Nie chciałam...
#26
Natalio czy będzie lepiej? Na pewno. Kiedys tak. Depresja jest paskudą która atakuje z nienacka. Dręczy i męczy. Znam to uczucie. Niestety. Bywają dni łatwe i tak czarne i podłe że nawet promyczek słońca jest paskudny.
Ja zawsze myślę że po burzy wyjdzie jednak słońce. Trudno w to uwierzyć ale liczę że właśnie tak będzie.
[...]
Odpowiedz
#27
Mija miesiąc, myślałam, że mi lepiej. Tak naprawdę po dwóch tygodniach było już na tyle dobrze, że mogłam jakoś żyć. Wiara w Boga mi bardzo pomogła, Kościół mi pomógł, jakoś wytłumaczyłam sobie, dlaczego tak się stało, jaka była przyczyna, dlaczego...

Ale od wczoraj jest tak źle. Jest mi tak smutno. Próbowałam czytać nowe wpisy na forum, odpowiedzieć komuś, bo wiem, jak ważna dla mnie jest każda odpowiedź i też chcę coś od siebie tutaj dać. Ale nie mogę, bo znów przychodzi do mnie ta ogromna nieopanowana rozpacz i ten straszny płacz, który nie mija. Nie mogę sobie na to pozwolić, bo nie wiem, czy się podniosę.
Życie toczy się dalej, ja żyję dalej. Zaczyna się wiosna, a mi coraz smutniej. Nie chcę, żeby wszystko budziło się do życia, bo najważniejsze już się nie obudzi, wolę, żeby było zimno i brzydko, wtedy czuję się bezpieczniej.
Dlaczego tak jest, że kiedy myślałam, że już jest lepiej, znowu się pogorszyło? Mąż mówi o dzieciach, dlaczego, skoro nie planowaliśmy ciąży, nie chciał jeszcze... teraz chce, a ja... nie wiem sama, próbuję sobie wmówić, że nie chcę na razie. Ale przecież wiem, jaka jest prawda. Nie tak miało być.

Nie mam siły już nawet pisać. Myślałam, że będzie lepiej, a mimo że było, znowu jest gorzej, więc już w sumie i tak wszystko jedno, skoro.. czasu nie da się cofnąć i nie da się zmienić tego, co się stało.

Teraz już wiem, że naprawdę nigdy nie zapomnę... i to jest przerażające, bo może ja nie mam tyle siły, żeby z tym pamiętaniem żyć.
Odpowiedz
#28
Czytam twój wpis i tak strasznie odzwierciedla to co ja czuję to co się dzieje w moim życiu. Mam nadzieję że pamięć o naszych malenstwach nie przygniecie nas, że mimo to jakoś to życie sobie posklejamy. Tule Cię mocno
Odpowiedz
#29
@bass dziękuję Sad
Odpowiedz
#30
Dziewczyny u mnie minął już rok, i też właśnie uświadomi sobie że ten smutek będzie ze mną. Na zawsze.... To doświadczenie zmieniło mnie całkowicie. Niby chodzę do pracy, gotuje obiady, spotykam się z koleżankami ale to już nie jest to. To co mi sprawiało radość odczuwam teraz ja wegetację, takie przemijanie dni , bezcelowe... Czy to się kiedyś zmieni??
Odpowiedz
#31
Minęło prawie 10 miesięcy.
Nie mam siły pisać, jak mi ciężko.
Boję się nadchodzących świąt, mieliśmy już nie być sami.
Nie mam siły już tutaj pisać.

Wiem, że jest tu dział o staraniach. Przeniosę się tam, bo staramy się czwarty miesiąc i na razie nic, a potrzebuję o tym z kimś porozmawiać, z kimś, kto będzie rozumiał.

Jeśli będę miała siłę, wejdę tu i przeczytam nowe wątki. Postaram się Was jakoś wesprzeć, tak jak inne dziewczyny z tego forum wsparły mnie w tamtych najmroczniejszych chwilach mojego życia. Dziękuję Wam.

Tęsknię za Tobą.

Mam wyrwę w sercu.
Nie wiem, jak mam żyć bez Ciebie.

Staram się być dobrym człowiekiem, jak najlepszym, żebyśmy mogli spotkać się w Niebie. To jedyna myśl, która nadaje sens. Że kiedyś się spotkamy. Wiem, że patrzysz na nas i nie chcesz, żebym cierpiała, ale jak mam nie cierpieć, skoro nigdy Cię nie przytulę.
Z dniem, w którym odszedłeś, świat się zmienił.
Wszystko, co do tej pory wydawało mi się ważne, okazało się niczym.
Otworzyły się przede mną inne wymiary.
Przerażającego smutku, na który brak nazwy, cierpienia, tęsknoty, która wydaje się czarna i gęsta jak smoła, a jednocześnie pusta. Ogromnego strachu, o którym nie mam siły nawet pomyśleć, bo zapadam się w otchłań.
Wszyscy stali się obcy.

Czasem, kiedy zaczynam o Tobie myśleć, w głowie pojawia się pustka, kompletne nic. Jakbym się zresetowała z przeciążenia. Myśl o braku Ciebie na tym świecie tak bardzo boli, że sprawia, że umieram. Choć tak naprawdę umarłam już wtedy, z Tobą.
Dzięki temu, że się pojawiłeś, wróciłam do Boga. Wiedziałam, że moim obowiązkiem jest wychować Cię na katolika.
Kiedy odszedłeś, Bóg był jedynym ukojeniem. Uchronił mnie od śmierci albo obłąkania.
Myśl o tym, że On Cię przytula zamiast mnie, że dba o Ciebie, utrzymuje mnie przy życiu.
Wiem, że to był Twój wybór, wiem, że tak musiało być.

Tęsknię za Tobą.
Nigdy nie przestanę.
[*]
Odpowiedz
#32
(Thu, 11 Maja 2017, 11:35:07)konwalijka napisał(a): Dziewczyny u mnie minął już rok, i też właśnie uświadomi sobie że ten smutek będzie ze mną. Na zawsze.... To doświadczenie zmieniło mnie całkowicie. Niby chodzę do pracy, gotuje obiady, spotykam się z koleżankami ale to już nie jest to. To co mi sprawiało radość odczuwam teraz ja wegetację, takie przemijanie dni , bezcelowe... Czy to się kiedyś zmieni??

U mnie dzisiaj minął rok. Mam takie samo poczucie. Ten smutek już będzie, już zawsze będę w niego zanurzona. Juz zawsze będzie mnie on otaczał. Dziwne to poczucie. Takie przytłaczające i... wywołujące strach. Mam też wrażenie, że w ten smutek nie można spojrzeć, zacząć nad nim rozmyślać... bo wtedy wpada się w niego i trudno jest wyjść.
Czuję się taka samotna w tym przeżywaniu. Ci, którzy chociaż próbowali zrozumieć, już zapomnieli. Trzeba żyć dalej, więc żyję. Ale nie jestem już w świecie, jestem obok. I nie wiem w ogóle po co.

+++
Nie ma dnia, żebym o Tobie nie myślała.
Tęsknota mrozi mnie do kości. 
+++
Odpowiedz
#33
Dziewczyny, bardzo wam współczuję, ale wierzę, że kiedyś ten ból będzie mniejszy. Nie chodzi o to, żeby zupełnie zapomnieć o swoich Aniołkach (bo tak chyba nawet się nie da). Ale żebyście miały siłę na te najzwyklejsze codzienne zmagania. Widzę ile to wszystko kosztowało moją siostrę i wiem, że to wydarzenie potrafi potłuc nawet najbardziej ułożony dotąd świat...
Odpowiedz
#34
Ja przed śmiercią syna byłam bardzo daleko od Boga. Jakiś czas po tym nawróciłam się, przyjęłam Jezusa jako swego Pana. i to nie tak że moje dziecko zmarło żeby ja mogła wrócić. Ale skoro tak się już stało zadałam sobie pytanie- co ja mogę z tym zrobić? I "narodziło się" coś dobrego. Spokój ducha, pogodzenie, radość życia. Oczywiście piszę to z perspektywy 4 lat po stracie. Ale jak się jest z Bogiem to to wszystko jest łatwiejsze. Jezus powiedział że kto w Niego wierzy nie umrze- nie ma nic lepszegoSmile
Odpowiedz
#35
Rok, z jednej strony tak dużo czasu, z drugiej tak niewiele. Niewiele głównie dla mamy, dla reszty świata - zazwyczaj to już wieczność.
Rok po mojej pierwszej stracie również byłam zanurzona w smutku. Wcześniej wydawało się, że najgorsze za mną, że "idę do przodu", jednak w czasie rocznicy czułam, że robię krok w tył, byłam jakby ponownie bliżej straty. I dwa lata po tamtej stracie też tak było. Teraz minęły cztery lata i z tej perspektywy myślę, że dopiero teraz przepracowałam żałobę. Przyzwyczaiłam się do swojego smutku, oswoiłam go, nawet na swój sposób polubiłam. Nie jestem nawet pewna, czy to, co teraz czuję, to w ogóle jeszcze jest smutek. Nie jestem smutna, tak dosłownie, gdy myślę o Nich. Wspominam je dokładnie tak samo, jak innych moich bliskich, którzy odeszli. Chcę przez to powiedzieć, że gdy minie pewien czas, właściwy dla Ciebie, może się okazać, że Twój smutek również się zmieni. Że nie będzie Cię otaczał już zawsze. A nawet jeśli będzie, to w inny sposób, niż obecnie.
Przytulam w tym trudnym czasie.
Odpowiedz
#36
(Wed, 31 Stycznia 2018, 16:38:54)asza napisał(a): Wcześniej wydawało się, że najgorsze za mną, że "idę do przodu", jednak w czasie rocznicy czułam, że robię krok w tył, byłam jakby ponownie bliżej straty.

Czuję dokładnie to, co tu napisałaś. I mam wrażenie, że już zawsze będę ten "krok w tył". Racjonalnie myśląc, wiem, że to w końcu musi minąć, a przynajmniej zmienić się. Ale teraz nie wierzę w to.

Dziękuję za słowa wsparcia. Naprawdę wiele dla mnie znaczą.
Odpowiedz
#37
Natalio, też w to nie wierzyłam. Myślę, że to jest naturalne dla tego etapu, rocznica to trudny czas. Wracają wspomnienia, ból, żal... To wszystko przytłacza, serce pęka na nowo.
Pozwól sobie na te emocje. Nawet, jeśli na zewnątrz będziesz w tym przeżywaniu osamotniona, tutaj nie jesteś sama.
Odpowiedz
#38
Mija kolejny miesiąc, minęła rocznica, a mój smutek wcale się nie zmniejsza, przeciwnie, jest coraz gorzej.
Coraz mniej widzę sensu w tym, żeby w ogóle żyć. Czy będzie mi dane zostać mamą ziemskiego dziecka?

Kiedy poroniłam, podjęłam decyzję o tym, żeby nie robić pogrzebu, nie chcę, żebyście mnie oceniały, ale była to w moim przypadku właściwa decyzja. Wiedziałam, że tak ma być, i że tego chce moje dziecko. Naprawdę. To nie ja podjęłam decyzję, tylko ono (wydaje mi się, że "ona", ale jakoś nie chce mi to przejść przez gardło).
A teraz tak bardzo chciałabym, żeby był grób. Chciałabym się uczepić tego grobu i siedzieć na nim dzień w dzień i już nigdy nie pójść do przodu. Nie chcę uczestniczyć w tym świecie, w którym Cię nie ma. Nie widzę w tym sensu, a jestem tu, bo muszę.
Starania nasze trwają już kilka miesięcy, kolejne niepowodzenia, najpierw nadzieja, że może się udało, później nadzieja, że ten ból to nie jest "ten" ból, a później głucha rozpacz, że znów kolejny miesiąc starań... Ale w tym wszystkim jesteś Ty, choć Cię nie ma, i nawet jeśli się uda, Ty nie wrócisz przecież, nigdy Cię nie zobaczę. Smutek, rozpacz i strach - co dalej? - są ze mną w każdym dniu, w każdej godzinie. Wszystko się zmieniło, kiedy odeszłaś, już nigdy nie będzie tak, jak było. I to mnie przeraża.
Nie mam w ogóle siły, nie mam.
Nikt nie pyta o nic. Jedynie z mężem mogę rozmawiać, a paradoksalnie nie chcę. Nie potrafię. Nawet kiedy w rocznicę poszliśmy na cmentarz, na którym jest grób dzieci nienarodzonych, bo tam chodzimy zapalić znicz, ja się nic nie odzywałam. A chciałam tyle powiedzieć, chciałam powiedzieć, że strasznie cierpię i już nie mam siły... Ale nie umiałam, nie wiem czemu. Po prostu mówić też już nie mam siły, to i tak nic nie zmieni.

Straciłam wszystko, kiedy odeszłaś.
Pomóż mi dalej żyć.
Odpowiedz
#39
Natalio, nie da się napisać nic mądrego. Współczuję Ci serdecznie.
Odpowiedz
#40
Och, PiBi, chciałabym, żeby istniały słowa przynoszące ulgę. Takie prawdziwie pocieszające. Coś więcej niż "rozumiem, jestem".
Chociaż sama byłam za takie "jestem" bardzo wdzięczna, dzisiaj mam wrażenie, że to tak mało...

Natalio, a może napisz do męża list?
Albo pozwól przeczytać to, co tutaj piszesz?
Odpowiedz
#41
Tak strasznie nie mam już siły.
Kolejne święta się zbliżają.
Wszystko jest bez sensu.
[*]
Odpowiedz
#42
Wczoraj w kościele widziałam kobietę z wózkiem. Zazwyczaj staram się nie zwracać uwagi na kobiety z małymi dziećmi i ciężarne, ale ta przykuła moją uwagę. Zaczęłam liczyć, ile miałabyś teraz miesięcy, po raz pierwszy, bo do tej pory świadomość, że mogłaś być, a Cię nie ma, była zbyt bolesna, żebym w ogóle dopuściła do siebie wyobrażanie sobie Ciebie w taki "konkretny", "dokładny" sposób. Byłabyś właśnie w tym wieku, co dziecko w wózku tej kobiety.
I nagle zobaczyłam Cię, kim mogłabyś być, a nie jesteś, bo Cię nie ma, kim my, Twoi rodzice, moglibyśmy być, a nie jesteśmy, bo Ciebie nie ma, w co mogłabyś być ubrana, w jakim wózku byś sobie siedziała, czy byłabyś marudna w kościele, czy raczej grzeczna? I dotarło do mnie, że nigdy się nie dowiem, nigdy Cię nie zobaczę, nigdy Cię nie przytulę ani nie poczuję Twojego zapachu.
Cierpienie mnie przygniotło, zamroczyło, zmiażdżyło moje serce... po raz kolejny. Miałam ochotę zniknąć stamtąd, przestać istnieć, bo bez Ciebie istnienie nie ma sensu.
Tęsknię za Tobą, kocham Cię. Pokazałaś mi, co to prawdziwa miłość, zmieniłaś mnie w lepszego człowieka, choć byłaś z nami tak krótko.
Każdego dnia myślę o Tobie.
[*]
Odpowiedz
#43
Natalio, współczuję.
Równolatek mojego zmarłego pierworodnego jest bardzo medialnym dzieckiem, więc wydaje mi się, że rozumiem, co znaczy oglądać taki ucieleśniony smutek. Z czasem udało mi się ich rozdzielić - on nie jest nim, byłby kimś zupełnie innym, ale to nie przyszło szybko.

Wspominałaś na początku o pisaniu książki. Masz ją jeszcze w planach?
Odpowiedz
#44
Tak, mam ją w planach, ale co z tego, skoro nie umiem tych planów urzeczywistnić... Ostatnio zaczęłam pisać w notatniku, który kupiłam jeszcze będąc w ciąży i miałam w nim prowadzić zapiski podczas jej trwania... Ale zanim przyszedł, ja już w ciąży nie byłam. Do tej pory leżał nieruszony, ale w końcu postanowiłam go zapisać. I tak piszę, co prawda stronę dziennie, bo więcej nie mam siły, bo to wspomnienia z ciąży, która zakończyła się śmiercią, a nie narodzinami, która zostawiła ranę w moim sercu. Ale może to pozwoli mi jakoś ukoić choć część tego bólu.
Odpowiedz
#45
Natalio bardzo mi przykro z powodu straty, przykro mi że tak długo trzyma Cię w tym samym miejscu, nie idzie do przodu.
Przykro mi że tak cierpisz.
Ja niestety nie jestem dobra pocieszycielką, w ciszy obserwuje wątki tutaj. Ale coś mnie skłoniło by Ci odpisać... pewnie nie sklejenia sensownego zdania przez łzy .
Wyżej pisałas , że nie pochowaliscie maluszka bo taka była wtedy Wasza decyzja teraz żałujesz. Grób to jest jakiś azyl, takie Wasze miejscr spotkania się z Dzieciątkiem. Ale kochana , ono jest przy Tobie , zawsze. Pisz... Pisz do niego listy, pisz książkę dla niego. Uśmiechaj się , ciesz się ! Masz do tego prawo ... A on u góry będzie też szczęśliwy że jej mama odetchnęła, że pamięta o nim ale nie z bólem, ze łzami... Tylko z miłością , dobrym wspomnieniem i spokojem.
Mojemu synkowi pomogl anioł , prosiłam dziewczynę jak ma wyglądać... Wisi nad jego łóżkiem, syn mówi do niego , zali się na mnie i męża. Obrał to jako jego namacalny dowód że brat jest z nim chociaż go nie widać.
Jest jego aniołem strozem. I Twoje dzieciątko też jest Twoim aniołem.
Musisz ruszyć z miejsca , uwierzyć w to że to co dobre jeszcze przed Tobą i musisz po to sięgnąć.
Odpowiedz
#46
Niby żyję normalnie, czas płynie, ja robię różne rzeczy, no bo w końcu żyję, choć nie wiem po co, ale żyję, więc robię, co należy robić. Nawet czasem śmieję się, dobrze bawię, wydaje się, że jestem szczęśliwa, nawet mnie samej się czasem tak wydaje.
A w pewnych momentach, całkiem niespodziewanych, uderza mnie ogromna tęsknota, która zatrzymuje mnie w pół kroku, przybija do ziemi, paraliżuje mnie... Bo Ciebie nie ma, to jest niemożliwe, ale Ciebie nie ma, rozumiesz, i nigdy na tym świecie Cię już nie będzie, to jest dla mnie niepojęte do tej pory, choć minął już ponad rok.
Już zawsze będę bez Ciebie, już zawsze będę tęsknić, to mnie czasem przerasta, boję się i nie chcę żyć.

Tęsknię za Tobą.
Pamiętam o Tobie.
Kocham Cię.
[*]
Odpowiedz
#47
Czy to uderzenie to takie ściśnięcie w gardle, usztywnienie całego ciała, tamowanie łez, jakby się chciało całą sobą powstrzymać wielki krzyk? Po ponad roku dosyć często do mnie przychodziło, teraz jedynie z wysiłkiem mogę je odtworzyć.
I dopiero od względnie niedawna mam swobodę rozmawiania z mężem o stracie. Tobie pewnie nadal ciężko?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości