Nie chciałam...
#1
Nie chciałam się tu rejestrować, nie chciałam tutaj pisać.
Nie chciałam w ogóle wiedzieć, że takie forum istnieje.

Jestem jeszcze w szpitalu. Dzisiaj wychodzę całe szczęście, bo już nie mogę tu wytrzymać, spać bez męża, być sama...
Straciłam moje dziecko wczoraj, w 10 tc, po podaniu tabletek.
Z ciążą od początku było coś nie tak, najpierw podejrzenie pustego jaja, później nie chciało ruszyć serduszko... Nie ruszyło.

Chwilami wydaje mi się, że będzie dobrze, że dam radę... Ale są chwile, kiedy po prostu nie wiem... Nic nie wiem, nie wiem, co dalej.
W jedną chwilę szłam zrobić sobie herbatę, myślałam o wypisie, nawet się trochę uśmiechnęłam. A jak z tą herbatą wracałam, to się rozpłakałam.
To forum doprowadza mnie do płaczu, ale nie mogę przestać go czytać.
Nie wiem, co mam zrobić.
Nie umiem myśleć o moim dziecku, bo umieram z cierpienia.
Chciałabym to wyprzeć i zapomnieć, zawsze tak robiłam z cierpieniem.
Ale nie umiem i nie mogę.

Co będzie jak wrócę do domu? Co mam tam robić? A jutro, jak mąż pójdzie do pracy, to co mam robić przez cały dzień?
Jestem przerażona tą wizją. Dni zawsze były dla mnie ciężkie, choruję na depresję, do momentu, w którym dowiedziałam się o ciąży, brałam leki... Teraz muszę dalej żyć, a nie wiem jak. Mimo że wydawało mi się, że sobie poradzę, kiedy dowiedziałam się, że dziecko nie żyje. Ale odkąd poszłam do szpitala, a szczególnie od wczoraj, kiedy zobaczyłam jajo płodowe, dziecko, a później łożysko... które miało przez ten czas odżywiać moje dziecko, ale nie będzie...

Nie wiem, co mam więcej napisać.
Nie chciałam tu pisać, chciałam sobie poradzić sama.
Ale nikt mnie nie rozumie, oprócz męża, bez którego chyba naprawdę musiałabym umrzeć.

Boję się przyszłości.
Odpowiedz
#2
Natalio, bardzo Ci współczuję.
Teraz przed Tobą trudny czas żałoby. Pozwól sobie na wszystko, co trzeba wtedy przeżyć, niczego nie przyspieszaj, bądź dla siebie dobra. Przytulam mocno.
Odpowiedz
#3
W moim przypadku od poronienia minęło prawie 3 tygodnie a dalej boli jak o tym myślę. Płacz pomaga ukoic ból w sercu, płacz jest dobry. Nikt cię nie rozumie i pewnie nawet nie będą próbować ludzie nie lubią słuchać o naszym bólu. Wiem jak się teraz czujesz. Ściskam mocno
Odpowiedz
#4
Dziękuję Wam za odpowiedzi.

Moje dziecko nazwałam Tituszek. Od początku tak do niego mówiłam. Titusiu, rośnij, nie musisz się spieszyć, ale rośnij. Ale on nie chciał i przecież miał prawo nie chcieć. Rozumiem to. Rozumiem, że taka była Boża decyzja. A może Titusia?
Przez ostatnie półtora roku odeszliśmy z mężem od Boga i Kościoła, choć było to u mnie zawsze na pierwszym miejscu. Odkąd pojawił się Tituś. Zaczęliśmy modlić się razem wieczorami, na głos. To zasługa naszego dziecka.
Odkryto u mnie torbiel, o której nie wiedziałam. Jest już wielkości pomarańczy. Nie wiem, kiedy bym się o niej dowiedziała, gdyby nie ciąża. Teraz na maj mam już wyznaczoną operację. To również zasługa naszego dziecka.
Ale to nie wszystko, co ten malutki człowieczek zrobił w swoim krótkim życiu.
Opowiem Wam coś.
Kilka dni po zapłodnieniu (zajście w ciążę nie było planowane, po prostu z mężem nie zabezpieczaliśmy się), kiedy jeszcze niczego się nie spodziewałam, przyśnił mi się wyjątkowy sen, jakby dział się w książce, w innym świecie. Obudziłam się i poczułam, że to po prostu przyśniła mi się książka, którą muszę napisać. O 6 rano mąż robił kawę i śniadanie, a ja przy komputerze tłukłam w klawisze, bo czułam, że MUSZĘ, że to NATCHNIENIE.
Napisałam 10 stron szkieletu całości książki, wystarczyło usiąść i ubrać to w słowa, dokończyć, ale z natłoku innych spraw i "nie chce mi się" olałam to.

Teraz wiem, że to książka podyktowana przez moje dziecko. Wczoraj zapisałam dedykację - dla naszego Titusia, który odszedł o jedno życie za wcześnie. Książkę napiszę i wydam w 2017 roku.
To nie ja ją wymyśliłam, to ono, moje dziecko, malusieńkie, dało mi sen.
To będzie jego dzieło, tylko napisane moimi rękami, bo jemu nie było dane się narodzić i urosnąć na tyle, by nauczyć się pisać.

Same powiedzcie, czy to nie jest ogrom zasług, ogrom wykonanej pracy jak na tak krótko żyjącego człowieka?
Mimo że jego już nie ma, jestem szczęśliwa, że był. Na zawsze zmienił moje życie. Wiem, że kiedyś się spotkamy, a wtedy będę go przytulać całą wieczność, żeby mu pokazać, jak bardzo, jak strasznie ogromnie przeraźliwie bardzo go kocham.
Tak bardzo chciałabym go przytulić.

***

Boję się, wiecie? Jestem już w domu i nie wiem czemu, ale nie umiem rozmawiać z mężem... A on mi jest tak bliski, tak mi pomaga. A jednak ja nie umiem. Zamknęłam się w sobie i siedzę. On pyta jak się czuję a ja burczę "dobrze". Nawet na niego nie patrzę.
Boję się, że jak na niego spojrzę, jak spojrzę w jego oczy, to się rozpłaczę...
Dlaczego boję się płakać?
Odpowiedz
#5
Już wiem dlaczego boję się płakać, pękłam, wyłam jak nigdy wcześniej w życiu... nie mogę się pozbierać, moje serce krwawi, umieram z rozpaczy. Błagam o pomoc błagam nie przeżyje tego to takie ogromne cierpienie tego się nie da przejść... niech moje dziecko wróci błagam proszę zrobię wszystko oddam wszystko tylko niech ktoś cofnie czas ja nie umiem.. czuję się tak strasznie samotna jak nigdy wcześniej gdzie jest moje dziecko proszę wróć tyle rzeczy muszę Ci opowiedzieć tyle się działo od Twojego poczęcia muszę Ci powiedzieć. Mam dziurę w sercu i czuje jak wieje przez nią wiatr i mam ochotę wyć ta dziura nigdy nie zniknie wiem o tym bo to które miało ja wypełnić odeszło na zawsze... na zawsze nie wierze ze na zawsze do końca życia muszę żyć bez niego to niemożliwe...
Odpowiedz
#6
Bo jak zaczniesz płakać to nigdy nie przestaniesz...
ja płacze ponad 4 lata. 

Przytulam
Odpowiedz
#7
Trzeba płakać, trzeba, żeby wyrzuć z siebie to, co strasznie boli, żeby nie rozerwało od środka.
Odpowiedz
#8
Unbeldi, miałaś rację, odkąd zaczęłam płakać, nie mogę przestać, płacze i płacze i płacze, czytam to forum cały czas przez ten czas i płacze dodatkowo nad każdym Waszym dzieckiem, które straciło życie tak wcześnie, o wiele za wcześnie. 
Nie wierzę, że to naprawdę ja to przeżywam, to niemożliwe, że mi się to przydarzyło, poronienie to była do tej pory jakaś abstrakcja, wśród moich znajomych nie ma nikogo, kto by się choćby starał o dziecko, oni się boją ... nawet nie napiszę tego słowa na W bo jest obrzydliwe, oni nic nie rozumieją... wszyscy szaleją, bawią się, choć wcale już nie jestesmy tacy młodzi.
Wszystko się zmieniło, całe moje życie nagle w jednej chwili się przewartościowało. Nic już nie jest dla mnie ważne. Mam wrażenie, że już nigdy z nikim się nie spotkam, bo po co. Nikt i tak nie zrozumie mojego bólu. Mojej ogromnej tesknoty. Jak to możliwe że jestem mamą nieżyjącego dzieciątka, jak niby mam z tym żyć? A raczej powinnam zapytac: jak mam żyć bez niego, bez mojego dziecka...

Nie wiedziałam że tak wielkie cierpienie może istnieć.
Dzidziusiu mój tęsknię za Tobą tak bardzo wiem ze Ty jesteś szczęśliwy u Boga pomoz mi przetrwać dla Twojego przyszłego rodzeństwa, bo wierzę całym sercem, że ono będzie. Juz nie mogę doczekać się kiedy - żeby o Tobie opowiedzieć wyobrażam sobie rysunki które będą rysować, rysunki naszej rodziny z Tobą - aniołkiem w chmurkach..

Czy ja zwariowalam?
Odpowiedz
#9
Nie, jesteś matką cierpiącą z powodu odejścia swojego dziecka.
Odpowiedz
#10
To, co przeżywasz jest zupełnie normalne. Tak wygląda żałoba.
Odpowiedz
#11
Pustka... nic więcej. Tak bardzo tęsknię.
Odpowiedz
#12
"Dlaczego słońce wciąż świeci?
Dlaczego ptaki wciąż śpiewają?
Czyżby nie wiedziały,
Że świat się już skończył?"

Haruki Murakami, Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland

Dokładnie tak czułam się trzy lata temu.
Rozumiem, co przeżywasz.
Przytulam.
Odpowiedz
#13
Asza, dziękuję za odpowiedź. To takie... pocieszające, że są osoby, które rozumieją to, co czuję. I przetrwały, więc może i mi się uda... A z drugiej strony wolałabym żeby nikt mnie nie rozumiał, żeby nikt nie musiał tego przeżywać.
Współczuję Ci Twojej straty. Tak bardzo.

A co do wiersza... Wczoraj musiałam pojechać do hipermarketu (nie wiem, jak mi się to udało...). Ludzie zachowywali się, jakby nie widzieli że świat przewrócił się do góry nogami, że chodzą po zgliszczach. To było aż niepojęte, że oni nic nie zauważyli...
Odpowiedz
#14
Witaj. 
Twoje cierpienie jest mi szczególnie bliskie, dlatego, że ja też od lat zmagam się z depresją, już bez straty dziecka było bardzo ciężko. Ale 20 lipca świat zawalił się zupełnie. W styczniu minęło pół roku, w przyszłym tygodniu miałam rodzić i nie wiem jak zniosę ten dzień. Nie przestało boleć, nadal są dni kiedy tęsknota i poczucie straty nie pozwalają oddychać, kiedy sama chciałabym umrzeć. Ale z biegiem czasu trochę łatwiej jest znieść, ból z rozdzierającego przechodzi w tępy. Wiem, że teraz nie widzisz żadnej nadziei, że jest ciemno, zimno i czujesz wszechogarniającą rozpacz i,że wydaje się to nie do wytrzymania. Ja też w ciąży i chwilę przed nie brałam leków. Niestety po stracie musiałam do nich wrócić. W tym tygodniu kończy mi się półroczne zwolnienie od psychiatry. Czas poszukać pracy. Przez te pół roku bywało bardzo różnie, na samym początku nie byłam w stanie funkcjonować bez leków uspokajających, nie mogłam jeść ani spać, nie byłam w stanie zmusić się do tego, żeby się umyć, pójść do sklepu czy z psami na spacer, dużo piłam. Było kilka takich momentów gdzie zarówno mój psychiatra jak i psychoterapeuta nie widziały innego wyjścia jak położyć mnie w szpitalu, bały się, że mogę sobie zrobić krzywdę i nie był to strach bezpodstawny, bo pewnej nocy straciłam kontrolę i wolę walki. Ale przetrwałam, obyło się bez szpitala. Na pewno bez leków i terapii nie dałabym rady. Teraz nadal przychodzą dni kiedy nie mam sił wstać z łóżka, kiedy płaczę i myślę, że nie chcę tu być, kiedy czuję, że nienawidzę siebie i całego świata. Ale są też takie dni kiedy jestem w stanie iść na spacer, kiedy mam ochotę się ubrać jak człowiek i umalować, czasem mam ochotę spotkać się z przyjaciółmi, bezsenność już tak bardzo nie dokucza, sypiam lepiej. Piszę Ci to, bo bardzo rozumiem co teraz przeżywasz, znam tą ciemność, niemoc i rozpacz i chciałabym, żebyś wiedziała, że choć zajmie to wiele czasu, choć będzie wiele bardzo ciężkich chwil, choć nie będziesz mieć sił i zwątpisz, to możesz to przetrwać, za jakiś czas - trudno powiedzieć jaki, bo u każdego to sprawa indywidualna - ten ból się trochę zmniejszy, zmieni charakter, będziesz mogła znowu oddychać, z ciemności powoli zaczną wyłaniać się jakieś kształty, czarna noc zacznie przechodzić w mrok, potem półmrok. Wiem, że teraz nie możesz sobie wyobrazić tego, ale tak będzie jeżeli się nie poddasz. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś, to proponuję wrócić do leków na ten trudny czas. I jeśli nie jesteś w trakcie psychoterapii, to rozważ to proszę, bo to naprawdę pomaga. Myślę o Tobie ciepło i przykro, że Ciebie również to dotknęło.
Odpowiedz
#15
Polianka, dziękuję za to, że podzieliłaś się ze mną swoją historią.. Bardzo mi przykro, bardzo współczuję, że Ty również musiałaś przez to przejśćSad trudny czas teraz dla Ciebie, mój termin porodu wyznaczony był na sierpień i nawet nie chce myśleć co będzie kiedy ten czas nadejdzie...

Jestem w trakcie psychoterapii, w tym tygodniu idę na pierwsze spotkanie po poronieniu... nie wiem o czym tam w ogóle mowilam do tej pory, jakie problemy we mnie siedziały, nie pamiętam. Teraz juz nic mnie nie dotyczy, mam tylko jeden temat w głowie. Nie wiem co będzie dalej. Mam jakąś dziwną ochotę nie brać leków, nie chce sobie niczym pomagać. Mam teraz potrzebę cierpieć..

Dzisiaj mija tydzień. Pracuję w domu, przedwczoraj musiałam już "wrócić do pracy", L4 w moim przypadku nie ma żadnego znaczenia. Dobrze, ze przynajmniej nie muszę wychodzić z domu. Mija godzina za godziną, dzień za dniem, a ja... a ja nic. Chyba już wiem co to znaczy żyć chwilą i szczerze mówiąc nie wiem o co tyle krzyku... to na pewno nie jest przyjemne. To jest po prostu... tragiczne.

Polianka jeszcze raz dziękuję za Twoja odpowiedź. Naprawdę dużo mi dała. Mysle sobie ze skoro gdzieś tam jest jakaś osoba która ma podobną sytuację do mojej... i ta osoba przeżyła i żyje dalej, to znaczy, że ja też przeżyję. I będę żyła dalej. Mimo że tak mi się wydaje, jakby wcale mi na tym nie zależało. Sad
Odpowiedz
#16
Wiem, że teraz nie chcesz walczyć, że czujesz potrzebę cierpienia oraz dowalenia sobie przez nie branie leków na przykład. Leki nie sprawią, że przestaniesz cierpieć, niestety nie przestaniesz, one są po to by to cierpienie Cie nie zabiło. Możesz to przetrwać i wierzę, że przetrwasz. Będzie bardzo ciężko, ale z czasem łatwiej będzie znieść. Nadal ciepło o Tobie myślę Natalko. Tutaj nie jesteś sama
Odpowiedz
#17
Bardzo ciężko czyta się Wasze wpisy, ale one pomagają. Jesteście wspaniałe i niesamowite! Bardzo mi przykro,że i Was spotkał ten koszmar! U mnie właśnie minął termin porodu pierwszego Aniołka, Rozalki- 23.01.2017.Zamiast cieszyć się z narodzin Rozalki ja traciłam drugiego Aniołka.To bardzo boli.
Odpowiedz
#18
Wszystkim mamą współczuję z całego serca i łącze się z wami... Mam to samo pustka, ból serce mi pęka. 20 stycznia 2017 (24tc) ? ? nigdy tej daty nie zapomnę poród i smutek że nigdy nie przytulę mojej córeczki Kocham ją nad życie (prosiłam Boga błagalam wszystkich świętych żeby córcia wyzdrowiala) Mam żal do Boga nie wiem jak sobie z tym poradzę. Wszyscy w koło starają się pomóc, ale tak naprawdę nie pomagają, mąż nie chce o tym rozmawiać i ciągle mówi uśmiechnij się w końcu, wszystko się ułoży ... Jak? Jak mam się uśmiechać... Codziennie dotykam zdjęcia z USG MOJEJ NIUNI witam się z nią i żegnam na dobranoc. Siedzę i myślę czy to sen? czy nam się to przytrafiło? Chcę się obudzić z tego koszmaru
Odpowiedz
#19
Tak strasznie mi źle ze musimy mierzyć się z tym bólem. Ściskam Cię mocno i życzę Ci dużo siły na ten trudny czas.
Odpowiedz
#20
Powiedzcie... czy kiedyś będzie normalnie? Czy kiedyś będzie jak dawniej?
Staram się cieszyć wyjazdami, które mamy zaplanowane na najbliższe miesiące, nawet się cieszę... ale to już nie jest to samo. Śmieje się, ale to nie jest już taki śmiech jak kiedyś. A jeszcze do tego czuje się wtedy winna - bo tak naprawdę ja juz nigdy nie chce się śmiać.
Zadaje pytanie, ale wiem przecież że nigdy nic już nie będzie jak dawniej. Ze juz nigdy nie będę naprawdę wesoła. Jak dobrze ze pada śnieg, jest zimno... co będzie jak przyjdzie wiosna, słońce, ciepło..

Tak mi strasznie smutno. Nie mam już siły płakać bo przestaje wtedy nad sobą panować. W brzuchu czuje pustkę. Czuję ja fizycznie. Czuję się pusta i nieszczęśliwa.
Odpowiedz
#21
Natalio, będzie jeszcze kiedyś normalnie tylko ze to "normalnie" będzie trochę inne. Będziesz się śmiać, wyglupiac i cieszyć zwyklymi rzeczami tylko musisz poczekać i nie czuć się wina kiedy to już nastąpi.
Odpowiedz
#22
Wpadłam w jakiś dół, jakiś dół pełen mgły, nie wyjdę stąd nigdy, nie wyjdę... nigdy już nie będzie normalnie bo jestem sama choć powinnam być z kimś. Dlaczego nas rozdzielono. Mieliśmy być razem, a Ciebie nie ma........
Odpowiedz
#23
Wyjdziesz, powolutku, na wszystko potrzeba czasu. "Normalnie" nie będzie, ale będzie.... jakoś. I czasem nawet szczęśliwie. Wiem, to dziś nie do wiary, ale kiedyś.... Współczuję serdecznie....
Odpowiedz
#24
Natalio, ja również nie wierzyłam, że wyjdę z tej przepaści, w którą wpadłam po stratach. To wydawało się po prostu niemożliwe. Czułam się winna za każdy uśmiech...
A jednak wyszłam, tylko - tak jak pisze PiBi - potrzebny był czas.
Odpowiedz
#25
Natalio czytam Twoją historię i płaczę razem z Tobą. Tak samo czułam się niespełna 3 lata temu kiedy odeszła moja córka. W tym miesiącu kończyłaby dwa lata. Dalej za nią tęsknię i choć mam ziemskie dziecko to czasem ból nadal potrafi spowodować, że nie mogę złapać oddechu. Mocno Cię ściskam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości