Jak sobie poradzić po tak ogromnej stracie..
#1
Witam..Jestem tu nowa, szukam pomocy u kobiet, które maja podobne doświadczenia...Straciłam dwie córeczki..13 tc (2015) oraz 20 tc(2016)....nie wiem jak sobie poradzić z tak ogromnym bólem...tak bardzo chciałam być szczęśliwą mamą...każdy mówi, by się nie poddawać..tylko jak?
Odpowiedz
#2
Ewko bardzo mi przykro. Nie ma jednej drogi do pokonania bólu. Czasami trzeba się poddać i upaść aby móc dalej żyć.
Odpowiedz
#3
Nie ma chyba słów, które ukoją Twój ból... Ja takich nie znam :-(

Bardzo mi przykro :-(
Odpowiedz
#4
Ewka tak bardzo mi przykro i tak doskonale Cię rozumiem. We wtorek 13.XII. straciłam mojego synka... to już mój trzeci Aniołek. Mam dwie córki (15 i 11 lat), z donoszonych ciąż, bez żadnych komplikacji. Dlaczego nie mogę mieć więcej dzieci?
Tym razem mój świat runął. Byłam pełna nadziei, ciąża rozwijała się prawidłowo. Dzidziuś był zdrowy i nagle ta straszna diagnoza na wizycie kontrolnej.... serduszko nie bije... znowu... tym razem w 15 tygodniu, poprzednio w 6 i w 18 tygodniu. Dlaczego pytam???? Dlaczego Pan Bóg odbiera mi kolejne dziecko, kolejną radość, kolejną nadzieję??? Piersi wypełniły się mlekiem, oczy łzami, noce lękiem.... nie potrafię dalej żyć...
Odpowiedz
#5
Nie rozumiem dlaczego.... dbałam o siebie....gdy usłyszałam, że coś jest nie tak myślałam, że mi serce pęknie....diagnoza się potwierdziła podczas badania w specjalistycznej klinice...13 trisomia Sad((((((((((( .....dwa razy....dwie dziewczynki...wszyscy myśleli, że mamy wadliwe geny, ale nie....zrobiono nam genetyczne badania..po 6 tyg przyszły wyniki...prawidłowy kariotyp..a to co się zdarzyło to pech..... tylko ,że ja nie potrafię zapomnieć...moje drugie dziecko zmarło w 20 tc we wrześniu....a tak się cieszyłam, że tym razem będzie inaczej..będzie dobrze....a teraz to jestem emocjonalnym wrakiem, który wciaż szuka odpowiedzi....
Odpowiedz
#6
Doskonale rozumiem Twój ból... ja czekam na wyniki badań.... czy lekarze badali Ciebie pod kątem trombofilii, zakrzepicy itp.?
Odpowiedz
#7
Nie..a to są specjalne badania?czy wykonuje się je w ciąży?Miałam robione wszystkie badania krwi, amniopunkcje dwa razy, po każdej ciąży..plus badania genetyczne czy nie jestem nosicielka wadliwego genu...wszystko mam prawidłowe.....a Ty BJoanna1 na jakie badania czekasz?Przez te myśli <DLACZEGO>można dostać do głowy.......skąd takie wady u dzieci....kurczę czy ten świat oszalał...nigdy bym nie pomyślała, że spotka mnie tak straszna strata..

(Mon, 19 Grudnia 2016, 21:49:54)spinka napisał(a): Nie ma chyba słów, które ukoją Twój ból... Ja takich nie znam :-(

Bardzo mi przykro :-(

Sad(((( tylko kobieta która przeszła prze to piekło zrozumie drugą.....

(Mon, 19 Grudnia 2016, 20:00:29)Becia napisał(a): Ewko bardzo mi przykro. Nie ma jednej drogi do pokonania bólu. Czasami trzeba się poddać i upaść aby móc dalej żyć.

To prawda....Czemu tylko spotyka to zazwyczaj porządnych ludzi....tyle słyszałam o matkach, które nie dbały o siebie..piły itp...a maleństwo urodziło się zdrowe..byłam pewna, że podobnie jak moja mama nie będę mieć kłopotów z ciążą....może to moja wina, że czekałam...że miałam stresującą pracę...że jestem bardzo wrażliwą osobą, która się wszystkim przejmuje...nie wiem.. wiem, że to strasznie boli...
Odpowiedz
#8
Właściwie to nie wiem na jakie badania czekam... podejrzewam, że pod kątem zakrzepicy, ponieważ w moim przypadku serduszka po prostu przestawały bić... Na usg w 12 tygodniu zawsze wszystko było idealnie, a później ta straszna cisza pod moim sercem... Sad W dniu poronienia, lekarze pobrali mi krew i powiedzieli, że wyniki będą spływały około dwóch tygodni. Muszę więc poczekać jeszcze tydzień. Pobrano też chyba łożysko do badań histopatologicznych... Nie wiem Kochana skąd wady i skąd takie straszne chwile w naszym życiu... Mam dwie zdrowe córki i dzisiaj myślę sobie, czy to możliwe, żeby przyczyną poronień był stres? Czy może jestem za stara? Mam skończone 36 lat....
Odpowiedz
#9
(Tue, 20 Grudnia 2016, 21:29:43)BJoanna1 napisał(a): Właściwie to nie wiem na jakie badania czekam... podejrzewam, że pod kątem zakrzepicy, ponieważ w moim przypadku serduszka po prostu przestawały bić... Na usg w 12 tygodniu zawsze wszystko było idealnie, a później ta straszna cisza pod moim sercem... Sad W dniu poronienia, lekarze pobrali mi krew i powiedzieli, że wyniki będą spływały około dwóch tygodni. Muszę więc poczekać jeszcze tydzień. Pobrano też chyba łożysko do badań histopatologicznych... Nie wiem Kochana skąd wady i skąd takie straszne chwile w naszym życiu... Mam dwie zdrowe córki i dzisiaj myślę sobie, czy to możliwe, żeby przyczyną poronień był stres? Czy może jestem za stara? Mam skończone 36 lat....

Ja słyszałam od psycholog , że stres ma wielki wpływ... to straszne, ale aż tak?myślę, że może coś tam u Ciebie może być z zakrzepicą, ale na to są leki i znam wiele przypadków, ze po wykryciu i stosowaniu 
zastrzyków przeciw coś tam dzieciątka sa zdrowe.. życzę Ci tego z całego serca..nie jestem lekarzem ale dużo czytam i jeżeli chodzi o zatrzymanie serduszka to tylko to znam z przypadków...stara? Nie....
Odpowiedz
#10
Ewa strasznie mi przykro.

A co do stresu... Owszem ma wpływ na wiele spraw ale nie sądzę żeby mógł"zabijać" nasze dzieci.
Odpowiedz
#11
Dziewczyny, jest mi ogomnie przykro, że przez to przechodzicie, to takie smutne...
 Myślę, że często nie ma odpowiedzi, dlaczego???? i z punktu medycznego nie ma, i psychologicznego nie ma i z punktu wiary też.
Ja tez się obwiniałam , ze na początku się bałam tej ciąży, potem ze dużo stresu, ze może mogłam iść do innego lekarza itp.. ale przestałam bo bym chyba zwariowała.
Dużo słucham piosenki " 44 dni' Luxtorpedy i ona koi moje nerwy. Chcę się nauczyć cieszyć się chociaż z 11 tyg. życia mojego dziecka, może kiedyś mi się uda... I Wam tego też z całego serca życzę, żebyśmy kiedyś razem potrafiły cieszyć się z życia naszych Aniołków...
Odpowiedz
#12
(Tue, 20 Grudnia 2016, 23:49:44)Rut napisał(a): Dziewczyny, jest mi ogomnie przykro, że przez to przechodzicie, to takie smutne...
 Myślę, że często nie ma odpowiedzi, dlaczego???? i z punktu medycznego nie ma, i psychologicznego nie ma i z punktu wiary też.
Ja tez się obwiniałam , ze na początku się bałam tej ciąży, potem ze dużo stresu, ze może mogłam iść do innego lekarza itp.. ale przestałam bo bym chyba zwariowała.
Dużo słucham piosenki " 44 dni' Luxtorpedy i ona koi moje nerwy. Chcę się nauczyć cieszyć się chociaż z 11 tyg. życia mojego dziecka, może kiedyś mi się uda... I Wam tego też z całego serca życzę, żebyśmy kiedyś razem potrafiły cieszyć się z życia naszych Aniołków...
Może faktycznie nie ma odpowiedzi..jestem zmęczona wiecznym szperaniem w internecie, szukaniem, analizowaniem i tłumaczeniem dlaczego....rok temu zaszłam w ciąże, to byłam przeszczęśliwa...gdy w 13 tc lekarz <zobaczył zgrubienie
na karku>u dziecka, nie wiedzialam, że to tak powazna sprawa...poczułam jakbym dostała w twarz obuchem ...diagnoza- trisomia....zero szans na przeżycie...gdy w tym roku zaszłam w ciąże to byłam pewna, że wszystko będzie dobrze, że to niemożliwe by było to samo co rok temu.. do 18 tc byłam przeszczęśliwa..szczeglnie gdy w 13 tc lekarz powiedzial, że tym razem jest wszystko w porzadku..nic nie widział zlego...to byłam w takiej euforii ze chciało mi się latać..po 4 tyg gdy już można było zrobić usg brzuszne zobaczył, że jednak nie jest dobrze....w najgorszych snach nie przypuszczałam, że to to samo...tym bardziej, że mieliśmy mały procent szans na to samo....a jednak...znowu to samo...zero szans na przeżycie...a niby było dobrze....pytałam sto razy, czy napewno...by moc się cieszyć w pełni...dwie dziewczynki i dwie trisomie 13.... niby niemożliwe, że dwa razy ta sama trisomia, a jednak....głupi pech tak powiedzieli, bo badania genetyczne są w porządku...coś poszło nie tak na samym początku łaczenia się komórek..tylko co? to moja obsesja...Sad ale może faktycznie to po prostu nic innego jak pech...nigdy nie zapomnę o moich Aniołkach...Olivia(13tc 17.08.2015) oraz Vivien (20 tc 30.09.2016).....póki co mam żal...do wszystkiego ...mam nadzieję, że powoli minie i będę mogła cieszyć się życiem...

(Tue, 20 Grudnia 2016, 22:57:32)fionix napisał(a): Ewa strasznie mi przykro.

A co do stresu... Owszem ma wpływ na wiele spraw ale nie sądzę żeby mógł"zabijać" nasze dzieci.
Sama niewiem co myśleć...może nie zabijać, ale może ma wpływ na łączenie się komórek ....nie wiem...może to hormony powodujące stres są tym złem....gdy zachodzi tragedia, człowiekowi przychodzą rózne pomysły do głowy....
Odpowiedz
#13
Dziewczyny... zaglądam tu, żeby nie czuć się tak strasznie samotna w swojej żałobie. Proszę, nie zrozumcie mnie źle... nie pociesza mnie absolutnie fakt, że ktoś inny cierpi tak jak ja, a często nawet bardziej... ale dzięki temu forum czuję się zrozumiana... Psychoterapia nie pomaga, piękna choinka wręcz drażni...czuję złość, czuję niesprawiedliwość, a żal rozrywa mi serce. Wstaję rano, robię dzieciom śniadania i dopóki nie wrócą ze szkoły cały czas płaczę... Tak bardzo tęsknię za moim synkiem... tak bardzo nie rozumiem co się stało, tak bardzo pragnę go przytulić, że odczuwam wręcz fizyczny ból.... Nie potrafię funkcjonować.... Dla mnie nie ma już nawet nadziei...
Mama Zuzi (2001) i Zosi (2005) oraz Poli (18 tydz. 25.07.2015), Aniołka (6 tydz. 06.12.2015) oraz Antosia (15 tydz. 13.12.2016)
Odpowiedz
#14
(Wed, 21 Grudnia 2016, 11:06:28)BJoanna1 napisał(a): Dziewczyny... zaglądam tu, żeby nie czuć się tak strasznie samotna w swojej żałobie. Proszę, nie zrozumcie mnie źle... nie pociesza mnie absolutnie fakt, że ktoś inny cierpi tak jak ja, a często nawet bardziej... ale dzięki temu forum czuję się zrozumiana... Psychoterapia nie pomaga, piękna choinka wręcz drażni...czuję złość, czuję niesprawiedliwość, a żal rozrywa mi serce. Wstaję rano, robię dzieciom śniadania i dopóki nie wrócą ze szkoły cały czas płaczę... Tak bardzo tęsknię za moim synkiem... tak bardzo nie rozumiem co się stało, tak bardzo pragnę go przytulić, że odczuwam wręcz fizyczny ból.... Nie potrafię funkcjonować.... Dla mnie nie ma już nawet nadziei...
Mama Zuzi (2001) i Zosi (2005) oraz Poli (18 tydz. 25.07.2015), Aniołka (6 tydz. 06.12.2015) oraz Antosia (15 tydz. 13.12.2016)
Rozumiem Cię..ja sama szukałam forum gdzie są kobiety, które mogą mnie zrozumieć...to co czujesz, to normalne po takiej stracie..masz prawo opłakać syna tak jak tego potrzebujesz...płacząc czy krzycząc..obojętnie jak byle by pomogło....póki co to za świeże by normalnie funkcjonować..daj sobie czas ..na żałobę..dobrze by było gdyby rodzina Cię wspierała i dała na ten czas "taryfę ulgową".....za niedługo będzie 3 miesiace po mojej stracie, a już naprawdę nie mam sił płakać...
Odpowiedz
#15
Właśnie to jest normalne, że cierpimy, płaczemy, a wręcz wyjemy z bólu po stracie naszych Dzieci. Pozwólmy sobie na to... Dobrze że tu jesteśmy bo dajemy sobie szansę na wyjście z bólu.... Wierzę, że kiedyś nadejdzie czas kiedy już ten smutek i żal nad nie będą wyniszczac.
Odpowiedz
#16
(Wed, 21 Grudnia 2016, 14:07:11)Rut napisał(a): Właśnie to jest normalne, że cierpimy, płaczemy, a wręcz wyjemy z bólu po stracie naszych Dzieci. Pozwólmy sobie na to... Dobrze że tu jesteśmy bo dajemy sobie szansę na wyjście z bólu.... Wierzę, że kiedyś nadejdzie czas kiedy już ten smutek i żal nad nie będą wyniszczac.
Dokładnie......
Odpowiedz
#17
EwkaK1-czy Ty lub Ojciec dzieci(ale głownie Ty) nie jesteście narażeni np. W pracy na czynniki szkodliwe, substancje Chem, promieniowanie jonizujące itp.?Czy kiedyś nie przechodziłaś ciężkiego leczenia-radioterapia, chemioterapia?...czy lekarze mówili Wam o zjawisku nondysjunkcji chromosomowej? (Skoro Wasze kariotypy są prawidłowe).
Odpowiedz
#18
(Wed, 21 Grudnia 2016, 20:49:33)animatua napisał(a): EwkaK1-czy Ty lub Ojciec dzieci(ale głownie Ty) nie jesteście narażeni np. W pracy na czynniki szkodliwe, substancje Chem, promieniowanie jonizujące itp.?Czy kiedyś nie przechodziłaś ciężkiego leczenia-radioterapia, chemioterapia?...czy lekarze mówili Wam o zjawisku nondysjunkcji chromosomowej? (Skoro Wasze kariotypy są prawidłowe).

Nie, nie mówili...wydaje  mi się, że by to wyszło w kariotypie ....ale pracowalismy oboje przy metalach ciężkich... ...myślisz, że to to? ja już tam nie pracuje..mąż też..
Odpowiedz
#19
Z kariotypem prawidłowym bądź nie rodzisz sie i taki masz przez całe życie. Jako kobieta rodzisz sie tez z komórkami jajowymi i ich materiał genetyczny moze ulegac chociażby przez te metale ciężkie uszkodzeniu, raz uszkodzony nie naprawi sie, nowe zdrowe komórki jajowe tez sie nie pojawią-to wszystko bez wpływu na Twój kariotyp. Oczywiscie to nie jest tak, ze wszystkie ulegną uszkodzeniu, ale na tyle, ze moze zdążyć sie tak jak u Ciebie- dwie ciąże po sobie z Zespołem Patau.
Czy lekarze zebrali u Was wywiad w tym kierunku?- narażenia na niekorzystne czynniki.
Czy w drugiej ciazy, ze względu na wykrytą wadę w pierwszej przeprowadzono test papp-a(testy 1 trymestru)?
Odpowiedz
#20
(Wed, 21 Grudnia 2016, 21:58:29)animatua napisał(a): Z kariotypem prawidłowym bądź nie rodzisz sie i taki masz przez całe życie. Jako kobieta rodzisz sie tez z komórkami jajowymi i ich materiał genetyczny moze ulegac chociażby przez te metale ciężkie uszkodzeniu, raz uszkodzony nie naprawi sie, nowe zdrowe komórki jajowe tez sie nie pojawią-to wszystko bez wpływu na Twój kariotyp. Oczywiscie to nie jest tak, ze wszystkie ulegną uszkodzeniu, ale na tyle, ze moze zdążyć sie tak jak u Ciebie- dwie ciąże po sobie z Zespołem Patau.
Czy lekarze zebrali u Was wywiad w tym kierunku?- narażenia na niekorzystne czynniki.
Czy w drugiej ciazy, ze względu na wykrytą wadę w pierwszej przeprowadzono test papp-a(testy 1 trymestru)?
Nie, nie zrobili Pappa... mieliśmy robione badania pod każdym genetycznym kątem...nie ma mutacji i inych..6 tyg czekałam na wyniki..czy sądzisz, że jest nadzieja dla mnie na bycie mama zdrowego dziecka?jak tak to co powinnam teraz zrobić...
Odpowiedz
#21
https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid337214
Odpowiedz
#22
Wiem, że to wcale nie pocieszy, ale jest odpowiedź na pytanie "dlaczego": na poronienie składa się zawsze wiele czynników, najprościej rzecz ujmując - to poronienie jest w naturze "zwyczajne", nadzwyczajne, choć trudno w to uwierzyć, jest urodzenie zdrowego dziecka. Sad na niektóre rzeczy można mieć wpływ, na niektóre - nie. Decyduje - natura (genetyka, immunologia, czynniki zewnętrzne, wrodzone, itd, itp.). To straszne, ale tak jest. Niestety.
A co do porządnych ludzi, których to spotyka. Raczej tak nie działa, poza tym, czy za złe prowadzenie się matki naprawdę powinno płacić życiem dziecko? Czy ono jest czemuś winne, czy byłoby to sprawiedliwe?

Życzę Wam dużo sił, Dziewczyny, współczuję serdecznie strat Dzieci. [*]
Odpowiedz
#23
(Thu, 22 Grudnia 2016, 13:50:42)PiBi napisał(a): Wiem, że to wcale nie pocieszy, ale jest odpowiedź na pytanie "dlaczego": na poronienie składa się zawsze wiele czynników, najprościej rzecz ujmując - to poronienie jest w naturze "zwyczajne", nadzwyczajne, choć trudno w to uwierzyć, jest urodzenie zdrowego dziecka. Sad na niektóre rzeczy można mieć wpływ, na niektóre - nie. Decyduje - natura (genetyka, immunologia, czynniki zewnętrzne, wrodzone, itd, itp.). To straszne, ale tak jest. Niestety.
A co do porządnych ludzi, których to spotyka. Raczej tak nie działa, poza tym, czy za złe prowadzenie się matki naprawdę powinno płacić życiem dziecko? Czy ono jest czemuś winne, czy byłoby to sprawiedliwe?

Życzę Wam dużo sił, Dziewczyny, współczuję serdecznie strat Dzieci.
Masz racje... natura decyduje.. dziękuje za słowa otuchy..
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości