czy jestem mama?
#1
w innym watku O. Marcin napisal:

Jesteście matkami i macie dzieci. Wiem, że to brzmi jak tanie gadki szalonego księżulka, ale Wasze dzieci osiągnęły szczęście wieczne, chociaż brakuje ich Wam i trudno żyć taką wiarą, ale tak jest. Życie człowieka zmienia się, ale nie kończy, już nigdy!

No wlasnie - ja mam z tym problem. Gdy ktos pyta mnie widzac z synkiem czy to nasze pierwsze/jedyne dziecko czesto mowie ze tak. A przeciez mam jeszcze troje dzieci... Czasem czuje sie jakbym sie ich istnienia wypierala nie mowiac o nich ,a z drugiej strony pytanie o dzieci to taki kulturowy skrypt, jak rozmowa o pogodzie. Tak naprawde w zdawkowej rozmowie nikt nie oczekuje ode mnie pelnej/prawdziwej odpowiedzi.

Inna sprawa, ze czasem nie chce o tamtych dzieciach mowic by sie nie rozplakac nagle przy obcej osobie. Bo to dla mnie zbyt intymne by tak o tym kazdej przypadkowej osobie mowic.

no i tak trwam w tym zawieszeniu - bo w duszy przeciez jestem mama czworga dzieci, choc tutaj widac tylko to jedno...
sciskam
anka
Odpowiedz
#2
Aniu, ja od niedawna odpowiadam \"miałam córeczkę ale odeszła..\". Nie potrafię mówić, \"nie, nie mamy z mężem dzieci\". Zwykle nikt nie pyta co się stało, tylko mówi, że mu przykro i koniec tematu.

Wiele nauczyłam się od Ciebie i od Moniki więc ten post jest bardziej informujący a nie doradzający Wink
Odpowiedz
#3
Popłakałam się po przeczytaniu Twojego posta, Aniu.

Ostatnio na spotkaniu rodzinnym mój brat żartobliwie zaczął wyliczać, że istnieje pewna prawidłowość - wśród rodzeństwa on ma czworo dzieci, inny brat troje, trzeci - dwoje, a siostra - jedno... Ja jestem najmłodsza (było nas w domu sześcioro Smile ) i machinalnie dodałam: no tak, a my nie mamy dzieci, po czym zreflektowałam się i powiedziałam: \"No, nieprawda, mamy jedno dziecko w niebie\"...
Ale to było spotkanie rodzinne.
Nie znalazłam się natomiast jeszcze w takiej sytuacji, by ktoś obcy pytał, czy mamy dzieci. Z jednej strony na pewno warto odpowiadać - \"mamy dziecko w niebie\", to niewątplwie trudne, ale jest to też sposób, by ze straty dziecka nie czynić tematu tabu, dać dowód na to, że faktycznie uważamy istnienie człowieka od samego poczęcia, więc skoro byliśmy przez jakiś czas rodzicami, to i mamy dzieciątko, chociaż go z nami tutaj nie ma... Z drugiej strony tak jak napisała Ania \"pytanie o dzieci to taki kulturowy skrypt, jak rozmowa o pogodzie. \" I w takiej sytuacji naprawdę trudno dzielić się prawdą...
Odpowiedz
#4
ja duzo mowie o moim synku, choc tak naprawde to tylko serce podpowiada mi ze to byl chlopiec. Mowie duzo, ale jedynie z ludzmi ktorzy znaja moja historie. Jakbym sie zachowala na pytanie czy mam dzieci, szczerze mowiac nie wiem. Na dzien dzisiejszy moge powiedziec, ze raczej powiedzialabym, ze nie mam. Nikt nie widzial brzuszka, nikt nie widzi wozka pchanego przeze mnie, nie ma grobu naszego dziecka, oficjalnie w papierach stoi bezdzietna. Wiec dla obcej osoby moj aniolek bedzie tylko wirtualnym wytworem. Poza tym nie mam juz sily odpowiadac: tak bylam w ciazy, tak tylko kilka tygodni, nie nie wiem dlaczego, nie wiem czy byla to dziewczynka, tak to byl koszmar, boli bardzo, i na koniec: tak mnie tez przykro. Boje sie takich pytan wiec chronie sie nie ujawnianiem prawdy. Jednak rzeczywistosc moze zweryfikowac scenariusz, kiedys znajde odwage powiedziec, ze bylam, jeste, (?) mama. Bardzo pomaga mi to forum, uspokaja mnie, napawa nadzieja, pozwala otworzyc oczy bez wyrzutow sumienia.
Odpowiedz
#5
no i znow rycze.... :\'(
Odpowiedz
#6
Dziewczyny, jak jeszcze byłam w ciąży mój mąż powiedział mi, że do wieku każdego z nas powinniśmy dodać +/- 9 miesięcy. Przecież żyjemy od momentu poczęcia a data urodzin to tylko dzień kiedy wyszliśmy z brzuszka. To nie jest nasz wiek tylko święto narodzin dla tego świata! Tak więc moja Natalka miała 13 tygodni, inna niunia może tylko 5 tygodni.. Jedno jest pewne nasze dzieci żyły i taki właśnie był ich wiek w dniu kiedy od nas odeszły.... a my zawsze już będziemy mamami.
Odpowiedz
#7
25 marca - Uroczystość Zwiastowania, czyli poczęcia się Jezusa.
Powoli chyba wszyscy dojrzewamy, że \"najważniejsze jest niewidoczne dla oczu\". Dla niektórych dopiero poród jest początkiem normalnego ludzkiego życia, ale to chyba dotyczy tylko zmysłowych materialistów, dla których to, czego nie widzą to nie istnieje. W rozmowie z moją znajomą, która poroniła, pozytywnie zdziwiło mnie, że w rozmowie nie zaczęłą od poronienia. Mówiła o córeczce i po chwili dopiero dodała, że Madzia jest w niebie, że nie mogła się urodzić, bo obumarła w brzuszku.
Punktem wyjścia zatem, nie jest czy się dziecko urodziło czy nie, ale czy zaistniało czy nie. Bo skoro zaistniało, to JEST! Starożytna logiczna zasada niesprzeczności mówi, że to samo nie może być i jednocześnie nie być. Skoro tak, to ja jestem od maja 1971 (wychodzi na \"Święto pracy\") i po raz pierwszy w moim życiu będę świętował moje poczęcie! Z modlitwą o.Marcin
Odpowiedz
#8
Cytat:[autor cytatu=omarcin]
Punktem wyjścia zatem, nie jest czy się dziecko urodziło czy nie, ale czy zaistniało czy nie. Skoro tak, to ja jestem od maja 1971 (wychodzi na \"Święto pracy\") i po raz pierwszy w moim życiu będę świętował moje poczęcie!

A my swietujemy z Ojcem Big Grin

m.
Odpowiedz
#9
Hmm,
Jestem tu pierwszy raz i odrazu trafiłam na święto... Smile
Nie wiedziałam, że tu trafię... z moją wiarą jest bardzo różnie..., ale zaintrygowało mnie pytanie Ani - czy jestem mamą?

Dla rodziny, znajomych - nie. Wielu nie wie, że byłam w ciąży i to trzy razy. Sama mam z tym problem - czy jestem mamą trójki dzieci? Strasznie trudno mi tak myśleć, może podświadomie oddalam to od siebie, żeby nie bolało...

Obcym na pytanie - czy mamy dzieci? - odpowiadam, że nie... Czy powinnam mówić inaczej? Tylko czy zrozumieją coś czego ja do końca nie rozumiem. Czy dołożą cierpienia...?

Ciąża jest dla mnie ulotną chwilą... Gdyby nie wypisy szpitalne czy wierzyłabym, że była? I ten jeden - z określoną płcią i wadą genetyczną dziecka. Dziewczynka, zD... Przez jakiś czas dręczyło mnie pytanie czy chore dzieci są gdzieś tam również chore...? Cały czas nie potrafię myśleć córeczka... raczej mała dziewczynka...

Czy jestem mamą? Waszym zdaniem - tak... A moim...
Chciałabym mieć tę trójkę, tu... przy sobie...

Pozdrawiam,
Monika
Odpowiedz
#10
Moniko (magicu),

Ja też chciałabym mieć swoją trójkę przy sobie... Nie mam tego szczęścia, ale mam nadzieję, że kiedyś już nie będę musiała się o to martwić... I myślę, że nasze dzieci tam, gdzie teraz są, są idealne - że nie ma chorych, cierpiących, gorszych, lepszych, a są tylko szczęśliwi. To mnie bardzo pociesza.

Ja myślę o sobie, jako o mamie trójki dzieci. Mój mąż napisał kiedyś (na początku istnienia forum), że nie wie, czy myśleć o sobie, jako o tacie, że chyba był nim, kiedy były z nami nasze dzieci, ale kiedy teraz ich nie ma, nie jest tego pewien. Niezależnie od tego, co myślą o nas inni ludzi, i czy mówimy im o naszych dzieciach, czy też nie, one były tu z nami (a teraz są gdzie indziej, ale są). I to jest najważniejsze. My o nich pamiętamy.

Rozmowy z ludźmi są trudne - nie zawsze wiadomo, co powiedzieć, bo nie wiemy, jak zostanie to przyjęte. Więc myślę, że nie warto sobie wyrzucać, że czasami nie mówimy o naszych Skarbach. One wiedzą, że je kochamy.

Żaneta
Odpowiedz
#11
Zapytałam ostatnio mojego kolegę, który \"jest w ciąży\" (zdrowej ciązy) czy czuje się ojcem?
jak myślicie, co odpowiedział? \"teraz mam kontakt z dzieckiem, ja dotykam, ona kopie, czuję się ojcem, wcześniej to było takie niewyobrażalne, nierealne\" i zastanawiam się, jak ja się czułam w pierwszej ciąży (zdrowej i udanej) i też mogłabym tak odpowiedzieć, do momentu gdy nie czułam ruchów dziecka, to było dla mnie jakieś zaczarowane, czy aby na pewno jestem w ciąży? a gdy już czułam to wiedziałam i byłam matką.
a teraz jest zupełnie inaczej. ja mogłam czuć ruchy dziecka, ale nic nie było, pomimo tego, że lekarze widzieli zdrowe na monitorze USG, a jednak tak bardzo czuję się matką tego synka, którego nie mam przy sobie, dzidziusia, który nie zdążył się urodzić.
wróciłam do pracy, niektórzy nie wiedzą co się wydarzyło, nie pamiętają ile czasu mnie nie było i usłyszałam pytanie \" jak tam dzieci?\" prosta odpowiedź \"dobrze, tylko drugie nie żyje\" -zabiła rozmowę i dobiła rozmówcę, który nie chciał źle, ale dla mnie to nie było złe powiedzenie,że moje dziecko nie żyje, bo tak jest, mój Adaś był, ale nie żyje, jest ze mną duchowo (wirtualnie?)

rozmowy z ludźmi są trudne, bo stawiamy ich na nieznanym gruncie, my już wiemy, że kochamy nasze nieżyjące dzieci i mówimy o nich, jakby były tuż obok, ludzie nie wiedzą, nie wiedzą, że rozmowa o dzieciach, których nie ma \"namacalnie\" nie boli

mi jest łatwiej, jestem mamą jednego żyjącego dziecka,
ale jestem mamą dwójki dzieci
i cieszy mnie, gdy przyjaciólka powie \"i gdy będziesz mieć trzecie dziecko..\"
Odpowiedz
#12
Niedawno byłam na służbowym wyjeździe. Większość ludzi którzy tam byli znam od paru lat, z niektórymi jestem bliżej. Na mój widok zapytali: O jak cudownie, że jesteś, byłaś w szpitalu, urodziłaś chłopca czy dziewczynkę? Odpowiedziałam dziewczynkę, ale nie żyje. I cisza........ przepraszali, że zapytali ale nie wiedzieli,. Potem jeszcze mówili, że jest im strasznie przykro, że nie chcieli mi sprawić bólu tym pytaniem. Rozumiem ich..., ludzie nie są przygotowani na gorsze scenariusze, kiedy zawsze wszystko jest takie piękne i normalne.... Najgorsze już za mną, najcięższy okres to był mój powrót do pracy. Koleżanki i koledzy nie wiedzieli co się stało i na mój widok pytali jak się czuje mama?, albo ktoś mnie łapał za brzuszek i pytał jak dzidzia?
W takich sytuacjach staram się postawić na ich miejscu. To bardzo trudne rozmowy...
Tak, jestem mamą dwóch Aniołków-bardzo Was kocham i tęsknie.
Odpowiedz
#13
Halinko
i dlatego ja cieszę się, że mogłam sobie \"spokojnie\" popłakać na urlopie macierzyńskim
od 4 marca dwa miesiące nie byłam w pracy, ludzie zdążyli się dowiedzieć, a jeśli nie to nie było to dla mnie takie trudne
wiesz, to bardzo przykre, ale teraz nawet jeśli już uda Ci się zarejestrować maleńką, nie dostaniesz już urlopu.
Macierzyński liczy się od dnia\"porodu\", nie może być przekładany.
pozdrawiam serdecznie
Ania
Odpowiedz
#14
Kolejna Aniu, dziękuję za informację. Najważniejsze, żeby rejestracja się powiodła.
Nie ukrywam, że urlop chociaż w połowie (8tyg)na pewno by się przydał. (ale wtedy,teraz juz nie)
Po powrocie ze szpitala miałam 2 tyg zwolnienia + tydzień urlopu (zaległego z ub r, oszczędzany zeby przedłużyć macierzyński, niestety...). Teraz już wiem, że lepsze byłoby gdyby wszyscy wiedzieli. Psycholożka z grubsza uprzedziła mnie jak mam się zachowywać w takich sytuacjach.
Może dlatego nie było aż tak \"źle\". Pierwszy kontakt z psychologiem miałam w szpitalu na oddziale w drugim dniu mojego pobytu. Pani przychodziła codzienie, rozmawialiśmy z nią razem z Mężem w oddzielnym pomieszczeniu. To mogę powiedzieć był + tego szpitala.
Potem byłam jeszcze na 3 wizytach dodatkowo u innej psycholog (mamy prywatnie opiekę zdrowotną zagwarantowaną przez zakład pracy). To mnie mniej więcej postawiło do pionu, ale najbardziej zadziałał antybiotyk, który dostałam od Was! wsparcie, zrozumienie, dobre słowo
DZIĘKUJĘ!
Odpowiedz
#15
Kolejna Ania i inni co myślicie o tym?

jak wytłumaczyć dziecku że ciocia, czyli ja, miała w brzuszku dzidzie a teraz dzidzia jest w niebie, jak to wytłumaczyć dziecku które czeka na moją dzidzie, jak?

pozdrawiam
Odpowiedz
#16
Moja siostra wytłumaczyła swoim dzieciom (5 i 7 lat), że cioci dzidzia była bardzo chora, nie ma już jej w brzuszku, jest w niebie. Płakały. Od czasu do czasu chodzą na cmentarz, siostra mi opowiada jak głośno się modlą przy grobie Marysi. Odwiedzają grobek, modlą się, przynoszą kwiatki, grabią...Bardzo mnie to wzrusza :\'(
Odpowiedz
#17
Halinka

no i się poryczałam .........

przez to co napisałaś, brak mi słów ...............

ściskam mocno
Odpowiedz
#18
Cieszę się, że to co się wydarzyło nie stało się \"tajemnicą\", \"sekretem\" dla dzieci w naszej rodzinie.
Wiedzą, że mają kolejną kuzynkę, co prawda w niebie, ale wiedzą i mówią o tym. Truskawko, nie chciałam Cię przyprawić o łzy, ale jak to piszę to same mi się zbierają.
Odpowiedz
#19
A jutro Dzien Matki....

Bedzie ciezko...
Nie tak mialo byc... :\'(
Odpowiedz
#20
Wiecie, właśnie skojarzyła mi się jedna rzecz... Kiedy wspomniałaś, Halinko, o tym, że dzieci Twojej siostry chodzą na grób swojej małej kuzynki, przypomniało mi się, jak mnie zabrano pierwszy raz na cmentarz, gdzie odwiedziliśmy grób brata mojej mamy... Urodził się, z tego, co wiem, zbyt wcześnie i żył tylko parę godzin... To już było tak dawno temu... Nie pamiętam, czy pierwsza zabrała nas (mnie i mojego brata) tam moja mama, czy był to może dziadek... Może dlatego moi rodzice tak często jeżdżą na grób moich dzieci...

Ale tak sobie właśnie myślę, że chciałabym, żeby w naszej rodzinie odwiedzało się groby dzieci... Chciałabym, żeby się nimi ktoś opiekował, kiedy ja i mój mąż już nie będziemy mogli... Bardzo przyziemne powody, ale to odbiera mi czasami spokój...
Odpowiedz
#21
Cytat:[autor cytatu=Truskawa]

jak wytłumaczyć dziecku że ciocia, czyli ja, miała w brzuszku dzidzie a teraz dzidzia jest w niebie, jak to wytłumaczyć dziecku które czeka na moją dzidzie, jak?

pozdrawiam

https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=380
Odpowiedz
#22
ja od zawsze chadzam na grob Michalka, synka przyjaciol moich rodzicow, urodzil sie i umarl,
jego rodzice wyprowadzili sie z naszego miasta, a ja czulam sie w obowiazku, juz jako dziecko, przynajmniej w swieto zmarlych, zapalic mu swieczuszke, polozyc kwiatek,
jego rodzice pewnie nawet nie wiedza o tym, ze ktos \"odwiedzal\" ich synka,
kontakt z jego rodzicami sie urwal tak po prostu, a ja zaprowadzam swojego synka na grob dziecka, ktorego nie znalismy
i tak bylo od kiedy pamietam, nawet gdy smierc nas tak blisko nie dotknela

i w takich chwilach, tak bardzo mi zle, ze moj Adas nie ma grobu
Odpowiedz
#23
Aniu, skoro Twój synek jest imiennikiem mojego, to będę zapalała na grobie mojego Adasia lampkę dla Twojego... Co Ty na to?
Odpowiedz
#24
dziekuje
ja zapalam lampke dla Adasia na grobiemojego taty..
Odpowiedz
#25
Wiecie co?
wczoraj ktoś zapytał mnie czy mam dzieci ...... zaprzeczyłam ...... bez sensu, pomyślałam przecież mam Aniołka ...... źle sie poczułam wyrzekając się troche nieświadomie ...... ale później już nie chciałam tłumaczyć że źle powiedziałam.

Muszę przyznać, że nie czuje się mamą i ubolewam nad tym ....................

Czułam się dużo gorsza od innych gdy nie mogłam zajść w ciążę a moje znajome zachodziły, gdy wkońcu się udało chodziłam z głową podniesiona do góry, byłam dumna z siebie, czułam się wyróżniona przez świat, jak bym dostała najbardziej drogocenną nagrodę za swoje osiągnięcia.
A teraz znowu czuje się jak przegrana, jak najgorsza, cały czas jestem tylko ciocią, pytam się losu \"czy kiedyś będę mamą?\" niestety słysze tylko echo zadawanego pytania.

No nic ...... co dzień wstając z łóżka mówie sobie \"dziękuje Boże że dajesz mi kolejny dzień życia\"

eda
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości