Moje życie już nie ma sensu
#1
Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy napisać tutaj do was ale stwierdziłam, że wy zrozumiecie mnie najlepiej .Dokładnie tydzień temu straciłam swoje dziecko. Był to 11 tydzień, to stało się tak niespodziewanie w szpitalu. Jeszcze w sobotę lekarz pokazywał mi na usg rączki, nóżki, główkę a następnego dnia wieczorem przeżyłam najgorszy dzień w moim życiu, personel medyczny bardzo źle mnie potraktował dosłownie jak śmiecia mnie i moje dziecko. Dziś mija tydzień a ból i rozpacz nie maleją w ogóle. Czuję się tak jakby moje życie straciło sens, chociaż mam 2 letniego syna i bardzo dobrego męża nie potrafię wziąć się w garść jak każe mi otoczenie. Strasznie mnie to irytuje każdy wie co mam robić: „weź się w garść”, „ masz dla kogo żyć”, „za trzy miesiące spróbujecie znowu” albo „ weź się w garść skończ tego magistra”. Czuję wtedy taką złość i rozpacz, łzy cisną mi się do oczu bo nikt mnie nie rozumie jak to jest. Mój ból potęguje jeszcze myśli, że mój brat z żoną spodziewają się dziecka. Wczoraj byliśmy u nich na chwilę i to był błąd. Nie mogę patrzeć na to, że ona ma brzuch, cieszy się, ich życie toczy się normalnie a moje życie straciło sens. Nie mogę się pogodzić z tym, że oni będą szczęśliwi za parę miesięcy a ja z mężem nie.  Chce mi się tak bardzo krzyczeć z tej rozpaczy, smutku, żalu, gniewu.  Chodzę praktycznie co drugi dzień na cmentarz zapalam znicz. Tak bardzo tęsknie za moim Aniołkiem ciągle myślę co mogłam zrobić lepiej, czemu mnie to spotkało. Wiem, że czas leczy rany ale czy mnie uleczy aby choć trochę było mi lżej...
Odpowiedz
#2
Besty bardzo mi przykro ze musialas tu do nas dolaczyc, ale przyjmiemy cie z otwartymi sercami i zrozumieniem. Czeka cie teraz bardzo trudny czas, pelen bolu rozpaczy lez. Ale pozwol sobie na to. Tak wlasnie wyglada zaloba zwlaszcza w poczatkowej fazie. Nie bierz do siebie slow innych oni nie wiedza jak sie zachowac, nie maja pojecia ze swoimi slowami pocieszenia rania cie jeszcze bardziej. My tu jestesmy. I do pomilczenia i do posmucenia. Oby ta ciemna noc w twoim zyciu trwala jak najkrocej.
Odpowiedz
#3
Betsy, bardzo współczuję. ŻYczę dużo sił do przeżycia żałoby po śmierci Dziecka. Bądź dla siebie dobra, daj sobie czas na wszystkie uczucia, które są w Tobie.
Odpowiedz
#4
Dziś byłby 12 tc. Miałam iść na wizytę do lekarza zobaczyć mojego Aniołka. Tak bardzo tęsknie, myślę o nim każdego dnia. Dziękuje za wasze wsparcie chyba jedynie tutaj mogę powiedzieć co czuję. Moja mama zawsze była dla mnie wsparciem, z każdym smutkiem czy kłopotem szłam do niej. Boli mnie to, że teraz kiedy jej potrzebuje ona tak porostu udaje, że nic się nie stało, zdaje sobie z tego sprawę, że ona może  nie wie jak ze mną rozmawiać. Mąż chyba pogodził się ze stratą. Chociaż kiedy proszę aby ze mną porozmawiał to mówi, że nie chce mi dokładać i i żebym go nie naciskała. Jest przy mnie cały czas, przytula, pociesza kiedy mam ciężki dzień. Większość czasu spędzam w domu, boję się wychodzić do ludzi. Mąż mi powtarza, że nie powinnam izolować się bo nic dobrego z tego nie przyjdzie. Sama już nie wiem co jest dobre a co nie .... 
 

Tęsknie Aniołku za Tobą
Odpowiedz
#5
Betsy, przykro mi z powodu Twojej starty.

Z tym siedzeniem w domu i unikaniem ludzi bywa różnie. Ja od początku wychodziłam, ale bardziej traktowałam to zadaniowo, coś do załatwienia, do odhaczenia. Dopiero od jakiegoś czasu czuje, że mam ochotę gdzieś iść, jechać...Unikam jednak dłuższych wyjazdów. Do pracy wróciłam po 8 tygodniach i już była mi faktycznie potrzebna taka odmiana.

Daj sobie czas i zobacz czego potrzebujesz...
Odpowiedz
#6
Czesc Betsy,
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty i Twojego bolu...

6 czerwca tego roku urodzilam Synka...martwego Synka. Byl to poczatek 9 miesiaca.
Od 14 tc (tj. od 11 stycznia tego roku) wiedzielismy ze nasz chlopczyk jest chory - mial zlozona wade serca. Walczyl bardzo dlugo... po porodzie mial zaplanowane operacje u prof Molla w Matce Polce. Niestety 2 tyg przed planowana cesarka Synus odszedl do tego lepszego zycia...
Urodzilam Synka naturalnie... zegnanie sie z Nim czyli porod trwal rowno 24 godziny.

Wiem jak jest Ci ciezko...znam ten rozdzierajacy bol. Znam to uczucie otepienia kiedy otwierasz rano oczy. 

Mowia ze bol minie, ze czas leczy rany. Moze tak jest. Nie wiem. Tego nam zycze...

Poki co jezdze do Synka na cmentarz, podlewam rosliny i sprzatam liscie. Nosze znicze a moglabym nosic Jasia na rekach... 

Pamietaj o tym, ze Twoj Aniolek zawsze bedzie blisko. Malenstwu jest teraz dobrze, nic Mu nie potrzeba.

Ja czuje calym sercem ze moj Synus jest szczesliwy, czuje jego usmiech i szczescie.Wiem, ze byl w dwoch najpiekniejszych miejscach jakie mozna sobie wyobrazic - pod sercem kochajacej mamy i w niebie.
Tak jak Twoj Aniolek.

Zupelnie obcy ksiadz powiedzial mi ze moj Synek poszedl prosto do nieba i od razu zostal Swietym. Nie dopuscil sie zadnego grzechu... tak jak inme Dzieciatka ktore umarly tak wczesnie.
Tak wiec mam swojego Swietego w niebie... mojego malego Szkraba.

Jestem pewna, ze wszystkie dzieci ktore odchodza tak wczesnie maja w niebie najpiekniejszy plac zabaw i zawsze sa blisko tych ktorzy obdarzyli je miloscia.

Przytulam,
Marta
Odpowiedz
#7
ZagubionaMama, nie, no nie mogę udać, że nie widzę... Litości, ale nie dam rady sformułować na słodko z lukrem, a jednocześnie odzwierciedlić poważnie ten problem. Bo narasta regularnie, tylko nie zawsze tak uchwytnie, bym była w stanie go pokazać. Kiedyś chyba jednak trzeba spróbować, więc... cóż... będzie tym razem na tym przykładzie, choć nie tylko do Ciebie chciałabym przemówić.

(Wed, 28 Czerwca 2017, 18:51:33)ZagubionaMama napisał(a): Pamietaj o tym, ze Twoj Aniolek zawsze bedzie blisko. Malenstwu jest teraz dobrze, nic Mu nie potrzeba.

Pamiętaj o tym, że nie każdy żyje Twoimi wyobrażeniami na ten temat oraz nie każdy życzy sobie, byś mu nakazywała uznawać je za prawdę objawioną. Część osób nie znosi wręcz, by mówić pewnikami za ich dziecko. To ryzykowne podejście do tematu w rozmowie z kimś innym, kogo dobrze od tej strony nie znamy. Nie wiesz, czy jest, gdzie jest, co robi, co czuje, jak myśli, co by wolało, co naprawdę chciałoby przekazać inne dziecko swoim rodzicom i jakimi słowami - nie miałaś z nim kontaktu, nie jesteś nim, nie wchodź zatem w tę rolę tak lekko wobec nieznajomych.

Nie nakazuj innym takiego myślenia bez upoważnienia lub chociaż zachęty z kontekstu lub podtekstu rozmowy, nie nakazuj w sprawach, które sobie co najwyżej wyobrażasz.

(Wed, 28 Czerwca 2017, 18:51:33)ZagubionaMama napisał(a): Jestem pewna, ze wszystkie dzieci ktore odchodza tak wczesnie maja w niebie najpiekniejszy plac zabaw i zawsze sa blisko tych ktorzy obdarzyli je miloscia.

Jestem pewna, że niejednej matki za czorta nie pociesza wizja najpiękniejszego placu zabaw w hipotetycznym niebie - nawet, gdy osobiście też wierzy w takie akurat wyobrażenie - bo i tak wolałaby mieć dziecko blisko na najzwyczajniejszym i niedoskonałym placu zabaw blisko domu na ziemi i chętnie by na tamten niebiański luksus kichała, tylko nie może.

Nie formułuj pewnych twierdzeń wobec innych o tym, czego nie wiesz, nie twierdź zwłaszcza w sprawach ostatecznych będących w gruncie rzeczy Nadzieją i Tajemnicą, której - nie wierzę, by było inaczej - nie poznałaś naprawdę, bo mogą być odbierane nie jak tylko osobiste wyznanie swoich marzeń czy nadziei, lecz jak serwowana komuś innemu dziecinada.


Dlaczego to tło pocieszeń jest niedobre? Bo bywa, że tylko wkurza. Dlaczego się wypowiadam? Bo o tym wiem, zdarza mi się słyszeć szczere niecenzurowane (bez autocenzury) reakcje na różne tematy.
Nie należy mówić innym słów jak powyższe bez rozeznania, że pewną część (i którą część) osób (także wierzących) takie twierdzenia mocno drażnią, a nie pocieszają. Piszę w imieniu tej części - skoro takie rozdrażnione odzewy do mnie docierają, to przyjmowanie ich istnienia do wiadomości oraz ewentualne reagowanie na to jest częścią mojej roli. Czasem trzeba, bym była rodzajem "pośrednika", jakimś ogólnym "echem" zwrotnym na Forum, by to ode mnie wychodziło dotykanie niektórych drażliwych problemów.

Postawię to otwarcie w stosunku do wszystkich, co podobnymi tekstami się posługują i zapytam tak:

Po pierwsze...
Dlaczego ktoś na Twoje życzenie miałby się na siłę dopatrywać szczęścia w nieszczęściu albo ukojenia w Twoich generalizujących wizualizacjach życia pośmiertnego? Są Twoim osobistym prawem, ale są niekoniecznie prawdziwe i niekoniecznie są pocieszające dla innych podawane nieraz bez wnikania, czy w ogóle mają szansę przemawiać do wnętrza konkretnego człowieka i do jego sposobu myślenia o tym, co po śmierci. Nie traktuj swojej metody na siebie jako idealnego scenariusza dla ogółu.

Po drugie...
Niebo z wieczną piaskownicą pod przymusem to ma być prawdziwy eschatologicznie Raj?
Bogiem a prawdą, nic nie wskazuje, żeby dzieci zmieniały się w latające wokół rodziców beztroskie Aniołki i nie widzę powodu, by uznać, że coś o tym wiesz "na pewno". Skąd czerpiesz taką "wiedzę"? Bo o ile Niebo w ogóle istnieje i przy tym jakoś fizycznie wręcz wygląda... Ale nie... No, mowy nie ma... Bo choćby nawet jakoś wyglądało, to ja dla odmiany "jestem pewna", że dzieci "w tym wieku" generalnie nie bawią się jeszcze na placach zabaw. Może jakieś genialne wyjątki, ale na pewno nie "wszystkie", bo nie rodzą się nam i nie umierają na Forum wieczne kilkulatki, więc tak uproszczone powiązanie jest w podobnej wizji z założenia fałszywe.
A jeśli jest inaczej, to gdzie - nawet dla wierzących, że pominiemy ateistów po stracie - zawarta jest ta Pewna Wizja Tamtego Świata proroczo opisana jako Prawda Absolutna? Dlaczego ktoś ma wierzyć - Tobie? Dlaczego na Twoich warunkach?
Mylisz opis swoich myśli z narzucaniem owoców swojej wyobraźni innym, utożsamiasz własne podejście wobec siebie z trafnością podejścia do innych - to jest kwintesencja mojego odbioru takiego przekazu skierowanego bez zawahania w stronę nieznajomych.
Bóg może i czasem przemawia przez ludzi do ludzi, ale nie masz boskiego i ludzkiego upoważnienia do wciskania innym prywatnych wyobrażeń jako pewników o cudzych dzieciach na temat tego, co oraz w jakiej formie czują i robią po śmierci albo w jakiej relacji pozostają z własnymi rodzicami. Chyba, że dysponujesz? Upoważnieniem, nie wyobraźnią.

Staram się pokazać, jak bardzo to podejście potrafi drażnić, dać to rozdrażnienie odczuć. Nie teoretycznie omawiać. Tak, to naprawdę potrafi wkurzać. Niektóre kobiety nie tylko, że tracą wiarę w jakiekolwiek Niebo, ale wręcz przechodzą kryzys gniewu i nienawiści do Boga i jak akurat im chlapnąć te wizje aniołkowo-piaskownicowe... To czasem bywa fatalnie nietrafione i tylko sprawę pogarsza. Naprawdę czym innym jest czerpanie pociechy z takich myśli dla siebie, we własnej terapii, a czym innym traktowanie ich jako uniwersalnych tekstów pocieszeniowych, bo można je zaserwować komuś, kto być może ujrzy w tym czysty infantylizm albo strywializowanie tematu śmierci i wiary. I albo wprost odpali ujawniając prawdziwe reakcje, albo się męczy słuchając tego z zaciśniętą szczęką z grzeczności, bo przecież nie wypada mu warczeć słuchając "pocieszeń". A ma ochotę warknąć, że niektóre osoby całą sobą czują, że straciły dziecko, a nie Aniołek-Imprezowicz im odtąd lata. Nie każdy z wierzących stawia znak równości między nimi - dla wielu to rodzaj kpiny z wiary w Świętych Obcowanie. W cudzych ustach pod cudzym adresem w ciemno to brzmi nieraz jak lekceważenie powagi tematu, profanowanie udręki o losy dzieci po śmierci, umniejszanie powodów do cierpienia, odrealnianie "prawa" do odczuwania bólu, sprowadzanie żałoby do opowiadania bajek, nadużycie mówienia w imieniu cudzego zmarłego dziecka do jego rodzica. To brzmi im często powierzchownym chrzanieniem, jest przyziemną fikcją, pseudoreligijną wnerwiającą gadką-szmatką i żadna w tym metaforyczna pociecha dla takich osób, które tego podejścia nie podzielają, a którym się je karmi na swoje podobieństwo.

A jeszcze a propos - jeśli to miałoby być porządkowe przesłanie od Boga dla mnie konkretnie, bym admińsko akceptowała to jako metodę na wzajemne pocieszanie ogólnoforumowe, to odeślę Mu zwrotnie sprzeciw:
Niechaj Miłosierny miłosiernie zmądrzeje i znajdzie lepsze posły i pomysły, zanim i Jemu nawrzucam bez pardonu, co myślę o Jego perinatalnym żłobku, w którym dzieci z brzuchów przejmuje bez uprzedniej zgody rodziców i do tego na starcie zamiast w niebie neonatologów, inkubatory i mleko załatwiać, to On place zabaw i babki w piasku oraz zamki na lodzie stawia i to dzieciom w wieku przednoworodkowym, co do nich nie dorosły.
Bo nie bardzo takiemu Bogu bym jednoosobowo w imieniu wszystkich rodziców zaufała...
Odpowiedz
#8
Jesli kogos urazilam czy zdolowalam swoim postem to przepraszam- nie taki byl cel mojego wpisu.

Wylalam po prostu swoje emocje po stracie mojego Dziecka myslalam ze po to jest to forum ale widze ze chyba nie do konca... a szkoda.
Odpowiedz
#9
ZagubionaMamo, zaznacz że to są Twoje emocje, wyobrażenia i będzie ok Smile  Mnie osobiście denerwuje wizja mojego dziecka gdzieś na chmurce bo ja doskonale wiem gdzie jest - na cmentarzu w Starej Błotnicy. Wierze w Boga, spotkanie ale w tej mojej wierze nie ma miejsca na niebiański plac zabaw.
Przytulam
Odpowiedz
#10
https://www.poronienie.pl/forum/showthre...n=lastpost
Odpowiedz
#11
ZagubionaMamo milczałam wcześniej, bo uważałam, że nie mogę swojego bólu porównywać do Twojego, bo moje dziecko umarło mając 8/9 tygodni, a Twoje było z Tobą niemal 9 miesięcy. Teraz jednak mija rok od mojej straty, mojego 9 tygodniowego Kubusia. I serce mam w kawałkach. Bardzo Ci współczuję, naprawdę. To forum jest dla Ciebie. Możesz tu wylać z siebie wszystko. Chodzi tylko o to, byś innych nie "infekowała" swoim swiatopoglądem i wierzeniami. Ja po tym czego w życiu doświadczyłam bardzo daleko jestem od wiary. W dupie mam niebiański plac zabaw. Moje dziecko powinno być w moich ramionach. A jest w Grobie Dzieci Nienarodzonych.
Odpowiedz
#12
ZagubionaMama na pewno mnie nie uraziłaś. Dziękuję Ci za Wasze słowa i wsparcie. Każdy ma prawo wyrażać swoje emocje tak jak je czuje. Ja również wierzę, że Mój Aniołek jest w niebie. Mam takie dni że czuję ogromny gniew do Boga dlaczego ja, czy ja chociaż jednego roku nie mogę przeżyć spokojnie. Bywają dni, że wręcz proszę Boga żeby mnie zabrał bo nie potrafię dać sobie radę z tym co się stało. Strata mojego dziecka nadal mnie boli ale wiem, że mam 2 letniego syna i kochającego męża którzy mnie potrzebują.
Odpowiedz
#13
(Sun, 25 Czerwca 2017, 10:34:01)Betsy0211 napisał(a): nie potrafię wziąć się w garść jak każe mi otoczenie. Strasznie mnie to irytuje każdy wie co mam robić: „weź się w garść”, „ masz dla kogo żyć”, „za trzy miesiące spróbujecie znowu” albo „ weź się w garść skończ tego magistra”

Jak oni sobie to wyobrażają? Jaką konkretnie metodą według nich masz się wziąć w garść? Zamknięciem bólu w sobie i milczeniem?
Odpowiedz
#14
Betsy przykro mi, że spotkała Cię śmierć Twojego dziecka. Masz prawo do smutku, żalu, złości, bólu. Umarło Twoje dziecko! Bądź dla siebie dobra. Ja wróciłam do pracy bardzo szybko chyba po 3 tygodniach. To mi pomogło, ale każdy jest inny. Życzę Ci spokoju.
[*] dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#15
Betsy bardzo mi przykro, że los również wobec Ciebie był okrutny i niesprawiedliwy.
Chcę Ci tylko powiedzieć, że masz prawo do każdej emocji, którą teraz odczuwasz, straciłaś Swój największy skarb

Przytulam Cię mocno
mamAntosia


ZagubionaMamo nasz Antoś był zdrowym silnym chłopczykiem jednak dosięgła nasz największa niesprawiedliwość, moje dziecko podczas porodu się wykrwawiło cały czas zastanawiam się co by było gdyby, czy mogłam coś zrobić....

Podczas pogrzebu Antosia ksiądz również mi powiedział że Antoś po zaśnięciu stał się Aniołkiem, wcześniej przez cały tydzień zastanawiałam się czy mój skarb nie cierpi, nie błąka się pomiędzy dwoma światami. Wierze, że to co powiedział jest prawdą i czuję się lepiej, dlatego też wiem, że to co piszesz jest prawdą. Nasze Aniołki są szczęśliwe i mają najlepsze place zabaw jakie tylko można sobie wyśnić.

Przytulam mocno
Odpowiedz
#16
Chyba jednak twierdzenie o tym, że zmarłe dzieci są Aniołkami nie jest prawdziwe. Anioł jest aniołem, nigdy nie stanie się człowiekiem i na odwrót. Poza tym, kto z 100% pewnością może o czymkolwiek STAMTĄD mówić, że jest prawdą? Chyba tylko ten, kto przeszedł na drugą stronę, ale takich świadków nie mamy (nie mówię o śmierci klinicznej).
Współczuję Wam dziewczyny, bardzo i z całego serca. Szukajcie rozwiązań, które pocieszą Wasze zbolałe serca, ale nie piszcie, że to jest "na pewno".
Odpowiedz
#17
Bombel, mamaAntosia dziękuję za wasze wsparcie. Kiedyś czas płyną mi bardzo szybko a teraz mam wrażenie, że stoi w miejscu. Dni dłużą mi się strasznie może to dlatego, że za dużo rozmyślam, analizuje. Bywają dni lepsze jaki i gorsze z przewagą tych złych. Czasami wystarczy jedno słowo, jakiś gest, który działa jak zapalnik i znów popadam w załamanie, histerię. Staram się jednak trzymać fason w towarzystwie wybucham płaczem dopiero w domu kiedy jestem sama lub przy mężu. Tak naprawdę źle znoszę spotkania rodzinne. Dobrze, że w tych trudnych chwilach mam przy sobie męża on mnie wysłuchuje, pociesza.

Bombel każdy ma swój sposób na radzenie sobie z tym co się stało. Praca na pewno pomaga Ci mniej myśleć o tym co się stało. Ja staram się szukać sobie różnych zajęć puki co zajmuje się domem ale od października zdecydowałam się, że pójdę na studia aby zająć sobie wolny czas, który mam może to trochę postawi mnie na nogi. Trzeba szukać własnych sposobów radzenia sobie z tym co się stało.

PiBi ja nie twierdzę, że moje dziecko jest Aniołem. Nazywam je tak dlatego, że nie wiem jakiej było płci. Mam swoje przeczucia, że była to dziewczynka ale nie jestem tego pewna na 100%. Wierzę, że moje dziecko jest otoczone Aniołami w niebie. Tłumaczę sobie, że mojemu Aniołkowi jest tam już dobrze i na pewno nie chciałoby żebym non stop płakała. Wierzę również, że nasz Aniołek czuwa nad naszą rodziną. Każdy ma swoje wierzenia, które mu pomagają w jakiś sposób uporać się z tym co się stało.
Odpowiedz
#18
(Sun, 25 Czerwca 2017, 10:34:01)Betsy0211 napisał(a): Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy napisać tutaj do was ale stwierdziłam, że wy zrozumiecie mnie najlepiej .Dokładnie tydzień temu straciłam swoje dziecko. Był to 11 tydzień, to stało się tak niespodziewanie w szpitalu. Jeszcze w sobotę lekarz pokazywał mi na usg rączki, nóżki, główkę a następnego dnia wieczorem przeżyłam najgorszy dzień w moim życiu, personel medyczny bardzo źle mnie potraktował dosłownie jak śmiecia mnie i moje dziecko. Dziś mija tydzień a ból i rozpacz nie maleją w ogóle. Czuję się tak jakby moje życie straciło sens, chociaż mam 2 letniego syna i bardzo dobrego męża nie potrafię wziąć się w garść jak każe mi otoczenie. Strasznie mnie to irytuje każdy wie co mam robić: „weź się w garść”, „ masz dla kogo żyć”, „za trzy miesiące spróbujecie znowu” albo „ weź się w garść skończ tego magistra”. Czuję wtedy taką złość i rozpacz, łzy cisną mi się do oczu bo nikt mnie nie rozumie jak to jest. Mój ból potęguje jeszcze myśli, że mój brat z żoną spodziewają się dziecka. Wczoraj byliśmy u nich na chwilę i to był błąd. Nie mogę patrzeć na to, że ona ma brzuch, cieszy się, ich życie toczy się normalnie a moje życie straciło sens. Nie mogę się pogodzić z tym, że oni będą szczęśliwi za parę miesięcy a ja z mężem nie.  Chce mi się tak bardzo krzyczeć z tej rozpaczy, smutku, żalu, gniewu.  Chodzę praktycznie co drugi dzień na cmentarz zapalam znicz. Tak bardzo tęsknie za moim Aniołkiem ciągle myślę co mogłam zrobić lepiej, czemu mnie to spotkało. Wiem, że czas leczy rany ale czy mnie uleczy aby choć trochę było mi lżej...

Bardzo mi przykro, ze nie mogłaś liczyć w szpitalu na wsparcie. W moim szpitalu wszyscy byli tak mili, ze az w to nie wierzyłam. Polozne, lekarze, nawet na sali zabiegowej kiedy okazało sie, ze bez zabiegu sie nie obejdzie. I wiem jak bardzo to jest ważne. Przede wszystkim nie bierz zachowania personelu do siebie. Masz dużo rzeczy do rozpamiętywania, grupe ludzi żeby uczuć możesz sobie odpuścić, nie sa tego warci.

Moja siostra jest w 8 miesiącu. Cieszylysmy się, ze będziemy razem jeździć wózkami. Nadal bardzo się boje jak to będzie kiedy jej maleństwo przyjdzie na świat. Modlę się o to żebym mogła się nim zajmować bez bólu w sercu. Bo pokochałam je juz dawno. Teraz tylko boje sie o nie jeszcze bardziej i już nie moge sie doczekać az dostane wiadomość, ze urodziła i wszystko jest w porzadku. Zycze ci dużo siły, żebyś mogłam cieszyc sie szczęściem brata.

Masz dzieciątko. Ja kiedy wyszłam z gabinetu usg powiedziałam, ze cieszę się, ze w domu są zwierzęta, bo nie wrócimy do pustego mieszkania. Twoje tez nie jest puste. Wiec tytuł wątku tez nie pasuje. Masz sens. Masz dziecko, które jest już na tym świecie i ktoro Cię potrzebuje i kocha Cię. Taka zapłakana i smutna tez.

Daj sobie czas na rozpacz. Powiedz ludziom żeby zajęli się swoimi sprawami, kiedy każą Ci się wziac w garść. Masz prawo do smutku.

Mój maluszek odszedł od nas w 8 tc. Ja tłumacze sobie swój ból tak, ze ten smutek jest przecież za tym czego nie ma. Za tym co mogłam sobie wymarzyć, że będzie. Za spacerami z wózkiem, za wybieraniem ubranek, za karmieniem, za wstawaniem do dziecka. Próbuje wytlumaczyc sobie, że moja tęsknota jest trochę egoistyczna, bo dziecko przecież za tym nie teskni, odeszło do lepszego świata. Mam Świętego w niebie i muszę byc dla niego silna. Daje sobie czas na ból, ale pamietam, ze trzeba żyć dalej, bo to maleństwo nie chcialoby żebym sie smucila.

Pozdrawiam Cię ciepło! I przesyłam dużo siły. Gdybys miała ochotę porozmawiać to jestem.
Odpowiedz
#19
W szpitalu przeżyłam istną traumę, przykro mi, że tak źle mnie potraktowano. Lekarz, który robił mi usg i przekazał mi tą okropną wiadomość krzyczał na mnie że jak w 11 tc mogę mówić, że to jest dziecko przecież to płód. Po badaniu ginekologicznym stwierdził tylko, że czeka mnie zabieg bo organizm za wszelką cenę próbuje wydalić dziecko i wyszedł. Zostałam całkowicie sama. Idąc do sali trzymałam nerwy na wodzy ostatkiem sił, gdy zamknęłam drzwi zaczęłam płakać, krzyczeć, byłam w szoku. Bardziej pomogła mi moja współlokatorka ( która też poroniła dziecko) niż służba zdrowia. Leżąc na łóżko ginekologicznym na chwile przed zabiegiem kazali podpisywać mi papiery nic nie tłumacząc. Ręce tak mi się trzęsły, że miałam problem żeby cokolwiek podpisać. Dlatego nie pochowałam swojego dziecka czego teraz bardzo żałuję. Chodzę na cmentarz do krzyża tam zapalam znicze dla mojego Aniołka Po zabiegu już nikt do mnie nie przyszedł zajrzeć, ani położne ani lekarz. Obiecałam sobie, że jak będę znów w ciąży już tam nie wrócę, wole jechać do innego szpitala.

Z bratem zawsze miałam dobry kontakt, często się spotykaliśmy. Na razie jednak nie mogę patrzeć na ich szczęście tym bardziej, że jego żona mi powiedziała aby wzięła się w garść przecież możemy mieć kolejne dziecko. Zrobiło mi się przykro bo to znaczy, że te dziecko w ogóle nie było ważne. Chociaż sprawiła mi ból takimi słowami modlę się za nią i za tego dzidziusia żeby urodziło się zdrowe. Żona mojego brata ma trochę problemów w tej ciąży także kibicuje im chociaż czuję ból w sercu.

Wczoraj miałam gorszy wieczór płakałam. Był przy mnie syn, który jak zobaczył, że płaczę przyszedł przytulił mnie, pocałował. Zrobiło mi się tak ciepło na sercu, on jest całym moim światem, każdego dnia dziękuję Bogu, że go mam. Mąż także wspiera mnie, po tej tragedii mam wrażenie, że jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy.

Nelka bardzo chętnie z Tobą porozmawiam, pisz kiedy będziesz miała ochotę. Mam jednak taką cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś zostaniemy mamami. Wiadomo, ze o naszych Aniołkach nie zapomnimy. Przytulam.
Odpowiedz
#20
A tutaj się da napisać prywatna wiadomość albo jakos przekazac e-mail? Czy ja jeszcze nie mogę tego robić bo mam za krótko konto?
Odpowiedz
#21
Nelka, prywatnej wiadomości nie da się wysłać, a jak chcesz się podzielić swoim mailem, to możesz go tu wpisać, najwyżej Ci go wykasujemy za jakiś czas.
Pamiętaj, że Ty też masz prawo do żałoby, a to oznacza, że nie musisz być silna!!!!!

Betsy - jesteś mamą i to podwójną! śmierć Twojego dziecka nie odbiera Twojego macierzyństwa. Przykro mi, że tak Cię potraktowano w szpitalu.
Odpowiedz
#22
Dziękuję. Mój mail: [...] Betsy0211, możesz napisać kiedy tylko będziesz miała ochotę. Smile

Cieszę się, że to forum istnieje. Jest mi dużo lepiej odkąd opisałam to co mnie spotkało. Od zawsze wszystko co bolało zapisywałam i to przynosiło mi ulgę.

Według mnie kobiety po takiej stracie powinny być objęte szczególną opieką od samego początku. Jeżeli nie ma w placówce psychologa to lekarz przekazujący smutną wiadomość, powinien być zobowiązany do poinformowania pacjentki, że nie musi sobie radzić z tym sama i może zgłosić się do poradni. A najlepiej gdyby podał miejsce i telefon. I ulotkę w której opisane by było co nas po takiej wiadomości czeka. Dla mnie najgorsza była niewiedza. Przepłakana noc, kiedy nie wiedziałam co będzie dalej, gdy zgłoszę się do szpitala.
Odpowiedz
#23
Nelka Niestety ja też nie potrafię napisać prywatnej wiadomości tutaj także podaje Ci mojego emaila [...] jak masz ochotę to piszWink.
Odpowiedz
#24
Betsy, nie potrafisz, bo się nie da Wink
Dajcie znać, Dziewczyny, to Wam te maile wykasujemy za chwilkę, jakby co.
Odpowiedz
#25
Już można Big Grin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości