Gdy po zimie przychodzi zima...
#1
Dziś miesiąc, jak Cię nie ma, a za pięć dni rok, jak widziałam seduszko Twojej starszej siostrzyczki bijące w rytmie cza-cza...
Nie ma Was obu, zostały łzy
Wysyłam Wam do nieba piękną piosenkę o umieraniu motyla...
Jesteście jak dwa motyle - byłyście tylko chwile, piękne, białe, małe...
Jak w tej piosence zmrożone przez władzę zimy...
Przylatujcie do nas w motylach
Przytulam Was mocno, bardzo tęsknię 
https://www.youtube.com/watch?v=gDnX0Qnfi2s
Dobranoc moje Skarby
Razem posłuchajmy najpiękniejszej historii o pragnieniu i śmierci
Odpowiedz
#2
Nie chcę by czas płynął. Chcę, by dziś się zatrzymał. Boję się 25 maja, gdy rok temu napisałam mojemu kochanemu mężowi "Serduszko puka w rytmie cza-cza. Widziałam" Boję się Dnia Matki. Rok temu 26 maja byłam najszczęśliwszą mamą na świecie: trójka biegających, kłócących się, ale naszych, we mnie cudowna niespodzianka - na początek wakacji będzie jak znalazł informacja o maleństwie, dla naszych już tak długo modlących się o rodzeństwo dzieciaków, wyprawa po wymarzonego psa dla moich dzieci - po tylu latach w końcu jest dom, ogrodzenie, będzie psiak, by oswajać najstarszą z lękiem. Będę w domu z maleństwem pod sercem, ze szczeniakiem - wszystko dla nich. Wtedy też - 26 maja - dowiedzieliśmy się, że brat męża będzie miał maleństwo starsze od naszego niecały miesiąc: super będzie nas więcej. Mój brat też czeka - mały trzy miesiące starszy od naszego okruszka. Trzy mamy oczekujące. A potem najpiękniejszy Dzień Dziecka - dzień naszej czwórki, choć jeszcze jedno okryte tajemnicą.
A potem zaczęło się życie kogoś innego: 7 czerwca 12.50 nie ma akcji serca. Od 19.30 szpital - koszmar na wiele nieprzespanych nocy. Wielu "życzliwych", którzy swoimi słowami, jakby podawali sznur lub nóż.
Te miesiące długie "niemoje" Z małą iskierką Dominisi, która zgasła zbyt wcześnie... Tak bardzo opłakiwaną przez naszego ośmiolatka...
Dzień Matki 2017: mam pięcioro dzieci - trójkę tu (choć jedna będzie na wycieczce szkolnej) i dwójkę, tak daleko, że nie mogę ich przytulić
Chcę, by czas się zatrzymał, by nie było Dnia Matki - nie taką chciałam być dla moich dzieci Choć mąż mówi, że całe życie będę mamą w stanie błogosławionym czekającą na spotkanie naszych maleństw
Nie chcę Dnia Dziecka: zniczy i kwiatów dla moich ukochanych córeczek, a prezentów dla dzieci naszych braci
Chciałabym, by czas się zatrzymał - ale on płynie, a z nim mój ból i łzy
Nie chcę już czerwca... To wtedy Zima - Śmierć zabrała moje ukochane Motyle. Chciały być z nami, ale ona była silniejsza - nie zdążyły przed nią ulecieć, zmroziła im skrzydła...
I wiem mam trzy Radości - cudowne, kłótliwe, wspaniałe, nie ideały, lecz prawdziwe z krwi i kości - ukochane, lecz ani te, które są, ani te które przychodzą po stratach, nie zmniejszają naszej tęsknoty
Nie chcę by czas płynął...
Odpowiedz
#3
Ika
Wiem co czujesz patrząc na żywe zdrowe dzieci.
I wiem jak bardzo się tęskni za tym, które się z resztą rodzeństwa nigdy nie pokłóci.

Współczuję Ci bardzo

Dla Twoich dziewczynek (*) (*)
Odpowiedz
#4
Andziarka dziękuję Tak mi brakuje, by ktoś rozumiał mnie bez tłumaczenia; bym nie była kosmitką.
Gdy odeszła Jadwinia czytałam wiele, chyba tysiące stron o stratach, żałobie, smutku, pisałam dziennik, rodzinne okazje zmuszały do spotkań i rozmów. Chciałam zrozumieć Teraz, gdy nie ma Dominisi nastała cisza: mój mąż milczy, by mi nie dokładać, nie mam sił czytać, rozmawiać, pisać codziennie choć kilku słów, by dać upust emocjom. Mam wiedzę, ale ona przestała być w tej chwili użyteczna... Chyba pierwszy raz w życiu się poddałam i nie mam siły walczyć.
Tylko tutaj, te chwile zrozumienia, gdy ktoś ma tak, jak ja - tak czuje tak boli tak płacze i tak ogromnie tęskni...
Czuję, że nic co do tej pory było oparciem, pewnikiem, już nim nie jest, pode mną tylko ruchome piaski, nade mną dwa motyle - moje dziewczynki
Promyczki dla Twojego Rafaela
Odpowiedz
#5
SMUTEK...
To słowa Lewisa po śmierci żony, ale dziś są moimi słowami:
"Nikt mi nigdy nie mówił, że smutek wywołuje podobne reakcje jak strach. Nie boję się, ale moje doznania są takie, jakby mnie strach ogarnął. Czuję ściskanie w żołądku, nie mogę sobie znaleźć miejsca, ziewam. I ciągle dławię w sobie łzy.
Kiedy indziej znów czuję się jak po lekkim przepiciu lub wstrząsie. Niewidzialna zasłona odgradza mnie od świata. Z trudem rozumiem, co ktoś do mnie mówi. Lub raczej ciężko mi chcieć to zrozumieć. Takie to nieciekawe. A jednak pragnę mieć wokół siebie ludzi. Boję się chwil, kiedy dom jest pusty. Gdyby tylko chcieli rozmawiać ze sobą, nie ze mną."
Dziś dzień po niedzieli pełnej ludzi, dziś pustka uderza z całą siłą: Pustka Ramion, Pustka Mego Łona. Ani w ramionach ani pod moim sercem nie ma życia. Nie ma Tej, która mogłaby mieć 4,5 miesiąca, nie ma Tej, której ruchy mogłabym już czuć. Zostałam sama z moim wielkim pragnieniem, z moimi umarłymi marzeniami o nowym życiu, z pustymi dłońmi przestawiającymi po raz kolejny kwiaty na bielutkim nagrobku. Z pustymi dłońmi, które chciały być jeszcze komuś potrzebne. Chyba nie daję rady...
Mój organizm jeszcze nie wrócił do równowagi, moja psychika padła, moja relacja z Bogiem... - no cóż BOŻE NIE ROZUMIEM ni wlewanego w serce pragnienia ni podarowanej wytrwałości małego dziecka modlącego się od czterech lat o rodzeństwo - wymodlił dwie siostry dla nieba Czy o to Ci chodzi???????
Dziś zwijam się w kłębek i wyję...
Odpowiedz
#6
Iko, mój smutek, ten świeży, już się skończył, ale dobrze pamiętam to zwijanie się w kłębek. Tylko siebie mogłam objąć. I ja nie rozumiem, ale wierzę, że On nas nie zostawia sierotami.
Będę tu przy Tobie.
Odpowiedz
#7
Dziękuję Ci Puma. Choć to słowo dziś jest zbyt małe. Dziękuję za to BĘDĘ przy Tobie...
Chcę wierzyć, że Ten na górze też tak mówi, tylko ja nie słyszę...
Tylko ja czy dam radę być w najbliższych dniach? - otwierają się takie kartki: rok temu...
Dziś rocznica ostatniego dnia życia Jadwini, imprezy prowadzonej z okazji Dnia Matki (!) w przedszkolu
Jutro: rok od pielgrzymki po komunii Młodego: gdy prosiliśmy o zdrowego maluszka na jego urodziny - bo taki był termin. A to małe serduszko właśnie w tym dniu przestało bić - w Uroczystość Nawiedzenia, w dniu spotkania dwóch oczekujących, Nasza Maleńka tam już została, gdzieś na Jasnej Górze lub w Leśniowie
Dziś kołacze mi Księga Hioba 10,1-3 Ale przede wszystkim: Dlaczego mnie dręczysz?
Wczoraj Młody, który najbardziej modli się o rodzeństwo, miał straszny kryzys, powala wszystko w szkole, tuli się i lekko podpytywany płacze, on nie potrafi tego nazwać..., Jak mu wyjaśniać? Że to...  no właśnie co? Ja nie rozumiem, a jak to wytłumaczyć ośmiolatkowi: bo przecież Bóg nie chciał zabrać jego sióstr, nie chciał tych śmierci, jak nie zabić wiary w Miłość, Dobroć, we Wszechmoc...
Jak to tłumaczyć codziennie stojąc nad grobem...

Dziękuję Puma... Za Twoją wiarę też...
Kilka białych motyli i promyków dla Twoich maluszków.
Odpowiedz
#8
Dziękuję.
Bardzo trudny dzień dziś dla Was.

Chciałabym wiedzieć, jak to wytłumaczyć. Benedykt XVI na pytanie o cierpienie odpowiedział tylko: http://gosc.pl/doc/843610.Benedykt-XVI-p...cierpienie Papież Franciszek podobnie.
Wszechmocny Bóg umiera z miłości na krzyżu - to też trudno wytłumaczyć.
Mam nadzieję, że w Waszej rozmowie pomoże natchnienie.

Nie wiem, czy trafiłaś na wątek o rozmowach z dziećmi na temat poronienia, choć niekoniecznie w kontekście wiary: http://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=380
Odpowiedz
#9
Dzień trudniejszy niż myślałam... A gdzie jego koniec?

Dzięki za artykuł z Gościa; najgorsza jest świadomość, że to wszystko wiem, ale nijak nie przystaje to, do tego co czuję.
Jak powiedział znajomy ksiądz: teraz jesteś jak Hiob, siedzisz na kupie gnoju ze skorupą, by drapać rany. Przyjdzie czas, że zaczniesz widzieć więcej.

"Smutek dziecka" to wspaniała książka o przeżywaniu żałoby przez dzieci. Połknęłam ją w całości i wracałam, już rok nie oddaję. Wątek na forum o dzieciach też.
A jednak w zderzeniu z tym, co przeżywa teraz mój syn, wszystkiego mi brakuje. On fantastycznie oswoił śmierć Jadwini przed rokiem - był mi trochę jak przewodnik po żałobie. Odejście Dominisi chyba go przerosło. Czekam na koniec roku szkolnego, by nie słyszał utyskiwania Pani na swoje zachowanie. Wiem, że on potrzebuje teraz mojej pełnej akceptacji i miłości - bo wszystko co robi jest wołaniem.
Dziś rozmawiałam z nauczycielką. Kilka dni temu czytali listy, w których pisali też o marzeniach - młody oczywiście o młodszym rodzeństwie. Na co padło pytanie Pani: po co Ci, przecież masz dwie starsze siostry? Kolejna rana w małym serduszku... W moim zresztą też - z powodu bólu zadanemu małemu mężczyźnie

A jutro Dzień Dziecka... Prezenty, kwiaty, znicze... Uśmiech i łzy...
Odpowiedz
#10
Była u nas nasza chrześnica - miała być miesiąc starsza od naszej utraconej przed rokiem Córeńki. Gdy popatrzyła na na mnie i uśmiechnęła się całą niemal sześciomiesięczną sobą mój świat rozpadł się na miliardy małych okruchów, których nie da się poskładać. Ja nigdy nie zobaczę uśmiechu mej Maleńkiej, jej pierwszych... Nigdy niczego... A zawsze obok będzie ona - bratanica mego męża - żywa pamięć o tym jaka mogłaby być nasza Maleńka. Bawiłam, nosiłam, uśmiechałam się, a w serce z każdą chwilą wbijał się coraz głębiej kolec bólu straty
Jak boli ta tęsknota i pustka, której nikt nie rozumie, bo dla każdego jest inna
Zamknąć się w skorupie: nie widzieć nic, nie słyszeć, nie czuć...

Nie czuć w Dzień Dziecka, że jest się mamą między niebem a ziemią, rozdartą, po walce zbyt zranioną, by walczyć, by żyć
Odpowiedz
#11
Iko, współczuję. Znam ból patrzenia na dzieci w wieku, w którym byłyby moje.
Pozwól sobie na rozpacz, dopuść ją. Teraz jest czas, żeby opłakać Twoje kochane Córeczki i wszystkie "już nigdy".
Odpowiedz
#12
Dzięki chocolate_puma
Choć czytałam Twój post wczoraj nie miałam sił pisać. Dziś rocznica dnia, gdy nie usłyszałam maleńkiego serduszka, które jeszcze dwa tygodnie wcześniej szaleńczo pukało w odpowiedzi na naszą miłość, gdy wylądowałam przerażona, nieprzygotowana (no bo kiedy i jak), zaskoczona w szpitalu, jakby niegotowym na małą wielką śmierć
Jutro o 4.00 minie rok od mej samotnej straty w cichym szpitalu, gdzie Nasza Maleńka Miłość dla nikogo nic nie znaczyła
I chciałabym, żeby to był piękny dzień - przecież to urodziny naszej Córeńki, ale czuję ogarniającą mnie bezsilność
Zakopać się w sypialni w łóżku, nie wstać już... nigdy...
A jednak wstaję dla moich ziemskich dzieci - takie serce pokrojone, rozdzielone między niebem a ziemią
Jeżeli jeszcze któraś z Was czytających te słowa, wierzy w Miłość, która obiecała, że będzie z nami zawsze, westchnijcie za mnie patrząc w niebo

Maleńka Kochanie nasze - tęsknię i wszyscy w domu też. Twój brat nosi w sobie Wielki Smutek Tak bardzo chce być starszym bratem a Ciebie i Dominisi z nami nie ma Może tylko zapalać lampki i przynosić Wam kwiaty, a to tak niewiele dla jego psotnego, lecz bardzo kochającego i dobrego serducha Całuję, przytulam, płaczę i tęsknię

Od Waszego rodzeństwa dostałam na Dzień Mamy kubek: Jakże potrafi kochać Twe serce! Choćby i było w wielkiej rozterce...
Proszę pomóżcie mi tak kochać Wasze ziemskie rodzeństwo, jak bardzo boleję nad Waszą stratą.
Odpowiedz
#13
Kredka na swoim wątku o Aniele Gabrielu napisała: Czuję się trochę, jakby to było w innym życiu. W pewnym sensie było.

A ja mam ciągle wrażenie, że to nie było, ale jest w innym życiu. Nie miałam sił pisać z tego innego życia: szpital, strata, wypis, wyniki badań, łzy, truskawki - tylko je mąż potrafił we mnie wmusić, przygotowania do pogrzebu - wszystko rok temu, a jakby znów dziś.

I jakby w schizofrenicznym rozdarciu: chabry i białe róże, różane świece, torcik z motylkami, Msza za nas, bo Ona przecież nie potrzebuje...
8 czerwca po Dniu Dziecka, Dniu Matki, jakby inne życie, inny świat, jak w piosence Tośki Krzysztoń... Bo przecież nie ma śmiechu, płaczu, gaworzenia...
A do tego te rocznicowe nocne pobudki, jak równy rok temu: 23.55, bo z bólu poszłam na badanie na oddziale i te słowa "do rana wytrzyma", 3.50, bo za chwilę miała odejść o 4.00
Czy to możliwe, żeby rok po stracie budzić się w nocy właśnie w tych kluczowych chwilach, z tym samym bólem, tym samym krwawieniem tym razem 7 tygodni  po stracie drugiego Okruszka
To jakiś obłęd
Chciałaby zniknąć, siąść gdzieś w ciasnym kącie i kołysać się, jak w chorobie sierocej  Bo jestem sierotą! osieroconą Matką  w dwóch światach
Byłam 8 czerwca w tym szpitalu - chyba w formie autoterapii Zaniosłam różę jedynemu Człowiekowi - oddziałowej, i aniołka - dla następnej mamy, która wyjdzie sierotą ze szpitala. Gdy już wychodziłam zerwałam róże przed szpitalem - te cudnie pachnące, pnące, białe, które widziałam wtedy z okna sali nr 8 Ogromny krzak... Rozdawałam moim bliskim rozumiejącym - upominki od Jadwinki
A w środku zwierzęcy krzyk, bezmierna niewiadoma, moje ciało ciągle płacze po stracie Dominisi - codzienny mulący ból, nasilenie krwawienia i cisza. Ile może znieść jeden człowiek, ile może znieść jedna matka.

Wczoraj w kościele błogosławieństwo rocznego dziecka. Dziewczynka. Jakże inny nasz rok - kwiaty, pomniczek, motyle, szopeczka, choinka, rekolekcje dla rodziców po stracie, druga strata. Rok...

Dziś w klasie naszego drugoklasisty Dzień Mamy i Taty...

Boże, powiedz ile jeszcze...
Odpowiedz
#14
Ika, nie wiem, ile.... życzę siły, abyś zniosła wszystko, co boli. A wiem, że boli strasznie.
Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz
#15
Chociaż nie wierzę, że nasze dziecko przybrało taką postać, mój mąż kupił mi na wyjście ze szpitala aniołka. Jakie to było dla mnie ważne nie wychodzić z pustymi rękami!
Piękne te upominki od Twojej Jadwini. Takie pnące róże w innym kolorze rosły kiedyś przed moim domem. Zapach świętości?
Jak się czujesz?
Odpowiedz
#16
Ja też nie wierzę chocolate_puma, że moje córeczki są aniołkami. Wierzę teraz, że są świętymi nieznanymi i niezajętymi. I tu chyba wpisuje się ten zapach świętości, o którym nie pomyślałam, ale coś w tym jest. Dziękuję za Twoją obecność i słowa. Jest we mnie pragnienie, by moje Maleńkie upamiętnić przepięknym kwiatowym ogrodem. I po przeglądnięciu stron ogrodniczych udało mi się z róży przywiezionej 8 czerwca w rocznicę odejścia Jadwini przygotować rozsadę. A ponieważ już druga biała róża pnąca mi się nie przyjęła liczę, że ta uzupełni mój ogród. Wiem, że robię wszystko by One były obecne, by były, po prostu były. Choć fizycznie ich nie ma.
A pytanie o moje samopoczucie jest tym z serii najtrudniejszych. Nauczyłam się na nie automatycznie odpowiadać: Proszę o inny zestaw pytań, ten jest za trudny.
Ale tu mogę pisać i wiem, że wiele z nas Mam po stracie zrozumie bez tłumaczenia, to wszystko co mieści się nawet między linijkami.
Dziś dwa miesiące, rok i 10 dni ... Nie wiem jak liczyć. Wiem, że jak pisałam w wątku o krwawieniu po poronieniu samoistnym chcę pochować to co ostatecznie dorodziłam. Dokończyłam moją stratę - trochę tak jakby moja czwarta córcia chciała też urodzić się 13 dnia miesiąca, jak jej najstarsze siostry. I odrobina spokoju, bo w końcu na usg jest norma. I ten zwierzęcy krzyk... Bo co to jest spokój zapomniałam, każda myśl i każda ludzka część mnie jest tęsknotą, bólem, patrzeniem w niebo zasnute chmurami (Arka Noego z ostatniej płyty o ośle - Piosenka w stronę gwiazd)
Dziś tak naprawdę chyba pierwszy od dwóch miesięcy dzień bez plamienia, krwawienia - choć co będzie dalej - nie wiem (też jedna z najczęstszych moich odpowiedzi). Dziś dochowamy w maleńkim drewnianym pudełeczku z serduszkami tą Resztkę... w grobku naszych córeczek
I zmuszam się: obiad, lekcje (niech już się skończy ta szkoła!), sprzątanie, pranie(a mogłabym wieszać pieluszki) warzywniaczek... I moja troska: kwiaty, grobek...
I ciągła ciężka praca z emocjami, to wyczerpanie, granica zmęczenia...
U AniGigi pisałaś o samotności i milczeniu
Ja mam doświadczenie kolejnych razów z tego czasu: gdy słowa i zdarzenia uderzały po otwartej ranie. "Straciłam dwójkę, ale ty przesadzasz zachowujesz się, jakbyś nie wierzyła" - od kogoś na kogo zrozumienie i wsparcie liczyłam w najtrudniejszym czasie, tydzień po pogrzebie "Jeszcze płaczesz, a co mają powiedzieć Ci co nie mają dzieci" - bliska mi osoba po stratach. On też mnie nie rozpieszczał - ważne daty życia i śmierci naszych Dziewczynek są związane ściśle z życiem Kościoła. I czułam, chyba nadal czuję do Niego żal, za te daty. Choć była też taka myśl, że może tak chciał dać znać, że jest w tym cierpieniu. Nie wiem - moja częsta odpowiedź. I przychodzę do Niego, nie wiem czy wierzę, nie wiem czy On to Miłość, ale okrutnie potrzebuję oparcia, podstawy - choć przez chwilę móc KOMUŚ zaufać, zawierzyć. Przychodzę posłuszna, że mam trwać, być mimo wszystko ze wszystkimi emocjami, żalami, krzykiem, łzami, jak Hiob na kupie gnoju
Przychodzę ale nie wiem czy wierzę...
Nie daje ukojenia to trwanie, psalmy czytam i płaczę (to była moja ulubiona modlitwa), kłócę się w myślach z "prostymi receptami na życie" głoszonymi z ambony
Jestem... tylko czy On jest tu gdzie ja?
Czy rzeczywiście nam Mamom po stracie wystarcza tylko On? Ja jestem człowiekiem, ludzką Mamą, twardo stąpającą po ziemi, pełną emocji, z którymi sobie nie radzę
Jestem cierpiącą Mamą dwójki pochowanych dzieci, których nie mogłam zobaczyć przytulić, a które pokochałam całą głębią i pełnią tak teraz zranionego serca
Takie chaotyczne te słowa jak ja cała Dzięki jeśli ktoś dotrwał
Ślę zapach róż z mojego ogrodu wszystkim Mamom wiosennych strat
Odpowiedz
#17
Iko.... Sad jakbym czytała o sobie. Dziękuję. Ujęłaś w słowa to, czego ja nie potrafię. Staram się mówić "Jezu, ufam Tobie". Naprawdę się staram. Tak, wiem, gdyby moja wiara była jak ziarenko.... itd. Tak, wiem, Bóg wie, co dla nas najlepsze. Może dlatego, że wie, dał mi ciążę biochemiczną, zamiast śmierci dziecka w 15, 25, 35tc, w wieku 5, 15, 25 lat. "Jezu, ufam Tobie". Taaak, ale nie będzie już następnego dziecka, bo mam 42 lata i nie chcę ryzykować, a w ramach "ufam Tobie" musiałabym przyjąć także chorobę i śmierć. I cierpienie.
Jestem, ale czy wierzę?
Odpowiedz
#18
PiBi jesteś o całe lata świetlne przede mną. Ja jeszcze nie umiem powiedzieć Ufam Tobie.
Otoczona obrazami, witrażami - Miłosierdzie to nasza parafia - "zakochana" w Faustynie, taka moja siostra - urodziłyśmy się w ten sam dzień.
Ale te słowa grzęzną mi w łzach, nawet nie w gardle.
Moja ufność roztrzaskała się o skałę śmierci, kamień, który przykrył dwa maleńkie ciałka.
Ale chciałabym krzyczeć z Tośką Krzysztoń (sięgnęłam po tą płytę dziś po raz pierwszy od ponad roku):

Ile nadziei pozostało dziś dziś nam?
Ile nadziei pozostało i skąd wziąć siłę by,
Przetrwać ten czas?

Nie mogę w to uwierzyć, (...)
Że czekasz wciąż też w chwili tej,
Nie mogę, choć przecież wierzyć chcę.

Pomimo wszystko na przekór myślom mym,
Pomimo wszystko na przekór zmysłom swym,
Nadziei tej, nadziei tej.
Pomimo wszystko na przekór myślom mym,
Pomimo wszystko na przekór zmysłom swym,
Nadziei tej, której mi brak.

W ciemności szukam...
I odnajdę na przekór myślom mym,
I odnajdę na przekór zmysłom swym

I odnajdę!...

Gdzieś daleko i głęboko jest to odnajdę... Ale chcę wierzyć, że jest... A może muszę, by ciągle żyć...?
Odpowiedz
#19
Kolejne wakacje i kolejne lato, którego nie ma...
Moje marzenie o cudnie ukwieconym dla mych córeczek ogrodzie zniszczył wielki grad...
Mało jeszcze zabrałeś?...
Wczoraj hematolog, dziś psychiatra i ginekolog - wszystko dobrze...
Czy mam w sobie tyle siły, by udźwignąć kolejną stratę?
Na co dzień mama, żona a w samotności mama w żałobie zawieszona między tam a tutaj
Wokół małe dzieci a we mnie tęsknota niczym nie zmierzona, nieukojona, niewypłakana
Musiałaś dużo przejść - skąd wie??? czy mam to w oczach, na twarzy, tam gdzieś głęboko, gdzie tylko niektórzy widzą?...
Kolejne lato...
Szkoda, u mnie zima...

Moje Kochane Córeńki będziecie ze mną do końca...
Odpowiedz
#20
Ika bardzo mi przykro.
Opisujesz to, co ja czuję, tylko nie zawsze umiem ubrać w słowa.
Dużo myślę, a jeszcze więcej się modlę.
Jeżeli Ci to pomoże to wrzucam link do filmiku Szustaka ( mam nadzieję, że nikogo tym nie urażę)
https://youtu.be/hWrj3cVmlbo
Odpowiedz
#21
Dziękuję Mandy
Dla mnie ważne jest, gdy ktoś pomaga mi nazwać - jakby oswoić - to co mnie dręczy. Dlatego dużo czytałam - wszystko co znalazłam w bibliotekach i mogłam kupić, pojechałam na rekolekcje dla takich sierotek, jak my, dołączyłam do grupy wsparcia, a po drugiej stracie tu
Wiele takich pomocnych osób w ciągu ostatnich prawie już 14 miesięcy
Ja modlić się chyba nie potrafię Za Szustaka dziękuję - oglądnę w wolnej chwili
Takie jesteśmy trochę podobne: wiek, nasza trójka, czekanie na maleństwo, późniejsza strata, ten koszmarny szpital, Bóg, który w tym wszystkim... Szkoda, że mieszkamy tak daleko
Dziękuję za Twoją obecność, światełko dla Twojego Maleństwa
Przykro, że łączą nas takie okoliczności...
Odpowiedz
#22
bardzo mi przykro ze cierpisz, współczuję.
ja kompletnie nie potrafie nazwac swoich uczuć, ja na razie jestem poporostu wsciekła, zła na rzeczywistosc,
jak minie ten stan przyjdzie znów ta czarna rozpacz...
mam jedną córeczkę, ale tak bardzo chciałabym mieć chociaz jeszcze jedno dziecko, trójka to moje najwieksze marzenie
Odpowiedz
#23
Moje serce rozszerzało się z każdym naszym dzieckiem...
Nigdy nie myślałam, że będzie ich trójka tu, a teraz już piątka z tymi w sercu, niebie, w moim ciele (bo przecież zostawiają w nas swój ślad)
Żadne z żyjących ani tych które są ani tych, które rodzą się po stratach nigdy nie zajmie miejsca tych, które odchodzą
Mam dobrą znajomą; wiedziałam, że straciła swoje ósme dziecko, potem urodziła jeszcze kolejne; gdy rozmawiałyśmy po mojej pierwszej stracie mówiła mi o swoim bólu, tęsknocie, o życzliwych, którzy stwierdzali, że i tak jej ciężko z siódemką, że tak lepiej, głos łamał się tej silnej, wspaniałej, wierzącej matce, bo z całej dziewiątki jedno było zbyt daleko...

Wróciłam z krótkiego, drugiego w te wakacje, wyjazdu. Rodzinne strony mojej ukochanej Babci, odeszła niecały miesiąc przed naszą pierwszą utraconą Jadwinią. Chyba nie zdążyłam jej nawet opłakać... Wizyta u starszej już Cioci. Ma jednego dorosłego syna. Kocha dzieci. Tak ciepło mówiła o moich. Wspomniała na odchodnym, że może jeszcze jedno. Ona nie wiedziała. Znalazłam w sobie tę siłę, by jej powiedzieć o naszych dwóch córeńkach. Z każdym moim słowem jej oczy stawały się bardziej błyszczące. Łzy: Gdybyśmy tylko razem się spotkały mogłybyśmy... dokończyłam: razem popłakać. Już wiedziałam, więcej niż padło w słowach. I obudziła się po raz kolejny świadomość, że z tą dziurą, blizną, raną - jak kto chce - zostanę do końca. Na zawsze.
Już nigdy nic nie będzie takie jak było; 7/8 czerwca 2016 jest granicą. I wszystko jest już PRZED lub PO. Gdy oglądam zdjęcia i widzę siebie zawsze myślę: to było PRZED - nie ma na nich tego cienia. Gdy wędrowałam z dziećmi ukochanymi szlakami Karkonoszy przypominałam sobie wszystkie chwile PRZED. Cudownie spędzane wspólnie z przyjaciółmi, mężem, dziećmi, gdy były małe. Wszystko było PRZED. I targa mną myśl, że wszystko, co najlepsze już było. Wszystko przede mną będzie już jak góry nierozświetlone słońcem. Piękne, majestatyczne, a jednak pozbawione tej głębi kolorów. Żyję, mam ukochane dzieci, towarzyszę w ich rozwoju, spędzam z nimi czas, tęsknię za moim P., który musiał wyjechać służbowo, a jednak wszystko jest jakby zaciągnięte cieniem, bez pełni światła, barw. Jakby przyprószone pyłem...

A tak sobie znowu ponazywałam te nowe odcienie uczuć  

Tęsknię za Wami, a nasza chrześnica ma znów do nas przyjechać...
Jadwiniu też mogłabyś być taka
Dominisiu dziś byłby początek szóstego miesiąca
A tak mam dla Was tylko białe serduszko z różami i łzy, które płyną w ukryciu
Kocham tęsknię
Tak bardzo bym chciała być dla Was taką zwyczajną, potrzebną po ludzku, mamą
Odpowiedz
#24
NIestety pustka pozostanie, z czasem ból bedzie mniejszy... taką mam nadzieję
Odpowiedz
#25
Nie wiem czy mniejszy... Może po prostu nauczę się z nim żyć...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości