7 tygodni
#26
Wiesz, to była moja pierwsza ciąża. Taka trochę nieplanowana. Przestaliśmy się zabezpieczać, pierwszy cykl i od razu bam, dwie kreski! Dla mnie szok kompletny, bo chociaż gdzieś tam dopuszczałam taką możliwość, to i tak nie sądziłam, że tak szybko to pójdzie... I powiem szczerze, że wpadłam w taką panikę, że dobrą godzinę się nie mogłam uspokoić. Radość przyszła później ale obawy i tak zostały, chociaż to chyba naturalne.
Teraz czasem łapię się na tym, że wypieram poronienie. Robię sobie kawę i myślę "jedną już dziś piłaś, zaszkodzisz dziecku!" Albo nachodzi mnie ochota na sushi... "Nie, nie wolno, możesz się czymś zarazić i dziecko urodzi się chore". Aż mam ochotę krzyknąć sama na siebie, "Aśka, ogarnij się, nie jesteś już w ciąży!!!" Ciężko wyłączyć ten tryb ciążowy. Albo już całkiem mi odbiło?
Odpowiedz
#27
To wsparcie to mechanizm obronny. Nasza psychika radzi sobie na różne sposoby i każdy jest dobry, tak myślę. Ja dziś muszę iść do szpitala po wypis. Na samą myśl się trzęsę..
Odpowiedz
#28
Rona, trzymasz się jakoś po wizycie w szpitalu? Martwię się o Ciebie.
Odpowiedz
#29
Jakoś dałam radę. Choć rozmowa nt. odbioru ciała była bardzo przykra i bolesna. Jutro kolejna trudna rozmowa, z Dyrekcją w pracy. Wciąż nie wiem, czy korzystać z urlopu macierzyńskiego. A tak w ogóle to powinnam chyba założyć swój wątek, bo zasmiecam Twój.
Odpowiedz
#30
Nie przejmuj się tym, jeśli czujesz taką potrzebę to oczywiście załóż własny wątek, ale wiedz, że zawsze możesz tu pisać. Co do urlopu, jeśli czujesz się na siłach, żeby wrócić do pracy to ok. Ale nic na siłę, lepiej zostać dłużej w domu i w spokoju przeżyć żałobę niż się zmuszać do zbyt wczesnego powrotu. Takie zmuszanie się bo "co powie szef, co powiedzą koledzy z pracy" może niestety wyrządzić dużo złego i spotęgować Twój ból.
Ja trochę żałuję, że nie miałam możliwości skorzystać z urlopu. Do pracy wróciłam po 10 dniach i dla mnie to było o wiele za szybko. Może dlatego teraz wszystko wraca z tak potworną siłą. Poroniłam w domu, nie było jak zrobić badań genetycznych, wątpię żeby szpital wystawił dokumenty w takiej sytuacji. Chyba nawet nie chcę tego sprawdzać, nie mam siły na walkę z systemem.
Odpowiedz
#31
Chętnie skorzystalabym z tych 8 tygodni, ale życie jest życiem.. Pracuje w szkole, właśnie teraz rozdzielanie są godziny na przyszły rok. Boję się, ze jako nieobecna zostanę gorzej potraktowana i po powrocie będę się denerwować. Zamierzam szczerze porozmawiać z Dyrekcją, w takim wypadku zrezygnuje chyba z tego urlopu.
Odpowiedz
#32
(Mon, 15 Sierpnia 2016, 22:14:31)mamaokruszka napisał(a): Wiesz, to była moja pierwsza ciąża. Taka trochę nieplanowana. Przestaliśmy się zabezpieczać, pierwszy cykl i od razu bam, dwie kreski! Dla mnie szok kompletny, bo chociaż gdzieś tam dopuszczałam taką możliwość, to i tak nie sądziłam, że tak szybko to pójdzie... I powiem szczerze, że wpadłam w taką panikę, że dobrą godzinę się nie mogłam uspokoić. Radość przyszła później ale obawy i tak zostały, chociaż to chyba naturalne.
Teraz czasem łapię się na tym, że wypieram poronienie. Robię sobie kawę i myślę "jedną już dziś piłaś, zaszkodzisz dziecku!" Albo nachodzi mnie ochota na sushi... "Nie, nie wolno, możesz się czymś zarazić i dziecko urodzi się chore". Aż mam ochotę krzyknąć sama na siebie, "Aśka, ogarnij się, nie jesteś już w ciąży!!!" Ciężko wyłączyć ten tryb ciążowy. Albo już całkiem mi odbiło?

hej, u mnie sytuacja wygląda podobnie. Pierwsza ciąża, 11 tydzień. Nie będę opisywała swoich przejść w szpitalu. Nasuwa mi się tylko myśl, że lekarze to ścierwo, bezduszni ludzie.Jednak ja mam większy strach w sobie, bo do dziś nie mam okresu po łyżeczkowaniu, a to już pół roku. Z psychiką niby jest dobrze, ale jak widzę kobiety w ciąży to mam ochotę gryźć. Myślę sobie "też bym miała taki brzuszek", 'szykowałabym się na porodówkę", a tu brzydko mówiąc dupa. Też mam momenty, że chce mi się wyć. Zastanawiam się czy kiedykolwiek nie będę miała takich myśli podszytych żalem, smutkiem, zazdrością.
Odpowiedz
#33
Alinaagawa, to wszystko jest naturalna reakcja na to co się nam przytrafiło. Czas, czas i jeszcze raz czas. Tylko to może pomóc oswoić ból. Ja już wiem, że on nigdy nie zniknie. Ale cały czas mam nadzieję, że z czasem będę w stanie funkcjonować normalniej. Bez wybuchania płaczem na widok wózków dziecięcych, witryn sklepowych z ciuszkami dla dzieci... Mieszkam od niedawna w nowym budynku, co chwila wprowadzają się nowi sąsiedzi. Wczoraj naliczyłam już 4 kobiety w ciąży. Jak mijamy się na korytarzu to odwracam wzrok od ciążowych brzuszków. Nie chcę by widziały mój wyraz twarzy, ten żal i zazdrość.

Rona, czego byś nie wybrała, ważne, żebyś to Ty dobrze się z tym czuła.
Odpowiedz
#34
(Wed, 17 Sierpnia 2016, 07:42:28)rona napisał(a): Chętnie skorzystalabym z tych 8 tygodni, ale życie jest życiem.. Pracuje w szkole, właśnie teraz rozdzielanie są godziny na przyszły rok. Boję się, ze jako nieobecna zostanę gorzej potraktowana i po powrocie będę się denerwować. Zamierzam szczerze porozmawiać z Dyrekcją,  w takim wypadku zrezygnuje chyba z tego urlopu.

Rona - z prawa do urlopu macierzyńskiego NIE można zrezygnować, jesli się je posiada. Oznacza to, że jeśli pracodawca uzyskuje wiedzę, że pracownica urodziła, NIE może jej nie wysłać na urlop. Jeśli przyjmie ją do pracy, złamie jej prawa pracownicze i zaryzykuje donos i grzywnę, a kara może być niemała. I podkreślam, że wystarczy, że on ma o tym prawie wiedzę, nie musi otrzymać w tym celu formalnego pisemnego wniosku. To on ma obowiązek go wymagać, jeśli chce papierowy, bo wniosek może być ustny. I taka rozmowa już wszystko mu ujawnia wystarczająco.

Jedyna możliwość obecnie, to taka, że pracownica nie może udokumentować swojego prawa, bo nie zarejestrowała w USC urodzenia dziecka i nie dysponuje Aktem urodzenia. To i tak dwuznaczna sytuacja w dokumentowaniu praw, do tego czym innym jest urlop macierzyński, a czym innym zasiłek macierzyński, ale w takim wypadku można w praktyce liczyć na to, że pracodawca może się powołać na brak wymaganych dokumentów i nic mu się w praktyce nie stanie. Zresztą, to wykorzystują przeciw nam, kiedy chcemy iść, a z powodu luk w prawiemamy problemy.
Ale jeśli dziecko zarejestrowałaś, to oficjalnie NIE wolno mu po takiej rozmowie nie udzielić Ci urlopu. Wystarczy, że ktoś wsypie i po ptokach. Byłby głupi, gdyby ryzykował, nawet nieznajomość przepisów go nie chroni - ma psi obowiązek je znać. Same pracownice nieraz reagują po czasie różnie, czasem mściwie z różnych powodów. Pracodawca w żaden sposób NIE może tego prawa negocjować, nie może Ci zasugerować rezygnacji, nie może również legalnie przyjąć do wiadomości inicjatywy pracownicy. Wybij sobie takie rozumowanie z głowy. Taka możliwość prowadziłaby wiecznie do nadużyć, bo pracodawcy czyniliby nieoficjalne naciski na kobiety - więc NIE ma takiej opcji.

Nieco inaczej jest, gdy kobieta jeszcze nie zarejestrowała urodzenia, a pracodawca oficjalnie nie wiedział o ciąży, a tym bardziej nie wie też o porodzie. Bo wtedy działa w dobrej wierze i może to przysiąc - nic nie wiedział, to nie jego wina, prawa pracownicy nie złamal świadomie. Ale jeśli nie zarejestrowałaś dotąd dziecka, to - dla ścisłości - i tak nie jest to wtedy absolutnie rozmowa o tym, czy Ty sobie pójdziesz na urlop, czy nie. Różnica może Ci się wydawać subtelna, ale jest zasadnicza.

Pamiętaj ponadto, że termin 8-tygodniowego urlopu już Ci biegnie - od daty porodu. Jeśli dopiero po takiej rozmowie zamierzałabyś zacząć starania o rejestrację, to możesz obudzić się po jego upływie. I możesz nie zdążyć skorzystać. Chyba, że już dysponujesz wynikami badań płci i załatwisz to migiem. Wtedy jeszcze zdążysz wykorzystać resztę dni. A te, które minęły, można przekwalifikować na urlop, który jest płatny 100% w odróżnieniu od chorobowego. To dlatego do chwili załatwienia kobiety najczęściej ciągną zwolnienie.
Bo dni, w których będziesz pracować - nie da się na urlop już zamienić. I nie ma możliwości przesuwania urlopu "na potem". Tak, jak powiedziałam, ten termin już biegnie i zakończy się po 8 tygodniach od porodu, nieważne, czy korzystasz z niego, czy nie.

To na tyle od strony formalnej. To nie jest miejsce na omawianie zagadnień prawniczych, więc więcej nie będę kontynuować tutaj. Po szczególy musisz się udać do innego działu. Natomiast powiem tylko jeszcze, że byłabym ostrożna w liczeniu na pracodawcę i jego zapewnienia - niejedna kobieta się przejechała na rezygnacji z urlopu dla dobra pracodawcy, a potem wylądowała na lodzie. Jeśli nie zamierzasz iść konsekwentnie na urlop bez patrzenia na to, co na to pracodawca, to znacznie bezpieczniej jest się wcale w pracy nie ujawniać z tym tematem. Chyba że już i tak o ciąży wiedzieli, to na jedno wyjdzie. Ale dobrze to przemyśl, bo inaczej zasygnalizujesz mu znacznie więcej do myślenia niż sądzisz. Niekoniecznie w kierunku, o który Ci chodzi.
Odpowiedz
#35
Amelia, jedno krótkie jeszcze pytanie - czy można taki urlop skrócić?

Razem z urlopem uzupełniającym w moim przypadku to 3 miesiące - to już sporo..
Odpowiedz
#36
Alinaagawa, na swoim przykładzie mogę Ci powiedzieć, że nie każdy lekarz jest bez serca. Ja miałam to szczęście w nieszczęściu, że zajął się mną wspaniały lekarz, który po przekazaniu złych wiadomości trzymał mnie za rękę i podawał ręczniki papierowe, gdy płakałam. Widać było, że się przejął i że ciężko mu było podczas rozmowy. Wiem, że niektórzy lekarze potrafią wykazać się wyjątkowym okrucieństwem, niektórzy z nich to zwykłe chamy, ale na prawdę nie wszyscy są tacy. Bardzo mi przykro, że zostałaś źle potraktowana w szpitalu bo każda z nas zasługuje na godne traktowanie i należytą opiekę. Jeśli tylko masz siłę, warto zwrócić się do Rzecznika Praw Pacjenta lub lokalnego oddziału NFZ. Oni mogą interweniować w szpitalu i uchronić kolejne kobiety przed złym traktowaniem.
Odpowiedz
#37
(Wed, 17 Sierpnia 2016, 14:59:07)rona napisał(a): Amelia, jedno krótkie jeszcze pytanie - czy można taki urlop skrócić?

Od tego miejsca przeczytaj: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid252079.
Moja wiedza nie uległa od tego momentu zmianie - nie dam głowy, choć nie sądzę, ale musiałabyś to sprawdzić w Państwowej Inspekcji Pracy dla pewności.
Odpowiedz
#38
Dziękuję Amelia. Zostawiam to mojej kadrowej.
Odpowiedz
#39
Alinaagawa

Otóż i ten wątek:
https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid332129
I tam odpowiadaj na zastrzeżenia Staffu.


Wcześniejsze posty zostały tam przeniesione.
Post do późniejszego usunięcia lub przeniesienia.
Odpowiedz
#40
Dziś zostałam potraktowana przez mojego endokrynologa jak rozhisteryzowana idiotka. Wiele przykrych słów padło na wizycie... Byłam w takim szoku, że nawet nie zareagowałam, po prostu wyszłam i się rozpłakałam. Tracę wiarę, że kiedyś znajdę normalnego lekarza, który będzie po prostu ludzki i nie będzie się uważał za boga.

Nie rozumiem jak można traktować stratę dziecka jako coś normalnego, naturalnego i "w ogóle o co ten płacz" :-( :'(
Odpowiedz
#41
Bardzo mi przykro, że tak zostałaś potraktowana. Moja terapeutka (jest lekarzem) powiedziała mi, że na tym etapie ciąży strata jest bardzo powszechna. Nie umniejszała mojemu cierpieniu i stracie, przeciwnie mówiła, że to tragedia, ale teraz musimy walczyć o moje zdrowie i życie. Ale skoro to jest tak powszechne, to dla ginekologów i endokrynologów może być to codzienna sytuacja i stąd może brak empatii. Ja nie mogę narzekać, moja ginekolog do której chodzę prywatnie, zadbała o to by w  szpitalu traktowali mnie bardzo delikatnie, wie, że jestem po traumie seksualnej i każde badanie ginekologiczne to wielki stres i choć pracuje na innym oddziale to poszła tam i poprosiła by mnie traktowali ze szczególną delikatnością. I tak było. Mialam w tej kwestii chociaż szczęście, że nie mam po szpitalu kolejnej traumy. Przykro mi, że doswiadczylaś braku empatii i zrozumienia. Przytulam Cie serdecznie
Odpowiedz
#42
Dwa miesiące temu jeszcze miałam nadzieję... Jeszcze wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Dwa miesiące temu moje serce było jeszcze całe i biło dla Ciebie mój Maleńki... Ostatni dzień tamtego życia. Kiedy wierzyłam bezgranicznie, że zajście w ciążę równa się zdrowy różowy bobas po dziewięciu radosnych miesiącach. Teraz moje serce rozpada się na milion kawałków a ja każdego dnia próbuję poskładać je w całość. Teraz już nie wiem w co wierzę. I choć na codzień żyję, nawet się uśmiecham, to przychodzi taki dzień jak dziś a ja znów jestem małą zapłakaną dziewczynką. Dziś znajoma zapytała "To tobie jeszcze nie przeszło? Wiesz, ludzie mają prawdziwe problemy". Nic nie odpowiedziałam, poszłam w swoją stronę łykając łzy. Nie wiem jak niektórzy ludzie mogą być tak bezmyślni. Rzucać tak potworne słowa bez chwili zastanowienia. Wbijać nóż w serce...
Odpowiedz
#43
Masz prawo być małą zapłakaną dziewczynką, bo straciłeś swój największy Skarb. I dla Ciebie jest to największy problem świata.. Wspieram Cię całym sercem.. Choć myślę, ze do swoich Aniołków w niebie powinnyśmy jednak jak najczęściej się uśmiechać..
Odpowiedz
#44
Dziękuję Rona. Staram się uśmiechać, chociaż są dni kiedy jest niewyobrażalnie ciężko. Szczególnie ostatnio. Chęć podjęcia starań napawa nadzieją ale też powoduje ogromne wyrzuty sumienia. Nie chcę zastąpić Adasia, nie chcę go nigdy zapomnieć, ale mam świadomość, że gdyby on nie odszedł nie byłoby żadnych starań... Boję się kolejnej ciąży, boję się, że znów się nie uda, boję się jak będę żyła jeśli się uda. Czy będę umiała pokochać to maleństwo? Czy będę widzieć w nim jego starszego brata? Mam taki mętlik w głowie :-(
Odpowiedz
#45
Serce matek jest tak pełne miłości, ze starczy jej dla Adasia i kolejnego ewentualnego maluszka. Jestem tego absolutnie pewną..
Odpowiedz
#46
Przeczytałam i płaczę. Minęły dwa lata od kiedy mojej córki nie ma ze mną. Miałaby teraz 19 miesięcy. Wiele się zmieniło. Ale nie zmieniło się jedno, to że tęsknię za nią i do końca życia będzie mi jej brakować. Niezależnie od liczby ziemskich dzieci, bo żadne dziecko jej nie zastąpi. Pozwól sobie na ból, na rozpacz, żal, umarło Twoje dziecko i nic ani nikt tego nie zmieni.
Z czasem boli trochę mniej, ale zdarza się, że ból potrafi zatkać tak jak w momencie kiedy usłyszałam, że moje dziecko nie żyje...
Światełko dla Adasia [*]
Odpowiedz
#47
Dziękuję Bombel. Kiedyś tu przeczytałam, że tracąc dorosłych płaczemy nad wspólną przeszłością, tracąc dziecko płaczemy nad przyszłością, która nigdy nie nadejdzie. Tracimy nie tylko "płód" jak to lekarze nazywają, tracimy raczkującego bobasa, stawiającego pierwsze kroki roczniaka, przedszkolaka, szczerbatego pierwszoklasistę... Wszystkie "pierwsze razy" naszego Maluszka, pierwszy uśmiech, słowo, krok... Okropnie ciężko żyć ze świadomością, że to wszystko zostało nam bezpowrotnie odebrane. Tyle miłości jest we mnie a mój brzuch jest tak potwornie pusty... I tak niestety pozostanie przez najbliższe miesiące. Nie wybiegam myślami zbyt daleko, staram się żyć tu i teraz, nie umiem sobie wyobrazić, że ten ból zostanie ze mną już zawsze. Czasem marzę, żeby wyrzucić to wszystko z głowy i z serca. Zapomnieć. Choć wiem, że to niewykonalne. 
Trudno mi się uśmiechać, ostatnio jest coraz trudniej, lekarz ma pewne podejrzenia, które chce potwierdzić lub wykluczyć przed kolejną ciążą, kategorycznie zabronił się starać, możliwe, że czeka mnie poważna operacja, ale to wszystko zależy od wyników. Znów wraca strach o moje zdrowie i życie. Czy kiedyś jeszcze będzie normalnie?
Odpowiedz
#48
Synku, tak strasznie tęsknię za Tobą. Wszyscy już zapomnieli. Ja pamiętam. Zawsze będę pamiętać. Kocham Cię mój Maleńki :-*
Odpowiedz
#49
(*) dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#50
Dziękuję Niciak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości