Nie zarażam
#1
W lipcu straciłam swojego synka w 11 tygodniu ciąży. Byłam na skróconym macierzyńskim, a także wykorzystałam urlop wypoczynkowy. Nadszedł czas, aby wrócić do pracy. Pracuję w żłobku, więc nie jest mi łatwo... Ale największy ból sprawiają mi współpracownicy. Nikt ze mną nie chce rozmawiać, kiedy wchodzę milkną rozmowy, mam wrażenie, że dziewczyny uciekają ode mnie... Nie mam już siły... Przecież nie zarażam poronieniem... Potrzebuję rozmowy jak każdy... Przychodzę do domu, nie mam siły wstać z łóżka. Chciałabym iść na zwolnienie, ale pracodawca mówi, że wykluczę się wtedy zawodowo... A ja po prostu potrzebuję jeszcze czasu, żeby dojść do siebie...
Straciłam ukochane dziecko, tak bardzo chciałabym stanąć na nogi... Ale nie mam już siły ;(
Odpowiedz
#2
Współczuję miejsca pracy. Moim zdaniem jak potrzebujesz to potrzebujesz jeszcze wolnego. Czy na prawdę nie możesz sobie zrobić przerwy? Co na to mąż? Mój nie nalegał abym wracała do pracy dał mi tyle czasu ile potrzebowałam. Musisz trzymać się tego żłobka? nie ma innych nie możesz być potem nianią? Wiem że to idealistyczne ale może jednak czasami trzeba zapomnieć o kasie bo zdrowie chyba ważniejsze.
Odpowiedz
#3
Kochana bardzo mi przykro, że straciłaś synka Sad przykro mi również z powodu sytuacji w pracy, a może jest tak, że po prostu nie wiedzą co powiedzieć?

Mam nadzieję, że masz wsparcie w rodzinie, w mężu...to jest najważniejsze.
Kiedy Ci smutno, zawsze możesz tutaj się wyżalić, porozmawiać... tutaj znajdziesz wsparcie, pocieszenie...
Kochana zawsze możesz iść na zwolnienie, zwłaszcza jeśli tego potrzebujesz...

Przytulam Cię bardzo bardzo bardzo mocno... Pisz do nas, nie jesteś z tym sama, i nie zostawaj sama, choćbyś miała pisać codziennie to samo.

(*)- zapalam światełko dla Twojego synka
Odpowiedz
#4
Przypomniała mi się podobna sytuacja.
Podwładna znajomej w prywatnym przedszkolu w stolicy zaszła w ciążę i chciała isc na L4. Rodzice dzieci, ktorymi sie opiekowała zaczeli słac protesty do dyrekcji, że to nieodpowiedzialne z jej strony narazac ich dzieci na zmianę opiekunki w trakcie roku i nie zgadzają sie na jej nieobecność.
Dziewczyna została w pracy, ciążę straciła w 14-15 tyg., po rekonwalescenji(krotkiej) wróciła do pracy i ci sami rodzice zaczeli protestować przeciwko jej osobie. Padały argumenty, ze stratę bedzie przenosic na dzieci, ze nie bedzie sie nimi dobrze opiekować, zrobi im krzywdę etc.
Ludzie są okropni, także współpracownicy, a gdy chodzi o pracę z dziecmi aytuacja jeszcze bardzj się komplikuje.
Współczuję. Tak czy inaczej, jeśli nie Czujesz się na siłach pracować w żłobku to prędzej czy później ta sytuacja będzie wymagała od Ciebie poważnych decyzji. Dobrze by było gdyby Twoje koleżanki nie zmuszały Cie do podjęcia kroków, o ktorych bez ich "pomocy" pewnie byś nie pomyślała.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości