czy jeszcze próbować?
#1
Ponad tydzień temu przeszłam łyżeczkowanie macicy. To już moja trzecia obumarła ciąża. Zaczynam zastanawiać się, czy nie darować sobie kolejnych prób. Obecna moja pani doktor mówi, żeby się nie poddawać, próbować do skutku. To samo mówił mój poprzedni lekarz. Pani doktor mówi, że to że bez problemu zachodzę w ciążę to już jest dobry znak i że to lepsza sytuacja niż tych jej pacjentek, które od wielu lat starają się zajść i nie wiadomo dlaczego nie mogą.
Ale ja tak tego nie widzę. Na myśl o kolejnej ciąży ogarnia mnie przerażenie, boję się kolejnego poronienia. Przestałam wierzyć, że za którymś razem się uda. Ale jeszcze większe przerażenie (i uczucie ogromnej pustki) ogarnia mnie na myśl o tym, że nigdy nie doczekamy się dziecka.
Nie wiem czy próbować. Nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić, żeby nareszcie się udało. Mam straszny mętlik w głowie.
#2
aneczka witaj.Najpierw powinnaś dać sobie czas na przeżycie żałoby.Tydzień czasu to jest tak niewiele.Pooukładaj sobie wszystko w głowie i sercu.Widzę ,że zrobiłaś sporo badań.Po kolejnym poronieniu możesz powtórzyć na pewno na z.antyfosfolipidowy ,bo z tego co tłumaczył mój lekarz przeciwciała mogą pojawić się w kolejnej ciąży.Tak samo z TSH.Pytałaś lekarza jaki ma pomysł na dalszą diagnostykę ?
Proponował Ci prowadzenie ciąży na Clexane ?
Ten strach przed kolejnym poronieniem jest w tej sytuacji jak najbardziej naturalny ,raczej też nie minie.Można próbować go tylko oswajać.Mam podobną historię do Ciebie.Po dwóch ciążach obumarłych potrzebowałam 2 lat aby uporać się z żałobą i przerażeniem przed kolejną ciążą.Niestety była to ciąża pozamaciczna.Po kolejnym roku znów jestem w ciąży.Jedyne co mi pozostaje to wiara i modlitwa.Dla niektórych niewiele a dla mnie wszystko.Nikt nie da gwarancji ,pozostaje nadzieja.
Życzę Ci abyś była dla siebie dobra w tych trudnych chwilach .I daj sobie czas.
#3
Aneczko nie znam Cie i nie wiem ile jesteś w stanie przejść, więc na pewno nie odpowiem Ci na pytanie czy jeszcze próbować bo wiem że w tej kwestii nigdy nie wolno dawać nadziei bo nikt nigdy nie da nam gwarancji że się uda i o tym trzeba pamiętać, jednak chciałam Ci tylko napisać ( mam nadzieję że nie dostanę tu po głowie ) że ja jestem przykładem że warto, mam za sobą 3 ciąże biochemiczne, 2 wczesne poronienia i jeden martwy poród, a jednak doczekałam się tego cudu tu na ziemi, przeszłam wiele i byłam świadoma że mogę przejść więcej a jednak spróbowałam.
#4
Aneczko nikt nie odpowie Ci na pytanie czy próbować dalej czy zrezygnować tak samo nikt nie da Ci gwarancji,że  się uda w końcu. To musi być Twoja świadoma decyzja,napewno trzeba poszerzyć diagnostykę i znaleźć lekarza specjalizującego się w poronieniach to bardzo ważne zaoszczędzisz sobie czasu, pieniędzy i cierpienia. .. mi udało się po 5 łyżeczkowaniach, które kończyły ciąże obumarłe. Winowajcą prawdopodobnie był zły mrl ale pewności nie ma. Jak widzisz czasem się udaje i jeśli masz siły i wiarę w sukces to może warto spróbować  ale musisz też brać pod uwagę porażkę. Ja oczywiście z całego serca życzę powodzenia! !!!
#5
Aneczka wspolczuje! To po pierwsze a po drugie to myślę,ze musisz dac sobie czas na przeżycie żałoby. To czy się starać czy nie zależy od wielu czynników.Czy masz dobrego mądrego lekarza,czy czujesz się bezpieczna i objęta opieka ,czy masz wsparcie w drugiej połówce, czy psychicznie udzwigiesz ewentualna stratę,czy chcez jak pisze wyżej Dezuzia zrobić badania i znaleźć przyczynę przed kolejna cizaz itp. Wiem co czujesz i jak jest Ci ciężko.Ja sama mam 5 aniołków i jedno wyczekane dziecko ziemskie,choc cały czas ciąży to był strach mega strach.I sama stoję przed drzwiami z napisem "czy otworzyć kolejny raz". Niestety nikt nam nie odpowie na to pytanie.Życzę ci spokoju i podjęcia najlepszej dla Ciebie decyzji.
#6
Dziewczyny dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.
Anulaa mam nadzieję, że poradzisz sobie z podjęciem decyzji. Wiem jakie to trudne.
Mida, trzymam kciuki, żeby tym razem się udało. Bardzo dobrze wiem co przeżywasz.
Pytasz o clexane. W tej ostatniej ciąży, od pozytywnego wyniku testu ciążowego robiłam sobie zastrzyki z fraxiparine. To chyba zamiennik o podobnym działaniu. No i od pozytywnego wyniku testu duphaston dwa razy dziennie. Do tego Acard, nawet wcześniej niż mi kazała pani doktor, miało być od dwóch kresek na teście, a ja zaczęłam po miesiączce co drugi dzień, a od połowy cyklu codziennie. Miesiąc wcześniej zmieniam folik na kwas foliowy metylowany (Quatrefolic 0,8) od ciąży dwa razy dziennie.
Z badań wyszły mi tylko dwie łagodne mutacje w kierunku trombofilii: homozygota MTHFR C677T oraz heterozygota PAI1- 4 G, przy stosunkowo niskiej homocysteinie, co oznacza, że mój organizm jakoś radzi sobie z metabolizowaniem kwasu foliowego.
Pozostałe wyniki wzorcowe poza tym nieszczęsnym FSH, na początku cyklu 17, w połowie poniżej 5. Może tu jest odpowiedź. Po pierwszym poronieniu nie zdecydowałam się na badania genetyczne, po drugim materiał okazał się zbyt zdegenerowany, może tym razem się uda. Może rzeczywiście moje jajeczka są zbyt słabej jakości, w końcu nieuchronnie zbliżają się moje 38 urodziny. Przepraszam za ten długi opis, ale łatwiej mi, jak skupiam się na faktach.
Rzecz w tym, że ja zrobiłam naprawdę dużo badań. Pani doktor mówi, że już więcej nie trzeba. Chociaż pewnie coś by się jeszcze znalazło, choćby pod kątem wad anatomicznych (choć z tych przyczyn roni się podobno później). Mówi też, że przy kolejnej ciąży postępowanie powinno być identyczne jak przy poprzedniej. I tu tkwi problem. Po poprzednich poronieniach było dla mnie oczywiste, że będę dalej próbować. Po pierwszym pomyślałam: trudno zdarza się, następnym razem się uda, statystyki są po mojej stronie. Po drugim postanowiłam zrobić przerwę, porobić tyle badań ile się da, zmienić lekarza, brać leki. Teraz nie wiem czego się trzymać, co zrobić żeby zwiększyć szanse. Żeby chociaż te moje poronienia choć trochę się różniły, np. raz w szóstym raz w dwunastym tygodniu, to wtedy może udałoby się pokonać tą nieszczęsną barierę pierwszego trymestru. Ale za każdym razem scenariusz jest podobny: bez problemu zachodzę w ciążę . Maleństwo się zagnieżdża, na pierwszym usg serducho bije, a później gdzieś w okolicach siódmego tygodnia (choć trudno to precyzyjnie określić) dziecko umiera.
Może jeszcze spróbuję, o ile moja druga połówka będzie chciała. Wcześniej był bardzo entuzjastycznie nastawiony, ale teraz po tym ile emocji nas to kosztowało (zwłaszcza mnie) też myśli żeby odpuścić. Jeśli się zdecydujemy, nie wiem, co jeszcze zrobić żeby zwiększyć nasze szanse. Wiem, że nie ma gwarancji, nie zaufałbym lekarzowi, który by mi je dawał, ale potrzebuję choć trochę wiary, że się uda.
#7
Aneczko u mnie też poronienia były zatrzymane a początkowo wszystko wyglądało dobrze i była akcja serca. Ja robiłam badania w kierunku mrl i nie miałam hamowania czyli mój organizm odrzucał dziecko a poza tym heterozygota w mthfr reszta badań wzorcowa. Dobry lekarz to podstawa może większa dawka clexane i duże dawki progesteronu dodatkowo sprawdź tarczycę u endokrynologa to da ci troszkę pewności w następnej ciąży.powodzenia
#8
Aneczko, ja przy heterozygotach MTHFR i PAI mam Clexane 0.6, Acard 75 i Duphaston 3x1. Oprócz tego brałam duże dawki metylowanych witamin B6, B9 i B12 zarówno przed ciążą jak i w ciąży. Homocysteiny nie miałam bardzo wysokiej ale i tak dostałam receptę na kwas foliowy 15mg (nie brałam go bo już po 5mg miałam objawy przedawkowania kwasu).
Może warto pomyśleć o rozszerzeniu badań o immunologię? Mam tu na myśli przede wszystkim komórki NK i allo MRL bo one we wczesnej ciąży mają spore znaczenie. Czy zrobiliście kariotypy?
#9
No i co z nasieniem partnera? zbadane?
#10
Sporo wczoraj myślałam o Twojej historii Aneczko i jeszcze jedna bardzo istotna rzecz mi się skojarzyła. Czy miałaś kiedyś badanie HSG albo sonoHSG? Te badania ma na celu ocenę budowy macicy, sprawdzenie czy nie ma zrostów, przegrody, wad budowy narządu. Myślę, że warto się zastanowić nad jego wykonaniem jeśli zdecydujecie się na dalsze starania
#11
Dziękuję Wam bardzo za odpowiedź. Kariotypy badaliśmy. Dostaliśmy skierowania po drugim poronieniu. Czekamy na wyniki. To akurat na NFZ dlatego tak długo trwa. Ale tu raczej nie spodziewamy się rewelacji. Jeśli chodzi o tarczycę to TSH, FT3 i FT 4 w normie. Nasienia nie badaliśmy. Rzeczywiście przydałoby się. HSG nie robiłam. Robiłam tylko zwykłe USG, które nie wykazało nic niepokojącego. O tym HSG to myślałam. Trochę przestraszyłam się jego opisów, ale pewnie bym to zniosła. Próbowałam wygooglować czy robią to gdzieś w mojej okolicy (Złotoryja na Dolnym Śląsku), np. w Legnicy, ale nie znalazłam. Najbliższe większe miasto czyli Wrocław to 100 km. MRL i NK nie robiłam i chyba się zdecyduję. Muszę sobie po prostu wszystko poukładać przemyśleć i rozplanować. Ale dziękuję za każdą sugestię.
Najgorsza jest ta presja czasu, która nie pozwala spokojnie odetchnąć i dać sobie czasu na żałobę. Niby z jednej strony za każdym razem jest łatwiej, przynajmniej od tej praktycznej strony, szybciej wracam do normalnego funkcjonowania, ale z drugiej strony czuję jak się to wszystko kumuluje, każde poronienie, ta huśtawka, radość z dwóch kresek, euforia związana z noszeniem w sobie nowego życia, ciągła obawa, szok diagnozy, zabieg, nagła pustka, bo znowu jestem pojedyncza. Żebym była te 10 lat młodsza, przynajmniej mogłabym to rozłożyć w czasie, odpocząć. To nie jest tak, że odkładałam macierzystwo, żeby się wyszumieć czy zrobić karierę. Zawsze chciałam mieć dzieci, tylko nie miałam z kim ich sobie zrobić. A że oboje jesteśmy trochę "wiekowi", zdecydowaliśmy się odwrócić kolejność, i już na początku związku postarać się o dzidziusia. Ale coraz częściej dopada mnie myśl, że się spóźniłam, przegapiłam właściwy moment i teraz jest już za późno.
#12
Aneczko, przyjmij wyrazy wspolczucia. Mam nadzieje ze odkryjesz przyczynę strat i to pozwoli nabrać Ci odwagi żeby zawalczyć jeszcze raz. Jesteśmy w zblizonym wieku wiec proszę nie nazywaj się "wiekową" bo czuję się jak egipska mumia Wink
Przytulam
#13
To dział merytoryczny, ponadto dotyczy wyłącznie informacji o staraniach. Co zatem merytorycznego medycznie na ten temat jest w postach - starych i dzisiejszych, by tutaj padało i się kontynuowało? W zasadzie nic.

Osobiste zwierzanie, chwalenie post factum całokształtem i sukcesem, opisywaniem porodu - to mnie w tym dziale nie interesuje i proszę mi go nie zaśmiecać więcej w ten sposób. Pora na takie wypowiedzi może i być po fakcie, skoro można o niejednym napisać z opóźnieniem, ale miejsce do tego jest zdecydowanie gdzie indziej i wyznaczone działy rozmowne do "motywowania" innych swoimi opowieściami staraniowo-ciążowo-porodowymi widać chyba na kilometr?

Temat zamykam, ostatnie posty usuwam, pozostałe posty do przeniesienia lub usunięcia.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości