W oczekiwaniu na odejście...
#1
Szukam wsparcia, bo jest mi coraz ciężej z myślą, że Dzidziuś odejdzie. Jak poukładać sobie w głowie to co nas spotkało, jak przeżyć te ostatnie chwile razem, pozwalając godnie odejść Dzidziusiowi.

Moja smutna historia zaczęła się w 17 tygodniu ciąży, wcześniej wszystko było ok. Na rutynowych badaniach okazało się, że nie ma płynu owodniowego, co może być spowodowane brakiem nerek lub ich złym funkcjonowaniem, bez płynu nie wykształcą się płuca i dodatkowo powiększone serduszko, niewydolność krążenia... :Sad jestem młodą osobą, mam 24 lata, ciąża była zaskoczeniem, ale po krótkim czasie od świadomości o niej, radość, sprężenie się, myślenie o dorosłości etc. Jak pokazuje życie, nasze plany są nieistotne i tak może stać się coś strasznego... Ta diagnoza spadła na Nas jak grom z jasnego nieba i trudno w to wszystko uwierzyć...

Czasami towarzyszą mi wyrzuty sumienia, bo często myślę, kiedy to się skończy, chcę iść do przodu, a przeyżwam żałobę za życia Kruszynki i jak nadejdzie to najgorsze to znowu czeka mnie to samo, smutek, cierpienie, żal i pogrzeb...  Jest mi taaaak strasznie przykro, serce się kraje. Ostatnio też czuję Dzidzusia coraz mocniej, jefo kopniaki, jakby chciał powiedzieć, że jest... Sad Mam wsparcie Narzeczonego, Rodziny, ale w głebi serca My Kobiety wiemy, że więź zbudowana z Maluszkiem jest czymś wyjątkowym i tylko Matka to rozumie.
Odpowiedz
#2
Tak bardzo mi przykro ortiga...Sad ale cokolwiek teraz napiszę, nie zmniejszy Twojego bólu. Masz rację, choćby wspierali nas wszyscy wokół, nikt kto tego nie przeżył, nie jest w stanie zrozumieć. Nie ma nic piękniejszego niż bycie matką i nic tak bardzo nie boli, jak strata dziecka. Pytasz, jak to wszystko poukładać, jak przeżyć, ale niestety nikt Ci nie da złotego środka. Każda z nas jest inna i choć ból podobny, to każda ma prawo przeżyć go tak, jak potrzebuje. Ja, odkąd dowiedziałam się, że serduszka Bliźniaków nie biją, nosiłam je jeszcze dwa i pół tygodnia. To był czas tylko nasz, naszego pożegnania, mówiłam do nich, głaskałam brzuch, nie chciałam stracić ani chwili bo wiedziałam, że mamy ich bardzo mało. Uparłam się, że odejdą w domu i tak się stało. Ale to nie oznacza, że każdy potrzebuje tego samego. Dlatego nie miej wyrzutów sumienia, nie myśl, że powinnaś tak a nie inaczej, nie zmuszaj się do niczego. Po prostu przeżyj to tak, jak możesz. Wiem, to marna rada, ale... Przytulam mocno, nie jesteś sama.
Odpowiedz
#3
Ortiga, niestety na to nie ma złotego lekarstwa . Jak już zostało powiedziane każda z nas jest inna i musi przez to przejść. Prócz rodzinnego Wsparcia, najbliższych możemy wspierać się jeszcze wirtualnie - bo kto najbardziej wie co to ból jak nie matka, która traci własne dziecko.
Przytulam, buziaki i trzymaj się Kochana ?
Odpowiedz
#4
Ortiga, jesli dobrze zrozumialam twoj maluszrk ma wade letalna i pisane jest mu odejsc w twoim brzuszku lub po porodzie? Poczytaj prosze o fundacji gajusz i ich hospicjum perinatalnym. Takich miejsc jest w polsce kilka. Moze to droga dla ciebie, dla was...?
Odpowiedz
#5
Bardzo mi przykro Ortiga
Odpowiedz
#6
Dziękuję za słowa wsparcia. To wiele znaczy, ale tak jak zauważyłyście, to trzeba przeżyć. Nie da się opisać, dać złotego środka.
Odpowiedz
#7
Zastanawiałam się nad pójściem do hospicjum, ale mam mętlik w głowie... Wiem, że jest tam sztab specjalistów, którzy znają podobne przypadki, ale ja nie chcę rozdrapywać ran. Nie wiem też, czego oczekuję? Na razie nie chcę rozmawiać z psychologiem... :/
Odpowiedz
#8
Ta diagnoza (nie o nerkach jako takich, tylko ogólnie o letalności wad) jest już przesądzona? Nie napisałaś, w którym jesteś tygodniu teraz, wspomniałaś tylko, że ta smutna część historii zaczęła się w 17 tc, stąd trudno mi odgadywać, na jakim etapie jesteś dzisiaj, co już za Tobą, w diagnozach, ale także w decyzjach, a co zupełnie jeszcze nie...

Umiesz czytać historie matek w ciążach z chorymi dziećmi, czy zdecydowanie wolisz ich obecnie unikać? Bo jest na Forum trochę takich indywidualnych tematów i - być może, tylko być może - niektóre wypowiedzi z nich byłyby Ci wewnętrznie bliskie, choć niektóre też całkiem odmienne od Twojego spojrzenia i przeżywania, hm... Nie wiem, na ile mogłyby Ci pomóc, płakać na pewno, ale poczuć się także... nie wiem, nie wiem, jak to ująć...
Nie da się opisać, napisałaś, ale czasem się daje i potrzebuje posłuchać. Może tego oczekujesz, skoro, nie wiesz, czego? Równowagi między opisywaniem siebie i przysłuchiwaniem innym.

Wierzysz, że to, co się dzieje tu i teraz, co nie może się prawdziwie zacząć zabliźniać, póki nie dobiegnie na obecnym etapie swojego końca, to, co właśnie krwawi przecież mocno, wierzysz, że to daje się rozdrapać poprzez nazywanie wprost słowami uczuć, tak jakby bez tego ran nie było? Wiesz, pozwolę sobie mimo tego rozpaczliwego i pełnego rozdarcia kontekstu na uśmiech - czym w takim razie różniłby się według Ciebie ten psycholog od Forumowiczek, czy też raczej, czym tak naprawdę różniłyby się Twoje z nim rozmowy od naszych? Czemu... czemu się tego na razie, jak ujęłaś, obawiasz... akurat ze strony kogoś z założenia przygotowanego merytorycznie do sensownego prowadzenia rozmów w takich traumatycznych chwilach w życiu? Na logikę, to my jesteśmy bardziej w tym niebezpieczne, ha, bo zwykle to nam różni malkontenci wtykają, że nie robimy tutaj nic innego, jak tylko z nieokiełznaną rozkoszą masochistek rozdrapujemy właśnie i rozdrapujemy... i rozdrapujemy... i tylko rozdrapujemy bez końca...
Odpowiedz
#9
Ortiga, tak bardzo mi przykro.
Gdybyś jednak zdecydowała się na skorzystanie ze wsparcia, to lista miejsc jest tu.
Tam sa nie tylko specjaliści, ale też ludzie, którzy rozumieją, niektórzy przeżywali podobne chwile do Waszych. Pomogą Wam nabrać odwagi potrzebnej do wymyślania jak chcecie spędzić ten czas, który Wam pozostał razem. Pomogą w spisaniu tego, jakie są Wasze oczekiwania dotyczące porodu, powitania i godnego pożegnania Maluszka. Może w Waszym imieniu ponegocjują ze szpitalem, żeby byli tam przygotowani jak najlepiej do przyjęcia Was. Doradzą w kwestiach formalnych czy związanych z pochówkiem.
Pomogą poukładać w głowie, to o czym piszesz. 
Bo myśleć o tym wszystkim samemu jest bardzo trudno. I nawet z bliskimi wcale nie łatwiej, bo człowiek chce ich chronić przed własnym bólem.
A jeśli nie chcesz się z nimi spotykać, to może poprzeglądaj strony, np. przykładowy plan porodu dziecka z wada letalną, pożegnalne zdjęcia, może poszukaj pomysłów innych rodziców w podobnej sytuacji i ich sposobów na przywitanie, pożegnanie i upamiętnienie życia dziecka.
Gdybyś nas potrzebowała do czegokolwiek, dawaj znać.
Dużo, dużo sił!
Małgosia

[url=https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3446&pid=227693#pid227693][/url]
Odpowiedz
#10
Rzeczywiście mój przypadek wymaga większego sprecyzowania. Teraz jestem w 24 tc. Po tej smutnej diagnozie przebywałam przez 2 tyg. w szpitalu w celu diagnostyki oraz dodatkowych konsultacji i potwierdzenie najgorszego... Wszyscy lekarze zgodnie stwierdzili, że Dziecko nie ma szans na przeżycie i wg lekarzy nie jest to wada letalna i nie jest to agenezja, bo jedna nerka jest widoczna, płuca ściśnięte, szczątkowe... dodatkowo obserwuje się niewydolność krążenia z masywną kardiomegalią... Genetyk wysunął tezę o przebytej infekcji która doprowadziła do takiego stanu, szczególnie obserwując serce i tą niewydolność krążenia, która to w konsekwencji mogła spowodować złe funkcjonowanie innych narządów i to bezwodzie. Nie przebyłam żadnej choroby w ciąży i tak jak wspomniałam ta informacja spadła jak grom. Lekarz ze szpitala mówią, że mam "uzbroić się w cierpliwość", bo natura sama zadecyduje. Słysząc te słowa na początku byłam załamana (w sumie cały czas jestem) i nie chciałam przedłużać swojego cierpienia, czekanie na wyrok jest niepojęte i okrutne, ale w 21 tc. pojawiły się ruchy Kruszynki i znowu kołowrotek emocji i wyrzuty, że chcę... "powrotu do normalności", ale Dzidziuś pokazuje, że jest, żyje, walczy... Nie mam ochoty wychodzić z domu, rozmawiać z ludźmi, pokazywać się, ale chyba jestem zmuszona się udać do hospicjum, bo tak jak zauważyłyście są tak SPECJALIŚCI, znający takie przypadki jak mój... :Saddo tej pory moim terapeutą jest Narzeczony, ale wiem, że i On sam to przeżywa i ciągle musi patrzeć na moje karuzele emocji, raz zapominam, później płaczę, później od nowa. Dziękuję za Wasze słowa i najzwyczajniej w świecie, pisanie tutaj i uzyskanie jakiejś odpowiedzi jest łatwiejsze, niż wyjście z czterech ścian. Życie jest mega trudne. ;(
Odpowiedz
#11
Bardzo przykro mi z powodu tego, co przeżywasz.

Spróbuj może skorzystać z możliwości, które już się tutaj pojawiły we wpisach. Zasługujesz na każde możliwe wsparcie oraz opiekę w tym czasie.
Odpowiedz
#12
Po hiszpańsku "ortiga" to "pokrzywa"?
Jak ziele o dwu obliczach - zawierające w sobie wiele życiodajnych wartości i jednocześnie zdolne zadać wielki ból. Jak rozdzierający stan, w którym jesteś - błogosławiony zarazem i przeklęty. Życie i śmierć w jednym. To niewyobrażalnie trudne.
Odpowiedz
#13
Tak, tym też się kierowałam przy wyborze nazwy, bo hiszpański jest mi bliski. Amelia, Twoja swego rodzaju interpretacja ma sens...
Odpowiedz
#14
Moja córeczka była zdrowa, ale żegnałam się z nią powoli za życia...to takie trudne życzę ci dużo siły!
Odpowiedz
#15
Ortiga, co u Was?
Odpowiedz
#16
(Tue, 14 Listopada 2017, 00:15:08)Malgosia napisał(a): Ortiga, co u Was?
Moja ciąża trwa. Jestem w 27 tygodniu i ... czekam na CUD.
Odpowiedz
#17
(Mon, 23 Października 2017, 14:30:36)ortiga napisał(a): Szukam wsparcia, bo jest mi coraz ciężej z myślą, że Dzidziuś odejdzie. Jak poukładać sobie w głowie to co nas spotkało, jak przeżyć te ostatnie chwile razem, pozwalając godnie odejść Dzidziusiowi.

Moja smutna historia zaczęła się w 17 tygodniu ciąży, wcześniej wszystko było ok. Na rutynowych badaniach okazało się, że nie ma płynu owodniowego, co może być spowodowane brakiem nerek lub ich złym funkcjonowaniem, bez płynu nie wykształcą się płuca i dodatkowo powiększone serduszko, niewydolność krążenia... :Sad jestem młodą osobą, mam 24 lata, ciąża była zaskoczeniem, ale po krótkim czasie od świadomości o niej, radość, sprężenie się, myślenie o dorosłości etc. Jak pokazuje życie, nasze plany są nieistotne i tak może stać się coś strasznego... Ta diagnoza spadła na Nas jak grom z jasnego nieba i trudno w to wszystko uwierzyć...

Czasami towarzyszą mi wyrzuty sumienia, bo często myślę, kiedy to się skończy, chcę iść do przodu, a przeyżwam żałobę za życia Kruszynki i jak nadejdzie to najgorsze to znowu czeka mnie to samo, smutek, cierpienie, żal i pogrzeb...  Jest mi taaaak strasznie przykro, serce się kraje. Ostatnio też czuję Dzidzusia coraz mocniej, jefo kopniaki, jakby chciał powiedzieć, że jest... Sad Mam wsparcie Narzeczonego, Rodziny, ale w głebi serca My Kobiety wiemy, że więź zbudowana z Maluszkiem jest czymś wyjątkowym i tylko Matka to rozumie.
bardzo dobrze Cię rozumiem ....przeżyłam dokładnie to samo co TY.......niestety straszne przeżycie Cię czeka......z którym bardzo ciężko się pogodzićSad
ja to wszystko przeszłam 5 miesięcy temu a ból wciąż jest......
jestem z Tobą myślami.....musisz być bardzo dzielna i niestety "przyzwyczaić " się do bólu....życzę Ci wsparcia od narzeczonego ale męźczyźni to inaczej niestety przeżywają....na swój sposób....
jeśli będziesz miała ochotę się wyżalić to jestem i pisz....
trzymaj się!!!!!
pozdrawiam
Odpowiedz
#18
Ortiga, nie musisz być dzielna. Dużo sił, dużo. Ściskam mocniutko.
Odpowiedz
#19
(Tue, 14 Listopada 2017, 11:53:52)ortiga napisał(a):
(Tue, 14 Listopada 2017, 00:15:08)Malgosia napisał(a): Ortiga, co u Was?
Moja ciąża trwa. Jestem w 27 tygodniu i ... czekam na CUD.

teraz dopiero przeczytałam ciąg dalszy Twoich cierpień ale i też nadziei!!!
życzę powodzenia!!!!
napisz jak to wszytsko się potoczyło...to znaczy że lekarze postawili zła diagnozę????
jak Twoje dziecko żyje bez wód płodowych??????
Odpowiedz
#20
Nikodem-bezwodzie nie oznacza natychmiastowej bądź bardzo szybkiej śmierci dziecka w łonie matki.
Odpowiedz
#21
Proszę nie kontynuować w tym dziale tematu trwającej ciąży swobodnie w każdym jej kontekście. Tylko niektóre z nich dopuszczam. Tak uprzedzam, zapobiegawczo.

Ortiga, jeśli odczuwasz potrzebę, by o tym rozmawiać nie w kontekście straty, ale po prostu chciałabyś pozwolić innym wiedzieć, co u Ciebie - rozważ wniosek o dostęp do działu Rozmów.
https://www.poronienie.pl/forum/announcements.php?aid=8

Ja sama nieraz się zastanawiam, jak jest dzisiaj, zawsze dzisiaj, póki trwa. Ale tu, w tym dziale - to nie jest, mimo wszystko, najlepsze miejsce, jeśli mamy rozmawiać z nadzieją na jutro bez "skazywania" zawczasu Twojego dziecka na brak szans. Bo tego nie chcę, a ten dział tylko takim kontekstem może służyć. Z drugiej strony nie jestem nieświadoma stopnia zagrożenia i wiem, że zaczynałaś w chwili, gdy rokowania były mało optymistyczne.
To dla mnie trudny dylemat porządkowo, niezwykle trudny, ale też i jest kilka scenariuszy przewidywalnych kierunków, w jakim - być może - wypowiedzi się potoczą, a część z nich byłabym zmuszona zawczasu przeciąć. I to by były te najlepsze, najbardziej pożądane.
Niemniej chciałabym dać wszystkim szansę na ten poziom swobody pytań i odpowiedzi, jaki jesteś w stanie strawić oraz na ten poziom Twoich własnych wypowiedzi, jaki może byś chciała, czasem chociaż, jeśli jest w nich choć trochę optymizmu obecnie.
Nie bardzo wiem, co począć.
Bo Rozmowy byłyby oczywistością, ale w Rozmowach klimat jest często luźniejszy. Niekoniecznie w sam raz zawsze, bo nie wiem, co się w Tobie dzieje i na ile pasuje.
To i dla mnie dylemat słodko-gorzki, że nie wiem, jak to pogodzić...
Lecz przecież... póki mogę... wybieram życie, więc...
Chcesz swobodnie pisać czy nie bardzo chcesz w ogóle o tym bliżej rozmawiać?
Odpowiedz
#22
Ortiga, wiem co czujesz. Byłam w prawie identycznej sytuacji rok temu. Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości