gdzie sa te dzieci?
#1
moze pytanie pojawialo sie juz na roznych forach ale chcialabymporuszyc ten temat - co sie dzieje z poronionymi dziecmi dlaczego dopiero konkretny tydzien jest wyznacznikiem czy dziecko takie mozna pochowac czy tez nie . Czy jesli zostawi sie takie cialko w szpitalu czy jest to bląd ze strony rodziców czy powinismy dawac na msze za dusze zmarlego. Chcialabym wiedziec jaki jest stosunek kosciola do poronienia.
Odpowiedz
#2
antomi,

22 tydzien ciazy jest tylko rozroznienieniem (poronienie czy porod) dla dokumentacji medycznej. Zaden akt prawny nie stawia ograniczen, czy mozna dziecko pochowac czy nie. Na stronie glownej sa linki do roznych stron, gdzie jest to wszystko napisane.

Czy blad ze strony rodzicow? Nie wiem...
* Po pierwsze szpital nie informuje o takiej mozliwosci (najczesciej).
* Po drugie poronienie jest tematem tabu, spychanym w niebyt przez otoczenie, nie ma wzorcow spolecznych, ktore pozwolilyby przezyc zalobe, wyprawienie pogrzebu dzieciom poronionym wciaz dziwi i budzi sprzeciw (rowniez odsylam do historii w dziale prawo).
* Po trzecie - przezywajac smierc kogos bliskiego reakcje psychologiczne sa czesto takie, jakie sa: wstrzas, szok, odretwienie... pytanie o pogrzeb dziecka czesto sie nie pojawia w umysle, dziala sie jak automat
* Po czwarte - dla wielu osob pobyt w szpitalu jest b. trudnym doswiadczeniem i chce sie tylko jednego, zeby ten koszmar sie skonczyl
* Po piate - jest to sprawa dwoch osob: ojca i matki dziecka. Czasami jest tak, ze personel pyta sie ojca o decyzje w tej sprawie a on w dobrej wierze, ze pogrzeb tylko zaszkodzi decyduje sie zostawic cialo dziecka; nie zawsze ma sie sily na walke o pogrzeb nie tylko z personelem medycznym ale takze z najblizszym czlowiekiem.

O losie dzieci zmarlych bez Chrztu:
www.poronienie.pl/teologia_los.html

O tym, czy dawac na Msze - to juz nie moja dzialka Big Grin .
Mi tlumaczono, ze nie, bo dziecko nie zdazylo nagrzeszyc, mozna za to zamowic Msze w intencji osieroconej rodziny.

Co sie dzieje w szpitalu z poronionymi dziecmi?
Teoretycznie powinny byc kremowane (tak jest w ustawie), jesli rodzice nie zechca ich pogrzebac. Praktyka wyglada tak, ze nie udziela sie rodzicom informacji potrzebnych o pogrzebie. A co sie rzeczywiscie dzieje z cialami dzieci, to juz pytania do konkretnych szpitali...
W niektorych sa kremowane, chowane bezimiennie na cmentarzu (na bocianie ktos pisal o szpitalu w Poznaniu, musisz poszperac)...

Monika
Odpowiedz
#3
Kod:
Co sie dzieje w szpitalu z poronionymi dziecmi?
Teoretycznie powinny byc kremowane (tak jest w ustawie), jesli rodzice nie zechca ich pogrzebac.

Tak się zastanawiam jak to jest z tą kremacją. W szpitalu, w którym leżałam poinformowano mnie: \"Ale my nawet nie mamy pieca\" (to było trochę w innym kontekście, aniżelu tutaj, ale fakt jest faktem). Może przekazują innym szpitalom do skemowania...
Odpowiedz
#4
Dzieci są w sercu Boga, bo każde dziecko jest przede wszystkim Jego dzieckiem. On je kocha i również cierpi, gdy im się dzieje krzywda. Skoro my się matwimy i troszczymy, to On jeszcze bardziej. Pogrzeb dziecka, które umarło przed porodem jest skierowany głównie do jego rodziców. Ono samo jest czyściutkie jak aniołek i nie potrzebuje oczyszczenia. Chociaż po ludzku jest nieochrzczone, to jednak było katechumenem, kimś kto był przygotowywanym do chrztu. Otrzymało chrzest w wierze rodziców, jeżeli oni pragnęli tego dla niego. Wierzę, że z nieba troszczą sie o swoich kochanych rodziców i czekają na to ostateczne spotkanie, gdzie nie będzie już trzeba się rozstawać ani tęsknić za sobą, gdzie zostanie otarta każda łza z oczu.
Pozdrawiam z modlitwą o. Marcin OP
Odpowiedz
#5
Ciało człowieka jest nim od poczęcia, czyli od samego początku. Myślę, że powoli wszyscy do tego dojrzewamy, również pracownicy szpitali. Służba zdrowia ma temat do refleksji i dobrze by było, gdyby pomyśłała o godnym człowieka traktowaniu jego ciała, czy to małego dzieciątka czy podeszłego w latach człowieka. Tu nie ma różnicy, choć \"mędrca szkiełko i oko\" czasami mogą snuć swoje teorie.
o.M.
Odpowiedz
#6
ja też straciłam maleństwo bardzo wcześnie. Jakoś odruchowo jak tylko byłam w stanie wyjść z domu poszliśmy z mężem na cmentarz i na rodzinnym grobie zapaliliśmy dla Niego świeczkę. To był dla nas taki gest który przynajmniej mnie pomógł jakoś pożegnać się z Maleństwem.
Teraz nadal tak robimy. w swoje małe rocznice chodzimy na cmentarz i na rodzinnym grobie palimy świeczkę naszemu Maleństwu bez grobu.
Nie wiem czy tak można ale czuje że musimy mieć takie swije \"miejsce pamięci\" io jakoś odruchowo wybarliśmy na nie nasz cmentarz.
Odpowiedz
#7
Zapalajmy światełka!!! Światłość wiekuista - życie poprzez śmierć się zmienia, ale się nie kończy. Zapalony Paschał (świeca wielkanocna) jest symbolem Zmartwychwstałego Chrystusa - w Nim wszyscy zmartwychwstaniemy!
Mówiąc szczerze - już niedługo Big Grin
Z modlitwą o.Marcin OP
Odpowiedz
#8
Ja też niestety bardzo długo czekałam na swoją Kruszynę. Jak juz się udało niestety wielka radość przerodziła sie w potężny ból. Odeszło ode mnie moje maleństwo. Znów zebrałam myśli i siły do kupy , by podjąć kolejne próby. Udało się . Jednak po 6 tygodniach maleństwo odeszło. A ja po części razem z nim. Tego bólu nie zrozumie nikt kto tego nie przeżył. Serce rozerwało się...Ale podobno żadne serce nie wytrzyma tego co serce Matki. Poddałam się...Obraziłam sie na Pana Boga , tak błagałam by choć ta ciąża mogła być-żyć ! (................) po miesiącach podjęłam kolejną próbę . Caym swoim życiem zaufałam Bogu. Modliłam sie non stop. Tuż przed nową próbą powiedziałam : Nie moja wola a Twoja Panie niech sie stanie. I stała sie 10 tygodnie nosiłam dziecko pod swoim sercem, odeszło.... nie odeszłam od Boga . Trwalam w bólu razem z nim. Żyję i zaakceptowałam fakt, że może nie będzie nam dane... Jakoś poukladałam sobie zycie . Do czasu. W jednej sekundzie runęło wszystko : \" Dzieci niech podejdą do Rodziców i rzucą im się na szyję , Rodzice niech Błogoławią dzieciom\"

Tylko jedno zdanie , a zburzyło cały mój ślicznie poukładany do tej pory świat. Poukładany ??? Jesli można tak powiedzieć, że chciałam bardzo ładnie zaakceptować to wszytko co mi jest dane. Cały tydzień trwał piekny i dający wiele do zmiany i myślenia czas Misji. Raz na 10 lat- wyjątkowe chwile... Każdy dzień na Misjach był poświęcony chorym , zmarłym, za odpuszczenie grzechów i za małżeńswta i rodziny. Wczoraj był ten ostatni. Wszytko było dobrze do momentu kiedy ksiądź z ogromnym uśmiechem powiedział , żeby dzieci rzuciły się rodzicom na szyję i ich ucałowali , a Rodzice by im błogosławili. Moje serce przeszył ból. Ta krew , która płynęła wraz z moimi odchodzącymi dziećmi znów mnie oblewała. Moje serce rozdzierał ból...krwawiło...tak bardzo mi było smutno w tym szczęśliwym dla całego koscioła momencie. Byłam samiutka jak palec...może nie sama wraz z Chrystusem. Tylko mi było w tym momencie bardzo smutno. Rozpłakałam się ... i łzy jak grochy lały się już do końca mszy. Tak bardzo to przeżyłam. A już myślałam dam radę, w końcu wiele już było takich momentów. Ale wczoraj upadłam...nisko....nie umiem się podnieść...wiem ,ze muszę. Poszłam drugi raz do spowiedzi. Do tego samego księdza... Płakałam jak bóbr w tym konfesjonale. Tym razem to już nie był dialog nie mogłam mówić.... słuchałam.... Ksiądź mówił, że jego siostra też poroniła.... a teraz jest matką 2 zdowych dzieci. Jakby mi to dało okruch nadzieji. (...........................) Ulżyło mi... Jednak boli....BARDZOOOOOOOOO BARDZOOOOOOOOOO BARDZOOOOOOOOO BOLI !!! ................ Boli głównie to, że nawet ksiądź ani jednego zdania nie powiedział na temat rodzin bezdzietnych. Ani jedengo słoweczka ??? czy to może świadczyć o nieznajmosci tematu ? czy Oni nie zdają nawet sobie sparwy , że obok tak pieknie udawanego czasem katolickiego świata pełnych rodzin żyją ludzie , którym nie jest to dane ??? czy my sie nie liczymy ?
Odpowiedz
#9
Witam serdecznie

Wierze w to, ze nasze dzieci zyja, wierze z calego serca...
Jednak ostanio rozmawilalam z kolezanka, ktora skonczyla teologie, tak jak ja i spieralysmy sie \"czy dzieci sa aniolkami\". Jej nie dotyczy problem poronienia [ smierci dziecka] wiec usprawiedliwiam jej oschlosc wypowiedzi... - \"Ludzie nie moga, nie sa i nie beda Aniolami\"
Wiem, ze na zmarle dzieci mowi sie Aniolki, dlatego ze byly czyste i niewinne... Psalm 8 mowi, ze \"Uczyniłeś go niewiele mniejszym od Aniolow\" Jednak to co uslyszalam na spowiedzi, bardzo mi pomoglo...
Na pytanie dlaczego Pan zabiera niewinne dzieci - ksiadz mi opowiedzial, ze widac tak Bog stwarza Anioly...
Problem dzieci nienarodzonych jest bardzo zaniedbany przez teologie moim zdaniem... Gdzie sa nasze dzieci? - W niebie ! Wierze w to! Mowie wciaz do swojego Aniolka ze jest ulubienciem innych Aniolow, ze to on sprawia, ze raduje sie poranek od jego cudnego smiechu... to bardzo poetyckie, ale to pozwala mi jako matce - ukoic zal...
Czy popelniam wielki blad ???
Odpowiedz
#10
Aniołku, skarbie, kwiatuszku, serduszko, słonko, złotko, robaczku... to język miłości. Sam Bóg mówi: \"Nie bój się robaczku Jakubie\". Oczywiście nie jesteśmy planetami, skarbami czy owadami Smile Miłość potrzebuje gestów, znaków, symboli. Naukowo patrząc, to anioł to anioł, a człowiek to człowiek (byt duchowo-cielesny). My w niebie będziemy zawsze ludźmi, nasze ciała zmartwychwstaną. Anioły to byty czysto duchowe.
Anielskość nasz polegać będzie na rajskim szczęściu i nieśmiertlenosci.
Zgadzam się, że kapłani czasami są za mało życiowi. Jednak Jezus taki nie był i nie jest. Zatem powinniśmy być jak On, a nie jak faryzeusze (bez obrazy), którzy nie wychodzili od ludzkiego doświadczenia, ale od zimnej litery teologii i prawa. Jezus kocha nie ludzkość, ale konkretnego człowieka i to jest dla nas kierunek duszpasterskiego działania. W duszpasterstwie, gdzie jestem, najwięcej się dzieje podczas indywidualnych spotkań i rozmów. W grupie zawsze się schodzi na poziom ogólników i anonimowości. Sam osobiście cenię sobie spotkania i rozmowy z moim kierownikiem duchowym i wiem, ile mu zawdzięczam. Żadna książka ani konferencja mi tego nie zastąpią. Bo ta dobra nowina, którą głosi jest skierowana konkretnie do mnie i dotyka moich osobistych problemów i doświadczeń. Troszeczkę ta masowość i anonimowość w Kościele znieczula nas kapłanów na Wasze konkretne, osobiste tragedie i doświadczenia. Z modlitwą o.Marcin
Odpowiedz
#11
A mnie te aniolki na poczatku strasznie denerwowaly, bo w glowie gdzies kolatala definicja z katechizmu z podstawowki. \"Aniol to aniol, czlowiek to czlowiek\" - jakby Ojciec czytal w moich myslach.

Czasami jakis ksiadz na skrzynke napisze, ze znalazl blad na stronie, bo nie ma mowy o aniolkach.
Czasami jakis ksiadz mi powie: \'ma pani aniolka w niebie\'.
I badz tu madry... Wink

Do aniolkow sie przyzwyczailam... a o dzieciach mysle, jak wlasnie o... dzieciach, maluszkach, skarbach moich najdrozszych, coreczka, syneczek, dzieciaczkach, dzieciatkach, sloneczkach najdrozszych... itd. O sobie tez czasami mowie, ze jetem \"aniolkowa mama\", ale wcale nie wyobrazam sobie dzieci - moich dzieci - ze skrzydelkami.

Monika
Odpowiedz
#12
Dzisiaj odwiedziłem zaprzyjaźnioną rodzinę. Madzia umarła na początku ciąży w łonie mamusi. W albumie rodzinnym mają zdjęcie USG i test ciążowy. Mały Mateuszek mówi o Madzi jako o Aniołku. Cała rodzina jest przekonana, że mają swoją świętą w niebie i mówią o tym tak naturalnie i prawdziwie. Mówili mi o wierze w świętych obcowanie i ta prawda naszego chrześcijańskiego Credo jest w nich niesamowicie mocna. Powiedzieli mi, że tylko głęboka więź z Bogiem pozwoliła im ten trudny czas przeżyć i, że zdają sobie sprawę, że bez żywej wiary po prostu by się nie dało.
Z modlitwą, z rekolekcji we Wrocławiu o. Marcin
Odpowiedz
#13
Bardzo pieknie to sobie \"przyjęli\"...To wielka sztuka . Ja po drugim razie odeszłam od Boga...\"Obraziłam się na Niego\"-żałuję tego , ale tak wlaśnie wtedy podeszłam do tematu. Na pewno tej rodzinie łatwiej cokolwiek przyjąć mając już dziecko przy swoim boku . Ciekawe czy umieli by podejśc własnie w taki właściwy sposób gdyby to trzy razy stracili dzieciątku i nie mieli już pociechy przy sobie ( ???? ) Tak bardzo chciałabym mieć dużo więcej siły i wiary niż mam. Straram się wciąż kroczyc z Bogiem , do niego się uciekać ...Jemu tylko ufać... Aczkoliek upadam ... Pozdrawiam Ojca !
Odpowiedz
#14
To prawda, mają już dzieci i silną wiarę.
Warto, abyś pamiętała, że masz dzieci, i chociaż ich nie widzisz, to one Ciebie widzą i patrzą z miłością. I proszę ogromnie, nie odwracaj się od Boga, zwalczaj Jego karykaturę i fałszywy obraz, które odziedziczyliśmy z poprzednich epok, gdzie Boga się bano (\"Bo kiedy Ojciec zagniewany siecze, szczęśliwy kto się do Matki uciecze\" - jak w patologicznej rodzinie) ale ocal więź z Nim. Przecież chcemy się wszyscy spotkać w niebie, gdzie Twoje Aniołki czekają na Ciebie. Módlmy sie o silną wiarę, bo to cnota Boska, nie ludzka.
Z sercem i modlitwą o. Marcin
Odpowiedz
#15
Mój Aniołek odszedł 15.02.2006. Pozostał mi tylko test ciążowy, tylko a może aż... Miał siedem tygodni a ja zdążyłam pokochać go bardzo mocno.
Nikt nie jest wstanie zrozumieć kobiety, która musi pożegnać swoje maleństwo jeszcze zanim tak napradwe zdąży je powitać. Mam tylko nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.
Pozdrawiam bardzo ciepło.
Odpowiedz
#16
Atitu

duzo sil, tylko moge sobie wyobrazic, jak bardzo teraz cierpisz.
Z modlitwa.
Monika
Odpowiedz
#17
Ja też wspieram modlitwą. Modlę się kazdego dnia odkąd pojawiłem się na tym forum. Wiem, że ta modlitwa jest bardziej pomocna niż moje teoretyczne pisanie. Z serca o.Marcin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości