Tak bardzo boli.....
#1
Witam, choć wybaczcie ale wolałabym nigdy się tu nie znaleźć......
niestety tak jak i wy nie mam już mojego dzieciątka.  :Sad
Czytam wasze wpisy już od tygodnia... tak dokładnie tydzień temu dowiedziałam się ze serduszko mojego dzieciątka nie bije....

To był 10 tydz.... 24 stycznia pędziłam jak na skrzydłach do swojego lekarza zobaczyć co u mojego maluszka słychać, czułam się dobrze wyniki badań bez zastrzeżeń. Nic nie zapowiadało tego co stanie się później. Zwykła rutynowa kontrola. Miałam dostać skierowanie na badania prenatalne a dostałam skierowanie do szpitala na zabieg. Diagnoza -  poronienie zatrzymane.
Nigdy nie zapomnę słów lekarza.... Bardzo mi przykro ale serduszko pani dziecka nie bije......Ale jak to przecież 3 tygodnie temu biło...Usłyszałam ze serduszko musiało się zatrzymać kilka dni po ostatniej wizycie bo dziecko urosło tylko dwa milimetry od ostatniej wizyty. Przecież to niemożliwe 3 tygodnie nosiłam moje maleństwo i nic nie czułam, nic nie przeczuwałam, miałam przecież wszystkie ciążowe objawy. Byłam w takim szoku ze nawet nie płakałam, w milczeniu opuściłam gabinet, nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa.

Następnego dnia byłam już na oddziale. mój lekarz miał dyżur. Pielęgniarki bardzo empatyczne, taktowne, wszystko dokładnie tłumaczyły, nie zadawały zbędnych pytań, nie pocieszały, po prostu były interesowały się zaglądały do mnie. Mój lekarz także, co godzinę był u mnie sprawdzać czy tabletki zaczęły działać, tłumaczył cały proces. Nie chciał niczego przyspieszać, bach na zabieg i po wszystkim, chciał zeby stało sie to jak najbardziej fizjologicznie. Czułam się dobrze zaopiekowana. 
Leżałam w  sali tzn w pomieszczenia gdzie były 3 pojedyncze sale ale ściany miedzy nimi były tylko na 3/4 wysokości. Mój mąż był cały czas ze mną, gdyby nie on pewnie bym tam zwariowała. Nie opuszczał mnie na krok. Nie jadł nie pił razem ze mną, trzymał cały czas za rekę, głaskał po głowie. cierpiał razem ze mną. Tak mam wspaniałego męża... to tylko ja jestem taka beznadziejna, nie umiałam uchronić mojego maleństwa przed śmiercią.... tak noszę w sobie ogromne poczucie winy.
Nawet byłam zadowolona jeśli tak to można nazwać ze mam pojedyncza sale ze nikt mi w moim cierpieniu nie przeszkadza ze nie muszę patrzeć na te szczęśliwe mamusie które zaraz idą na porodówkę... do chwili az na sali obok, sali z którą dzielila mnie niepełna ściana zaczęto robić dziewczynom ktg. Wysłuchaliśmy z mężem ok dziesięciu 20to minutowych seansów bijącego serduszka. To była dla mnie największa kara, kara za to nie udalo mi się uchronić mojego maleństwa. Te serduszka biły gośno i mocno. A moje maleńkie serduszko nie biło i nigdy już niezabije. o 18 tej miałam zabieg.

Choć minął już tydzien i pewnie dla niektórych powinnam już wrócić do normalności, do swojego dawnego życia przecież mam juz piękną 7 letnią córkę to j nie umiem sie pozbierać. Staram się przy niej nie płakać. Nie mogę spać w nocy. Ile razy zamknę oczy tyle razy widzę monitor na ktorym jest moje dzieciątko ktoremu nie bije serduszko i słysze to okropne ktg. zasypiam ok 5 nad ranem, ze zmęczenia.

Na koniec kilka słów o moich bliskich.
Ja - mama 7 letniej dziewczynki i mojego Aniołka.
Mąż - cudowny wspaniały człowiek, mój najlepszy przyjaciel, wiem ze tez ta strata go dotkneła, bardzo chciał tego dziecka ale jest silny musiał wrócić do pracy i mam wrazenie ze juz sie z tą strata pogodził, nie umiem mu powiedziec jak bardzo cierpię, on tylko widzi jak płaczę wieczorem, i że nie spie jeszcze jak on wstaje do pracy. Przytula mnie i nic nie mówi, chyba boi się ze cokolwiek powie i tak nie uśmierzy to mojego bólu.
Córka - na szczescie nie powiedzieliśmy jej o tym ze bedzie miala rodzenstwo o którym tak bardzo marzy, nie wiem jak bym miała jej teraz wytłumaczyć ze dzidziusia nie bedzie.
Rodzice i teściowie - mojej mamie dziekuje ze przyjechała z daleka zaopiekowała sie córka na czas mojego pobytu w szpitalu i kilka dni po. Nie rozmawiała ze mną na ten temat, nie przytuliła, nie pogłaskała po głowie, nie zrobiła nic a tak bardzo tego potrzebuje.
Teściowa z którą mam lepszy kontakt jak z moją mamą od tygodnia nie zadzwoniła. Widziałam tylko ze napisala do męża zeby mnie ucałował od nich. To tyle.
Siostra męża -  z ktorą rozmawiałam praktycznie codziennie ma poł roczną swoją kruszynkę. Nie chce się z nią narazie kontaktować bo boje sie ze jak usłysze głos jej gaworzącego malenstwa bedzie jeszcze gorzej.
Rodzice, teściowie, siostra meża mają pretensje ze nie dzownie... to co mam zadzwonić i powoedziec czesc co słychać! jakby nigdy nic, przecież stracilam dziecko, moje ukochane dziecko, nigdy już nie bedzie tak jak kiedyś jak wczesniej, nie ma mojego maleństwa.

Rozdziera mnie ogromne poczucie winy......czuje się taka beznadziejna..... to tak bardzo boli....
Każdy z nas dzwiga swój krzyż... moj jest taki ciężki....

Przepraszam że tak dużo napisałam ale musiałam to z siebie wyrzucić

Dla waszych Aniołków [*]
Odpowiedz
#2
Iff, bardzo Ci współczuję.... Sad
Nie jesteś beznadziejna i to nie Twoja wina, że się stało tak, jak się stało. To niczyja wina.
Rodzinie chyba warto wysłać jasny komunikat: właśnie umarło Twoje Dziecko, co ma być ważniejszego, od Twojego bólu i żałoby?
Ściskam Cię bardzo mocno.
Odpowiedz
#3
Dziękuję PiBi. 
Myślałam że z każdym dniem będzie mi lżej że znajdę sobie zajęcie które odciągnie mnie od ttego natloku myśli. Ale z każdym dniem jest coraz trudniej. Nie umiem skupić się na niczym. Gdzie się nie obroce w domu tam widzę coś co przypomina mi nasze plany związane z malenstwem. Mielismy takie plany takie marzenia.W sypialni miało stać łóżeczko. W salonie kojec do zabawy. W jadalni jest stół, stół 4 osobowy. Zawsze jedno miejsce było wolne. Czekało na dopełnienie naszej rodziny. Dalej będzie puste.. źle mi we własnym domu.
Odpowiedz
#4
Iff, Twoja strata jest tak świeża... Nie wymagaj od siebie, że po tygodniu od pożegnania z dzieckiem będziesz z uśmiechem szła dalej. Czy ktokolwiek może wymagać tego od mamy, której dziecko umarło?! Masz teraz prawo do łez, do smutku, żalu i wszystkich uczuć i emocji, które towarzyszą żałobie.
Nasze historie są podobne, ten sam czas w roku, ten sam etap ciąży, taka sama diagnoza...
Bardzo mi przykro, że Ciebie także to spotkało.
Odpowiedz
#5
Wczoraj wypłakałam mężowi w ramię wszystko co mnie boli, właściwie wyciągną to ze mnie, dziś jakby mi trochę lżej, może to tylko chwilowe ale cieszę się ze już wie jak mnie dusza boli i jak bardzo czuje się winna. Mąż mi ciągle powtarza ze muszę się pozbierać dla naszej córki która nie wie co się dzieje widzi tylko ze mama ciągle płacze i dla niego bo on mnie bardzo kocha.
Miałam też jakiś dziwny sen, śniło mi się ze spotkałam w jakimś budynku jakiegoś biskupa, przyjechał na jakąś wizytacje czy coś takiego i dostałam od niego różaniec i jakiś modlitewnik i wychodząc z tego budynku spotkałam panią ginekolog (nie wiem dlaczego to była kobieta skoro ciąże prowadził facet ) znałam ja ona znała mnie i powiedziała żebym się nie martwiła ze za jakiś czas spróbujemy znowu.

Tak bardzo brakuje mi Cię moje kochane dzieciątko. kupiłam nawet złotego aniołka i powiesiłam na swojej szyi żeby mieć Cie zawsze blisko swojego serca. Całuje go na dzień dobry i na dobranoc tak jakbym całowała Ciebie moja kruszynko.
Odpowiedz
#6
Płaczę z Tobą... od momentu straty stałam się bliższa innym ludziom i ich uczuciom, wcześniej tylko mowilam ze tak jest a dopiero teraz naprawdę czuje. Może to doświadczenie to dla nas dar, choc tak ciężko w to uwierzyć.

Masz szczęście, że mąż jest z Tobą i rozumie, to wielki dar. Dobry pomysł z aniołkiem, ja, jak już nie będę bała się wyjść z domu, robię sobie tatuaż małe serduszko w miejscu, z którego pobierano mi krew do badań bHcg. Na pamiątkę po moim Serduszku.

Moje dziecko też odeszło w 10 tygodniu, trzy dni temu, choć nigdy nie było mi dane usłyszeć jego serca. Wiem co czujesz, współczuję Ci.
Odpowiedz
#7
To prawda człowiek dopiero zaczyna rozumieć ból po stracie gdy tej straty doświadcza.
Tyle razy słyszałam że ktoś poronil -mówiłam "współczuję". Dopiero teraz wiem co to znaczy współczuć naprawdę.

Natalia ja potrzebowałam tego anioła od początku wiedziałam że muszę mieć coś co nie pozwoli mi zapomnieć, coś co będę mogła dotknąć pocałować mieć zawsze z sobą. Wiem moje dzieciątko gdzieś tam jest patrzy na swoją mamę ale ja potrzebowałam czegoś namacalnego i ten aniołek ma mi zawsze towarzyszyć tak jak ja towarzyszylabym mojemu dzieciątku gdyby żyło.
Odpowiedz
#8
Dlaczego słowa bliskich tak bardzo bolą???....
Córka nie świadoma że właśnie straciła rodzeństwo chodzi i ciągle powtarza że dlaczego ona jest sama? nawet proponuję żebyśmy wzięli rozwód i ponownie ślub bo po ślubie rodzą się dzieci, i że ona nie chce być sama ze wszyscy dookoła kogoś mają, że nie ważne czy brat czy siostra że jej to wszystko jedno.
Jej słowa tak bardzo mnie ranią, ale to tylko dziecko, moje niczego nieświadome dziecko. Nie potrafię jej nic odpowiedzieć.... a jeszcze dwa tygodnie temu jak wspominała o rodzeństwie wyobrażałem sobie ten dzień kiedy jej powiemy. Chcieliśmy wszystkim powiedzieć po badaniach prenatalnych.... nie zdążyliśmy....

Co ja mam jej odpowiadać? Ona tak bardzo marzy o rodzeństwie. Sama jestem jedynaczka wiem jakie to jest smutne nie mieć nikogo....
Odpowiedz
#9
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=380
Odpowiedz
#10
Nasz 3 i pół roczny synek często mówi nam że nas kocha i 2 dni po poronieniu usiadł mi na kolana i mówi że kocha tatę, Pawełka mame i naszego dzidziusia co jest u mamy w brzuszku ( wiedział że byłam w ciąży ale nie wiedział jeszcze wtedy że poroniłam) gdy to powiedział rozpłakałam się nie wiedziałam co mu powiedzieć mąż się na mnie patrzał i nic nie mówił. Wytłumaczyłam mu że nie mam już dzidzi w brzuszku że teraz nasze maleństwo jest w niebie razem z Matką Boską... Był zły że Maryja wzięła nam naszą dzidzię bo on ją bardzo kocha. Teraz po 3 tygodniach od poronienia zdarza mu się złapać mnie za brzuch i pytać czy mam już nową dzidzię, bo on by chciał jeszcze jedną dzidzie taką jak Pawełek, a ta dzidzia co była niech zostanie z Maryją. Trzymaj się jeszcze kiedyś twoja córeczka będzie miała rodzeństwo.
Odpowiedz
#11
Aniu, ale to nie będzie TO rodzeństwo, tylko całkiem inne. Proszę, nie pocieszaj w ten sposób.
Odpowiedz
#12
Wiesz Aniu inaczej jest powiedzieć 3.5 letnie mu dziecku ktoro jeszcze nie rozumie co to smierc że dzidzia jest u Bozi bo takie małe dziecko podchodzi do tej sprawy przepraszam za określenie nie chce nikogo urazić tym określeniem "jak nie ta dzidzia to inna" a inaczej 7 letniemu dziecku ktoro wie że jak ktoś odszedł nie powróci nigdy. To jest ogromny zawód dla takiego świadomego dziecka.

Moja córka nie wiedziała że jestem w ciąży. Nie chcieliśmy jej mówić do czasu aż byłoby już po mnie widać ciążę żeby właśnie oszczędzić sobie tego tłumaczenia na wypadek gdyby coś się stało. Bo zdawałam sobie sprawę jaka byłaby to ciężka rozmowa i jak bardzo bym ją zawiodła.

Napisałam wyżej tylko to że bardzo bolą mnie słowa niczego nie świadomego dziecka na temat tego jak bardzo ona czuje się samotna nie mając rodzeństwa. Staram się sobie tłumaczyć że ona nie wie,nie rozumie i nie chce mnie ranić że jest to całkiem nieświadome z jej strony. Mąż mówi jej że to w życiu różnie bywa że jedni mają rodzeństwo jak tata a inni nie mają jak mama. Ale temat rodzeństwa że strony mojej córki przewija się praktycznie codziennie. I może dlatego że jest to rana świeża to cierpię bardziej bowiem że nie mogę spełnić jej marzenia, marzenia nas wszystkich, marzenia które przez chwilę żyło we mnie.

Dziękuję animatua za link. Zabieram się za czytanie.
Odpowiedz
#13
Nie chciałam źle przepraszam. Może niepotrzebnie się udzielam w końcu jestem w innej sytuacji
Odpowiedz
#14
Nie mam ci tego za złe. Każdy z nas ma inne przemyślenia, inny sposób radzenia sobie ze stratą, inny sposób rozmawiania z innymi o niej.
Odpowiedz
#15
Aniu, nie chodzi o nieudzielanie się, tylko o niestosowanie nietrafionych pocieszeń.
Iff, mój syn jest i będzie jedynakiem, i właśnie tak mu tlumaczyłam nnieobecność rodzeństwa. O Maciupku wie.
Odpowiedz
#16
Od kilku dni już nie płacze. Cierpie ale mam jakies takie wewnetrzne poczucie ze musze zrobic wszystko zeby znalezc przyczyne obiecałam to mojej kruszynie że mama dowie się wszystkiego. Od kilku dni niustannie piszukuje przyczyny. Czytam o badaniach przyczynach, analizuje inne przypadki, robie notatki, zapisuje wszystko co wydaje mi sie istotne analizuje na tyle ile potrafie zrozumiec to co przecztalam. Czytam wszystko pon10 razy zeby czegos nie pominac. Od kilku dni wpadłam w wir szukania odpowiedzi na pytanie dlaczego ? planowania badań. Kilka już zrobiłam nawet. Czekam na wyniki. Jestem na siebie zła że wiele rzeczy nie wiedziałam. Czy ja wariuje? Jest we mnie tyle złości chyba jak nigdy dotąd. A co jak nigdy nie znajdę odpowiedzi.....
Odpowiedz
#17
Już było w miarę dobrze.
Przetrwałam pierwszy miesiąc bez Ciebie Kochanie.
Już się nawet codziennie usmiechalam bo chciałam żebyś Aniolku mój widział mamę wesołą a nie ciągle płaczącą. W myślach codziennie witalam się z Tobą a wieczorem opowiadałam ci co przyniósł dzień.
Dzis byl kiepski dzien. Dostalam perwszy od poronienia okres. Urwalam lańcuszek na ktorym nosilam malego aniolka by miec cie zawsze blisko serca i moc cie pocalowac kiedy tylko zapragnę. Wszystko dzis bylo noe tak a kiedy przyjechało zamówione do sypialni łóżko zamiast cieszyć się że w końcu będę spała wygodnie że mój chory kregoslup wreszcie odpoczniesz to płakałam bo zamiast tego łóżka miałam kupowac łóżeczko. Tam miało stać Twoje łóżeczko.
Tak mi Cie brakuje. Już pewnie czułabym Twoje delikatne kopniaczki. Tak mi dziś źle tak bardzo źle jak tego dnia kiedy dowiedziałam się że Cie straciłam. Kocham mocno pamiętaj o tym zawsze mój Aniolku.
Odpowiedz
#18
Iff, bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Jest mi bardzo bliskie to co piszesz. [*] dla Twojego maleństwa.
Odpowiedz
#19
Tak to już jest, dobrze dobrze i wystarczy drobiazg i nasz świat się rozpada. Na miliony kawałeczków. I potem znowu zbieramy je i układamy w całość aby jakaś kolejna sytuacja je zburzyla.
Odpowiedz
#20
Czytam Twój wpis i czułam jakbym czytała o sobie. Też 24 dowiedziałam się że moje dzieciątko nie żyje. Tylko ja nosiłam je nic nie wiedząc od tygodnia. Serduszko przestało bić w 9. Badania były w 10. Tylko zabieg miałam przed wczoraj, wcześniej nie mogłam się zdecydować. Różnica jest tylko taka, że my nie mamy jeszcze dzieci, a ciążę straciliśmy po raz drugi.

Przykro mi z powodu Twojej straty. Rozumiem Cię, jestem z Tobą.
Odpowiedz
#21
Dziękuję za wsparcie. Dziś mi wyjątkowo źle. Ostatnio znowu nie mogę spać. Jak tylko wydaje mi się że mój świat powoli prostuje swą drogę to znowu rozpada się na kawałki. Dziś był piękny dzień słońce cudnie świeciło. Na wprost moich okien mm plac zabaw ktory był pełen dzieci ich głośne zabawy ich płacz, śmiech, widok wózków rozwalam mnie od środka. I mimo że było tak ciepło nie otworzyłam okien by nie slyszec tego wszystkiego. Nie umiem się z tym wszystkim pogodzić. Nie umiem o tym mówić. Duszę w sobie to wszystko i czuje się jak wrak czlowieka człowieka bez celu bez marzeń bez planów na przyszłość. Mijają dni czas ucieka a ja nie wiem co dalej...
Odpowiedz
#22
Iff34 czuję dokładnie to samo co Ty. Czytam i mam wrażenie, że ktoś słyszy moje myśli. Jest mi tak samo ciężko i źle. Okropne emocje i uczucia.
Odpowiedz
#23
Sesi89 najgorsze jest to że nie mam siły na dalszą walkę. Boję się tego że jeśli zdecyduje się kolejny raz to z kolejnej straty już się nie podniose. Z tą stratą staram sie sobie poradzic i wiem.ile wysilku mnie to kosztuje by codziennie wykrzesac z siebie sily aby przetrwac kolejny dzien. Nie przezylabym kolejnej straty Zwłaszcza kiedy stałoby się to później niż na początku ciąży kiedy poczułam tak już realnie nadamacalnie ten cud we mnie i przeraża mnie myśl że nawet wprowadzone leki nie dają gwarancji powodzenia. Zwiększają ale nie dają 100%. Popadam że skrajności w skrajnośc. Jedna cześć mnie chciałaby,pragnie kolejnego dziecka druga boi się. Czytam wpisy dziewczyn i widzę w nich ta determinację tą wolę walki by zostać matkami i kolejny ich ból po stracie a one walczą dalej. Jestem pełna podziwu i myślę że ja tak chyba nie potrafię...
Mój Aniolku mamusia pamięta o Tobie. Kocham mocno (*)
Odpowiedz
#24
Iff34 rozumiem, dokładnie Ciebie rozumiem. W tej chwili też nie wyobrażam sobie jak mogłabym przejść przez to jeszcze raz. My na razie skupilismy swoją uwagę na badaniach, może to rozwieje choć trochę obawy. My nie mamy jeszcze dzieci, więc pewnie spróbujemy znów. Ale to będzie bardzo trudne. Ja sobie tylko powtarzam cały czas, że Bóg nie daje nam więcej, niż to co damy radę udźwignąć, więc damy radę, zobaczysz, tylko teraz jest za wcześnie, za bardzo boli...

(Sat, 01 Kwietnia 2017, 21:47:27)sesi89 napisał(a): Czytam Twój wpis i czułam jakbym czytała o sobie. Też 24, tyle, że marca, dowiedziałam się że moje dzieciątko nie żyje. Tylko ja nosiłam je nic nie wiedząc od tygodnia. Serduszko przestało bić w 9. Badania były w 10. Tylko zabieg miałam przed wczoraj, wcześniej nie mogłam się zdecydować. Różnica jest tylko taka, że my nie mamy jeszcze dzieci, a ciążę straciliśmy po raz drugi.

Przykro mi z powodu Twojej straty. Rozumiem Cię, jestem z Tobą.
Odpowiedz
#25
Kolejny 25 ty.... kolejny cholerny 25ty.... ja żyję... tylko żyje.... tak mi ciebie brakuje.... (*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości