8tydzien/6tydzien
#1
W sumie nie wiem od czego zacząć...
Mam synka 2 letniego, ciąża z nim była ciezka z powodu wymiotów, zaparc, problemow z trawieniem, niskie cukry. Potem ciężki poród, który zabrał mi wszelką godność i poczucie wartości, kobiecości. 
Ta ciąża natomiast była inna. Kilkakrotnie zawroty głowy, senność, apetyt na słodkie, ból piersi ale poza tym funkcjonowalam super. Chodzilam do pracy, nawet bedac mocno przeziebiona. Zalozylam sobie, ze jak tylko pogoda bedzie piekna to idziemy na rower. Chcialam silna ciaze, jednak co mi nie dawalo spokoju w glebi ducha... Usg w 7tygodniu pokazało, że ciąża jest młodsza o 8 dni (5tydzien 6dzien), było tetno 105u/min ♡ tydzień po usg przy wysiłku brzuch zaczął pobolewac mnie jak na okres. Wmawiałam  sobie, że tak ma być. Niestety 9dni po usg byla to sobota, spędziłam w lozku z powodu bólu glowy, brzucha. W nocy bardzo mnie ciągnął brzuch w dół, rano zauważyłam rozowe zabarwienie przy podcieraniu. Parę godzin później się zaczęło....silne uklucie w podbrzuszu i następnie plamienie brązowe a po nich bóle okresowe. 
Pojechaliśmy na szpital, tam niestety okazało się na usg, że nie ma tetna, ciężko zmierzyć zarodek.
Przeplakalam całe popołudnie i noc. Na obchodzie uslyszalam: Pani juz wie, ze nastapilo obumarcie? Szczerze. Nikt mi tego nie powiedział, ale po nocy wiedziałam. Miałam silne bóle okresowe na które nospa nie pomagała. Nie chcieliśmy z mężem zwykłej procedury tj tabletki, załatwianie się do toalety i tam spuszczenie naszego aniołka i potem lyzeczkowanie. To wszystko nie jest zgodne z naszą wspólnie wypracowana ideologia, celem zyciowym. A konkretniej precyzujac- te ciążę chcieliśmy naturalnie przetrwać i zakończyć porodem domowym. Jednak Bóg chciał inaczej. Wypisałam się do domu na własne zadanie. Było to wczoraj. Wczoraj około 16 dostałam silnych boli i skurczy. Trwało to 30min. W międzyczasie mój kochany mąż się o mnie troszczyl a synek rozbawial swoim mowieniem, zabawami, próbami wyciągnięcia mnie do zabawy. Ronilam do miski. Udało sie.
Z mężem zdecydowaliśmy się zakończyć to wszystko pochówkiem symbolicznym. Początkowo nie wiedziałam co mam o tym myśleć, jednak mąż dał mi wiarę i nabrało to wszystko dla mnie sensu. Jestem z siebie dumna, że ronilam w domu, jestem spokojniejsza, że symboliczny krzyż naszego okruszka bedzie i mam nadzieje, ze będąc Aniołkiem zesle Nam swojego zastępcę. 
Jak ja się czuje? Psychicznie spokojniejsza, z czystym sumieniem, z poczuciem, że postępujemy dobrze. Jestem dumna z mojego męża, bo ja się nie musiałam niczym martwić, bo ta sytuacja pokazała nam, że jesteśmy jednością, scalila Nas bardzo mocno. Fizycznie- powoli się oczyszczam, podbrzusze ciagnie, kręgosłup tez jeszcze delikatnie daje o sobie znać. 
Beta wynosi 1992, co odpowiada 3-4 tygodniowi. Jeszcze wczoraj rano na usg powtórnym w szpitalu maluszek był określony po wymiarach na 5tydzien 4 dzien.

Przesylam Wam siłę i nadzieje na lepsze jutro :*
Odpowiedz
#2
Jestescie bardzo dzielni. Dla waszego Aniołka (*)
Odpowiedz
#3
(Tue, 04 Kwietnia 2017, 19:45:12)Iff34 napisał(a): Jestescie bardzo dzielni. Dla waszego Aniołka  (*)

Dziękuję. Gdyby nie mąż i jego wiara to nie wiem czy dałabym rade. Płakałam bardzo, to byl ogromny szok, bo przecież tetno było, ale....no właśnie samo zobaczenie tetna i nie usłyszenie serduszka nie dawało mi spokoju.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości