Moja historia
#1
Witajcie Kochani Rodzice Aniołków!

Chcę podzielić się z Wami moją historią. Jestem mamą dwóch Aniołków: Rozalka- 11.07.2016r., Marcel -13.01.2017r.Nie wiem od czego mam zacząć. Świat zawalił mi się, serce pękło. Nie wiem jak sobie z tą stratą poradzić! Mamy już z mężem wspaniałą 15-letnią córkę, która jest naszym oczkiem w głowie, ale zapragnęliśmy jeszcze raz zostać rodzicami. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, radość nasza i naszych bliskich była ogromna. Zaplanowane już miałam wszystko. Siedziałyśmy z córką i rozmawiałyśmy jak to będzie, gdy to maleństwo przyjdzie na świat. To ona wymyśliła imię Rozalka, bo czułam, że to będzie dziewczynka. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że coś może być nie tak. A jednak. W 10 tc usłyszałam: ,,Przykro mi serduszko nie bije”, trzeba jechać do szpitala. To był koszmar! Pobyt w szpitalu pamiętam jak przez mgłę. Siedziałam na korytarzu przy oknie i cały czas płakałam zadając sobie pytanie: Dlaczego mnie to spotkało? Nikt mi nie potrafił na nie odpowiedzieć. Moja pani doktor powiedziała, że to się bardzo często zdarza, nie ma co się poddawać , bo przecież mamy już zdrową córkę. Odliczałam dni kiedy znowu będziemy mogli starać się o dzidziusia. Nastąpiło to bardzo szybko .W październiku znowu byłam w ciąży! Ogromna radość, ale i wielki niepokój. Nie mówiliśmy nikomu, chcieliśmy poczekać . Wiedziała tylko nasza córcia. Prze te wszystkie tygodnie bardzo się bałam, ale powtarzałam sobie, że przecież musi być dobrze, drugi raz nie może nas spotkać taka tragedia. Miałam straszne mdłości, ale moja pani doktor mówiła, że to dobry objaw i tak ma być. Chciałam się z kimś tą wspaniałą wiadomością podzielić, ale nie mogłam. Przede mną był wspaniały czas przygotowań do świąt. W domu za wiele nie zrobiłam, nie pozwalało ni moje samopoczucie, ale wtedy myślałam, że jak się lepiej poczuję to wszystko zrobię. Dwudziestego grudnia byłam na kontrolnym USG. Wszystko było w porządku. Mam piękne zdjęcie, na którym widać główkę, rączki i nóżki mojego maleństwa. Potem były święta. W drugi dzień świąt. zachorowałam. Niby nić wielkiego: 38 stopni gorączki i karar. Bardzo się bałam. Pocieszałam się, że przecież wiele kobiet podczas ciąży jest chora i wszystko jest ok. Trzynastego stycznia byłam umówiona na badania prenatalne. Pojechałam z mężem, był tam ze mną jak znowu usłyszałam : ,,Przykro mi , ale serduszko nie bije’’-13 tc. I znowu ten sam koszmar, szpital, ból, rozpacz, niedowierzanie! Gdy wróciliśmy do domu najgorsze było , jak to powiedzieć naszej córci, która tak bardzo czekała na rodzeństwo. Przeżyła to bardzo. Przytuliła mnie i powiedziała: ,,Mamusiu obiecaj mi, że będziesz  jeszcze kiedyś szczęśliwa.”To było straszne! Patrzeć na ból i bezsilność moich bliskich: męża, córki i rodziców. To jest właśnie moja historia. Dzisiaj pojechałam na cmentarz i zapaliłam dwa malutkie znicze na grobie mojej babci, mam nadzieję, że będzie się moimi Aniołkami opiekować. Nie mogę sobie poradzić z tą stratą, ciągle płaczę, czytam fota i próbuję zrozumieć. Podobno nadzieja umiera ostatnia, ale moja chyba już umarła. Kocham Was moje Aniołeczki. Źle mi się pisze, bo łzy napływają do oczu. Wiem, że mnie rozumiecie, bo Wy też przez to przechodziłyście. Jak tu dalej żyć, śmiać się, bawić, jak serce pęka?  Pozdrawiam Was cieplutko – Nadzieja 2.
Odpowiedz
#2
Przykro mi,że w tak krótkim czasie doświadczyłaś straty dwukrotnie. Nie znam odpowiedzi na pytanie jak dalej żyć. Potrzeba czasu, trzeba przetrwać, przeczekać ten najgorszy czas do momentu gdy oddychanie nie będzie już tak bardzo trudne. Płacz, nie trzymaj tego w sobie, trzeba pozwolić by łzy płynęły, to w porządku, że cierpisz, że nie wiesz jak dalej żyć, że łzy napływają do oczu, to cierpienie i żałobę po prostu trzeba przeżyć. Tutaj nie jesteś sama, nawet gdy ludzie milczą, to są, współtowarzyszą i rozumieją co przeżywasz.
Odpowiedz
#3
Bardzo dziękuję za słowa wsparcia.Mam wrażenie że zostałam z tym bólem i cierpieniem sama.
Odpowiedz
#4
Nie jesteś sama. My jesteśmy, w różnych miejscach, ale każda z nas z ogromnym cierpieniem. I zrozumieniem. Przeżywamy to samo, śmierć dziecka.
Zanim to się stało, myślałam że świat jest pełen zwykłych ludzi, którzy nas otaczają, żyją sobie swoim życiem. Czasem patrzyłam w okna wielkich bloków i myślałam, ze w każdym z tych okien jest ktoś żywy, być może ten ktoś cierpi.
Ale teraz wiem to już na pewno - jest nas bardzo wiele. Choć lepiej byłoby, żeby nie było nikogo, żeby nikt nie rozumiał, żeby nikt tak nie cierpiał.
Ale jesteśmy i czujemy to samo. Każda z nas myśli o swoim dziecku i tęskni, ale jednocześnie myśli o innych matkach, które zostały same, bez swoich dzieci. I może te ciepłe współczujące myśli, może jakoś da się z nich czerpać siłę. Wszystko jest możliwe. Wierzę w to teraz - bo w moim życiu, tak jak i w Twoim, wydarzyło się to "wszystko", to najgorsze "wszystko". Wiec może i lepsze istnieje...

Bardzo mi przykro. Bardzo współczuję Ci Twojej straty.
(*) (*) (*)
Odpowiedz
#5
Nadziejo, bardzo Ci współczuję. 
Dla Rozalki i Marcela  (*)(*)
Odpowiedz
#6
Tak strasznie mi przykro że również musisz dźwigać ten ból. Tule Cię mocno.
Odpowiedz
#7
Wczoraj mój mąż pękł. Chyba nigdy nie widziałam go w takim stanie i nie wiedziałam, że on to też tak przeżywa.Rozmowa była trudna i ciężka, ale wylaliśmy swoje wszystkie żale.Płakaliśmy oboje jak dzieci.Trochę pomogło. Nie długo zbliżają się moje urodziny i trochę się boję tych wszystkich życzeń typu: ,,Niech spełnią się Twoje najskrytsze marzenia."Marzenie mam tylko jedno- zostać mamą jeszcze raz, ale ono chyba się już nie spełni. To tak bardzo boli.
Odpowiedz
#8
Czasami zapominamy w "naszych sytuacjach" o drugiej stronie, mężczyznach - ojcach, którzy przecież też stracili dzieciątko. Dobrze, że połączyliście się w tym bólu, to na pewno Was zbliży jeszcze bardziej. Mamy takie samo marzenie - jeszcze raz doświadczyć powitania na świecie swojego Dziecka. ? Tak bardzo trzymam kciuki... Ech... Oby już niedługo... Czas z jednej strony leczy rany, a z drugiej tak bardzo się dłuży w ciągłym oczekiwaniu na Cud... Pozdrawiam gorąco.
Odpowiedz
#9
Za kilka dni wracam do pracy.Bardzo się boję tych spojrzeń, spotkania z ludźmi ( do tej pory unikam kontaktów z ludźmi). Już miesiąc jestem w domu, a może to i dobrze ,że wracam, bo będę mieć mniej czasu na rozmyślanie i tęsknotę.Każdą wolną chwilę spędzam na tym forum i jest mi bardzo przykro,że tyle jest bólu i cierpienia dookoła. A podobno świat jest taki piękny.Jak dostrzec to piękno jak serce krwawi?
Odpowiedz
#10
Nadzieja 2 bardzo wspolczuje straty.
Odpowiedz
#11
Wczoraj byłam dziwnie spokojna nawet się uśmiechałam, ale dzisiaj znowu jest ciężko!Rano córcia zrobiła mi niespodziankę: piękne przystrojony pokój, babeczka ze świeczką i życzenia, których tak się bałam. Jak tu świętować jak w sercu żal? Miało być inaczej.Miałam tulić w ramionach moją córeczkę, albo oczekiwać na ruchy mojego skarbca.Los okrutne ze mnie zadrwił.
Odpowiedz
#12
Jak dobrze rozumiem te wachania, u mnie też są dni kiedy jakoś tak spokojniej, tylko to taka cisza przed burzą by znów serce pękło, a smutek i tęsknota była jeszcze większa. Trzymaj się i życzę Ci bardzo dużo siły . Tule mocno.
Odpowiedz
#13
Moje serce pękło po raz czwarty...rozumiem Cie...Tulę mocno...też chciałam zostac mamą po raz drugi, mam cudną córeczkę, ale jestem mamą Jej i czwórki Aniołków...Życzę dużo sił na powrót do życia...i wiem jak bardzo to boli i jakie to trudne...masz cudowną córkę ...spokoju dla Twoich Aniołeczków [*] [*]
Odpowiedz
#14
Kilka dni temu wróciłam do pracy i wcale nie chcę tam być, ale wiem że muszę.Nic mnie nie cieszy,chodzę smutna i zamyślona.Moje koleżanki co chwilę pytają co jestem taka smutna i małomówna, a mnie chce się wyć! Mam ochotę wykrzyczeć, że umarło moje dzieciątko! I żeby dali mi święty spokój! Boże kiedy nadejdzie ukojenie?
Odpowiedz
#15
Jest już późno,a ja nie mogę spać.Cały czas analizuję wszystko.Czy na pewno nie mogłam nic zrobić,żeby uratować moje aniołki?Byłam bardzo naiwna myśląc, że wszystko będzie dobrze.Strasznie mnie to boli.
Odpowiedz
#16
Nie możemy myśleć,że coś mogłyśmy zrobić... Na pewno każda z nas robiła wszystko co najlepsze dla swojego dziecka.. a nawet jeśli zrobiło się coś nie tak,to powiem wam,ze ja pracuje w domu dziecka i różne ciąże widziałam i kobiety,ktore na pewno nie dbaly o siebie w ciazy i maja zdrowe dzieci (w wiekszosci). Niewielki mamy wpływ na to czy nasze dzieci będą się rozwijać... Możemy tylko mieć nadzieję, a ta jak widać na naszych przykladach też nie wystarcza. Nie byłaś naiwna, chciałaś,by Twoje dzieci czuły,ze w nie wierzysz...
Odpowiedz
#17
Nadziejo, postaraj się teraz być dla siebie dobra, wyrozumiała.
Dla Twoich Dzieci (*) (*)
Odpowiedz
#18
Dziękuję Puzzel i asza za te słowa otuchy.Bardzo wiele dla mnie znaczą.Wszyscy idą do przodu, a ja stoję w miejscu,a może nawet się cofam.Zawsze miałam marzenia, cieszyłam się z drobnostek, a teraz cisza i pustka. Nienawidzę tak się czuć!
Odpowiedz
#19
Pamiętam ten stan. I moje zdumienie, że świat trwa dalej, a przecież się skończył...
Odpowiedz
#20
Przytulam i mimo wszystko życzę Ci wszystkiego dobrego.
Twoje aniołki są razem. Mam nadzieję że w lepszym świecie...
Strata ogromnie boli. Nie ma na to odpowiednich słów...
Odpowiedz
#21
Dziękuję lenko za wsparcie.Każdy wpis jest dla mnie bardzo ważny, pomaga. Przykro mi z powodu Twojej straty.
Odpowiedz
#22
Nie potrafię znaleźć słów bo dobrze wiem ze nie istnieją takie które pomogą ukoić ból. Chcę żebyś wiedziała, że jestem choć daleko, to jednak myślami blisko. Tyle mocno
Odpowiedz
#23
W ostatnim czasie pochłonęła mnie praca.Miałam sporo zaległości po zwolnieniu.Dni mijały względnie spokojnie, aż do dzisiaj.Dowiedziałam się,że moje dwie koleżanki z pracy są w ciąży.Życzę im jak najlepiej,ale nie potrafię się cieszyć.Wrócił ból i ogromne poczucie niesprawiedliwości.Jak sobie z tym poradzić?
Odpowiedz
#24
Nadziejo właśnie w takich sytuacjach jest najgorzej...Wiadomo, człowiek życzy jak najlepiej znajomej ciężarnej, ale gdzieś między serdecznymi życzeniami pozostaje myśl: dlaczego ona może, a ja nie! Oczywiście, to są trochę takie niewdzięczne i egoistyczne przemyślenia, ale prawdziwe... Może poprostu to jest zazdrość, że niektórym macierzyństwo przychodzi "łatwo"... My natomiast napotykamy wiele zakrętów, nasza droga
naznaczona jest cierpieniem, a czasami nie ma wymarzonej "mety"... Mnie czasami mąż studzi z negatywnych emocji, mówiąc, iż nie wiem, jak wyglądały dążenia danej pary do roli rodziców... Nie mogę do kogoś czuć urazy, tylko dlatego, że jest w ciąży... Ty czy ja nie jesteśmy złe, tylko poturbowane przez los i nasze odczucia na ten czas są trochę skomplikowane...
Nadziejo nie przejmuj się, że masz takie myśli, skup się na sobie i wracaj do sił... Skoro ja też miałam takie podejście do innych ciężarnych, więc muszą to być skutki po traumie...
Przytulam
Odpowiedz
#25
To częsty "objaw" .Jest nam trudno cieszyć sie z ciąż w najbliższym otoczeniu.Wzmaga nasze poczucie winy fakt że tak reagujemy.Ja np.  powiedziałam mojej kleżance że życze jej jak najlepiej ale nie potrafie sie cieszyć z nią .I zrozumiała.Ja poczułam sie lepiej i było mi lżej że nie musiałam udawać.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości