dłuższego. I słowa lekarza: Proszę Pani przykro mi jest za mała wszędzie odmówią nam ratowania w dodatku odkleja się łożysko Pani życie jest zagrożone.Wiedzieliśmy od początku, że ta ciąża się nie utrzyma ( dlatego tak pakowali we mnie leki na uspokojenie i czekali aż ciąża sama się zakończy). Powiedział jak przebiegnie poród. Dostałam jakieś leki w szyjkę. Rodziłam w nieobrażalnym bólu  i stresie przez kilka godzin...nie pomogło podane dwa razy relanium domięśniowo ani morfina. W końcu na świat przyszła moja córeczka Wiktoria. Umówiłam się wcześniej  położną aby pokazała mi chociaż stópkę. Ale za stópką była rączka, a za rączką moje cudowne całe dziecko. Piękne ustka, paznokcie, maleńkie rączki i stópki które całowałam bez końca.Wyglądała jak anioł, spiący anioł....Położna równiez była aniołem. Ochrzciła moje dziecko, założyła jej czapeczkę i bransoletki. Wiktoria ważyła 400 gram i mierzyła aż 29 cm. Tak niewiele nam zbrakło.Nie żyje emocjonalnie. Nie jestem związana w chwili obecnej ze światem żywych. Żyje miłością do mojej córki i do grobu na który jeżdżę. Ból, tylko ból który rozdziera mnie od środka Sad
Odpowiedz
#2
Dziewczyny ja chyba zyje tylko fizycznie ale umarłam tego dnia czuje ze juz mnie nie ma tak bardzo tęsknię i nie potrafię sobie tego w głowie ułożyć...moje ciało nawaliło po całości i zabilo zdrowe dziecko ☹
Odpowiedz
#3
Mamini czytałam Twoja historie w napięciu, było tyle nadzieji na szczęśliwy koniec, jednak się nie udało, przykro mi bardzo. Nie obwiniaj siebie, zrobiłaś wszystko co mogłaś. Wspieram Cie duchowo, daj sobie czas na cierpienie, proś o pomoc kiedy tylko możesz, przeżyj żałobę a z czasem będzie trochę lepiej. Dla Twojej córeczki [*]
Odpowiedz
#4
Mamini, przykro mi bardzo z powodu Twojej, Waszej starty.

Myślę, że jesteś w dobry miejscu, tutaj też spotkasz m.in. takie obwiniające się Matki - jestem jedną z nich. Z czasem jednak jakby mniej, jakby inaczej na to patrzę.

Życzę dużo siły na nadchodzące dni, tygodnie...I przytulam wirtualnie.
Odpowiedz
#5
ZuzankowaMama nadzieja nie opuszczała mnie do końca chociaż i tak cały czas czułam co sie stanie i dużo płakałam instynkt macierzyński jest silniejszy niż cokolwiek...zaczynam powoli stopowac i przestaje za dużo od siebie wymagać tak poradziła mi Pani psycholog po pierwszej wizycie....miesza im sie u mnie zły stan fizyczny po krwotokach, zaloba i trauma po pobycie w szpitalu ....uwierz jestem wykończona z każdej strony ☹
Anneri to nie tak ze obwiniam siebie bo na prawdę dużo wycierpialam i robiłam co mogłam, ale fakt jest taki ze to właśnie moje ciało nawaliło i zdrowe dziecko musiało przez to umrzeć chociaż przed staraniami przebadalam sie bardzo dokładnie

Jutro jade odebrać wyniki badan z łożyska nie liczę ze cos wniosa wiecej do sprawy nawet jak znajdę przyczynę życia córeczki juz to nie wróci da jedynie wskazówki na ewentualne przyszłe starania o których nie chce nawet nyslec☹
Milo widzieć ze kto to czyta i tu jesteście dziekuje! W mojej zalobie umieram bez ludzi i staram sie z nimi jak najwięcej rozmawiac lub poprostu milczeć
Przeraza mnie to ze jest nas tyle i tyle różnych historii cierpienia
Odpowiedz
#6
Mamini, bardzo Ci współczuję. 
(*) dla Wiktorii
Odpowiedz
#7
Bardzo mi przykro Mamini Sad Straciłam córeczkę w 12 tygodniu ciazy. Na kontrolnym badaniu usg dowiedzieliśmy się, ze nasze maleństwo nie rozwija się już od przynajmniej 3 tygodni. Długo obwiniałam się o to, ze może gdybym wcześniej poszła na usg, może gdybym zmieniła lekarza, może gdyby cokolwiek. Dopiero zrobione badania i odpowiedz dlaczego tak się stało mnie uspokoiła. Tak po prostu się dzieje, chociaż to jest niewytłumaczalne to właśnie zobacz ile jest nas tutaj. Sad Z tak wielka strata nie da się pogodzić, ale po pewnym czasie można nauczyć się z tym żyć. Tylko najpierw trzeba to na swój sposób przeżyć.
Odpowiedz
#8
Nelka niestety medycyna bywa zawodna ,gdyby była złotym środkiem żadna z nas by nie była w tym miejscu....lekarze przeszczepiają rozne narządy, ratują ludzi w beznadziejnych sytuacjach,a tu zwykły krwiak i nie można bylo nic, dosłownie nic zrobic ani nie wiadomo skąd to sie bierze☹ robię cały czas badania ale tak jak wspomniałam znalezienie przyczyny nie przyniesie mi ulgi, da tylko wskazówki na przyszłość. Staram się przez to wszystko przejść, ale jest to strasznie chaotyczne. Za szybko chce , aby bylo choć trochę lepiej. Mam wrażenie, ze wszystko co robię, jest pozbawione najmniejszego sensu.
Odpowiedz
#9
Mamini tule Cię bardzo i palę światełko dla Wiktorii [*]

Mogę napisać że wiem co czujesz. Też mam dwa światy. Wczoraj gdy byliśmy na cmentarzach zauważyłam grób na którym leżał wielki anioł trzymający w ręku kwiat. Poprosiłam M byśmy podeszli. Zmroził mnie widok bo tam leży dziewczyna w moim wieku. Zmarła w tym roku. Wtedy dotarło do mnie że też mogło mnie nie być tu i teraz. Złapałam mocno moja Córkę za rękę. Spojrzałam na M. Tak się cieszę że żyje.
Odpowiedz
#10
Ilonna-dziękuję kochana. Czytałam twoja historię. Zycie okrutnie Cię doświadczyło, masz w sobie siłę kobietko! (*) dla Twoich Maluszków! Dzisiaj byłam u Pani psycholog. To dobry mechanizm, że w i tak beznadziejnej sytuacji znajdujemy pozytywy. To nasz mechanizm obronny. Ilonna jesteśmy wyjątkowe i jak nikt inny dopiero doceniamy życie, oraz jego kruchość. Dzisiaj miałam dzien pod tytułem NIC NIE CZUJĘ. Nie bylo we mnie żadnych emocji, ani dobrych, ani złych -czułam się nijak. Ale idzie noc, najgorszy czas dla mnie. Jestem przerażona, bo chyba wracają mi napady lękowe, z którymi zmagałam się od dawna(z zupełnie innego powodu, poronienie z września jest moim pierwszym). Boję się, że znowu skończy się na braniu leków od psychiatry. Nie chce ich, juz tak bardzo boli mnie żołądek po przejściach w szpitalu. Mój malutki Kwiatuszek....Mama tęskni. Zaraz zamknę oczy i Mi się przypomnisz, może to pomoże
Odpowiedz
#11
Mamini czasem mam też dni pustki. Miałam tak ostatnio w pracy. Pracowałam i wypełniałam swoje obowiązki ale robiłam to strasznie mechanicznie. Nie pamiętam czy szef coś mi kazał dodatkowo zrobić. 

Nie śniły mi się nigdy dziewczynki a chciałabym bardzo. Może kiedyś przyjdzie taka noc. 

Też miałam krwiak w ostatniej ciąży. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. 

Rozmawiałam ostatnio z znajomą która będzie starać się teraz o dzidzie. Stwierdziłam że teraz zajście w ciążę rozpoczyna się od długich przygotowań, badań itp. 

Powiedz mi czy robiłaś testy na mutacje genetyczne w kierunku zakrzepicy?
Odpowiedz
#12
Kocham Cię  Angel
Odpowiedz
#13
Witam cię serdecznie,
współczuję straty, bólu, cierpienia...JESTEM Z TOBĄ. Ja w kwietniu b.r. w Wielkanocny poniedziałek dowiedziałam się, że serduszko mojej małej przestało bić... od tak... to był 25/26tydz. Przyczyny nie stwierdzono. Ból, trauma, szok, niepokój, które trwają do dziś są okropne. |Cieżko funkcjonować nawet po tych 8 miesiącach co minęły. Nawet w ten Sylwestrowy wieczór nie potrafię o tym nie myśleć. 
Życzę Tobie, jak nam wszystkim, aby ten rok, który się zbliża był dla Nas łaskawszy.
Odpowiedz
#14
Perla84 dziękuję ? zbliża sie termin porodu , pomimo brania leków jestem coraz bardziej niespokojna do tego te wykańczające miesiączki ☹ zamówiłam dla mojej dziewczynki wyjątkowe znicze , ręcznie robione, takie jakie sobie wymarzyłam. Wiktoria ma nowych kolegów obok. Bałam sie tego, że zastane nowy grobek obok niej. I stało się , jak to zobaczyłam zaczęłam histerycznie płakać. Dobrze ze mam was i moja przyjaciółkę , ktora rozumie mnie jak nikt inny. Jest cały czas przy mnie w sposób o jakim można marzyć. Każdej z was życzę takiej osoby obok!

Moja Slodka? tak tesknie?
Odpowiedz
#15
To dzis....jestem rozsypana...5luty termin porodu boli świadomość ze pewnie juz dawno bym Cie tuliła wszystkiego najlepszego kochanie bardzo tesknie czuje sie taka samotna KOCHAM CIE
Odpowiedz
#16
Przykro mi. 
Wiem, że ten dzień jest bardzo trudny. Miał być szczęśliwym uwieńczeniem długiego oczekiwania, pierwszym i pięknym spotkaniem. Zamiast tego jest ból, tesknota i cierpienie po stracie. Przeżywałam ten dzień pierwszy raz prawie rok temu. Teraz zbliża się pierwsza rocznica, niebawem moje dziecko kończyłoby rok, gdyby urodziło się w terminie. 
Wiem, że Ci bardzo ciężko. Pozwól sobie na płacz i cierpienie, na żałobę. Spróbuj być dobra dla siebie.
Odpowiedz
#17
Moja słodka kruszynko tak bardzo tęsknię! Do zobaczenia jutro
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości