Moja strata
#1
Witajcie
to moja pierwsza wypowiedz na forum. Zbierałam się od jakiegoś czasu, ale same wiecie.
Dziś mija równo dwa miesiące odkąd straciłam swoje Maleństwo. Jakoś powoli chyba pozbierałam się, ale chyba jeszcze nie całkowicie.
O ciąży dowiedziałam się na początku sierpnia, gdy byłam już w 4 tygodniu, była to ciąża chciana i w sumie planowana. Byliśmy wtedy już prawie 4 lata po ślubie, ja skończyłam trzydziestkę, więc to chyba już był czas, zresztą od jakiegoś czasu krążyliśmy wokół tematu dziecka. Zadowolona znalazłam lekarza prowadzącego. Pierwsza wizyta – skierowanie na badania, pierwsze USG – istna pełnia szczęścia, wszystko było jak trzeba. Do czasu – jakieś 3 dni po wizycie u lekarza tuż przed wyjściem z pracy takie dziwne uczucie, wizyta w toalecie i wielki szok, bo ja nie plamiłam tylko miałam ogromny krwotok. Szybka wizyta na pogotowiu – dobrze, że akurat tego dnia mąż odbierał mnie z pracy. Na pogotowiu dłuższą chwilę zajęło lekarce dogadanie się ze mną – decyzja wizyta w szpitalu, wielki strach, czy to już koniec. Na izbie przyjęć miałam pierwsze USG -7tc - z Dzidzią w porządku, tyko nie wiadomo skąd krwotok, więc zostałam w szpitalu. Po 6 dniach wyszłam do domu – nie znaleziono przyczyny krwotoku, 2 tygodnie zwolnienia. Na kolejnej wizycie u lekarza dostałam pozwolenie na powrót do pracy, z racji tego, że jestem pracownikiem biurowym i nie mam ciężkiej pracy. Niestety po przepracowaniu zaledwie 5 dni znów wylądowałam w szpitalu z ponownym krwotokiem, w 11tc. Tym razem pobyt był 8 dniowy z przykazem leżenia, bo lekarze stwierdzili dużego krwiaka na macicy. Na miejscu badania, USG i leki na podtrzymanie, jakoś za drugim razem mniej się bałam, bo czułam, że moje Maleństwo jest fajterem i nic mu nie będzie i się nie pomyliłam, krwiak był umiejscowiony w dolnej części macicy, z dala od łożyska i Dziecka. Zadowolona w końcu wyszłam do domu, stwierdziłam, że trzeba by było zrobić badania od mojego gin – więc następnego dni powoli pojechałam razem z mężem na pobranie krwi, zdążyłam jeszcze dowieźć kolejne zwolnienie do pracy – a na początku ciąży zakładałam, że nie będę chodzić na zwolnienia, przecież ciąża to nie choroba. Tym razem do domu wróciłam na jedną noc, wieczorem telefon na pogotowie – tym razem męża nie było w domu – i powrotem z krwotokiem do szpitala – 12 tc. Kolejne badania, lekarz uspakajał mnie, że to krwiak, że z Dzieckiem w porządku. Przy krwiakach trzeba leżeć i brać leki na podtrzymanie, bo nie ma innej metody – krwiak się wchłonie i będzie w porządku – taką miałam nadzieję, bo przecież wszyscy dookoła to powtarzali. Niestety w moim przypadku jak się okazało było inaczej – mój krwiak nie wiadomo dlaczego rósł i w końcu stało się najgorsze. W 13 tc, po kolejnym krwotoku – tym razem w szpitalu – lekarz był w szoku z powodu ilości krwi jaką straciłam i po kolejnym USG lekarz powiedział, że mojego Dziecka nie da się już uratować. Od początku wiedziałam, że moja ciąża jest zagrożona, jednak nie dopuszczałam do siebie myśli, że może się tak skończyć. Gdy usłyszałam wyrok na moje Dziecko nadal miałam nadzieję, że może jednak lekarz się pomylił, bo przecież moje Maleństwa to fajter, jemu nic nie może się stać.
Pomimo podanych wszelkich możliwych leków przeciwbólowych krzyczałam chyba głośniej, niż niejedna rodząca, jak się później okazało mój kręgosłup miał dość wielokrotnych zastrzyków i wysiadł. Moje poronienie niestety nie było szybkie i bezbolesne, współczuje dziewczynom, które wtedy leżały ze mną. Całe szczęście zabieg był przeprowadzony w pełnej narkozie, więc nie czułam już bólu.
Ja napisałam na początku, to już 2 miesiące, jest całkiem dobrze, choć wątpię czy całkowicie można wrócić do równowagi po takich przeżyciach. Nie oczekuje od Was pocieszenia, bo same przeszłyście przez to piekło, ale napisałam to wszystko żeby z kimś się podzielić, kto zrozumie mnie, co czuje.
Odpowiedz
#2
Bo kto nas lepiej zrozumie od kobiet, które przeszły przez to samo.
Bardzo mi przykro.
Przytulam
Światełko dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#3
Przytulam... Trzymaj się...

Dla Maluszka [*]
Odpowiedz
#4
Dla Twojego Aniołka [*]

Trzymaj się mocno...
Odpowiedz
#5
Przytulam...

Dla Twojej Dzidzi .. [*]
Odpowiedz
#6
Mgj pisz jak bedziesz potrzebowała.
Dla aniołka (*)
Odpowiedz
#7
Dziękuje Wam wszystkim za zrozumienie, bo z tym czasem ciężko.
Większość czasu tu spędzonego poświęciłam na czytanie Waszych historii oraz informacji na stronie, myślałam ,że wiem sporo, jednak tak naprawdę większości dowiedziałam się po lekturze całej strony. Niektóre Wasze historie są straszne - szczególnie jeśli chodzi o podejście niektórych lekarzy, położnych i przede wszystkim otoczenia - bo to że straciłyśmy nasze Maleństwa nie jest niczym innym jak utratą kogoś bliskiego i nie ważne, że Nasze Dzieci były z nami przez chwile. Są też historie, które chwytają za serce, ale jednocześnie dają nadzieję na lepsze jutro tak bardzo nam potrzebne.
Straszne w tym wszystkim jest to, że jest nas tu tak wiele, bo o tym nikt głośno nie mówi, jednak ostatnio dowiedziałam się, iż sporo osób z mego otoczenia musiało przez to przejść.

Dziękuje, że jesteście
Gosia
Odpowiedz
#8
Tez tak miałam, że jak mnie to spotkało to nagle wiele kobiet w moim otoczeniu podzieliło się ze mną swoimi przeżyciami..Szkoda, że tak późno ale już o tym pisałam na tymn forum.
Trzymaj się..
Odpowiedz
#9
W moim przypadku one nie dzieliły się odczuciami - mam wrażenie, że słyszałam od nich - nie tylko ciebie to spotkało, ale jakoś sobie z tym poradziłam, ty już też powinnaś. A ja nadal n ie umiem przejść obok szpitala, w którym leżałam i nie spojrzeć w okno mojej sali.
Mam takie dni, kiedy myślę, że to nie mnie spotkało - takie nierealne, że wcale nie byłam w ciąży i to tylko jednocześnie najpiękniejszy y najstraszniejszy sen. Są też lepsze dni, kiedy prawie nie myślę o moim Maleństwie, jednak potem przychodzi wieczór i prawie codziennie jest ono moją ostatnią myślą
Odpowiedz
#10
Tez bylam pod wrazeniem jak nas duzo, niestety..
Odpowiedz
#11
Dla Twojego Maluszka [*]
Odpowiedz
#12
Współczuję...

Światełko dla Twojego maluszka [*]
Odpowiedz
#13
Dziś jest ciężki dzień, kolejny.
Poszłam z mężem do kościoła, jednak chyba bardziej dla niego niż dla siebie. Przed porodem czułam potrzebę, teraz póki co czuje złość i bezsilność, a przede wszystkim wielką niesprawiedliwość. W trakcie mszy biegało wokół nas sporo maluchów, a ja myślałam dlaczego moje dziecko nie będzie mogło pobiegać tak samo? widziałam jak mąż wodził za nimi wzrokiem i zastanawiałam się o czym myśli. On nie jest typem rozmownym, nie umie rozmawiać o uczuciach, a przynajmniej nie często, więc tylko siedziałam obok a po moim policzku ukratkiem spłynęła łza. Jednak kiedy na koniec ksiądz zapowiedział mszę z błogosławieństwem matek oczekujących narodzin swego dziecka to już nie był to jedna łza...
Tęsknie za moim Maleństwem...
Odpowiedz
#14
No i minęły już 3 miesiące. Szybko czas zleciał a jednocześnie jest to nadal ciężki okres. Muszę przyznać, że mam dobre dni, pomógł mi powrót do pracy i do znajomego otoczenia, w którym dobrze się czuję. Najbliższej koleżance w pracy powiedziałam co mnie spotkało i gdy jeszcze byłam na zwolnieniu poprosiłam ją, żeby przekazała paru osobom, które wiedziały o ciąży, że straciłam swoje dziecko oraz żeby nie zadawali mi bezsensownych pytań typu \"jak się czuje\", bo nie chcę przy nich zanosić się płaczem. Teraz mój mąż myśli o kolejnej ciąży, ja chyba też, ale nadal bardzo się boje powtórki. Nie przebolałam jeszcze utraty mojej Kruszynki i gdy przychodzi wieczór, a mąż śpi ja nadal po cichu płaczę w poduszkę i rozmyślam o tym co straciłam. Nawet nie przypuszczałam, że miałam tyle nadziei związanych z moim Maleństwem. I co z nimi dalej??
Odpowiedz
#15
Kochana współczuję i przytulam mocno mocno, jak to tylko sie da internetowo :*
Masz rację pytanie \'jak się czujesz\' powinno być wgl nie używane przez otoczenie, bo to oznaka tego, że nawet nie maja pojęcia jak się w danej sytuacji czujemy.
Światełko dla Twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#16
Dziś koleżanka przyniosła zdjęcia pochwalić się ciążowym brzuszkiem swojej synowej, szybko uciekłam wymawiając się pracą. Miałam nie rozklejać się w pracy, ale czasem się chyba nie da, szukałam dla siebie jakiegoś kątka. I tak mija kolejny dzień, ciężki dzień.
Odpowiedz
#17
mgj ja też straciłam dziecko w tym samym tyg ciąży co ty. wiem co czyjesz. miałam też krwiaka i dlatego czuję złość bo dostałam luteinę i zapytałam Panią doktor po co a ona że na wchłonięcie sie krwiaka. nie powiedziała że też na podtrzymanie ciąży i że mam leżeć. Na kolejnym usg Pani dr powiedziała że krwiak sie pięknie wchłonął wiec ja po kilku dniach stwiedziłąm że skoro ta luteina ma byc na krwiaka to sobie ją odstawię skoro go juz nie ma a po luteinie chce mi sie wymiotować. no i..... kolejne usg kontrolne ...no i najgorsze bo okaz\\uje sie że mojemu dziecku nie bije serduszko ... szok.... Mam poczucie że to moja wina że to wina że odstawiłam luteinę.. ale ja nie krwawiłam i nic mi nie było...teraz zostałam z wyrzutami sumienia do końca życia .... mojego życia
Odpowiedz
#18
Siebie winić nie możesz, nie wiedziałaś, bo skąd? Ja luteiny nie dostałam, prawie cała ciąża na duphastonie, no-spie i ogromnej ilości papaweryny po każdym krwotoku.
Do tej pory zastanawiam się skąd u mnie ten krwiak, bo w trakcie pierwszego pobytu go nie stwierdzono, a zaledwie 3 tygodnie później miał już ponad 4 cm - to więcej niż moja Kruszynka wówczas.
Odpowiedz
#19
Ciężki weekend. Przeglądam zdjęcia, próbuje je posegregować, może co nieco wywołać - na wielu z nich jestem z małymi dziećmi, kiedyś tak bardzo je lubiłam tulić, czuć ich zapach.
Odpowiedz
#20
mgj ściskam Cię mocno.
(*) dla Twojej kruszynki.
Odpowiedz
#21
Dzięki ona, patrząc na Twój nick wieżę, że moja Kruszynka to córeczka, miałam o niej sen - nie był przyjemny, ale było tam wyraźnie, że urodziłam córeczkę. Moją Kruszynkę.
Odpowiedz
#22
Dziś dostałam pocztą paczkę z książką - \"O dziecku, które odwróciło się na pięcie\" - kupiłam za radą dziewczyn.
Może w końcu się zbiorę do kupy i wrócę do jednej z moich ulubionych czynności - do czytania. Kiedyś książki dosłownie pochłaniałam, w pracy bardzo mi się dziwili, bo jak to można czytać książkę spacerując chodnikiem? można, a ja bardzo to lubiłam, nie rozstawałam się z książkami. Zawsze miałam jakąś akurat w torbie. Jednak gdy dowiedziałam, się że ciąża jest zagrożona zrezygnowałam z tego dodatkowego ciężaru. Ostatnią książkę czytałam jak jeszcze byłam w ciąży - leżąc w szpitalu, a po wyjściu jakoś nie mogłam się przemóc i tak już od 4 miesięcy.
Odpowiedz
#23
Skąd udało Ci się kupić tę książkę?
Odpowiedz
#24
zamówiłam bezpośrednio w wydawnictwie. Napisałam do nich maila na adres: naf@naf.pl
Dostałam odpowiedź z wydawnictwa - koszt książki z przesyłką to 36zł. Po przesłaniu potwierdzenia wpłaty na ich konto (dane dostałam w mailu) jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź, że książkę wysyłają do mnie - to było w piątek, książkę dostałam w poniedziałek.
Wrzuciłam książkę dziś do torby, ale jakoś nie mogłam się przemóc, więc może jutro?
Odpowiedz
#25
Miałam kilka podejść, bo troche trudno czytać o sobie. Powodzenia.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości