Trudna droga do macierzyństwa...
#1
Witam serdecznie. Odważyłam się dopiero teraz napisać, chociaż już od dawna odwiedzam tą stronę i przeczytałam prawe wszystkie przejmujące historie w rozdziale Moja strata.
tak jak w tytule moja droga do macierzyństwa jest dość trudna i wyboista. Pierwsza ciąża nie była planowana, ale powstała z ogromnej miłości i wraz z moim ówczesnym narzeczonym (teraz mój mąż Wink) bardzo się ucieszyliśmy, choć troszkę oczywiście baliśmy się przyszłości, bo byliśmy bardzo młodzi. Niestety okazało się, że w moim przypadku to puste jajo płodowe. Bardzo to przeżyłam, bo po pierwsze nie miałam pojęcia, dlaczego tak się stało, a po drugie w ogóle nie byłam przygotowana na taką możliwość. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tyle, co teraz o poronieniach. Moja pierwsza Nadzieja odleciała we wrześniu 2010 roku. Miałam zabieg łyżeczkowania. Moja Pani dr (jestem nadal jej pacjentką, to ona wykonywała zabieg) przekonywała, że po pierwszym poronieniu nie wykonuje się specjalistycznych badań. Oczywiście wszystkie podstawowe miałam wykonane wraz z usg na każdej wizycie (chodziłam prywatnie). W drugą ciąże zaszłam świadomie. Stwierdziliśmy już wtedy z Mężem, że bardzo pragniemy zostać rodzicami. Udało się za pierwszym razem. Na 1szej wizycie wszystko było ok. Widziałam migające serduszko mojego Dzieciątka. Troszkę mi ulżyło , bo w poprzednim przypadku nie było na pierwszym usg serca, byłam bardzo wcześnie u ginekologa, więc na ten czas, to było w normie. Niestety pewnego dnia zauważyłam takie brązowe plamienia  na bieliźnie. Zadzwoniłam do mojej ginekolog, od razu mnie przyjęła jako pierwszą. Na początku uspokoiła, że takie plamienia się zdarzają w ciąży, ale po badaniu niebyło wątpliwości. Serce mojej Dzidzi nie biło. Cały świat mi się zawalił. Czułam tylko pustkę... Mój Mąż mnie pocieszał jak umiał, ale moja żałoba trwała jeszcze długo... Na szczęście (jak to brzmi... raczej szczęście w wielkim nieszczęściu) nie miałam zabiegu. Sama poroniłam w domu. Widziałam malusieńkie ciałko mojego Dziecka... Brak słów, żeby to opisać... Przynajmniej nie było zimnej sali, spotkań na korytarzu z kobietami w zaawansowanej ciąży... W styczniu 2011 r. pożegnałam się z moją drugą Nadzieją... Po tym wydarzeniu moja Pani dr zleciła serie badań, wyszło, że mam trochę problemów z tarczycą. Nie wiedziałam, co mam robić. Czy znów próbować i przeżywać ten ogromny strach , czy na razie sobie odpuścić. Wiedziałam, że mój ból ustanie dopiero, gdy zostanę mamą, choć pamięć o moich Aniołkach na zawsze pozostanie... W trzecia ciąże zaszłam w kwietniu 2012r. Znów za pierwszym razem starań. Nie musze Wam moje drogie opisywać, jakie miałam obciążenie psychiczne. Mój organizm po prostu szalał. Pierwsza wizyt u ginekologa wiązała się z ogromnymi nadziejami, ale podchodziłam do wszystkiego z ogromnym dystansem. Okazało się, że wszystko jest dobrze, bijąca kropeczka, nowa nadzieja... W ciąży brałam leki. Każda kolejna wizyta wiązała się z niepewnością, czy wszystko jest ok, czy Dziecko jest zdrowe. Gdy tylko przez dłuższy czas nie czułam ruchów wariowałam, Ciągle sprawdzałam bieliznę, czy nie ma plamień, czytałam artykuły, dopytywałam Panią dr o każdy szczegół. Okres ciąży oprócz tego, że był najpiękniejszy w moim życiu to i najtrudniejszy! Na szczęście w styczniu 2013 urodziłam zdrową Córeczkę! To mój Cud. Dzięki walce, nadziei i pomocy mojej Pani dr jestem MAMĄ!
Moja Córcia marzyła o rodzeństwie. Ja i mój Mąż także znowu chcieliśmy doświadczyć tego szczęścia. Niestety w październiku 2016 znowu miałam pusty pęcherzyk i zabieg. Czuję ogromny smutek... Znów muszę rozpocząć walkę... Mam nadzieję, że zakończy się szczęśliwie. Staramy się, ale na razie mój organizm wariuje.  Niewielkie plamienia między miesiączkami, może po zabiegu jeszcze wszystko się nie unormowało... Dostałam pozwolenie od ginekologa, więc próbujemy.  A może problem tkwi w mojej głowie... Ciągle o tym myślę, się po nocach  o Dziecku.
Czasem się zastanawiam, dlaczego to jest takie trudne... Najpierw staranie o Dziecko, później ciągły strach, czy wszystko jest w porządku, już nie wspomnę o porodzie (dla tych, co długo się starają, to nie mogą się doczekać). A najgorsze jest niezrozumienie kobiet po stracie! W moim przypadku było tak, że nie mogłam patrzeć na ciężarne. Zazdrościłam znajomym dzieci i tego, że przychodzi im to tak łatwo!
Dziękuję, że mogłam podzielić się z Wami moją historią. Tak bardzo bliskie są mi wasze odczucia i wydarzenia. Tylko kobiety po takich przejściach są w stanie zrozumieć, co dzieje się w sercu i duszy mam po stracie...
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro, że tyle wycierpiałaś.Ważne, że masz wsparcie w mężu. Wiem, że to w tej chwili puste (dla Ciebie) słowa, ale nie powinniście się poddawać. Mając u boku oddanego, kochającego mężczyznę, łatwiej jest to wszystko przetrwać.
Odpowiedz
#3
Dziękuję za słowa wsparcia. Smile
Odpowiedz
#4
...żadne słowa nie pomogą i nie wiem co Ci napisać... ale bardzo Ci współczuję. Też na początku przeczytałam prawie wszystkie smutne historie mam, które straciły swoje maleństwa... to pomogło mi przetrwać najtrudniejsze chwile... "nie byłam tu sama", czułam ogromne wsparcie tak bardzo potrzebne w tamtej chwili. Mam nadzieję, że jakoś sie trzymasz... dużo siły Ci życzę.
Od mojej straty minęło ponad rok czasu, ale codziennie myślami jestem z moim synkiem...
Dla Twoich Kruszynek przesyłam światełko [`]
Odpowiedz
#5
Bardzo współczuję strat Dzieci.
Tu nie jesteś sama...
Odpowiedz
#6
Po prostu jest mi źle... bardzo źle. Dziś byłabym w 25 tygodniu ciąży... A co mam... wielką pustkę i kolejne rozczarowania.
Staramy się z Mężem o dwie kreseczki, a tu nic... Pewnie niedługo znów nadejdzie okres i koniec moich nadziei. I tak z miesiąca na miesiąc. Wcześniej przynajmniej nie było problemów z poczęciem, a obecnie już któryś raz kolei klapa. Nie wiem, czy to przez moje wielkie oczekiwania i ogromny stres jaki temu towarzyszy... Z jednej strony wiem, że powinnam się uzbroić w cierpliwość i dać sobie czas, a z drugiej tak bardzo jestem gotowa, aby zajść w moją upragnioną ciążę... Na dodatek wokoło rodzą się dzieci, a ja co?! Jak mam sobie to wytłumaczyć? Ja też nosiłabym teraz brzuszek i nikt o tym nie wie... Duszę w sobie moje cierpienie... Chcę wykrzyczeć mój ból! I coraz mniej wierzę, że się uda... Dlaczego?
Odpowiedz
#7
Droga Lukrecjo Twoja historia jest bardzo smutna, bardzo mi przykro, ale nie możesz tracić nadziei.Masz już wspaniałą córeczkę, a słonko jeszcze dla Ciebie zaświeci. Ściskam mocno.
Odpowiedz
#8
Przytulam mocno. Bardzo mi przykro ze musiałaś doświadczyć straty. Choć łatwo się mówi ale stres w staraniu nie pomaga więc musisz spróbować trochę odpuścić. Życzę Ci dużo siły na ten czas.
Odpowiedz
#9
Dziękuję bass i Nadzieja2. Same dobrze rozumiecie, jak potrzebne jest w takim czasie słowo wsparcia.
Łącze się z Wami w żalu.
Odpowiedz
#10
Najgorsze jest to, że każda następna ciąża obarczona jest lękiem... Juz nigdy nie będziemy cieszyć się z ciąży tak, jak cieszy się ktoś, kto pierwszy raz w nią zachodzi i nie ma za sobą takich przeżyć. Ciąża,zamiast być najpiękniejszym okresem w dotychczasowym zyciu, jest okresem pelnym strachu, gdzie na każdym kroku analizuje się swój stan. Smutne to... Rozumiem Cię. Ale może przez to nasza radość po urodzeniu dziecka będzie nie do opisania.

Napiszę Ci jeszcze, że coś w tym musi być.. Jeśli bardzo czegoś chcemy,musimy na to dłużej czekać. my bardzo dlugo staraliśmy się o ciąże, a udało się dwa razy w miesiącach, w których tego aż tak nie oczekiwałam
Odpowiedz
#11
Puzzel dokładnie tak samo myślę, jak Ty! Ciąża po poronieniach już nie jest taka sama. Ciągle analizowanie najdrobniejszych szczegółów i wieczne zamartwianie się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku ze zdrowiem dziecka...
Pójde nawet o krok dalej i zaryzykuje stwierdzeniem, że dopiero mamy po poronieniach tak na prawdę zdają sobie sprawę, czym jest Cud Narodzin!
Z drugiej strony posiadamy taki ogromny bagaż doświadczeń, co czyni nas jeszcze silniejszymi, a wola walki jest niewyobrażalna...

(Tue, 10 Stycznia 2017, 21:39:52)Syla38 napisał(a): ...żadne słowa nie pomogą i nie wiem co Ci napisać... ale bardzo Ci współczuję. Też na początku przeczytałam prawie wszystkie smutne historie mam, które straciły swoje maleństwa... to pomogło mi przetrwać najtrudniejsze chwile... "nie byłam tu sama", czułam ogromne wsparcie tak bardzo potrzebne w tamtej chwili. Mam nadzieję,  że jakoś sie trzymasz... dużo siły Ci życzę.
Od mojej straty minęło ponad rok czasu, ale codziennie myślami jestem z moim synkiem...
Dla Twoich Kruszynek przesyłam światełko  [`]

Dziękuję Syla38. Dla Kubusia
Odpowiedz
#12
Puzzel zawsze będziemy mieć w pamięci, to co się wydarzyło i w naszych przypadkach ta ciągła obawa chyba jest nieunikniona... To wszystko przez bagaż doświadczeń...
Odpowiedz
#13
Lukrecja, poronienie nie czyni nas ani świętymi, ani silniejszymi, ani lepszymi, ani walczącymi. Nie ma takiej mocy sprawczej. Myślę, że są kobiety, które doceniają cud narodzin, mimo że nie poroniły. I są takie, które poronienie zabija i nie mają siły walki. Są też takie, które nie przeżywają poronienia, po prostu przechodzą nad nim do porządku dziennego. Tak, tak, naprawdę, takie też są.
Odpowiedz
#14
PiBi wiem, że każda kobieta podchodzi do poronienia indywidualnie. Dla niektórych poronienie na wczesnym etapie ciąży nie ma za dużego znaczenia. Jednak ja po stracie musiałam sobie to jakoś wytłumaczyć i znaleźć motywację do dalszego działania. Dla mnie rodzina, posiadanie dzieci było zawsze najważniejszą wartością. Niektóre kobiety po poronieniu mogą nie zdecydować się na dalsze staranie, inne za wszelką cenę będą dążyć do swojego celu, ja to wszystko rozumiem...
Ja, po wszystkich tych wydarzeniach stałam się silniejsza, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile mogę znieść i jaką mam wolę walki.
Odpowiedz
#15
Dziś mam gorszy dzień... Brak mi wiary ma lepsze jutro... Brak mi nadziei, że będzie inaczej... Tak bardzo pragnę zostać ponownie mamą, ale nie o tym tu i teraz...
Wspomnienia wracają jak bumerang... Tak bardzo chciałabym zmienić przeszłość... Walczę ze sobą, ze swoimi słabościami... Tak bardzo jestem zła, że moja sytuacja jest taka skomplikowana i że nie mam wpływu na to, co się stało. Nie wiem, dlaczego w kwestii macierzyństwa los obszedł się ze mną tak brutalnie... Nie chcę narzekać... Wiem, że dostałam dużo... Mam rodzinę... Tylko moje 3 Szczęścia [*]... Zawsze pozostanie ta wyrwa w sercu...I tylko ja pamiętam...
Biję się z myślami... W ostatnim czasie wciąż motam się między niespełnionymi marzeniami, a szarą rzeczywistością... Śnię o tym, czego nie ma i nie będzie...
Może to tylko chwilowe załamanie... Muszę być silna... Czasami czuję się tak, jakby cały świat się ode mnie odwrócił. Nikt mnie nie rozumie...
Dziękuję, że mogę tu być i dzielić się z wami odczuciami...
Odpowiedz
#16
(Mon, 20 Lutego 2017, 15:17:27)Lukrecja napisał(a): Dziś mam gorszy dzień... Brak mi wiary ma lepsze jutro... Brak mi nadziei, że będzie inaczej... Tak bardzo pragnę zostać ponownie mamą, ale nie o tym tu i teraz...
Wspomnienia wracają jak bumerang... Tak bardzo chciałabym zmienić przeszłość... Walczę ze sobą, ze swoimi słabościami... Tak bardzo jestem zła, że moja sytuacja jest taka skomplikowana i że nie mam wpływu na to, co się stało. Nie wiem, dlaczego w kwestii macierzyństwa los obszedł się ze mną tak brutalnie... Nie chcę narzekać... Wiem, że dostałam dużo... Mam rodzinę... Tylko moje 3 Szczęścia
[*]... Zawsze pozostanie ta wyrwa w sercu...I tylko ja pamiętam...
Biję się z myślami... W ostatnim czasie wciąż motam się między niespełnionymi marzeniami, a szarą rzeczywistością... Śnię o tym, czego nie ma i nie będzie...
Może to tylko chwilowe załamanie... Muszę być silna... Czasami czuję się tak, jakby cały świat się ode mnie odwrócił. Nikt mnie nie rozumie...
Dziękuję, że mogę tu być i dzielić się z wami odczuciami...
[*]

Znam to dobrze... Pozdrawiam
Odpowiedz
#17
Puzzel dziękuję za wyrozumiałość... Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#18
Lukrecjo czytając Twój wpis miałam wrażenie jakbym to ja go napisała .Twoje uczucia są mi bardzo bliskie.Myślami jestem z Tobą.
Odpowiedz
#19
Dawno mnie tu nie było... ale w pamięci i w sercu... są...

Moje iskierki
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości