bylo szczescie, nie ma szczescia...
#1
Cześć dziewczyny, jestem tutaj, chociaz to ostatnie miejsce o ktorym bym pomysla po dwoch kreskach na tescie. 27/12 tuż po świetach zrobilam test, od razu dwie kreski, zawolałam meża jaka byla nasza radośc, że udało sie " tak szybko". Mam dwuletnia córeczke wyczekana i wymodloną po 3 latach inetnsywnych starań. teraz w 4 cyklu nam sie udało... na chwile. Zbadałam bete wynik 600 potem badałam ja jeszcze kilkakrotnie, cieszylam sie ze tak ładnie i wzorowo rośnie, lubiłam odbierać te wyniki. Mój lekarz potwierdził, że jest pęcherzyk i kazał przyjsc po dwoch tyg. Od poczatku mialam zle przeczucia zupełnie inne niz przy pierwszej ciązy, ale myslalam ze to takinormalny ciazowy fis. Myslelismy czy to bedzie chlopiec czy dziewczyna i jakie imie wybrac dla dziecka, mowilismy o remoncie o tym, żeby mała przeniesc do swojego pokoju.... poszlam do lekarza z mysla ze uslysze bicie serca po raz kolejny a tam usg i ma cisza wszechogarnijąca.... i ta glowica szukajaca czekolwiek i mina mojego dr.... i nagle słowa, przykro mi ale to chyba zasniad. Wiedzialam, czulam to. Kobieca intuicja nie zawiodła mnie jeszcze nigdy. Skierowanie do szpitala.Morze wylanych łez, tak bardzo chcialam tego dziecka... dlaczego ? dlaczego ? dlaczego ? nieprzespana noc i rano stawilam sie na oddzial, badanie nie ma echa zarodka dla pewnosci beta wyszla 19 000 dwa dni w szpitaluz eby ja powtorzyc caly czas modliłam sie o przyrost prawidlowy, nie wymodliłam. Wzrosła nieznacznie. Decyzja ze nie daja szans na rozwoj, podpisalam zgode na indukcję poronienia, zalozyli mi dwie tabletki. Brzuch zaczał bolec mnie od razu i szybko zaczęlam krwawic, potem cała zalana krwią łazienka i ja w calej mojej rozpaczy, SAMA z zakrwiawionymi nogami i koszula zegnałam sie z moim dzieckiem majac nadzieje zekiedys jeszcze sie spotkamy. Miedzyczasie mąż podpisał papiery ze zaniechujemy pochówku, wiedzial ze nie zniose tego i chyba dobrze sie stało. o 18/30 zabrali mnie na zabieg, trwało to moze 10 -15 min. Dobrze ze byl przy mnie i wspieral bo nie zniosłabym tej samotnosci.
dzis odebralam wyniki histopatologiczne w pt ide do lekarza moze powie mi coś więcej.
Los kolejny raz ze mnie zadrwił, zabrał dziecko ktre kochałam nad zycie. W tym wszytskim dobrze ze mam córkę, że mam do kogo wracać i dla kogo sie starać. Tylko ona czasami wspomina... "mamusiu już nie masz dzidziusia ?" a mi serce pęka na milion kawałków bo wiem jak cudowną siostra by była. Wtedy jej mówie" nie teraz kcohanie, troche musimy jeszzce poczekać..."
Nie mam juz lez, nie mam zym plakac, wszytskie lzy chyba wylałam. Nie wiemczy to taki etap załoby ?
Teraz chciałabym jak najszybciej zacząć starania, ja juz taka jestem, muszę miec plan na później tak jest miłatwiej żyć....
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro, wiem jak cierpisz... musisz niestety przejść wszystkie etapy żałoby... tego nie da sie uniknąć. Niestety choć pytamy nigdy nie znajdziemy odpowiedzi "dlaczego", nikt nigdy nam nie odpowie dlaczego nie było nam danetrzymać ich w ramionach.. boli.. ale może z czasem to cierpienie będzie mniejsze.. Wszystkie nasze plany, marzenia... przytulam
Odpowiedz
#3
Kulka, bardzo mi przykro...

Szkoda, że świat nie jest idealny. Nie byłoby nas wtedy tutaj.
Odpowiedz
#4
Tak...plany, oczekiwanie na ukochane maleństwo to piękny czas...i nagle wszystko się wali...
Trzymaj się Kulko "jakoś"... Wszystkie tu chciałybyśmy, żeby było inaczej. Wspieram Cię myślą...
Odpowiedz
#5
Dzięki dziewczyny.... potrzebne są takie miejsca, mąż mnie wspiera, ale dziś ciągle mnie pyta "czemu taka zła chodzę" a ja bylam tam na tym oddziale odebrać wyniki, gdzie straciłam moje dziecko. Czułam ból fizyczny, nie myslalam ze cos takiego istenieje, myslalam że kobiety po poronieniach troche przesadzają.... a mnie bolało najnormalniej w swiecie serce. A jeszcze ciotka wpadła z wizyta i wyleciała rankingiem imion dzieci w 2015r. Czasami czuje sie jak w pudełku, nic do mnie nie dociera, siedzę i gapie sie po prostu i czuje jakbym byla za gruba szyba...
Odpowiedz
#6
Bardzo mi przykro.
Tak, kazdy etap zaloby jest inny. Ja raz wylam z rozpaczy a pozniej gapilam sie tepo w sciane i nie bylo czym plakac..
Nie badz silna, daj sobie czas.
Przytulam Cie mocno.
Odpowiedz
#7
Dziewczyny a czy Wy myslicie o kolejnych próbach ? mnie tylko to trzyma przy zyciu... w zasadzie jestem jeszcze mloda, zaraz skoncze 28 lat wiec czasu jeszcze troche mam, ale ja musze miec plan B skoro A sie nie powiodl. Nie wiem tylko ja teraz na nowo ulozyc relacje z m. Zawsze bylo z nami dobrze, raz bardzo dobrze raz mniej ale zawsze sie rozumielismy teraz jakos się rozmijamy i czuje to w kazdej kosci. Nie wiem jak to poprawic.
Odpowiedz
#8
kulka MM ja nie myślę o niczym innym. Czekam teraz na pierwszą miesiączkę po zabiegu, potem drugą i trzecią i działamy. Strach na pewno będzie ogromny, ale ja czasu mam mało, bo trzydziestka w tym roku. Poza tym w przeciwieństwie do Ciebie nie mam dziecka. Mężowi daj czas on, też to musi "przetrawić". Kochacie się to jest najważniejsze.
Odpowiedz
#9
Daphne to jedziemy na jednym wozku, ja tez czekam na pierwsza miesiaczke mam nadzieje ze szybko przyjdzie, jutro mam wizyte u mojej Pani dr zobaczymy co nam powie.... Boje się ze teraz się zablokuje jednak te stania dużo mnie będą kosztowac. Powodzenia kochana i mam nadzieje ze nam się uda i szybko ujrzymy dwie kreski a potem już będzie tylko lepiej. Ukochuje Cie !
Odpowiedz
#10
Ja po poronieniu z jednej strony myślałam o ciąży - ale chyba bardziej o tej, którą straciłam, a z drugiej bałam się zbliżeń. Nie miałam zabiegu, więc teoretycznie mogliśmy się starać po pierwszej miesiączce. Okazało się jednak, że nie potrafię przestać płakać już w czasie zwykłego przytulenia, nie mówiąc o pocałunku itd. Próba zbliżeń kończyła się tym samym obrazkiem- ja wyje i sie kołyszę jak obłąkana a on mnie tuli.
Choć nasi partnerzy nie doświadczyli fizycznie ciąży i poronienia, też sporo przeżyli. Ja do swojego mam wiele szacunku i wdzięczności za to, że nie pozwolił mi zwariować. Na pewno wiele go to kosztowało. Ta niemoc, bezsilność.

Mija kolejny miesiąc, bezowocne starania. Historie innych kobiet, ich doświadczenia, lata starań i leczenia trochę zmieniły moje postrzeganie. Chyba tak pierwszy raz pożyję sobie bez planu...

Życzę Ci spokoju, daj sobie czas. A wszystko się poukłada.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#11
Dziewczyny a co w przypadku kiedy Wasz partner/mąż po poronieniu nie chce już się więcej stara ? właśnie wczoraj dostałam obuchem w łeb.
Odpowiedz
#12
to trzeba dać mu czas. to może jego reakcja na traumę
Odpowiedz
#13
cześć jestem tu nowa... a tak naprawdę jestem tu od 2014 roku wtedy pierwszy raz się nie udało... 2 tygodnie temu stracilismy nasze 2 szczęście, naszą nadzieję.  Było szczęście i nie ma szczęścia.
Odpowiedz
#14
Nie wiem co Ci powiedzieć. Może Twój ukochany potrzebuje więcej czasu. To nie znaczy, że nie chce mieć dzieci, ale pewnie podświadomie sam się boi. Wcale mu się nie dziwię. Nie dziwię się także Tobie, że pragniesz jak najszybciej zajść w kolejną ciążę. Sama popadłam w straszną depresję chyba przede wszystkim dlatego, że nie miałam okazji znów się "postarać".
Zawsze będę kochać moją Wikusię-nigdy żadne dziecko Jej nie zastąpi, zawsze będę pamiętać, ale strasznie tęsknię za tym jak się cudownie czułam będąc w ciąży, jak kwitłam i jaka byłam szczęśliwa, a niestety nie mam z kim nawet pomyśleć o kolejnych dzieciach. To nie chodzi o to by tęsknotę za dzieckiem zagłuszyć kolejnym, ale fakt, że nie mam do tej pory dzieci, nie mam (już) partnera i na dodatek w przyszłym miesiącu kończę 36 lat strasznie mnie dobija.
Przepraszam, że napisałam tyle o sobie, chciałam tylko powiedzieć jak bardzo Cię rozumiem, ale z drugiej strony mężczyźni też "to" przeżywają i być może Twój partner boi się presji jaka mogłabym towarzyszyć Waszym zbliżeniom. Seks powinien być dopełnieniem miłości, wyrażaniem swojej bliskości i zaangażowania między partnerami, a niestety po tak traumatycznych przejściach kobieta często nastawia się, że musi zajść w ciąże i seks staje się zwykłą "czynnością fizyczną".
Ja strasznie żałuje, że nie mam szansy ponownie spróbować, ale z drugiej strony na myśl o jakimkolwiek zbliżeniu ogarnia mnie przerażenie.
Musicie dać sobie czas, najważniejsze, że się kochacie i macie w sobie wzajemne oparcie.
Odpowiedz
#15
Powiedział, że jak widział jak w szpitalu to przechodze jak płaczę non stop to zastanawia sie czy jedna maleńka istatota w domu nam nie wystarczy. 
Dla nas od czasu starań sex zawze byl mechaniczny.... ot taki urok długo starających sie. Na mała czekaliśmy długi 4 lata. 
Może nie słusznie, ale mam do niego żal. To ja przez to wszystko musiałam przechodzi, przez cala tą traumę poronienia, fakt on mi towarzyszył na ile można, ale to działo sie we mnie.
Odpowiedz
#16
"Powiedział, że jak widział jak w szpitalu to przechodzę jak płaczę non stop to zastanawia sie czy jedna maleńka istota w domu nam nie wystarczy" - no i to powinno ci wystarczyć do tego żebyś wiedziała że nie myśli egoistycznie. On myśli o tobie, o tym jak cierpiałaś i nie chce cie narażać na ewentualną powtórkę. Wiem że łatwo jest prawić mądrości z boku, ale jeśli to możliwe daj sobie i jemu czas. Może 2 tygodnie, może miesiąc. i wtedy wróć do rozmowy z nim. powiedz że wiesz że on się obawia narażania ciebie na kolejną traumę, że nie chce patrzeć jak cierpisz ale ty jesteś już gotowa psychicznie (bo jesteś?) na walkę o KOLEJNE INNE dziecko, warto też spytać czy on jest gotowy.
ktoś kiedyś, chyba tu, napisał że po stracie można zacząć się starać kiedy człowiek świadomie jest gotowy zaryzykować "powtórkę", a takie prawdopodobieństwo zawsze istnieje.
Odpowiedz
#17
czyli z tego, co napisałaś wynika, że powiedział to z troski o Ciebie, widzi, ile Cię to kosztuje, więc może poniekąd chce Ci (Wam) zaoszczędzić kolejnego cierpienia, gdybyście znowu mieli przez to przejść
ale nic na siłę, dajcie sobie czas
na szczęście mój Małżonek powiedział, że jeśli powiem koniec, to on to zaakceptuje, jeśli podejmę decyzję, że staramy się dalej, to on też jest za
"dylemat" sam się rozwiązał, ponieważ prawdopodobieństwo mojej kolejnej ciąży jest bliskie zeru
Kulka przytulam Cię mocno z nadzieją, na Wasze obopólne zrozumienie
Odpowiedz
#18
Twój mąż tak samo jak Ty przeżywa stratę Waszego maleństwa. Boi się o Ciebie,troszczy.Mimo, że może nie przyzna się do tego cierpi. Boi sie o to, że może się nie udać. Mój mąż też nie chce teraz próbować, tłumaczy, ze najpierw musimy znalezc przyczynę... Czuje, że ma racje, że musimy odpocząć jednak chęc posiadania dziecka jest taka duża... a może po porstu boję się diagnozy? bo co jesli bedzie ona najgorsza??? Daj czas męzowi, porozmaiwajcie za jakiś czas czy jest w stanie sprobowac? tatusiowe aniołków przezywaja to tak samo mocno jak i my.
Odpowiedz
#19
(Thu, 04 Lutego 2016, 13:03:09)wiara napisał(a): cześć jestem tu nowa... a tak naprawdę jestem tu od 2014 roku wtedy pierwszy raz się nie udało... 2 tygodnie temu stracilismy nasze 2 szczęście, naszą nadzieję.  Było szczęście i nie ma szczęścia.

przykro mi bardzo, że tak się potoczyła Twoja historia
może faktycznie spróbujcie znaleźć przyczynę, zróbcie badania, a potem może pojawi się Szczęście na Waszej drodze - tego Ci życzę z całego serca
Odpowiedz
#20
Dziękuje za te słowa.
Będziemy robić wszystko aby się udało.Mając plan jest łatwiej...
Odpowiedz
#21
Dzieki dziewczyny.... Czuje ze dzieje sie miedzy nami cos złego.... I nie umiem tego zatrzymać
Odpowiedz
#22
Faceci uważają, że im nie wolno płakac, że musza być dzielni.
Dajcie sobie czas... daj czas mężowi.
Czasami mam wrażenie, że mój K jest rozsypany w środku na tysiące kawałków - a przy mnie jest taki dzielny, taki rozsadny, mądry...
wiem jak mu ciężko... Nie pozwól żebyscie oddalili się od siebie.
Odpowiedz
#23
kulkaMM mój mąż powiedział, że boi się kolejnych starań i woli nie, ale ja decyduję. Przyciśnięty wyznał, że stracił już dzieci, widział jak ja to przechodzę i nie chce stracić również mnie. Twój też się o Ciebie martwi. Poza tym rodzice po stracie budują związek na zupełnie innej płaszczyźnie. Mam wrażenie, że uczymy się siebie na nowo.
Wiara ma rację, dajcie sobie czas, trafnie któraś z dziewczyn napisała, że po stracie już nigdy nic nie jest takie samo...

Wiara, kulkaMM bardzo Wam współczuję i życzę spokoju i cierpliwości. Tak przykro, że mimo ciągłych postępów w medycynie nasze szczęścia odchodzą.
Odpowiedz
#24
Chyba już nigdy nie będzie tak samo....
Dziewczyny pytanie do tych które nie pochowały swoich maleństw, czy macie takiemiejsce gdzie zapalacie światelko dla Aniołka ? Zbliża sie 14 luty, miesiąc jak nie ma go ze mną.... zostało mi tylko zdjęcie z usg i test ciążowy Sad chciałabym zapalić swiatełko, że chcemy wiedział, że bardzo go kocham i myśle o nim... Sad
Odpowiedz
#25
Ją dla swojego Aniołka zapalam swieczke w domu a także na grobach bliskich. (*) dla twojego Aniołka.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości