Moja strata
#26
Ja mam dodatkową obawę - bo to chyba krok w stronę może jakiejś normalności, bo kiedyś bardzo to lubiłam, ale to lubiła ta poprzednia ja, wesoła optymistka. Może jak się przełamię to ona wróci, choć w części - tylko czy ja tego chcę??
Odpowiedz
#27
Mgj mi czytanie bardzo pomoglo. Na poczatku tez nie potrafilam sie przemoc, potem powolutku zaczelam czytac i to pozwala mi oderwac mysli od mojej straty chociaz na chwile. Kiedys czytanie bylo moim ulubionym zajeciem potem w ciazy tez staralam sie wybierac jak najbardziej optymistyczne lektury – takie do smiechu, ale kiedy moja coreczka odeszla dostalam strasznej blokady nie potrafilam sie przemoc, a kiedy probowalam nie moglam sie skupic.
Potem zaczelam wracac do tych ksiazek w ktorych wiedzialam ze zostala poruszona tematyka poronienia i smierci dziecka, a takze przezywania zaloby i radzenia sobie z nia. I nie mam tu na mysli poradnikow bo za nimi nie przepadam a powiesci, w ktorych wbrew pozorom wcale nie tak rzadko pojawia sie taki watek.
Daj znac jak juz przeczytasz bo sama myslalam o zamowieniu tej ksiazki.
[*] dla Twojego Maluszka
Odpowiedz
#28
Dziki Madziu, właśnie zrobiłam dziś pierwszy krok - przeczytałam króciutki fragment, więc może teraz \"jakoś to pójdzie\".
Możesz mi polecić, na przyszłość, jakieś konkretne tytuły?
Odpowiedz
#29
mgj współczuje stratySad

mi czytanie książek też bardzo pomagało, mogę polecić kilka książek: \"cisza pod sercem\" \"dziecko z chmur\" \"kukułka\" \"Zawstydzić silnych\" i \"Niebo istnieje naprawdę\" ta książka dała mi dużą nadzieję, że po śmierci będzie mi dane być razem z Marysią.
Odpowiedz
#30
Dziękuje Wam dziewczyny, że jesteście. Dzięki Wam i temu forum wieczory nie są już tak długie i puste.

Dobrej nocy życzę Wszystkim i jak to mówi moja Babcia \"Niech Wam się Aniołki przyśnią\"
Odpowiedz
#31
Jalacz dzieki za liste lektur – na pewno sie przyda.
Mgj ja zaczynalam od starych wyprobowanych przyjaciol: ,,Wymarzony dom Ani’’ z serii Ani z Zielonego Wzgorza w ktorym Ania traci swoja pierwsza nowonarodzona coreczke, potem ‘’Czerwony namiot’’ Anity Diamant piekna opowiesc o kobietach i macierzynstwie, ale takze jego smutnych stronach. Z nowosci watek poronienia pojawia sie takze w ‘’Dom sluzacych’’ i ‘’Wiosna w Rozanach’’ ale ‘’Wiosny..’’ jeszcze nie czytalam wiec nie wiem czy mozna polecic.
Odkad stracilam moja coreczke prawie w kazdej czytanej ksiazce napotykam watek straty dziecka – nie mialam pojecia ze jest tego tak duzo - tak jak w zyciu zreszta – tez nie mialam pojecia ze zdarza sie to tak czesto :\'(
Odpowiedz
#32
Ja się przekonałam po utracie mojej Kruszynki, ile kobiet w moim otoczeniu tego doświadczyło, tylko nie mówią o tym na głos.
Odpowiedz
#33
To prawda ze jest nas bardzo duzo, za duzo. To naprawde przerazajace ile kobiet musi sie borykac z ta trauma jaka jest utrata dziecka. Wczesniej jakos czlowiek tego nie dostrzegal...
Odpowiedz
#34
Zgadzam sie z wami. Wczoraj tez właśnie o tym pisałam. Kiedyś człowiek nie zwracał uwagi na żadne statystyki, póki nas samych to nie dotknęło. A druga rzecz to to że jak już kogoś to dotknie to potem jest to tematem tabu. Nie dziwie się bo gdy juz ktos wie co nas spotkalo to zazwyczaj nie potrafi nas pocieszyc a czasami naet jeszcze bardziej poglebia nasz smutek. Gdy nikt nie wie, nie trzeba sie wiecznie tłumaczyc. Ale i tez nikt nie zrozumie.
Odpowiedz
#35
No to niestety (a może i dobrze, już sama nie wiem) u mnie w pracy wiedzieli - ze względu na pobyty w szpitalu, choć wiadomość o tym co Nam się przytrafiło przekazałam za pośrednictwem koleżanki. Chyba za dużo nerwów i łez by mnie to kosztowało. Poprosiłam, też żeby nie mówili jak jest im przykro, bo ja to doskonale wiem no i bez pytań jak się czujesz, bo to na pewno mi by nie pomogło. Uszanowali to choć były ciężkie momenty.
Tuż przed Bożym narodzeniem koleżanka zapytała mnie czy pogodziłam się z moją stratą - normalnie mnie zamurowało i nie miałam pojęcia co jej powiedzieć, ale teraz już wiem - ja to przyjęłam do wiadomości, ale chyba nigdy się z tym nie pogodzę.

Statystyki są przerażające, ja tylko słyszałam co nie co, ale to i tak za dużo jak na mnie.
Zresztą w rodzinie mam bratową, której dopiero szósta ciąża zakończyła się szczęśliwie i w końcu została Mamą cudnej ziemskiej córeczki.
Malutka urodziła się 2,5 miesiąca po mojej stracie i chyba to jedyne dziecko które teraz bez obaw mogłabym wziąć w ramiona - bo wiem jaka była wyczekiwana i ile to kosztowało jej rodziców, żeby w końcu się pojawiła.
Odpowiedz
#36
Ja zanim wróciłam do pracy poprosiłam szefa żeby zawiadomił wszystkich o tym co się stało. Bardzo się bałam, że ktoś może mnie zapytać o moje dziecko. A potem kiedy wróciłam i każdy odwracał wzrok w milczeniu to było mi chyba jeszcze gorzej. To prawda że nie chciałam o tym rozmawiać ale małe \'\'przykro mi\'\' nie zaszkodziłoby w tej sytuacji. Tylko jedna koleżanka miała z mną odwagę o tym pogadać i do tej pory tylko z nią rozmawiam w pracy na tematy inne niż służbowe. Po prostu nie mogę się przełamać żeby rozmawiać z innymi ludźmi, mam żal że nie potrafili okazać współczucia w tych najgorszych chwilach.
Co do dzieci innych mnie na razie boli widok każdego dziecka. Najgorsze że wszyscy nasi znajomi tutaj maja co najmniej jedno dziecko więc zostaliśmy z tym naszym osieroceniem zupełnie sami Sad
Odpowiedz
#37
To podobnie jak My, większość naszych znajomych już ma dzieci, tylko my \"się ociągaliśmy\". jednak co do mojej bratanicy - wiem co przeszli jej rodzice, teraz mają jedną ziemską córeczkę i pięć Aniołków tam na gorze. Więc oni też mnie teraz rozumieją - choć nie mamy okazji do spotkań.
W pracy wolałam nie rozmawiać, bo by nie zrozumieli. Mam jedną koleżankę, która okazuje mi wsparcie i wcale nie musi nic mówić, po prostu jest i tak jest dobrze.
Odpowiedz
#38
U kuzyna męża też stracili dwójkę pierwszych dzieci a teraz mają dwie dziewczynki. Próbowałam rozmawiać o tym z jego żoną, ale ona już poszła dalej ma teraz dwójkę na ziemi i chyba już nie myśli o tamtych straconych dzieciach. A może ja się mylę, może to boli tak bardzo że nadal jej ciężko o tym mówić? Nie wiem, ale czuję że ona mnie nie rozumie do końca, mówi że muszę iść dalej nie poddawać się i starać o kolejne dziecko, ale ja na razie nie mogę i chyba też nie chcę. Jeszcze trochę - to jest teraz czas mojej córeczki.
Odpowiedz
#39
Wydaje mi się, że nasi współpracownicy/znajomi/ czasami też członkowie rodziny...nie wiedzą jak mają zareagować po takiej wiadomości.
pamiętam swój pierwszy dzień w pracy po tygodniowym l4...gdzie na starcie , na samym początku kiedy przyszłam z rana do pracy, jeszcze byłam ubrana...usłyszałam od Pani sprzątającej u nas \'to co nie będzie dziecka?\'...później od kolejnych osób padało : \'jak się czujesz?\'(pytanie znienawidzone przeze mnie, ale zapewne i przez was...)...i tylko dwie osoby, moja dobra koleżanka, która w sumie szkoliła mnie i jej kuzyn, też mój dobry kolega...na powitanie tylko mnie przytulili...bez słowa...a byłam im wtedy tak wdzięczna za brak jakichkolwiek słów i pytań, że sie popłakałam.
Niektórzy po prostu boją się naszej reakcji, obawiają sie, że odbierzemy ich słowa nie tak jakby chcieli. Moja kierowniczka wtedy np nie odzywała się do mnie prawie cały dzień, unikała mnie wzrokiem...żeby wreszcie nie wytrzymać i na koniec mojej pracy, kiedy nikogo nie było obok zapytać mnie \' jak się czuję fizycznie...bo psychicznie wie, że nawet by tego nie potrafiła wyobrazić\'.
madzia, mam dokładnie takie samo podejście jak Ty. Też kiedy słyszę, jak ktoś mi mówi, że powinnam iść dalej, myśleć o tym co będzie...starać itd...to ja wiem, że jeszcze nie jestem gotowa. Teraz muszę nauczyć się żyć po odejściu Aniołka, bo nie potrafiłabym zajść w kolejną ciążę...bałabym się i wtedy dopiero bym sobie nie wybaczyła gdybym przez lęki i tą \'nie gotowość psychiczną\' doprowadziła do straty kolejnego dziecka.
Pozdrawiam Was Kochane i mocno przytulam.
Odpowiedz
#40
Cytat na dziś:
„Bardziej od pieniędzy, potrzebujesz miłości. Miłość to siła nabywcza szczęścia.” - Phil Bosmans
Odpowiedz
#41
Faith ja mysle ze kazda z nas potrzebuje czasu zeby przezyc zalobe po swoim dziecku. Niektore matki potrzebuja wiecej inne mniej czasu i nie jest tu istotne jak dlugo dziecko zylo – mysle ze po prostu zalezy to od naszej psychiki. Ale najwazniejsze jest zebysmy to My poczuly sie gotowe na nastepne dziecko i zadne gadanie obcych ludzi nie przyspieszy tego procesu. Mysle ze takim momentem jest gdy czlowiek nie bedzie szukal w kolejnym dziecku cech tego poprzedniego, nie wiem jak to wyjasnic, ale ja nadal mysle o tym ze chcialabym znow urodzic coreczke i zeby byla podobna do mojej Zojki. I dlatego wydaje mi sie ze nie jestem jeszcze gotowa...
Odpowiedz
#42
Madziu, pięknie to napisałaś Smile
Odpowiedz
#43
No i dziś mijają 4 miesiące, nieuchronnie zbliża się tp.
Miałam dziś takie sprzeczne uczucia - zastanawiam się czy moja ciąża nie była tylko snem - to co mnie spotkało, zresztą jak każdą z nas wydawało mi się takie nierealne. Zaraz jednak przyszło uczucie zupełnie inne - dlaczego ja nie jestem w ciąży, przecież powinnam być. Zagmatwany dzień, marzyłam tylko żeby wrócić do domu i przytulić się do m.
Chyba miałam po cichu nadzieję, że może znów spotka mnie to szczęście i błogosławieństwo noszenia pod sercem kolejnego Maleństwa, jednak teraz mam wątpliwości, czy jestem gotowa. Oczywiście chciałabym, ale też towarzyszy mi to uczucie strachu, które tak dobrze wszystkie znamy.
Naprawdę zagmatwany dzień, niech już się kończy.
Odpowiedz
#44
Mgj weź do ręki książkę i spróbuj coś przeczytać może Ci jakoś pomoże. Na mnie ostatnio to działa. (*)
Odpowiedz
#45
Obejrzałam dziś w internecie przepiękny filmik, o miłości do Dziecka - według tego co tam umieszczono oparty na faktach, polecam wszystkim

http://www.superstarmagazine.com/this-vi...ust-watch/

Łzy same napływają do oczu. Szkoda, że nie każda kobieta ma w sobie taki instynkt, jak ta dziewczyna.
Odpowiedz
#46
Dzisiejsza aura za oknem dokładnie odpowiada memu nastrojowi, po prostu szkoda gadać. Karuzela kręci się.
Odpowiedz
#47
Cytat:[autor cytatu=mgj]
No i dziś mijają 4 miesiące, nieuchronnie zbliża się tp.
Miałam dziś takie sprzeczne uczucia - zastanawiam się czy moja ciąża nie była tylko snem - to co mnie spotkało, zresztą jak każdą z nas wydawało mi się takie nierealne. Zaraz jednak przyszło uczucie zupełnie inne - dlaczego ja nie jestem w ciąży, przecież powinnam być. Zagmatwany dzień, marzyłam tylko żeby wrócić do domu i przytulić się do m.
Chyba miałam po cichu nadzieję, że może znów spotka mnie to szczęście i błogosławieństwo noszenia pod sercem kolejnego Maleństwa, jednak teraz mam wątpliwości, czy jestem gotowa. Oczywiście chciałabym, ale też towarzyszy mi to uczucie strachu, które tak dobrze wszystkie znamy.
Naprawdę zagmatwany dzień, niech już się kończy.


Tp. nie musi być straszny. Ja wyznaczyłam go sobie jako koniec pewnego etapu chociaż bałam się potwornie. Dzisiaj mija 8 miesięcy od wiadomości, jutro od \"porodu\"
Ciąża nie była snem,. Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości to poczekaj, kilka cykli czekania naprawdę Cię umocnią a nie sprawią, że będziesz się martwiła brakiem gotowości...
Odpowiedz
#48
I nadal czekam, tylko nie wiem na co.
Czekam na sen, na lepszy dzień, na lepsze jutro, na własne szczęście. Tylko czy ja w ogóle potrafię być szczęśliwa?
Niby już czas, tylko co z tego?

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od pojedynczego kroku...
Czy jestem gotowa na ten krok???
Odpowiedz
#49
Mgj- pierwszy krok już za Tobą, dawno postawiłaś go- to to, że postanowiłaś żyć i mimo rozsypanego na milion kawałków serca starasz się jakoś egzystować. Wiem co mówię, bo ja po pierwszej stracie w pewnej chwili widziałam tylko jedno wyjście z sytuacji- bardzo głupie, tchórzowskie- na szczęście skończyło się tylko na obcięciu włosów do kolan... Czasem stawiamy krok naprzód, a potem cofamy się pięć kroczków w tył- na tym polega to cholerne życie, ale czy ono nie jest jednak piękne? Prawda, ma wiele niedoskonałości np. śmierć, śmierć dziecka, choroba, starość, ale czy nie ma w nim nic co jest powodem do uśmiechu, do szczęścia?

Moja rada dla Ciebie- postaraj się zastosować moją metodę: myśleć tylko pozytywnie, nie szukać we wszystkim \"ale\", pamiętać, ale nie zatrzymywać się tylko na wspomnieniach, skupiać się bardziej na tym co jest i będzie niż na tym co było- tego już nie zmienisz, a przyszłość możesz. To okropnie trudne zadanie, ja sama często sobie z nim nie radzę, ale próbuję z całuych sił nie nakręcać się na złe i żyć tylko dobrym- to moja walka, moja walka o szczęście po nieszczęściach, które mnie spotkały.
Odpowiedz
#50
Ja zawsze byłam optymistka, tą wiecznie uśmiechnięta dziewczyna, bo na zewnątrz wszystko było w porządku a w środku nieustanna walka. Choć do końca nie wiem o co, bo ja chyba tak naprawdę nie umiem być szczęśliwa, a przynajmniej nie wiedziałam co to pełnia szczęścia do pewnego pięknego sierpniowego poranka, może moja Kruszynka dała mi wiarę, że mogę być szczęśliwa, nawet bardzo. Niestety to skończyło się również pięknego sierpniowego dnia, a potem było już tylko gorzej. Znów wróciła nieustanna walka o to coś co jest szczęściem, może normalnością. Tylko teraz brak tej iskierki, tego małego cudu.
Chyba, jak to napisała basia2013, że jestem w momencie, w którym łatwiej pocieszać innych niż siebie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości