18 tygodni szczęścia....moja historia
#1
Ja straciłam moje maleństwo w 18 tygodniu ciąży. Dokładnie 15 sierpnia 2017 roku. Poszlam na zwyklą wizyte kontrolna do ginekologa 11 sierpnia w dniu swoich urodzin. Chciałam zrobic sobie prezent. Posłuchać bicia serduszka dzidziusia i po prostu zobaczyć go na usg. Okazało się jednak że serduszko nie bije. A ciąża obumarła. Bez jakichkolwiek objawów. To był szok. Tym bardziej że to trzecia ciąża. A dwie pierwsze przebiegły bez większych komplikacji czy dolegliwości....Od razu dostałam skierowanie do szpitala. Niestety kolejne badanie usg potwierdzilo wstepną diagnoze. Nastepnego dnia rano po badaniu od razu dostałam tabletki dopochwowe na wywołanie porodu....Ta świadomość że sama sobie, sama swojemu dziecku muszę to zrobic była najgorsza....chodziłam z nimi w ręku po korytarzu w to i spowrotem i nie bylam w stanie tego zrobić.....po pierwszej aplikacji krwawienie i skurcze pojawiły się po około 12 godzinach od aplikacji....trwaly jakiś czas po czym nastąpiła cisza.....nastepna aplikacja i podobna historia po nocnym krwawienia i bólach znowu cisza.....( Moja p. Doktor uprzedziła mnie wczesniej, że nie będzie to łatwy porod gdyż dwa pierwsze porody miałam przez cc więc szyjka macicy jest twarda). Trzecią ostatnią dawka tabletek zaaplikowała mi sama p. Doktor wstrzykujac dodatkowo sol fizjologiczna aby przyspieszyć rozpuszczenia tabletek i tym samym przyspieszyć działanie. Po 5 godzinach od aplikacji obudziły mnie bole...dostalam krwotoku i rozpoczął się regularny poród....niestety mimo wielu prób, nie byłam w stanie sama urodzić....powtorzono badanie usg...okazalo się że mój synuś jest dalej na swoim miejscu....podjeto więc decyzje o próbie porodu kleszczowego....na szczęście doświadczenie p. Doktor sprawiło że porod kleszczowy przebiegł bardzo szybko a moje maleństwo udało się wyjąć w całości. Na poczatku nie chcialam go zobaczyć, ale po chwili zdecydowalam sie...wiedziałam ze jesli tego nie zrobie nigdy sobie tego nie wybacze, a teraz mam spokojne sumienie. Potem pojawili się anestezjolodzy, uspili mnie i przeprowadzono zabieg łyzeczkowania...w szpitalu postawiono mnie na jeszcze jeden dzien.....za 4 dni pochowalismy naszego aniołka....zostala pustka i żal , ciężko jest tym bardziej że siostra mojego męża władnie teraz urodziła córeczkę z która w przyszłości mój synek miał się bawić z racji podobnego wieku.....nie jestem w stanie nawet jej odwiedzic....pogratulowac osobiscie....kiedy dowiedziałam się że urodziła.....przepłakalam całą noc :-(....Nie wiem czy czas zagoi tą ranę, jak narazie to czuje po sobie że jest mi coraz ciężej pogodzić się z tą strata i boję się że to odbije sie na mojej rodzinie ?
Odpowiedz
#2
Droga Mko23,
Tak mi przykro, że straciłaś swojego Synka, przytulam Cię mocno.
Na razie daj sobie czas na przeżycie żalu i straty po utracie Synka, nie rób nic na siłę. Twoje emocje są zrozumiałe i musisz je przejść. Dobre przejście żałoby jest bardzo ważne. Szukaj pomocy i wsparcia tutaj, a jeśli zajdzie potrzeba u specjalisty. Nie wstydź się swoich uczuć, emocji, bo masz do nich prawo. Porozmawiaj uczciwie z mężem, zachęć go do poczytania forum, czy jakiejś fachowej literatury, aby mógł Cię zrozumieć, a Ty jego. Mi i mojemu mężowi osobiście bardzo pomogła książka "Przerwane Oczekiwanie".
Mko ściskam Cię .
Odpowiedz
#3
Mko23, tak mi przykroSad Tutaj każdy wie i rozumie co czujesz, tutaj nie jesteś sama. Nie będę pocieszać Cię, że czas zagoi rany i że poczujesz się lepiej... nie wiem tego. Natomiast chcę Ci powiedzieć, abyś nie obwiniała się i nie miała wyrzutów sumienia, że nie potrafisz pogratulować i odwiedzić siostry męża. W dniu, w którym dowiedziałam się, że moje Bliźniaki nie żyją, koleżanka przysłała mi wiadomość o swojej ciąży i zdjęcie. Przez półtora miesiąca nie potrafiłam się do niej odezwać, wiedziałam, że musi być jej przykro (nie wiedziała, co przeżywam), ale nie byłam w stanie się zmusić. Dopiero w ubiegłym tygodniu zrobiłam ten krok... zrozumiała, przepłakałyśmy razem pół dnia... Po prostu wszystko ma swój czas, a my mamy prawo, aby go przeżyć tak, jak tego potrzebujemy. Ściskam mocno i zapalam świeczkę dla Twojego Synka.
Odpowiedz
#4
Mko23 bardzo przykro mi z powodu Twojej straty.
Doskonale rozumiem co czujesz po narodzinach dziecka w rodzinie. Byłam w identycznej sytuacji. Dopóki moja przyjaciółka była w ciąży jakoś to znosilam. Dzień w którym dowiedziałam się, że urodziła był dla mnie bardzo bolesny, tak bardzo zazdroscilam jej szczęścia. Po kilku dniach chciała żeby przyszła zobaczyć małego, odwazylam się na ten krok, niestety znioslam to bardzo źle, musiałam wyjść od niej jak najszybciej żeby nie widziała moich łez. Nie odzywalam się do niej długi czas, dopiero gdy sama dojrzalam do tego aby odwiedzić ją kolejny raz było mi zdecydowanie lżej. Choć nadal boli mnie to gdy ją odwiedzam staram się od niej nie odwracać. Kochana daj sobie na wszystko czas. Twoja strata jest bardzo świeża.
Dla Twojego Synka [*]
Odpowiedz
#5
Dziękuję za wsparcie i ciepłe słowa....mam wrażenie że obcy ludzie bardziej rozumieją mój ból niż bliscy...Dziekuje ♥️
Odpowiedz
#6
Tak mi przykro, że musiałaś przez to przechodzić, że też musiałaś tego doświadczyć. Najgorszemu wrogowi nie życzy się straty dziecka. Doskonale Cię tu wszystkie zrozumiem, Twoją rozpacz, płacz w nieoczekiwanych momentach i złość czy frustrację. Dlatego jeśli będzie Ci to pomagać pisz, pisz, pisz.
Swojego syna straciłam w 24 tc. W 2013 roku. Minęło trochę czasu. Psycholog wtedy bardzo mi pomógł... Czy czas leczy rany? Całkiem niestety nie. Nadal mam w sercu dziurę, która czasem krwawi i sprawia, że płaczę w nocy. Jednak już bardzo rzadko...
To co teraz czujesz... jest tak jak opisują to te wszystkie artykuły o etapach żałoby. To sinusoida. Będzie lepiej, a potem znów gorzej i znowu lepiej. Jedyne co mogę Ci poradzić, przejdź przez to, nie tłum tego. Jeśli będziesz chciała rozwalić talerz to go rozwal.
Gdy straciłam syna, miesiąc później urodziła sąsiadka, a dwa miesiące później kuzyn chrzcił synka. Nie poszła. Wyjechaliśmy z mężem i choć spora część mojej rodziny tego nie rozumiała, uważam że była to jednaj z lepszych decyzji w moim życiu. Wiedziałam, że jeśli pójdę do kościoła, gdzie przed chwilą pochowałam dziecko, rozpadnę się do końca.
Nie zmuszaj się do niczego i spróbuj robić to co podpowiada Ci własny organizm. Dbaj o siebie. Dużo siły w tym trudnym czasie. Mam nadzieję, że masz wsparcie wokół siebie.
(*) dla Twojego dzieciątka
Odpowiedz
#7
Ja straciłam synka w 27tc, przestałam czuć jego ruchy i zaniepokojona pojechałam do lekarza.

I najgorsze słowa w życiu "bardzo mi przykro..."

W tym samym tygodniu kiedy ja straciłam synka, moja przyjaciółka urodziła córeczkę.
Kiedy był jej poród nie wiedziała co mi się przytrafiło, potem już po narodzinach małej napisała do mnie "jak jej poród wyglądał, szpital etc." To był jeden z najtrudniejszych momentów by jej powiedzieć co się stało...
Najważniejsze jednak, że jak tylko się dowiedziała to do mnie zadzwoniła. Płakałyśmy obie...
Bardzo sobie cenię, że się nie bała do mnie odezwać bo niestety parę innych bardzo bliskich osób potraktowało mnie jak trędowatą...

Dlaczego o tym piszę? Po wyjściu ze szpitala trafiłam do psychologa, jedyne co mi wtedy przyszło do głowy to właśnie wizyty u specjalisty. Paru ważnych rzeczy się dowiedziałam:
- że strata boleć będzie zawsze
-że potrzebujemy czasu dla siebie i swoich uczuć
-że przyjmowanie pomocy od innych nie jest łatwe i że musimy im pozwolić Nam pomóc

Mnie bardzo wsparły moje przyjaciółki, które paradoksalnie albo właśnie co zaszły w ciąże albo miały za chwilę w niej być.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości