Czy łyżeczkowanie po drugiej stracie we wczesnej ciąży (5tydz) jest konieczne?
#1
Szukam odpowiedzi na pytanie, którego tak bardzo się boje.
Pierwsze poronienie lipiec- serduszko przestało bić w 9 tyg-skierowanie do szpitala, zabieg łyżeczkowania, wyniki histo- przyczyny nie ustalono.
Teraz leże w domu i czekam na wyrok. 5 tydzień, krwawienie, bóle brzucha. Lekarz prowadzący przepisał nospe, duphaston i kazał czekać,gdyby coś sie działo szpital. Byłam dziś rano w szpitalu bo wiem, że już nie ma nadziei, jednak lekarka przed przyjęciem na odział doradziła, żebym skontaktowała się ze swoim lekarzem, bo gdy przyjmie mnie na odział na pewno będę mieć wykonany zabieg łyżeczkowania- a ona z racji tego, że jeszcze nigdy nie rodziłam odradziłaby mi to, bo są inne sposoby. Powiedziała, że mogę po dwóch łyżeczkowaniach mieć problem z zajściem i donoszeniem ciąży. Mój lekarz przyjął mnie w sb. Powiedział, że lepiej czekać w domu, bo przez weekend i tak w szpitalu nic mi nie zrobią. Pęcherzyk wciąż jest,płyny ciążowe również więc mam odpoczywać i czekać. Jak coś się zacznie dziać- szpital. Powiedział że i tak będę musiała mieć zabieg jeśli zacznie się poronienie bo w pl po prostu się czyści. I teraz tak okropnie się boję. Nie wiem, dlaczego nie doradził mi nic innego. Dlaczego nie wspomniał nic, że samo może się oczyścić. Czy muszę poddać się zabiegowi jak trafię do szpitala? Czy mam inne wyjście???
Odpowiedz
#2
Nie zawsze się czyści, zwłaszcza w tak wczesnej ciąży. Jeśli organizm się sam nie oczyści to podają tabletki. Dopiero jeśli one nie pomogą jest zabieg. Ale ziarenko, nie myśl jeszcze o tym. Pomodlę się dziś za was.
Odpowiedz
#3
Trzymaj sie. Przeszłam 3 poronienia na wczesnym etapie ciąży,ani razu nie miałam lyzeczkowania. Za 3 razem miałam poronienie zatrzymane,wywołanie lekami,odmowilam zabiegu.
Odpowiedz
#4
Ziarenko, a co znaczy: nie jest dobrze? Co wyszło w USG? Nadal krwawisz?

Nie zawsze konieczne jest łyżeczkowanie. Można ronić w domu, można ronić samoistnie w szpitalu, choć w Polsce łyżeczkowanie jest standardem, nie musisz na nie wyrazić zgody.
Odpowiedz
#5
ziarenko pęcherzyk jest , krwawisz czyli jest poronienie zagrażające ale jescze nie wiadomo jak wszystko sie potoczy.Na tak wczesnym etapie nie ma czynności serca ale czy zrobili ci bhcg? Może warto sprawdzisz zanim się całkowicie poddasz?


ja jedną ciąże poroniłam w szpitalu , przed zabiegiem okazało się żę oczyściłam sie prawie w całości dostałam zastrzyki i do rana byłam już czysta... ( jak dla mnie to pusta) i nie miałam łyżeczkowania
drugą ciążę w domu, bez leków ,oczyściłam się przez 2-3 dni a później na usg kontrolne.Poprosiłam lekarza że chce zostać w domu i on sie zgodził .Tylko z krwotokiem do szpitala.Obie ciąże 8 tyg +3 dni

trzymam jednak kciuki kochana i wspieram i przytulam mocno
Odpowiedz
#6
Dziękuję za wsparcie i słowa otuchy, ale nie wierzę w cuda.. już nie.. Tak bardzo chciałabym wierzyć, mieć nadzieję, ale ie potrafię. Przy pierwszej stracie nie było cudu, nikt nie wysłuchał mojego błagania. Wiem, że je tracę, to chyba się po prostu czuje.. Krwawie delikatnie, ale boli, raz lekko, a czasem aż mam drgawki z bólu (albo ze strachu). Nie czuję już objawów ciążowych. Nie chcę do szpitala. Tam mniej bym się bała, bo jednak jest lekarz, ale tu w domu jest mąż, który bardzo mnie wspiera. Chcę spędzić przy nim ten ostatni czas "we Trójkę". Nie miałam dodatkowych badań. Lekarz każe czekać do środy o ile nie będzie krwotoku. Nie rozumiem dlaczego ani mój lekarz,(który wydawał mi się bardzo dobrym fachowcem,nawet w sb zobowiązał się do wizyty) ani lekarka w szpitalu nie zaproponowali lekarstw tylko od razu łyżeczkowanie. Boję się, że jeśli odmówię zabiegu coś się stanie złego, jakieś komplikacje bo nikt nie wytłumaczył mi wprost, że jest inny sposób. Tylko dziś lekarka zasugerowała, żebym się zastanowiła zanim przyjdę na odział i to mnie wystraszyło..
Gdyby cuda istniały..
Odpowiedz
#7
Tu jest więcej na ten temat: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3797
Odpowiedz
#8
Ziarenko trzymaj się, idę zaraz do kościoła, pomodlę się za Was... jestem myślami z Tobą...
Odpowiedz
#9
Kochana, ja przy pierwszym poronieniu samoistnym czekałam prawie tydzień,a przy drugim musiałam mieć zabieg bo niby 10tydz ciąży a zarodek od 6 się nie rozwijał i ok 2 tyg nic się nie działo też bardzo się bałam.żeby nie doszło do jakiegosbzakaznenia bo różnie z tym bywa ani stanu zapalnego...Zawsze kochana mąż może być z tobą w szpitalu,mój był przez cały czas... Jak w domu.. Wiadome dyskomfort jest bo to jednak nie dom..Ale pamiętaj też że to twoje zdrowie...

Ale też jak dziewczyny piszą może wystarcza tylko tabletki.... A może jest jeszcze nadzieja?
Odpowiedz
#10
(Sun, 11 Października 2015, 04:46:08)Larwa napisał(a): Tu jest więcej na ten temat: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3797

Dziękuję, wątek już czytałam. Jest bardzo pomocny. Ja nie mam na tyle siły aby ronić w domu. Jutro rano chyba pojadę do szpitala. Tylko chciałam wiedzieć czy mam wyjście sprobowac bez łyżeczkowania (za pierwszym razem lekarz duzo mowil ale nic z tego nie pamietam- bylam w szoku). Chciałbym wciąż miec nadzieję ale wydaje mi sie że jeszcze nic sie nie dzieje tylko przez duphaston i nos-pe bo zatrzymały koniec.
Oddałabym wszystko żeby było inaczej...
Odpowiedz
#11
Na pewno nie musisz się w szpitalu godzić na łyżeczkowanie. 5 tydzień to na tyle młoda ciąża, że ryzyko powikłań jest niewielkie. Zawsze możesz spytać, czy coś się dzieje na tyle złego, że łyżeczkowanie jest konieczne, czy też lekarze chcą Ci wykonać ten zabieg, bo mają go w standardzie postępowania.
Ja chciałam bardzo uniknąć łyżeczkowania ze względu na słabą szyjkę, i roniłam w domu, ciąża zatrzymała się na 7 tygodniu. Na kontrolnym USG okazało się, że nie poroniłam całkowicie, ale wszystko się oczyściło samoistnie z kolejną miesiączką. Zapalenia, zakażenia uniknęłam bez problemu, bez antybiotyku.
Odpowiedz
#12
Dziękuję, teraz będę wiedziała jak rozmawiać z lekarzami. Chyba wolę jutro udać się do szpitala, niż zamartwiać się w domu czekaniem. A tam wszystko się okaże, ale dzięki Wam na pewno będzie mi łatwiej. Zostaje mi tylko czekać. Szkoda, że już nie na cud jakim miało być Nowe Życie..
Odpowiedz
#13
Ziarenko, lekarze uznali, że jeśli okaże się, że ciąża obumarła, to skończy się to od razu łyżeczkowaniem, bo takie mają zwyczaje w tym szpitalu, ale zwróć uwagę, że nie starają się tego przyspieszyć, sugerują odczekanie. Nawet gdyby się zgodzili na indukcję zamiast łyżeczkowania, widocznie to jeszcze nie był moment na taką decyzję. Krwawienia i bóle to zły znak, ale zdarza się, że ciąża mimo nich się utrzymuje i rozwija, natomiast indukcja bezapelacyjnie ją zakończy. Czekanie jest męką, ale to jedyna szansa, nie pozbawiaj się jej jeszcze.

Otrzymujesz to, co można zaliczyć do leków podtrzymujących - duphaston jako progesteron oraz No-spę na wyciszenie ewentulanych skurczy. Mogą nie wystarczyć, to prawda, a Twoje dziecko może i tak przegrać ze śmiercią, ale w tej chwili jeszcze ma cień nadziei. Mimo, że już nie wierzysz w cuda, pamiętaj, że to nie zależy tylko od naszej wiary, a Ty jesteś na etapie, w którym niejedno jest możliwe. Gdyby nie było, Twój lekarz nie spróbowałby wcale podtrzymywania, tylko do razu po weekendzie wysyłał Cię do szpitala na zabieg, tym bardziej, że jest jego zwolennikiem.

Teoretycznie łyżeczkowanie zależy od Twojej zgody na piśmie, ale zdarza się, że dokumenty w tej sprawie kobieta dostaje "na wejściu" albo że brak tej zgody jest traktowany jako odmowa położenia się na oddział lub wyjście na własne żądanie, więc w razie czego musisz na to uważać.

Cała ciąża jest czekaniem, w stresie, po wielekroć. Czasem wbrew sobie i w poczuciu beznadziei. Wiem, że wielka jest potrzeba, by mieć już "wszystko za sobą", ale Tobie nie jest teraz potrzebny szybki wyrok, tylko przyjaźniejsze procedury i cieplejszy personel - z tego, co piszesz, nie boisz się samego ronienia, tylko nieprzewidzianych komplikacji. Nie masz w okolicy żadnego innego szpitala, w którym mogłabyś poczekać przy zapewnionej opiece medycznej te kilka dni, skoro tak poczujesz się bezpieczniej, ale jeszcze zarówno bez indukcji, jak i bez pospiesznego rutynowego zabiegu? Bez presji, która panuje we wspomnianym?
Odpowiedz
#14
Nie myślcie, że się poddałam, że skazuję swoje maleństwo na śmierć zanim lekarze wydali wyrok. Dwie kreski na teście i to zdjęcie usg, na którym widać maleńką kropeczkę jest dla mnie największym szczęściem. Poświęciłabym wszystko by móc je przy sobie zatrzymać. Oddałabym swoje życie by mogło zaczerpnąć pierwszego oddechu na tym świecie. Ale ja czuję że te dni to pożegnanie. Nie czuję już typowych objawów mdłości, drażniących zapachów, piersi, uderzeń ciepła, tego wszystkiego co czułam poprzednim razem w tym samym okresie. Gdyby tylko była choć iskierka nadziei nie straciłabym jej. Ale tak bardzo zawiodłam się ostatnim razem, zawiodłam się na sobie, że nie mogłam Go zatrzymać, na swojej wierze, że tak bardzo błagałam, na lekarzach, że nie byli w stanie pomóc.. Teraz jest mi tak podwójnie ciężko, a to czekanie mnie zabija.. Jest chyba tylko trochę łatwiej bo wiem, czego się spodziewać i to forum tak bardzo mi pomogło, Wasze wsparcie i odpowiedzi
Odpowiedz
#15
Tak bardzo mocno Cie przytulam,przypominasz mi mnie kiedy wiedziałam że jest źle tak samo znikły objawy oprócz mdłości.. Nawet bthcg było wysokie, ale cóż z tego jak nie było serduszka i zarodek już się wchłania...modlilam się o serduszko..to była wegetacja... Kiedy ostatni raz miałam mieć usg potwierdzające i potem jak się okazało zabieg na który musiałam.czekać cały weekend.
Rozumiem co czujesz.. Przytulam bardzo mocno...

I pamiętaj to nie twoja wina,to niczyja wina
Napewno nie Twoja!!!! Jesteś bardzo dzielna kobieta jak każda z nas tutaj...
Odpowiedz
#16
Pytałam też, czy masz jakiś wybór co do szpitala, tak żebyś mogła uniknąć choć łyżeczkowania, gdyby nie było konieczne, a jednocześnie żebyś nie była zmuszona do czekania w domu, jeśli Cię to przerasta. Bo to byłoby jakieś wyjście, w sumie najbliższe temu, o co zagadywałaś.

Czy może zabijać czekanie na coś, co już się jednoznacznie dokonało? Wydaje mi się, że tak naprawdę zabija nas czekanie w szarpaninie od nadziei do rozpaczy. Ty się boisz... nadal... że to się dopiero dzieje, że się stanie. I wcale nie uważam, że skazujesz dziecko chcąc uciec od tego, po prostu czuję Twój strach i to błaganie, by to nie była prawda. Wciąż masz swoją iskierkę, choć jej nie widzisz jasno w sobie. W moich oczach, Ziarenko, jeszcze nie uwierzyłaś w śmierć, ale wiesz, że ona jest taka... taka możliwa, taka strasznie prawdopodobna i że krąży tuż obok. Czy bałabyś się samego czekania na koniec, gdyby już przepadło? Czekać się boisz potwornie, ale tego, co będzie potem - jeszcze bardziej chyba?
Wiesz, to tak nie działa, że da się uchronić mniej wierząc za drugim razem, po tym gdy już raz nasza naiwna nadzieja zawiodła. Rozum tak, ale serca nie oszukasz w ten sposób. Nie zaboli mniej...

To naprawdę może być pożegnanie. Nie masz na nic właściwie wpływu, nic więcej nie zdołasz zrobić, prócz dalszego odczekiwania lub zakończenia odczekiwania. Spytam inaczej - jak chciałabyś się pożegnać, jeśli to pożegnanie? Chodzi mi o to, że gdybyś miała czarodziejską różdzkę, która nie potrafi wprawdzie uratować życia, ale mogłaby trochę wpłynąć na sposób, w jaki to czujesz i zapamiętasz te godziny, to co byś w nich zmieniła?
Odpowiedz
#17
(Sun, 11 Października 2015, 21:01:23)Amelia napisał(a): Pytałam też, czy masz jakiś wybór co do szpitala, tak żebyś mogła uniknąć choć łyżeczkowania, gdyby nie było konieczne, a jednocześnie żebyś nie była zmuszona do czekania w domu, jeśli Cię to przerasta. Bo to byłoby jakieś wyjście, w sumie najbliższe temu, o co zagadywałaś.

Czy może zabijać czekanie na coś, co już się jednoznacznie dokonało? Wydaje mi się, że tak naprawdę zabija nas czekanie w szarpaninie od nadziei do rozpaczy. Ty się boisz... nadal... że to się dopiero dzieje, że się stanie. I wcale nie uważam, że skazujesz dziecko chcąc uciec od tego, po prostu czuję Twój strach i to błaganie, by to nie była prawda. Wciąż masz swoją iskierkę, choć jej nie widzisz jasno w sobie. W moich oczach, Ziarenko, jeszcze nie uwierzyłaś w śmierć, ale wiesz, że ona jest taka... taka możliwa, taka strasznie prawdopodobna i że krąży tuż obok. Czy bałabyś się samego czekania na koniec, gdyby już przepadło? Czekać się boisz potwornie, ale tego, co będzie potem - jeszcze bardziej chyba?
Wiesz, to tak nie działa, że da się uchronić mniej wierząc za drugim razem, po tym gdy już raz nasza naiwna nadzieja zawiodła. Rozum tak, ale serca nie oszukasz w ten sposób. Nie zaboli mniej...

To naprawdę może być pożegnanie. Nie masz na nic właściwie wpływu, nic więcej nie zdołasz zrobić, prócz dalszego odczekiwania lub zakończenia odczekiwania. Spytam inaczej - jak chciałabyś się pożegnać, jeśli to pożegnanie? Chodzi mi o to, że gdybyś miała czarodziejską różdzkę, która nie potrafi wprawdzie uratować życia, ale mogłaby trochę wpłynąć na sposób, w jaki to czujesz i zapamiętasz te godziny, to co byś w nich zmieniła?
Cały dzień próbuję znaleźć w sobie odpowiedź- jak chciałabym się pożegnać, co chciałabym zmienić.. nie znajduję odpowiedzi. Na czyjeś odejście chyba nigdy nie da się przygotować, nie ma słów, ani gestów, które mogłyby być pożegnaniem. Z jednej strony dzięki czarodziejskiej różdżce chciałabym móc przekazać Mu jak bardzo było kochane od pierwszego momentu dwóch kreseczek na teście, chciałabym żeby wiedziało, że byłam gotowa rzucić Mu do stóp cały świat. A z drugiej strony chciałabym cofnąć czas aby te "dwie kreski" się nie pojawiły, abym nie musiała skazać Go na odejście tuż po tym jak chciało żyć We mnie. Może to właśnie ja skazuję Go na odejście swoim ciałem, myślami, zachowaniem. Może było za wcześnie i moje ciało nie było gotowe, aby Go przyjąć? Ale przecież lekarz dał nam zielone światło, powiedział, że wszystko jest ok. Może powinnam nalegać na badania, leki po pierwszej stracie? Może nie chce ze mną zostać bo poczuło, że chcę nim tylko zastąpić pustkę po tamtej stracie? Może to dlatego, że zawsze wszystko było ważniejsze; mieszkanie, ślub, praca? Nawet teraz, gdy zaczęłam plamić pierwsze o czym pomyślałam to to, jak zareagują w pracy na moje L4.. Może dlatego, że powinnam teraz cały czas wierzyć, modlić się i błagać, a nie tak po prostu się poddać i czekać na zakończenie?Może po prostu chciałabym, żeby usłyszało moje PRZEPRASZAM!...  

Nie poszłam dziś do szpitala, przestałam krwawić, a ból się zmniejszył. W środę planowana wizyta. Pogodziłam się z tym co będzie i już chyba mniej się boję. Nawet gdy jedynym wyjściem będzie zabieg, przyjmę to, choć dla mojego bezpieczeństwa będę próbować walczyć o inne rozwiązanie. Teraz z pokorą czekam na środę i na to co nadejdzie..
Jeśli chodzi o inny szpital- jest 60km ode mnie, a wtedy mąż nie mógłby być cały czas przy mnie. Nie mogę mieć też pewności, jak wyglądałaby opieka i pomoc w tym szpitalu..
Odpowiedz
#18
Czy zdarłaś dzisiaj następną zasłonę w drodze do nadziei-beznadziei? Czym jest bardziej teraz?
Odpowiedz
#19
Leżąc na szpitalnym łóżku wpatruję się w białą ścianę.. Została tylko pustka... Nie czuję nic.. Ani strachu, ani bólu, ani żalu.. . Poronienie kompletne. Ale od wczoraj beta rośnie i zalecają zabieg. Ponoc to najlepsze wyjście żeby nie doszło do powikłań ani stanu zapalnego.. Nie mam sil walczyć więc poddaje się temu.. Chce już miec to za sobą, wrócić do domu.. Do męża..
Odpowiedz
#20
Ziarenko nie wiem co napisać, jest mi tak przykro ... Sad
Przytulam Cię bardzo bardzo bardzo mocno.
Odpowiedz
#21
Ziarenko ja też miałam zabieg "na wszelki wypadek". Mam nadzieję że chociaż masz godną opiekę i trafili ci się dobrzy lekarze i położne. Myślę o tobie.
Odpowiedz
#22
Sam zabieg nie byl tak straszny jak za pierwszym razem bo nie bylo wywolywania poronienia, nie bylo juz tego strachu, krwi i przerazenia kiedy czulam ze trace swoje maleństwo. Tym razem wiedzialam czego sie spodziewać. Ale jesli chodzi o opiekę jest strasznie, nic nie mówią, nie patrzą na to że boli, traktują czlowieka gorzej od zwierząt. Nikt nie przejmuje sie tym, że kolejny raz zawalił mi się świat. Teraz jeszcze przeniesli mnie na salę z kobietami w ciąży. I nikt nawet nie spytał, nie powiedział dlaczego. Nie dam rady. Bylam silna a teraz siedze na korytarzu i płaczę. Jak mam znieść ich widok i te odwiedzające rodziny, które tak bardzo cieszą się z ich szczęścia? Czekam na męża i wypisuje się na własne żądanie..
Odpowiedz
#23
Wciąż jesteś w szpitalu? O której przyjedzie mąż?
Odpowiedz
#24
Jestem dalej w szpitalu bo zabieg mialam dopiero dzis o 12stej. Mąż przyjedzie dopiero po pracy koło 18 wczesniej będę mieć wizyte, spytam o zabieg czy wszystko było ok i wychodzę. Nie dam rady wytrzymac tu do jutra...
Odpowiedz
#25
Ziarenko, jeśli możesz, napisz mi na maila, jaki to szpital.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości