Przedwczesne pęknięcie pęcherza płodowego 13tc
#1
Dziś rozpoczął się 14 tydzień ciąży. W 10 tygodniu trafiłam do szpitala z krwawieniem ze skrzepami, okazało się że mam podniesione crp do 43, 9 dni lezenia na antybiotyku, a krwawienie ustalo, jedynie co jakiś czas było brązowe plamienie. Sytuacja się powtórzyła 6 dni temu,  postanowiłam nie panikować i postępować tak, jak postepowano ze mną  w szpitalu, leżałam, lykalam nospe, magnez, cyclo 3 forte i witaminy dla przszlych mam, poza tym luteina. Na drugi dzien krwawienie było znacznie mniejsze i tak przelezalam spokojnie 4 dni kiedy wieczorem nagke pojawiło sie kilka plamek żywo czerwonej krwi, gdy obudziłam sie o 5 rano już bezwzględnie postanowiłam pojechać do szpitala na ujastek. Po dlugim oczekiwaniu w miedzyczasie którego kwawienie znowu zmieniło sie w niewielkie plamienie lekarz badając mnie wziernikiem nie stwierdził skrócenia się szyjki macicy - ulga. Nastepnie dopochwowe badanie usg - serduszko maluszka bije, szyjka delikatnie poszerzona o ok 2mm ale to prawdopodobnie ze względu na krwawienie. Następnie usg przez brzuch - i tu już nie tak przyjemnie, okazało się że odeszla spora część wód plodowych, maluszek nie może swobodnie fikac koziołków lecz jest w kurczowej skulonej pozycji. Lekarz nie mial odwagi mówić do mnie wprost, dzwoniłam do swojego lekarza, który odgórnie przez telefon spisał ciążę na straty...
Od wczoraj płacze, leżę,  czytam różne fora.
Chcialabym się dowiedzieć czy któraś z Was miała podobny przypadek i czy możliwe jest, że pęcherz sie zregeneruje i wody plodowe wrócą do normy?
Dodam, że uważnie  obserwuje czy wyciekaja mi wody i jak dotąd tego nie zauważyłam
#2
Witaj kochana,
Mi wody płodowe odeszły nagle ok 20 tygodnia. Crp było w normie,Maluszek żył,akcja porodowa się nie rozpoczęła więc zostałam w szpitalu. Płyn owodniowy się odnawia, czasem wystarczająco żeby Maluszek mógł się rozwijać, czasem tak jak w moim przypadku dolewają roztwór imitujący wody płodowe. Wiem,że istnieją nieliczne przypadki samoistnego zasklepienia pęcherza. Mi się nie udało dlatego,że doszło do tego wszystkiego łożysko centralnie przodujące i straszne krwotoki zwłaszcza po dolewaniu wód.W 25 tc łożysko zaczęło sie odklejać,zrobiono mi cc.Niestety mój synek zmarł po kilku godzinachSad
#3
Nie wiem, na ile to może pomóc, kojarzę dziewczyny z małowodziem, ale na późniejszych etapach ciąży. Miały zalecone, żeby dużo pić. Wody, soków (najlepiej warzywnych), herbaty, ogólnie jak najwięcej płynów. I pietruszka pod każdą postacią, natka jako dodatek do kanapek, zup itd., a korzeń do soków warzywnych z burakiem i jabłkiem i marchewką.
#4
(Thu, 09 Marca 2017, 22:56:52)asza napisał(a): Nie wiem, na ile to może pomóc, kojarzę dziewczyny z małowodziem, ale na późniejszych etapach ciąży. Miały zalecone, żeby dużo pić. Wody, soków (najlepiej warzywnych), herbaty, ogólnie jak najwięcej płynów. I pietruszka pod każdą postacią, natka jako dodatek do kanapek, zup itd., a korzeń do soków warzywnych z burakiem i jabłkiem i marchewką.

Dziękuję Ci bardzo! 
Wode akurat pije litrami, ale dodam wiecej pozostalych soków, może akurat..
#5
Soki warzywne raczej nie zaszkodzą. Zwłaszcza ta pietruszka podobno skuteczna.

Na forum mamy dział "Rozmowy o ciąży", jeśli byś chciała mieć kontakt z innymi dziewczynami w ciąży, które rozumieją różne strachy, to poproś Admina o dostęp: http://www.poronienie.pl/forum/usercp.ph...usergroups
#6
Hej mi odeszly wody w 17 tc, crp bylo w normie wszysyko niby ok ale w ostatecznosvi po tygodniu walki i pivia wody wyszla mi pepowina i nie udalo sie utrzymac ciazy Sad niestety nie wiem co bylo przyczyna.
#7
To pytanie dręczy również i mnie. Straciłam swoje dzieciątko w 13 tygodniu ciąży. Do dzisiaj nie mogę się z tego otrząsnąć. Męczy mnie pytanie: dlaczego? Myślę, że nie tylko mnie. U mnie sytuacja wyglądała następująco: w 5 tygodniu ciąży na usg wyszły dwa pęcherzyki, tydzień później zobaczyłam dwa bijące serduszka. Radość i strach jednocześnie. Niestety na następnej wizycie okazało się że jedno z dzieciątek przestało się rozwijać na etapie 6t4d. Z drugim było wszystko w porządku. Moja Pani doktor przepisała mi Duphaston 3x1. Wszystko było ok, badania prenatalne wyszły super. Wtedy właśnie poczułam ogromną ulgę i poczułam się bezpiecznie. Wiedziałam że mój synek jest zdrowy (na badaniach prenatalnych lekarz mi powiedział że na 99% to chłopczyk). Tydzień później ok. 1 w nocy poszłam do toalety na siusiu i wyleciał ze mnie wielki skrzep krwi. Wyglądał zarówno wielkościowo, jak i obrazowo jak kurzęca wątróbka (przepraszam za porównanie ale innego nie znalazłam). Takiej samej konsystencji. Zadzwoniłam do swojej pani doktor. Powiedziała mi że najprawdopodobniej jeden z bliźniaków się nie poronił i właśnie chce to zrobić. Zdziwiłam się bo na badaniach prenatalnych nie było po nim śladu. Kazała mi tylko zwiększyć Duphaston do 3x2, leżeć i następnego dnia pojawić się na wizycie. Brzuch mnie nie bolał ale krwawiłam dosyć mocno. Na wizycie wyszło ze krwawienie faktycznie jest z macicy. Zalecenia bez zmian: leżenie i Duphaston. Pod wieczór zaczął pobolewać mnie brzuch i dostałam gorączki 38,5. Nie zwlekając pojechałam do szpitala. Tam już nie było tak przyjemnie. Podczas badania usg strasznie bolał mnie już brzuch. Uspokoiłam się bo wiedziałam ze maluszek żyje. Dostawałam jakieś zastrzyki rozkurczowe i Duphaston. O 12 następnego dnia miałam kolejne usg. Maluszek nadal żył. Ulga... Brzuch dalej mnie bolał, nie pomagało nic. Rano pobrali mi krew do badania i wyszło: CRP 68,75 (norma <5), WBC 15,2 (norma 4,0-10,0), P-LCR 32,5 (norma 6,0-24,0), neut 13,4 (norma 1,9-8,0), PDW 13,8 (norma 6,1-11,0), neut% 88,4 (norma 40,0-70,0), lymph% 6,1 (norma 20,0-45,0). Pozostałe parametry w normie.
O 14.30 odeszły mi wody...dostałam krwotoku i 2h później już miałam zabieg. Nie mogę się z tym do tej pory pogodzić. Najgorsza (dla mnie) w tym wszystkim jest świadomość że mój maluszek w tym czasie żył...
W trakcie ciąży męczyły mnie dziwne upławy (śluzowatej konsystencji żółto brązowej), o których oczywiście zgłaszałam swojej lekarce prowadzącej ciąże. Przepisała mi jedynie jakieś czopki przeciwgrzybiczne. Nic mnie nie swędziało, nie czułam żadnego dyskomfortu. Jednak wydawało mi się to dziwne...ale skoro lekarz stwierdził ze tak ma być to uznałam że najwidoczniej tak ma być.
Czy to mogły być bakterie, które doprowadziły do przedwczesnego pęknięcia pęcherza płodowego? Czy można było temu zaradzić wcześniej? Nie miałam robionej żadnego badania na obecność bakterii w trakcie ciąży (teraz, po fakcie bym na to nalegała...)Dodam, że mam niedoczynność tarczycy (Hashimoto). Byłam i jestem pod stałą kontrolą endokrynologa. Co 3 tygodnie kontrola wyników i wszystko było dobrze.
#8
Tymczasowo zamykam.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości