Moje ukochane dziecko spłynęło w toalecie
#1
Nie wiem nawet, czy to był chłopiec, czy dziewczynka... 


To był 11 tc, szłam z mężem na USG, by pokazać mu bijące serduszko, które sama widziałam tydzień wcześniej na badaniu. Niestety, nie zobaczył. Siedział przed monitorem i widział tylko nieruchomy, czarny obrazek. "Nie widzę pracy serca" - powiedziała pni doktor. Mój świat runął jak domek z kart w ciągu kilku sekund. Nie powiedziałam nic. "Proszę poczekać na poronienie, a jeśli 2 tygodnie nic się nie będzie działo, zgłosić się do szpitala". Mąż ścisnął mnie za rękę. Bałam się spojrzeć mu w oczy.

Dwa tygodnie nosiłam w sobie moje martwe dziecko. Nie było chwili, w której nie myślałabym o nim... jakie musi być biedne, maleńkie, zupełnie samo, martwe. Po dwóch tygodniach zgłosiłam się do szpitala. Nafaszerowali mnie artrotekiem, zaczęły się skórcze. Ból był taki, że zwymiotowałam, po czym wgryzłam się w łóżko. W dokładnie swoje 27 urodziny leżałam na oddziale, a moje dziecko spłynęło do toalety razem z krwią - było takie maleńkie, że nie wiem nawet, gdzie ono było. Płakałam, płakałam...i moje łzy wyschły, mam wrażenie, że na zawsze. Starałam się o moje maleństwo bezskutecznie przez 3 lata. Dziś, rok po poronieniu, mijają 4 lata bezowocnych starań.

Czasem któraś z moich znajomych zajdzie w ciążę...i mówi, jak jej ciężko. Albo że nie chciała tego dziecka.
Mam ochotę jej powiedzieć - to mi je oddaj. Ja chętnie je za Ciebie ponoszę, urodzę i wychowam. Niczego nie pragnę tak bardzo...

Dziś nie mam już łez. Czasem, wieczorem, przy kolejnej lampce wina, po raz setny zastanawiam się, czy to był synek, czy córeczka. Jakby dziś wyglądało moje czteromiesięczne, kochane dziecko. Ale nie płaczę - już nie. Wydaje mi się, że wtedy, rok temu, wypłakałam już wszystkie łzy jakie miałam.
Odpowiedz
#2
Lycy, kiedy przeczytalam tytul twojego posta zmrozilo mnie na kikla sekund. Dlaczego? Chyba poczulam dokladnie ten sam zal i smutek ktory towarzyszyl mi kiedy pisalam tu pierwszy raz. Wtedy tez myslalam tylko o tym gdzie skonczylo moje dziecko i jak bardzo siebie za to nienawidze. Podobnie bylo za 2 i 3 razem, choc okolicznosci troche inne. Dopiero na 4 poronienienie bylam przygotowana wystarczajaco psychicznie i informacyjnie aby doprowadzic do poznania plci i pochowku. mowisz ze juz nie placzesz, a czy nie jest tak ze to nasze serca placza codziennie? Ich lez nie widac, nie slychac szlochu. Niestety...
Nie musisz znac plci swojego malenstwa aby je kochac. To najwazniejsze.
Bardzo ci wspolczuje.
Odpowiedz
#3
Lucy, tak bardzo mi przykro. To nie była Twoja wina. Moje dziecko nie skończyło w toalecie, dlatego, że po podaniu tabletek w szpitalu kazali chodzić do toalety z metalową nerką i przyklejoną do niej podpaską,żeby tam zostało. Jajo płodowe, którą na tą nerkę urodziłam było duże, miało 6cm średnicy, ale dziecko było tak maleńkie, że w badaniu hist-pat nie było po nim śladu, choć słyszałam jak biło jego serce. Też nie wiem czy był to chłopiec czy dziewczynka, byłam tak chora w środku, że nie miałam sił na podjęcie decyzji o badaniach genetycznych i pochówku. Nie wiem czy żałuję tego. Jest w grobie dzieci nienarodzonych. Od początku byłam przekonana, że to był chłopiec, dałam mu na imię Kubuś i tak o nim myślę. U mnie w lipcu minął rok od poronienia. Nadal jest źle i nadal cierpię, zwłaszcza, że w moim najbliższym otoczeniu są maleństwa i kobiety w ciąży. Bardzo mi przykro, że Ciebie też to spotkało. Ja również nie mam ziemskich dzieci mimo, że jest to moje największe pragnienie, też mam duże poczucie niesprawiedliwości. Od lat choruję na depresję, dobrze znam chwile gdy nie można płakać, ale to wcale nie znaczy, że się nie cierpi, przeciwnie - jest jeszcze to trudniej, bo ten ból nie ma ujścia. Przytulam Cię mocno
Odpowiedz
#4
Bardzo mi przykro. Sad ja, podobnie jak Ty i Frania straciłam maleństwo, nie wiedząc kiedy. W łazience. I też nie mogę tego sobie darować. Wrzesień 2015. Sad
Odpowiedz
#5
Dziękuję dziewczyny za Wasze ciepłe słowa.... tak, najgorsze jest to, że wszystkie moje przyjaciółki mają już dzieci albo własnie są w ciąży. Wczoraj dowiedziałam się o kolejnej. Tak bardzo się staram cieszyć, żeby nie zauważyły, że ich radość jest dla mnie jak ciosy nożem Sad Tak mi wstyd, że nie jestem dobrą przyjaciółką...

polianka - ja również chorowałam na depresję, potem nerwicę lękową, dalej doraźnie zażywam psychotropowe nasenne. Przed światem udaję, że jestem silna...ale mój organizm doskonale wie jak cierpię.
Odpowiedz
#6
Lucy, a czy one sa dobrymi przyjaciołkami w obliczu twojego nieszczęscia? Czy maja w sobie na tyle duzo wyczucia aby nie zarzucac cie fotkami z usg, albo choc zapytac czy masz na to ochote?
Odpowiedz
#7
Lucy tak mi przykro Sad
Choć mam swoje ziemskie dzieci, straciłam maluszka, za którym tęsknię i którego bym chciała tulić.
Najbardziej przeżywam ciążę bliskiej osoby z rodziny, która ma termin wtedy, kiedy ja.
Widzę jej brzuszek i zastanawiam się, jaki ja bym miała.
Inne kobiety w ciąży, tak zazdroszczę im, ale nie życzę im źle.
Odpowiedz
#8
(Sat, 09 Września 2017, 09:15:51)Frania napisał(a): Lucy, a czy one sa dobrymi przyjaciołkami w obliczu twojego nieszczęscia? Czy maja w sobie na tyle duzo wyczucia aby nie zarzucac cie fotkami z usg, albo choc zapytac czy masz na to ochote?

Frania, dobre pytanie... właśnie jedna z nich się na mnie obraziła, bo gadała do mnie o ciąży a ja jej odpisałam że cieszę się ze się ze mną dzieli tym wszystkim, ale ja właściwie ciągle uważam żeby nie wpaść w głęboką depresję, bo wszyscy naokoło są w ciąży. A ja nie. Nie mogę zajść, a swoje jedyne dziecko straciłam. Odpisała, że takie moje "teksty" nie zachęcają do dzielenia się ze mną czymkolwiek...

Tadam.

Sama już nie wiem co mam robić, nie chcę stracić wszystkich przyjaciółek jakie miałam dlatego, że one są w ciąży a ja nie. Ale z drugiej strony czasem mam ochotę wyć z bólu.
Odpowiedz
#9
(Wed, 13 Września 2017, 09:52:09)Lucy00 napisał(a): Odpisała, że takie moje "teksty" nie zachęcają do dzielenia się ze mną czymkolwiek...

Jeśli kontekstu jej słów nie zinterpretowałaś źle i naprawdę tylko tyle jest w stanie w tym dostrzegać - czubek własnego szczęśliwego nosa - to ja bym się z nią wyjątkowo zgodziła, rzucając bez pardonu, że dla odmiany wzajemnie takie jej "teksty" nie zachęcają do dzielenia się z nią czymkolwiek. Zwłaszcza, gdy to "cokolwiek" jest trudne, bolesne i wymaga przyjaźni, a nie jej pozorów. Podobno na dobre i złe powinny to być więzi, podobno w biedzie się poznaje...
Owszem, nie należy od innych wymagać, by ich szczęście dla naszej wygody sztucznie znikało w kontaktach, ale im tak samo nie wolno oczekiwać, że nasze nieszczęście wyparuje dla ich wygody - gdy oprócz szczerości kontaktów chodzi, gdy powinno chodzić, także o elementarną wzajemność. Jeśli Ty masz umieć z nią się śmiać, ona powinna umieć z Tobą płakać. A przynajmniej trzeba się tego uczyć i chcieć się tego uczyć.

Rozumiem, że nie chcesz stracić "wszystkiego" przy okazji już doświadczanego nieszczęścia, że czasem lepiej zachować chociaż namiastki, że życie i kontakty z ludźmi nie sprowadzają się do czarno-białej wersji i wyborów "wszystko albo nic", ale to nie był przejaw przyjaźni. I Twoja rozmówczyni albo się dopiero zmieni w przyjaciela, dojrzewając wreszcie jako ktoś poważniej się sprawdzający w złej doli w tej roli, albo pozostanie... powierzchowną osobą właśnie zdradzającą sedno tego, czym na razie głównie się kieruje w Waszej relacji. Egocentryzmem i egoizmem, a nie wzajemnością.

Możesz zachować znajomych, nawet warto zachowywać niektórych, nie wszyscy muszą być "aż przyjaciółmi", ale nie pielęgnuj złudzeń, kto kim dla kogo pozostanie, gdy strata dziecka wiele zweryfikuje.
Odpowiedz
#10
Kochane, czy Wy też tak macie że co miesiąc, gdy dostajecie okres, chce Wam się płakać? Ja chyba co miesiąc płaczę. Za każdym razem boli tak samo, że nie jestem w ciąży. Ciągle myślę o tym, że już raz byłam... jednocześnie tak bardzo bym chciała dziecka i tak bardzo się boję, że znowu je stracę. Wszyscy mówią "odpuść", "zajmij się czym innym", ale naprawdę - JAK można przestać o tym myśleć? Im bardziej człowiek nie może zajść, tym ciężej o tym nie myśleć! Sad
Odpowiedz
#11
Lucy00 wiele z nas przechodziło przez to samo.Poproś do dostęp do działu rozmowy tutaj : http://www.poronienie.pl/forum/usercp.ph...usergroups . Znajdziesz tam wiele dziewczyn z podobnymi problemami i na podobnym etapie.Łatwiej będze Ci się podzielić tym co Cię boli.
Odpowiedz
#12
Tak bardzo mi przykro w zwiazku z tym co Cie spotkalo ;((. Ja tez stracilam swoje malenstwo w 11tyg. Mialam wywolywane poronienie a nastepnie zabieg.. nie wiem w ktorym momencie nie bylo mojego babelka Sad czy stracilam podczas zalatwiania sie w wc czy w pampersie do ktorego nie zagladalam bo sie balam czy moze podczas zabiegu ;(. Jestes dwa tyg po zabiegu. Serce mnie boli strasznie. Czuje sie tak bardzo zle Sad. Po trzech latach staran, po leczeniu, po stymulacjach clo udalo sie.. ale niestety nie trwalo za dlugo szczescie Sad. Nie ma dnia abym nie myslala o tym, nie wiem jak sobie z tym poradzic a zaraz trzeba wracac do pracy ;(.. sciskam Cie mocno i wierze, ze wszystko sie pouklada.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości