Gdy po zimie przychodzi zima...
#26
moze tak, trzeba tem ból oswoić...
Ika czy Tobie badania genetyczne dały jakąś odpowiedź ?
Odpowiedz
#27
Na genetykę swoją w kierunku trombofilii czekam do 31 sierpnia. Mam za sobą incydent zakrzepowego zapalenia żyły po podaniu leku przed zabiegiem, a w dzieciństwie pobyt w szpitalu z diagnozą nadkrzepliwość. A jednak z tym dziecięcym rozpoznaniem urodziłam szczęśliwie 3 dzieci, więc nic nie robiłam, nawet nie myślałam, że to ma jakiś związek. Gdy straciłam pierwszą córeńkę byłam dwa lata po zakrzepowym zapaleniu żyły powierzchniowej w miejscu wkłucia i podania leku przed zabiegiem. Moja lekarka nie powiązała tych faktów, ja dopiero będąc w ciąży z Dominisią pomyślałam o tym, ale nie zdążyłam już wspomnieć lekarce. Dominisia przestała się rozwijać. W ogólnych badaniach wyszło mi w Krakowie wszystko ok, zostałam skierowana na genetyczne. Jak będę za miesiąc wiedzieć co i jak dam znać.
Odpowiedz
#28
yhm , daj znać. ja na razie tkwię w zawieszeniu, czekam na wizytę, zobacze na co mnie lekarka skieruje
Odpowiedz
#29
Z mężem staraliśmy  się maluszka  przez dłuższy czas, gdy się dowiedzieliśmy że będziemy rodzicami szalelismy że szczęścia. Nikomu nie  mówiliśmy żeby nie zaparzyć ją racjonala  bo przecież różnie może być. Pierwsza wizyta wszystko wporzadku, kolejn 26.05 żeby zobaczyć czy będzie widać serduszko. Mój pierwszy dzień mamy pamiętam dokładniE każda chwilę ta radość kiedy lekarze powiedział że serduszko bijei widzimy się  za parę dni jak zrobię szczegółowe kontrolne badania. Szczęście które czułam było nie do opisania. W weekend byliśmy na ślubie kuzynki czułam się cudownie. Poniedziałek 29.05 czułam sie dziwnie , patrzę śluz jakby brązowy  , coś nie tak. Dzwonię do męża był w pracy, ustaliliśmy  że po 16 pojedziemy na izbę na kontrolne ust. Później nie chce nic pamiętać, serce nie bije. Ból w oczach personelu , decyzja że powinnam zostać w szpitalu.  Lecz nie umiałam, blagalam meza  żeby zabrał mnie do domu. Myśli co powiem rodzicom , nikt nie wie że byłam w ciąży 
.. ....
Odpowiedz
#30
Doniu1 bardzo mi przykro, tyle Cię mocno chociaż  wirtualnie
Odpowiedz
#31
Doniu Tylko bycie z kimś może czasem pomóc
Wpadam tu ostatnio na krótkie chwile - takie zamieszanie wakacyjne.
A jednak jestem, przytulam, nie próbuję pocieszać - wiem, że się nie da
Odpowiedz
#32
Znów 8... Czternaście miesięcy, gdy przez moje życie przebiegła granica - już teraz jest wszystko PRZED i PO.
Choć powinnam napisać 7 godz. 12.50-13.00. Wizyta i cisza na monitorze.
Wczoraj 7 sierpnia 13.00, czternaście miesięcy PO. Informacja: koleżanka niegdyś dość bliska (nie rozmawiała ze mną PO, ponoć miała żal, że nie od nas dowiedziała się o stracie) jest w ciąży z czwartym dzieckiem. Mój rocznik. Wszystkiego dobrego...
Tylko we mnie otworzyła się otchłań PUSTKI
Jeszcze większa przy pełności innej kobiety
Ktoś powie zazdrość, niech mówi... Może nigdy nie doświadczył bólu, gdy zamiast pełni ma się tylko zimną płytę z imionami, datami, a ramiona takie puste, serce popękane.
Ile takich razów jeszcze w życiu. Czemu durny umysł składa fakty, powiązuje, wyzbyć się myśli...
Wczoraj w LS słowa: Nie mogę już sam dłużej dźwigać(...) to dla mnie zbyt ciężkie. Jeśli tak chcesz ze mną postępować, a znalazłem łaskę w Twoich oczach, to raczej mnie zabij, bym nie doznawał już więcej udręki" Lb11 (a przed tym jeszcze o poczęciu, zrodzeniu, złożeniu w ziemi) Dziś o ironio o poronieniu.
U Niego kiedyś szukałam pocieszenia, drogi, teraz nie ma nic... Jakaś okrutna ciemność... Jak to ma być miłość to zabierz ją. Czemu tak boli BO BYŁA PRAWDZIWA (cytat z filmu Hobbit)
Podzieliłam się z moim mężem: nie chcesz z nami żyć - usłyszałam
A jak wytłumaczyć, że tak samo chcę, jak nie chcę, że boli tak strasznie w każdej minucie, choć żyję, gotuję, piekę, sprzątam, piorę, wychowuję dzieci, chodzę z naszym małym ministrantem na mszę... Jak komuś wytłumaczyć, że można żyć bez... ale to życie bez już nigdy nie będzie takie No właśnie jakie... Takie PRZED
Dziś imieniny Dominika i naszej małej kruszynki - rok temu modliłam się o nią, dziś opłakuję i właśnie dziś brat męża przyjeżdża z naszą chrześnicą żywym wspomnieniem naszej Jadwini - ledwie miesiąc starszej niż mogłaby być nasza pierwsza utracona córcia
Ile jeszcze takich razów, zbiegów okoliczności, ran, których nie widać
Bo bratanek już chodzi, bratanica męża siedzi, a ja wymieniam wkłady w zniczach, podlewam kwiaty i nie mam siły żyć z pustymi ramionami i pękniętym sercem...
Wiem jestem przed okresem, muszę się wypłakać, jeszcze kilka dni i będę silniejsza, aż do następnego razu...

Kocham Was i okrutnie boleśnie tęsknię
Wasza zawieszona między tu a tam
Mama
Odpowiedz
#33
Nikt nie rozumie naszego bólu,  jedyna osoba przed którą nie ukrywam faktycznego stanu psychicznego jest mój mąż. Czasami myślę że jest dobrze, a później łapie mnie przerazliwy ból.  Mój szwagier w wieku 20 lat, po paru miesiącach wpadł ze swoją dziewczyną. Kompletne przeciwieństwo mnie, wg mojej teściowej . Straszny brudas całe dnie leży, bo sprowadziła się do teściowej i szwagr. Nic nie chce pomóc tylko wymaga. Strasznie mnie boli bo moja teściowa cały czas namawiał nas na dziecko, dopiero jak poronilam powiedzieliśmy jej ze się staraliśmy.  Początkowo teściowa nawet mi nie mówiła,o ciąży tej dziewczyny bo bała się jak zareaguje. Miała rację , całą nienawiść  I ból przelalam na przyszłą szwagierke. Nikt nie może rozumieć mojego cierpienia, rodzina męża ma mnie za wariatke bo nie chce przyjeżdżać w odwiedzimy na obiadek niedzielny. Mąż też nie cieszy się wizja bycia chrzestnym , bo sam miał w tym czasie
 być tatą. Miałyśmy  mieć miesiąc  W terminie porodu.  Nikt nie widzi ze zawsze widząc to dziecko,będę szukała mojego serca obok, które byłoby w Tym samym wieku

Dokładnie rozumiem Twój ból i rozpacz.....
Odpowiedz
#34
Iko, Doniu, ja też doświadczyłam zazdrości i bólu na wieść o ciąży czy na jej widok. To normalne, że takie uczucia się pojawiają. Kiedyś trochę pomogły mi słowa z tego artykułu: https://www.verywell.com/how-to-deal-wit...vy-1960013, o tym, że zazdrość to w rzeczywistości ukryty żal i złość, które łatwiej nam przekierować na zewnątrz, na jakiś konkretny 'obiekt' niż spojrzeć w siebie i przyznać, że ich doświadczamy ze wszystkimi tego konsekwencjami. Pomagała mi też modlitwa czy krótkie westchnienie w intencji tej osoby i jej dziecka. Pomagało myślenie o tym, że być może osoba, na którą patrzę z zazdrością też straciła dzieci, ma lub będzie miała inny krzyż.
Ostatnio usłyszałam, że my nie mamy mniej przez to, że inni mają więcej, bo każdy ma tyle samo miłości Boga, przez którą On chce nas od tego wszystkiego uwolnić.
Takie jak PRZED życie nigdy nie będzie, będzie inne - nadal życie, ale nie od razu.

Masz siłę sadzić kolejne róże?
Odpowiedz
#35
Większość z nas, matek po stracie, czuje to co czuje i nie mamy na to wpływu... U mnie owa "zazdrość" wygląda nieco inaczej tzn ja nie zazdroszczę innym kobietom, że będą miały dziecko. Nie rusza mnie, jak widzę wszędzie dookoła maleńkie dzieci... nawet sie z tego cieszę, że ktoś obok jest szczęśliwy... Chyba nauczyłam się nie szukać w innych bobasach własnych, utraconych dzieci... mój mózg nauczył sie już, że nie tędy droga... ale i tak jestem "zazdrosna", czuję ukłucie żalu, widząc kobietę w ciąży... bo ja jej zazdroszczę samego faktu bycia w ciąży... tych kopniaczków, względnego spokoju, zazdroszczę im nawet tych przykrych dolegliwości ciążowych... bo dla mnie sama ciąża, spokojna, bezproblemowa, jest pojęciem abstrakcyjnym... ja tego nie doświadczyłam i nie doświadczę... lęk i ryzyko jakie niosły za sobą moje kolejne ciąże jest jak fatum, nigdy sie go nie pozbędę... mimo, że jestm mamą ziemskiego cudu, ciążą z A. Jej rozwiązanie i kolejne miesiace po narodzinach skrajnego wcześniaka pozostawiły w mojej głowie i sercu ogromne rany...

Doniu chyba musisz pozwolić sobie na takie uczucia... inaczej bedzie ciężko. Ludzmi sie nie przejmuj, oni na prawde nie rozumieją co czujesz.... chociaż byś im wykrzyczała to w twarz, myślę ze nie zrozumieją. Mnie osobiście pomogło pisanie tu na forum.... może załóż swój wątek, będziesz mogął tam "wykrzyczeć ból"

Ika myślę, że życia po trzeba sie po prostu nauczyć, moze z czasem zaakceptować to, czego doświadczyłyśmy...
Życzę siły i zrozumienia...
Odpowiedz
#36
Dzięki dziewczyny <3
Ale narobiłam: Kij w mrowisko babskich uczuć... A co dopiero w uczucia baby melancholiczki... Odsącza, przecedza, ogląda, mierzy, próbuje, a jednak nigdy z całą pewnością nie powie, że to jest to... Koszmar...
Bliżej mi rzeczywiście do żalu niż do uczucia zaborczości, nienawiści, mogę powiedzieć bez tego cienia: wszystkiego dobrego, lecz chyba zamykam się, bo boli... Chocolate, Może kiedyś dojrzeję do tej równości w Bożej miłości. Teraz czuję się bardziej pusta przy czyjejś pełni. Otwiera się ta puszka niby pusta a jednak pełna - mojego bólu.
Westchnę do Tego przy, którym trwam, albo lepiej próbuję trwać - Przeżyłabym bardzo, gdyby mojej koleżance się coś przytrafiło
I nie jest też tak, że szukam mego dziecka w innych. To chyba bardziej tak: nasza też by była taka (wiek), ale wiem, że inna, że "to se ne wrati".
Mogę i chcę szukać relacji z moimi dwoma chrześniaczkami. Mogę być kochaną Matką Chrzestną
Mamy prawo do różnych rodzajów, odcieni zazdrości byle nie szkodziły one ani nam ani innym. Straciłyśmy więc pustka boli.
I wbrew wylanym łzom żyję, organizuję mojej trójce wakacyjny czas, dawno nie miały takich wakacji - przywilej urlopu zdrowotnego, jestem dla nich, nawet chciałam napisać: w pełni, ale właśnie moja melancholiczna natura zaraz wytyka: nie w pełni.
Wiem, że muszę się nauczyć z Tym żyć, ale na razie zbyt boli by...
Jednak na razie nie znajduję pocieszenia, żyję ciągle w dwóch czasach: rzeczywistym i psychologicznym, oddzielnie. Relacja a może tęsknota za czasem, gdy był Ktoś na kim w pełni mogłam się oprzeć, Ten, któremu Ufałam
I nie wiem jak, Chocolate Puma, ale tknęłaś tego punktu, który wczoraj nosiłam cały dzień w sobie: zniknęła gdzieś moja radość. Ogród, kuchnia, książki, góry, rower, woda, słońce, pies, robótki - wszelkie zajmowanie rąk. Wszystko, (cała gama rzeczy, czynności), co kiedyś było źródłem małych radości, dawało przyjemność straciło swój blask. Długo moje kwiaty i ogród trwały jeszcze - walczyłam o nie. Po gradzie miesiąc temu i wichurze w zeszłym tygodniu odnalazłam się w mojej złamanej jabłonce: zaowocowała, zbił jej owoce grad, pod naporem wichury upadła...
Nie mam sił sadzić róż - przestały rosnąć, Pańskie oko konia tuczy - brakło im mego serca...


Dziś dialog z naszą średnią nad grobem malutkich (cały z miłością i czułością w głosie):
- O Wy Paskudy
- Paskudy?
- No, bo sobie poszły od nas
- No właśnie Paskudy, a teraz mama przez Was płacze (która kwestia jest której z nas, to już zostanie naszą słodką tajemnicą)

I rada pewnego spowiednika - sangwinika dla baby melancholika po stracie: nie popadaj w melancholię Smile

Żyję i śmieję się, lecz w głębi tkwi ten cień ...

Kocham Was Paskudy...
Odpowiedz
#37
Znów minęło lato. Bez radości, bez tego ciepła, bez beztroski.
W każdym dniu jesteście blisko mego serca.
I ciągle chciałabym rzucać w niebo pytanie: dlaczego?
Za nami rok plag - tyle trudnych doświadczeń, a ja nie znajduję sił, by je dźwigać.
Choć znów sadzę róże, wkładam w ziemię setki cebulek - by wiosną wniosły radość nowego życia - to jednak nie będzie to Wasze życie. Część cebulek jest dla Was: białe szafirki, krokusy, narcyzy, tulipany - gdy tylko zakwitną zaniosę je Wam i postawię przy witrażowych motylach.
Tak okrutnie boli ta tęsknota.
A jutro 9 listopada - planowany termin Twojego Dominisiu przyjścia na świat.
I tak trudno stanąć z podniesioną głową.
Bo niewielu pamięta, nikt nie rozumie
i mam być dzielna, uśmiechnięta,
A tęsknię za końcem tej wędrówki
Tym miejscem i czasem, gdy będę mogła Was przytulić Zamiast stawiać znicze, kwiaty
Za chwilą, gdy będę mogła usłyszeć dlaczego
Bo nikt tu na ziemi nie zna i nie znalazł odpowiedzi...
I ogromnie kocham Wasze ziemskie rodzeństwo
I ogromnie puste są PUSTE RAMIONA Mamy po stracie
Wypełniam je wyhaftowanym na czas śpiącym w anielskich ramionach dzieciątkiem

Zbyt mało, nie tak
Utkałam Cię Maleńka
I jesteś
Nie taka
Nie tutaj
Zbyt trudno
Zbyt smutno
Jesteś
A tam gdzie jesteś zabrałaś część mego serca

Tak bardzo Was kocham Okruszki
Odpowiedz
#38
Tak mnie dawno tu nie było...
Przeczytałam dziś wszystko to, co pisałam i dziś mogę z przekonaniem powiedzieć - mój ból nie minął, nie zmniejszył się;
trochę nauczyłam się z nim żyć. Tak się zmagamy - raz on raz ja.
Odchodzą starsi, młodsi, zupełnie malutcy... Nauczyłam się towarzyszyć Rodzinom, które tracą Maluszki...
Czasem spróbuję ukazać wartość tego małego życia, zbyt szybko zgasłego... Czasem nie, bo łzy staną w gardle
Swój ogród kocham i nienawidzę go - tyram i płaczę - w tym roku to nie grad i wichura, ale nornice - traciłam kwiaty, które miały być dla Was...
Tak okrutnie, ogromnie, bezkresnie i bezdennie z każdym dniem tęsknię...
Wiem, że jesteście, tuż, tuż...
Ale tak tęsknię...
I chyba wracają te koszmarne wspomnienia, nieprzespane noce, niechęć, by coś zrobić
I robię - bo jestem Mamą Ziemską również
I nie ma z kim pogadać, bo przecież to już ponad dwa lata, półtora roku - wszyscy już zapomnieli wśród swej codzienności
Wszyscy wymagają, bym już stanęła na nogi - Da się między 15 października a 1 listopada?
Tylko na cmentarzu, my, Mamuśki, zapalamy światełka w ciemnych zniczach - swoim i obok
Osierocone Mamuśki

Kocham Was Moje Małe Niebiańskie Motylki...

Proście dziś Jana Pawła II za swoją Mamcię
On kochał dzieci, kochał rodziny...
Proście, bo ja już nie mam sił
Odpowiedz
#39
Inko, zastanawiałam się czasem, jak u Ciebie.
Mnie to nie dziwi, że dwa lata czy półtora roku to mało. Ma być tyle, ile potrzeba. Nie musisz wstawać, jeśli nie czujesz się na siłach.
Ten ogród jak żałoba? Ja tak pielęgnowałam swój, dopóki nie przyszło zrozumienie, że nie moje są kwiaty i nie ja je podtrzymuję przy życiu.
Jadwini i Dominisi [*] [*]
Odpowiedz
#40
Dziękuję chocolate_puma za pamięć, za ponazywanie tego, z czym ostatnio sobie nie radziłam i za użyte imiona moich córeczek.
I nie wiem, co mnie bardziej rozłożyło... Popłynęły łzy... Bo świat wokół mnie zapomniał...

Mam wrażenie, że pisanie tu, pomagało mi kiedyś układać mnie na nowo, teraz jednak, co napiszę zdanie - usuwam - jakby wszystko było nie tak;
jakbym straciła kontakt nawet z sobą: codzienność wymaga wiele, a ja nie mam z czego złożyć tych sił. A jednak składam...
Popchnęłaś mnie tymi kilkoma zdaniami do wyjścia do mego ogrodu... Dziękuję...

Czuję się ostatnio, jakbym przebywała w nieznanym miejscu, w wielkich ciemnościach.
Nie wiem gdzie iść, a gdziekolwiek próbuję, tam jest jeszcze gorzej, niż tu gdzie jestem.
Myślę, że odejście Jadwini i Dominisi sprawiły, że moje poczucie własnej wartości też odeszło. Straciłam nie tylko córeczki, ale i siebie.
Tak jakby już nic dobrego nie mogło mi się przytrafić. I choć nie wierzę w te słowa, to ciśnie mi się - nie zasługuję...
Ich tu na ziemi nie odzyskam, siebie mogę. Ale chyba sobie z tym nie radzę.
Chciałabym wierzyć, że świadomość, że sama "się nie znajdę", że sama nie zasłużę, to początek...
Odpowiedz
#41
Czemu wszystko to, czego się tknę
w proch i w pył obraca się
nie wiem sam
gdzie miejsce dla mnie jest...

Moje małe święte córeczki pomóżcie...
Odpowiedz
#42
Iko, a może lepiej nie uciekać? Nie zgadzasz się na ciemność? Nikt jej nie chce, to jasne, ale skoro nie masz spokoju, a próby ucieczki tylko bardziej męczą... może to miejsce to tu, gdzie jesteś.
Chociaż wiem niewiele, bo miałam lekkie życie, to zgoda na ten czas łez, na opuszczenie przyniosła mi więcej niż mogłam się spodziewać. Zgoda ofiarowana tym bardziej.
Czy u Ciebie coś nowego złego się dzieje czy boli ich brak?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości