moje 10 tygodni szczęścia
#1
Nie chciałam pisać na forum bo nie chciałam się nad sobą użalać, ale w sobotę dowiedziałam się, że dziewczyna mojego brata jest w ciąży, to był cios, zabolała. Może zacznę od początku wiadomość o mojej ciąży to był szok najpierw przez tydzień płakałam i nie mogłam się z tym pogodzić tym bardziej że 7 miesięcy temu urodziłam syna. Tragedia jak sobie poradzę z 3 dzieci (starszy syn ma 3 lata),przecież miałam w tym roku wrócić do pracy. No ale oswoiłam się z tą myślą rozglądałam się już za wózkiem rok po roku bo przecież muszę jakoś z nimi się przemieszczać i pokochałam moje maleństwo mieliśmy nadzieję że teraz będziemy mieli córeczkę. Ale niestety 11 stycznia ktoś u góry zdecydował że jednak odbierze nam niespodziewanie to co niespodziewanie nam dał. Poszło szybko byliśmy na kawie u moich dziadków wstałam do łazienki coś poleciało jakby wody płodowe " Andrzej ubierz dzieci musimy jechać do szpitala" moment chwila zaraz krew dużo krwi. Dzieci do sąsiadki , przebieram się bo byłam cała brudna a tu dalej krew tyle krwi. Czułam że to koniec. W szpitalu badanie, USG z nadzieją pytam się lekarza I jak.. "No poroniła pani" i mówi do drugiego siedzącego przy komputerze " Daj na zabieg tu nie będzie dużo roboty" czyli to koniec straciłam ją... Chwilę leżałam na oddziale, mąż siedział obok płakaliśmy razem wysłałam go do domu po ubrania w tym czasie zrobili mi łyżeczkowanie obudziłam się już "wyczyszczona" po 5 godzinach wyszłam do domu jakby nigdy nic się nie stało w tym czasie siostra odebrała dzieci od sąsiadów i czekała na nas w naszym domu. Starszy synek podchodzi do mnie całuje mnie i pyta czy już jestem zdrowa. Cały czas płaczę znajomi i rodzina twierdzą że nie powinnam płakać przecież mam 2 synów i że jestem młoda, to się przecież często zdarza są gorsze przypadki że powinnam się cieszyć że to tak szybko a nie jak bym była wysoko w ciąży co bym wtedy zrobiła nie mam przesadzać. Minęło 12 dni mąż nie chce zemną o tym rozmawiać od przyjścia ze szpitala omija ten temat. Chciałam poznać płeć naszego dziecko, móc je pochować on nie dopuszcza do siebie tej myśli twierdzi że poco mi to, poco wracać że mam to zostawić tak jak jest... Wszystko jest nie tak nawet już przy nim nie płacze bo i poco wolę zamknąć się w łazience i po 10 minutach wracam do porządku dziennego ze sztucznym uśmiechem. A teraz gdy mój brat będzie miał dziecko nie umiem się cieszyć jego szczęściem jestem zła i smutna jednocześnie nie mogę patrzeć na jego dziewczynę na to jak ją głaszcze po brzuchu. To takie niesprawiedliwe, gdzie teraz jest mój maluszek. Angel
Odpowiedz
#2
Napewno jest w twoim sercu, serce matki jest przecież jak wór bez dna. Znajdzie miejsce dla każdego dziecka. Tam jest mu ciepło i bezpiecznie. Jeśli wierzysz to jest też pewnie w niebie, w lepzym świecie. Takim, w którym nie ma cierpienia.
Twoje otoczenie postępuje w typowy schematyczny sposób. Chcąc uchronić samych siebie przed bólem i dyskomfortem wmawiają i tobie i sobie że to co się wydarzyło nie było istotne. Ale to NIEPRAWDA.
A mąż...też cierpi, tylko przechodzi wszystko na swój męski sposób, niestety zdecydowanie inny niż kobieta.
bardzo mi przykro że tu do nas trafiłaś. Tu możesz wylewać swój ból. My zrozumiemy.
Odpowiedz
#3
Była dzisiaj u mnie siostra i znalazła zdjęcia z usg zapytała po co mi one. A ja nie umiem się z nimi rozstać nie mogę tak porostu ich wrzucić tylko one mi zostały po moim aniołku. Patrzę na te zdjęcia i widzę w nich moje dziecko te kolejne tygodnie w których we mnie rośnie. Czuję te kopniaki. Rodzina twierdzi że powinnam iść do lekarza po tabletki na uspokojenie bo dużo płacze. Jakby one  miały mi pomóc.
Odpowiedz
#4
Fakt - mężczyźni inaczej to wszystko "przeżywają"... My o wiele ciężej... bo to MY miałyśmy nasze maleństwa pod sercem i żadna z nas nie chciała żeby nasze dzieci spotkało coś złego... niestety ktoś decyduje za Nas :-(

Życzę Ci dużo sił i pisz tutaj jak tylko będzie Ci ciężko... jak będziesz chciała się wygadać... to pomaga...

"Tu jest takie miejsce, w którym czuję się bezpiecznie.... Dobrze, że tu trafiłam!"

[*] dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#5
Kochana,  masz prawo do swoich uczuć i emocji takimi jakimi są. Masz prawo, a wręcz powinnaś płakać. To wszystko normalne, tak przebiega żałoba po stracie Dziecka. Polecam Ci książkę "Przerwane Oczekiwanie"  mi dużo pomogła. Tak jak Ty mam 2 synów i w grudniu straciłam w 11tyg córkę. Poznałam jej płeć dzięki badaniom genetycznym,  jeśli czujesz taką potrzebę zrób to, porozmawiaj szczerze jeszcze raz z mężem i powiedz mu o tym jak przeżywasz śmierć Waszego Aniołka.  Mój mąż na początku, też był sceptycznie nastawiony do przejścia przez badania genetyczne, pochówek,  urzędy itp., ale zrozumiał jakie to ważne dla mnie i dlatego się zgodził.  A reszta ludzi z otoczenia po prostu sama sobie nie radzi ze stratą Waszego Dziecka więc starają udawać,  że nic się nie stało.  Kochana pisz tyle ile potrzebujesz,  tutaj napewno znajdziesz zrozumienie.
Ściskam Cię mocno.
Odpowiedz
#6
W sobotę byliśmy z mężem na 18 urodzinach u siostr próbowaliśmy się bawić śmiać. Czułam wyrzuty sumienia jak mogę się uśmiechać jak mogę tańczyć kilka razy wychodziłem na zewnątrz popłakac nie pokazywałem nikomu tego jak się czuje.
Odpowiedz
#7
30 grudnia dowiedzialam sie ze jestem w ciazy, bardzo sie ucieszylam bo byla ta ciaza planowana... jestem z chlopakiem od marca 2016 , juz w czerwcu wiedzielismy ze bedziemy sie starac o dziecko jak dostane umowe na stale a dostalam ja w pazdzierniku wiec zaczelismy starania... i 30 grudnia okazalo sie ze zostaniemy rodzicami, bardzo sie ucieszylismy... 13 stycznia trafilam do szpitala o mialam brazowe uplawy ale bez krwi , polezalam kilka dni w szpitalu i wypuscili mnie do domu plod tetno wymiary byly w porzadku. W tyg wyskoczy mi jakis pryszcz z glowka biala na wardze sromowej lewej a mialam 24 stycznia umowione badania kri i moczu wiec pojechalam na nie i pomyslalam to pojde do lekarza niech zobaczy co to za pryszcz jest , pomyslalm ze da mascie i wszystko bedzie okje. Odrazu jak sie dowidzialam ze jestem w cazy wzielam zwolnienia z pracy zeby dbac o siebie na dodatek ze prace mam fizyczno-umyslowa to chcialam dbac o ciaze bo tez choruje na niedoczynnosc tarczycy i wysoki pozniom testosteronu. Wiec od poczatku od siebie bralam i dnia 24.01 lekarz wykonal mi badanie juz na poczatku widzialam ze cos jest nie tak po jego wyrazie twarzy, pytam siego czy juz dziecka nie ma a on do mnie ze dziecko jest ale nie ma tetna ja do niego ze jeszcze tydzien temu tetno bylo 153 i wymiar prawidlowy. On dal mi skierowanie do szpitala , obumarcie ciazy stwierdzil drugi lekarz, podali mi dwie tabletki poronne ktore nie pomogly , wykonano mi lyzeczkowanie i wczoraj wrocilam dod omu.. jestem w zlym stanie psychocznym, zadaje sobie pytanie dlaczego nam sie to rzytafilo, skoro bysmy dali dziecku milosc, dom, niczego by mu nie zabraklo, zadaje sobie pytanie dlaczego istnieje na swiecie taka nie sprawiedliwosc ze w rodzinach patologicznych nie majacych warunkow dobrych dla dzieci rodza sie dzieci zdrowe a nam sie nie udalo, na dodatek w kweitniu mojego chlopaka siostra rodzi, bardzo sie ciesze ze im sie udalo i dzidzia jest zdrowa ale bedzie mi przypominala o naszym anioku, boe sie co wykrza wyniki his ktore dostane za 3-4 tyg. Chcialabym aby okazalo to wszystko sie jednym wielkim zlym senm, zebym sie obudzila i poiwedziala ze to byl tylko zly sen ....;( pomozcie mi , prosze
Odpowiedz
#8
Wczoraj minęły 3 tygodnie od tego strasznego dnia. Serce boli i pęka. 3 dni było dobrze ale dzisiaj dalej płacze nie wiem co się dzieje jak zaczyna się troszkę poprawiać to za chwilę wracają wszystkie wspomnienie i emocje z tego dnia. Dzisiaj dowiedziałam się że dziewczyna brata poczuła ruchy swojego maleństwa i chyba to mnie tak zabolała. Czy przesadzam? Czuję się jak jakaś wariatka wszyscy w moim otoczeniu się śmieją rozmawiają o planach na wakacje a ja siedzę jak jakaś psychicznie chora i czasami nawet nie wiem o czym rozmawiają.
Odpowiedz
#9
Podziwiam Cię że masz siłę siedzieć w ogóle z kimś w otoczeniu. U mnie minęły dopiero 3 dni ale chyba już nigdy nie wyjdę do ludzi... 3 tygodnie to bardzo krótko. Nie przesadzasz.

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Wiem co czujesz. Daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz. Sad((
Odpowiedz
#10
Każdy kontakt z ludźmi jest dla mnie jak przymus jak jakaś kara przy nich muszę udawać, uśmiechać się a nie mam na to ochoty. Przed tym wszystkim 3 razy w tygodniu byłam u mojej przyjaciółki a teraz w ciągu tych 3 tygodni byłam 2 razy nie umiem z nią teraz rozmawiać ani z nią a nie z nikim innym.
Odpowiedz
#11
Mam tak samo. Przyjaciółki chcą się spotkać... nie będę nawet pisać co mówią ale te najgorsze rodzaje "pocieszen". Nie wiem czy nasza przyjaźń się nie rozpadnie. Kiedy się doświadcza takiego rodzaju cierpienia, nagle wszystko się zmienia...

Jeszcze raz napisze tak mi przykro, tak bardzo współczuję. Musimy przez to przechodzić, aż się ciśnie na usta pytanie dlaczego???, choć przecież nie ma na nie odpowiedzi.
Odpowiedz
#12
Mija dzień za dniem a ból nie mija. Kiedy myśl o moim Aniołku nie będzie mi sprawiać tyle bólu? Smutek ogarnia moje całe serce płaczę w środku tylko czasami te łzy przedostają się na zewnątrz. Staram się nie pokazywać swojego cierpienia bo i po co wszyscy i tak bagatelizują moje uczucia żyją normalnie, przechodzą obojętnie, nikt już nie pamięta że byłam do niedawna w ciąży. Nawet rodzina się nie odzywa nikt nie zadzwoni nie zapyta czy wszystko jest dobrze czy nie potrzebuję pomocy.....
Odpowiedz
#13
Rozumiem twój ból aż za dobrze, ta cisza ze strony najbliższych jest kolejną drzazga w sercu. Życzę Ci dużo siły i pozwól sobie na łzy masz do tego prawo. Mocno przytulam.
Odpowiedz
#14
Jak dobrze cie rozumiem. Moi rodzice podchodzą do sprawy jakby nigdy tego dziecka nie było, jakby to co się wydarzyło nigdy nie miało miejsca, jakbye z życia wykasowano ten 10cio tygodniowy fragment i go na zawsze. A teściowej przez dwa tygodnie nie zadzwonili nie zapytali nawet czy czegoś potrzebuje. Dziś do nas przyjeżdżają. Jestem zła i wcale nie mam ochoty na tą wizytę. Jedyne największe i najwspanialsze wsparcie mam od męża. Tylko on nie boi się że mną o tym rozmawiać.
Odpowiedz
#15
Odebrałam dzisiaj wyniki badań. Trzymałam je w ręce i płakałam cała drogę do samochodu.
Odpowiedz
#16
Wszystkie dobrze Cię rozumiemy.
Dla nas mam nie jest ważne który TC był tylko że nosiłyśmy pod swoimi serduszkami malutkie istoty ... Boli mnie to,że najpierw ktoś mi dał tę iskierkę pokochała JĄ nad życie .... po to żeby w 24TC mi odebrać Sad Nie zrozumiem, nie jestem w stanie
Mija 17 dzień od urodzenia mojego Aniołka a ja wciąż myślę że to zły sen że się za chwilę obudzę ...
Siedzę w domu szukam w internecie informacji , jakichkolwiek na temat podobnych przypadków, szukam dobrego genetyka który nam podpowie co jeszcze możemy zrobić jakie badania przejść NIE CHCĘ ŻEBY SIĘ POWTÓRZYŁO bo nie przeżyję tego Nie dam rady....Sad
Szukam również osób którym mogę opowiedzieć moją historie, wyżalić się, powiedzieć że mam żal do BOGA, że mam ochotę płakać krzyczeć lu nie mam ochoty w ogóle na nic....Sad
Odpowiedz
#17
Ból nie mija ale już nie płącze tyle co wcześniej teraz częściej jestem zła. Zloszcze się o wszystko i na wszystkich. Sama łapie się na tym że wybuchem agresja z byle powodu. Czy zaczynam wariowac?
Odpowiedz
#18
To już miesiąc i 4 dni jak naszego aniołka nie ma z nami. Już nikt z rodziny i znajomych o tobie nie pamięta ale mamusia i tatuś nigdy nie zapomną. Miałbyś już 15 tygodni. Dalej w nocy towarzyszy mi nieustannie jeden koszmar, że cię tracę  jedziemy z tatusiem do szpitala a tam nam mówią że to koniec. Miałam już wszystko zaplanowane, mimo że były to nasze początki bycia razem chciałam cie juz mieć przy sobie. Tydzień przed twoim odejściem był ciężki sam wiesz Pawełek był chory, te nie przespanę 5 dni i nocy dały nam się we znaki. Przepraszam mogłam się bardziej oszczędzać. Ostatnio się z tatą troszkę poklucilismy  o ciebie ale już jest dobrze. Chyba było nam to potrzebne dzięki temu w domu jest teraz spokojniej. Kochamy cie Aniolku.
Odpowiedz
#19
Tęsknię za moim Aniołkiem. TAK bardzo chciałabym cofnąć czas i znowu mieć moje maleństwo pod sercem. Dlaczego Bóg mi go odebrał.
Odpowiedz
#20
W piątek idę do ginekologa pierwszy raz od straty mojego maleństwa. Ostatnio miałam sen że lekarz robi mi usg i stwierdza że jestem dalej wciąż że wcale nie poronilam. Mówiłam o tym mężowi ale powiedział że przecież już miałam okres że przecież robili mi zabieg i że to nie możliwe ale od kiedy mialam ten sen to nie mogę przestać o tym myśleć. Niby wiem że to niemozliwe ale tak bym chciała żeby to się wydarzyło naprawdę. Cry
Odpowiedz
#21
Jak dobrze rozumie tą nadzieję która nasz mózg karmi, ja również śnie tylko że urodziłam mojego skarbka niestety z rankiem sen znika i pustka wydaje się większa. Ślę Ci dużo pozytywnej energii.
Odpowiedz
#22
Gdyby wszystko potoczyło się dobrze to pewnie bym już czuła ruchy mojego maleństwa ale niestety ktoś zdecydował za mnie.
Odpowiedz
#23
Zamiast być coraz lepiej jest coraz gorzej. Niema już nikogo obok. Gdyby nie dzieci to bym wcale z łóżka nie wstawala. Nie radzę sobie z bóle zawsze taka bylam słaba, placzliwa. Potrzebna mi pomoc czuje jak się pogrążam w tej żałobie tracę chęć do życia. Cały czas myślę że po prostu ktoś się pomylił że wszystko jest ok, ale wiem że nie jest nic już nie jest ok i czuje że już nigdy nie będzie. Do tego wszystkiego mama jest przeciwko mnie i mnie dobija, mówi takie rzeczy na mnie ze łzy same lecą do oczu.
Odpowiedz
#24
Aniu2017 wiadomo, że w tym czasie liczysz na uwagę i ciepło... Ja też tak czasem mam, że potrzebuję, aby ktoś się mną zaopiekował, szczególnie, gdy los obdarowuje nas takim kopniakiem. Niestety, również nie mogę liczyć na pomoc rodziców. Wszyscy dookoła tylko żalą się ze swoich problemów, ja cierpliwie wysłuchuje, ale jakoś nie umiem uzmysłowić innym, że też mogę mieć gorszy dzień... Oczekiwania bliskich niejednokrotnie mnie przerastają... Może warto się zbuntować i postawić swój interes na pierwszym miejscu. Wink Trudno jest od razu wrócić do obowiązków i wszystkich spraw, gdy w głowie tyle myśli, a w sercu wciąż pustka i ból...
Przytulam
Odpowiedz
#25
Aniu - są! dzieci! to bardzo wiele, bo to powód, żeby żyć! Bądź dla siebie dobra, żałoba to straszne i trudne doświadczenie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości