Koniec.
#26
Dla Kropeczki
[*]
Ja przeszłam przez to samo . Od niedzieli do dzisiaj-wtorek. Zostałam  sama. Mój sweet pea odszedł po 6 tyg. Nie zdążyłam zobaczyć nawet obrazu USG. Dziś było pusto...
Odpowiedz
#27
Pamietam.
Kocham i tesknie (*)
Odpowiedz
#28
Zawsze bedziesz w moim sercu.

Kocham i tesknie (*)
Odpowiedz
#29
Dzis Twoj dzien Malenstwo.
Szkoda, ze nie spedzamy go razem.
Kocham (*)
Odpowiedz
#30
Masz braciszka Skarbie, drugiego ziemskiego braciszka.

Kocham i tesknie
(*)
Odpowiedz
#31
Malenstwo moje. Dzis swietowalibysmy Twoje pierwsze urodziny. Zamiast swieczki na torcie zapalam Ci wirtualny znicz. To nie tak powinno byc. Nie tak..


Kocham i tesknie
(*)
Odpowiedz
#32
Bardzo mi przykro.
Dla Twojego okruszka (*)
Odpowiedz
#33
Kocham i tesknie niezmiennie
(*)
Odpowiedz
#34
Kocham i tesknie.

Zawsze bedziesz w moim sercu pikajaca Kropeczko
(*)
Odpowiedz
#35
2 lata temu stracilam bezpowrotnie kawalek siebie, stracilam Ciebie.

Kocham i tesknie niezmiennie, Kropko moja.

(*)
Odpowiedz
#36
Pamietam o Tobie.
Czas rozmywa wspomnienia, te niedobre.
Ty zawsze bedziesz w moim sercu Dziecko. Kropko (*)
Odpowiedz
#37
Dziecko moje
Mysle o Tobie. 

Co by bylo gdyby..
Odpowiedz
#38
Bardzo mi przykro, współczuję straty Maluszka [*]
Odpowiedz
#39
Dziecino, tęsknię i myślę o Tobie (*)
Odpowiedz
#40
Za Toba tesknie a dwojki ziemskich dzieci moich nie doceniam. Jestem zla matka, moze lepiej dla Ciebie ze mnie nie poznalas Dziecino.
Odpowiedz
#41
Agi, dlaczego myślisz w ten sposób?
Odpowiedz
#42
Ja sama nie chcialabym miec takiej matki jaka sama jestem. Jestem do niczego.
Odpowiedz
#43
Myślę, że to nieprawda. Że to żałoba tak Ci szepcze do ucha.
Myślę też, że trudno być ziemską mamą po stracie.
Wyrzuty sumienia z pewnością niczego nie ułatwiają.

Nie chciałabyś skorzystać z pomocy terapeuty?
Odpowiedz
#44
Korzystam, odkad na swiecie zjawil sie drugi ziemski Syn. Bylo.lepiej, potem mialam za dluga przerwe, nie mialam jak.chodzic. Wszystko wrocilo, jest gorzej niz bylo. Na terapie wrocilam, zobaczymy czy jak znowu bede.regularnie chodzoc to odzyskam jakas rownowage. Ale sa momenty kiedy mysle ze powinnam miec wsparcie farmakologicNe.
Odpowiedz
#45
Agi a caly czas chodzisz do tego samego psychoterapeuty? Wiesz, ja w tamtym roku mialam "epizod depresyjny" - skonczylo sie lekami. Nie przyjmowalam ich jednak dlugo, nie chcialam i nie moglam, ale to nie miejsce. Do czego zmierzam - psychiatra wysluchujac mojej opowiesci zapytal sie mnie, czy uwazam, ze terapia byla efektywna (bylam w terapii ok 1,5 roku, w momencie, kiedy trafilam do psychiatry to bylo juz 7 miesiecy bez terapii). Troche mnie zamurowalo i przez kilka miesiecy jeszcze zastanawialam sie nad tym. Nastepnie zaczelam kolejna terapie, ktora wlasnie zakonczylam. Z innym terapeuta. I widze ogromna roznice. Cos, co jeszcze powiedzial mi ten psyciatra i co mialo byc glowna mysla mojej wypowiedzi to to, ze terapia nie moze ciagnac sie latami i jesli Ty nie czujesz zmian, jakis plusow tego, jesli nie zaczynasz odczuwac takiej jakby sily, ze od teraz mozesz juz sama isc przez zycie i sobie poradzisz, to prawdopodobnie moze to nie miec juz sensu. Taka terapia. Powiedzial wrecz, ze tylko dobry terapeuta ma odwage odeslac pacjenta do innego terapeuty, ktory byc moze lepiej pomoze - Jak wiemy sa rozne nurty terapii.
Mnie moja pierwsza terapia pomogla, ale po pewnym czasie zamienilo sie to w takie wyjscie z kolezanka na kawe raz w miesiacu (nie doslownie oczywiscie) i opowiadanie, co tam u mnie, bez jakis wnioskow na wyjsciu, bez jakiejs wskazowki. Ot takie przeniesienie.
Przezywalam podobne uczucia do Ciebie - rowniez mam syna ziemskiego. Tez niejednokrotnie czulam sie (i pewnie co jakis czas nadal sie czuje) zla matka dla niego. Miewam dni, kiedy zwracam sie ku mojemu nienarododzonemu synkowi, bo to jest latwiejsze. Bo on - po prostu, tylko - umarl. Oczywiscie to nie jest ani 'po prostu' ani 'tylko' w takim normalnym znaczeniu. Czasem nasza codziennosc nas przerasta i wydaje mi sie, ze zwracanie sie ku nienarodzonym dzieciom, ktore 'tylko' umarly, jest jakby latwiejsze. Moze nawet ma to jakies dzialanie terapeutyczne, kto wie.

Zycze Ci duzo sily.
Odpowiedz
#46
Dziekuje Ci za to co.napisalas.
Tak, chodze.do tego samego, ALE.
Chodzilam regularnie przez 6 miesiecy I poprawa byla.ogromna. Na tyle bylo juz dobrze, ze terapeutka spytala mnie czy jeszcze mam potrzebe kontunuowac. Potrzebe mialam.ogromna, niestety okolicznosci sprawily ze mialam przerwe. Ponad 3 miesieczna. I okazalo sie ze jednak nie daje rady. Wlasnie wrocilam, jestem po 2 spotkaniach I czekam.na efekty. Oby sie pojawily..
Odpowiedz
#47
Ja się nie do końca zgodzę z tym, że terapia nie może się ciągnąć latami. W przypadku terapii długoterminowej terapia bardzo często trwa kilka lat. To zależy i od nurtu, i od przyczyn i głębokości problemu.
Moja terapia trwała pięć lat. Oczywiście pierwsze efekty pojawiły się dużo wcześniej, ale żeby poradzić sobie ze wszystkim, z czym przyszłam, trzeba było dużo czasu. Ale w ciągu tych pięciu lat zmieniło się we mnie i u mnie niemal wszystko.
6 miesięcy to w terapii tak naprawdę bardzo niewiele. Jeśli już po takim czasie widziałaś wyraźne efekty, to dobrze to wróży na przyszłość Wink
Odpowiedz
#48
Saguaro mnie nie chodzilo o to, ze nie moze trwac latami, bo oczywiscie, ze moze - nie ma zadnej granicy czasowej przeciez. Chodzi mi o to, ze terapia, ktora trwa x czasu, ale pacjent nie widzi zadnych zmian od pewnego momentu lub moze ma wrazenie bezsensownosci nawet juz niekoniecznie jest dobra.
To jest tak, jak z kazdym innym lekarzem. Sa np. ginekolodzy, ktorzy zajmuja sie prowadzeniem ciazy, jakas taka podstawowa diagnostyka ale juz nie zajmuja sie szczegolowa diagnostyka w kierunku problemow z plodnoscia np. Wtedy odsylaja do innego lekarza, ktory bardziej sie specjalizuje w danym problemie, ktorego on nie moze rozwiazac. Bo moze nie ma wiedzy o czyms po prostu. Takie bylo przeslanie moje.
Odpowiedz
#49
Minely Twoje drugie nieurodziny.
Pamietam.
Zawsze bede.
Kropko (*)
Odpowiedz
#50
(*)
Kocham.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości