otchłań
#26
Już nigdy nic nie będzie takie samo.
To tak wiele zabrało.

https://www.youtube.com/watch?v=6PPWcUDrkLU
Odpowiedz
#27
Nie wiem co ci napisać, gapię się w klawiaturę od kilku minut. Przytulam....
Odpowiedz
#28
Na co dzień, gdy mój P. jest obok, staram się być"już normalna". Może bardziej zamyślona, ale częściej obecna. Kolejnego dnia muszę to "odchorować". On wraca do pracy a ja do siebie.
Powiedziałam mu wczoraj, że to przeze mnie. Że za mało się cieszyłam a za bardzo martwiłam i nasze Dziecko nie chciało takiej smutnej mamy. Gdy opuściły mnie paniczne obawy, za chwilę opuściło mnie i Maleństwo.
Czasem pojawiają się pytania, co zrobiłam źle. Czym zawiniłam, że te moje życie to taka ciernista droga.
Nadzieja boli...
P.z nadzieją i wiarą opowiada, że chce mieć jeszcze dzieci, marzy o trójce, ziemskich chłopców. I przytula i mówi, że się ułoży, że damy radę, że się uda.
A ja się tylko nieśmiało mogę uśmiechnąć. Za dużo już wiem.
Odpowiedz
#29
Paulino TO NIE TWOJA WINA, nie zależnie od tego czy byś się bała czy nie bała, chciała czy nie chciała, natura zrobiłaby swoje nie patrząc na twoje myśli. Dobrze że twój P. jest przy tobie.
Odpowiedz
#30
Sama przed sobą staram się udawać, że jutro jest normalny dzień. Do niedawna nie wiedziałam nawet, że taki dzień istnieje. Wiem, przepraszam, straszna ignorancja...
Teraz to i mój dzień, Dzień mojego Dziecka.
Mój P., który starał się jak najszybciej przejść do "porządku dziennego" niemal się popłakał w nocy. Żałuje, że jutro będzie w pracy, nie da rady dojechać na mszę. I tym razem to ja jego pocieszałam, bo chyba nieważne, czy będziemy tego dnia w kościele, czy może sami, oboje pójdziemy ze świeczką na najbliższy cmentarz i pomyślimy. Pomodlimy się, gdziekolwiek będziemy tego dnia. Miejsce nie ma znaczenia.
Tęsknię za Maleństwem, tęsknię za tą ciążą, tęsknię za stanem błogiej nieświadomości.
Odpowiedz
#31
To mimo wszystko jest też piękny i wzruszający dzień, bo to symboliczny dzień pamięci. O ileż wbrew pozorom trudniejsze do przetrwania bywają inne, gdy niewielu pamięta...

Gdzie indziej to napisałaś, ale to Ciebie chcę zapytać, więc tu zacytuję:
(Wed, 14 Października 2015, 15:07:58)paulina1986 napisał(a): Wiesz, przez większość życia nachodziły mnie myśli samobójcze. Walczyłam z nimi, jestem wierząca, mam rodziców, braci i zawsze czepiałam się czegoś tu na ziemi, co mnie ratowało.

Czepiałaś się tego, co było wciąż ważne dla Ciebie, tak często robimy, ale czy Ty sama nie jesteś wartością? Dlaczego to nie miałby być wystarczający powód?
Odpowiedz
#32
Nie czułam się nigdy "wartością", Amelio.
Tęsknię za czasem sprzed 3 września.
Odpowiedz
#33
Tęsknię.
Czasem pytam swojego P. czy to naprawdę się wydarzyło. Czy ja byłam w ogóle w ciąży. A potem jak na zawołanie przychodzą wspomnienia, krew, szpital, utracona nadzieja.
Wiecie, że poroniłam w terminie miesiączki? Gdy po wszystkim przejrzałam kalendarz i policzyłam dni, zamarłam. Moje ciało zapomniało, że planowałam mieć dziewięciomiesięczną przerwę. Wytrzymało niecałe trzy.
Odpowiedz
#34
Paulino, ja właśnie dlatego nie chce zapomnieć ani tego bólu ani tego koszmaru szpitala. Dlatego myślę codziennie, dlatego celebruję 20 dzień każdego miesiąca, dlatego 15.10 był dla mnie ŚWIĘTEM.Robię to po to żeby nigdy nie zwątpić że to wszystko się wydarzyło - że moje dziecko BYŁO.

TWOJE CIAŁO ZAPOMNIAŁO ALE TWOJE SERCE NIGDY NIE ZAPOMNI A TO JEST NAJWAŻNIEJSZE.
Odpowiedz
#35
20ty to nie "moja" data. Zupełnie nie rozumiem skąd te rozbicie dzisiaj. Niemal jak w tamte dni. Poczucie zupełnej pustki i jakby opuszczenia samej siebie. Oglądania wszystkiego jakby z boku. Poza sobą.
Dziś tak samo. Żyję, ale jakby beze mnie.
Odpowiedz
#36
Paulina, a gdzie Ty jesteś? Gdzie się zgubiłaś?
Odpowiedz
#37
Larwa,
zbyt często chyba bywam w dniach 3, 4, 5 września. Zgubiłam się w tym czasie, w tych pomieszczeniach. Wracam do tych wydarzeń, by jak w czasie hipnozy, zobaczyć więcej szczegółów. To takie jak przez mgłę. Niektóre rzeczy widzę w powiększeniu, ale nie potrafię dopasować do nich dat ani całej reszty.
Trudny był wczorajszy dzień. Teoretycznie bez powodu. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Powłóczyłam się po mieście, jak radził mi P. Ale to nie pomogło. Stałam na placu, wokół pędzili ludzie. Niewidzialna. Tylko dla mnie świat stanął w miejscu.
Dziś wyrzuty sumienia, że powinnam coś zmienić w tym moim świecie. Nie chcę wracać do pracy, którą lubię, ale nie znoszę biura i organizacji. Więcej wsparcia dostałam od ludzi z pracy mojego P. niż u siebie. Włączyłam komputer, by przejrzeć ogłoszenia, wysłać aplikacje, zerknąć na mój chory kurs. Eh, to też jakieś nienormalne, że jeszcze krwawiłam, traciłam moje życie a jednocześnie w tym żalu i wściekłości wybrałam szkolenie "wprowadzenie do położnictwa". Żeby wiedzieć więcej, "od podszewki". Idzie mi jak krew z nosa, ale powoli idę dalej. Nie chciałam tej wiedzy, ale los? natura? Bóg? postanowił mnie tak doświadczyć a nie inaczej i nie mam odwrotu.
Odpowiedz
#38
Znów jest tak beznadziejnie... Mój P. wymyśla mi zajęcia, żeby mnie czymś zająć. Ja przytakuję a tak naprawdę mam ochotę się położyć, przeleżeć cały dzień, nie robić nic. Wszystko takie nic nie warte.
Odpowiedz
#39
paulina1986 ja mam tak samo do teraz a urodziłam przecież martwego synka 11.07 najchętniej gdzieś na rok czasu bym się zakopała przed całym światem,ciężko jest mi się spotkac ze znajomymi,byłam na dwóch weselach ale było bardzo ciężko,teraz też mam dwa z jednego ryzykujemy i co z tego jak na drugim będzie multum znajomych,z dziecmi bez dzieci znowu te pytania znowu te spojrzenia takie ze współczuciem ze zdziwieniem.....to strasznie boli na każdym etapie mimo tego że już pod sercem mam nową nadzieję to teraz też wolałabym nikomu nic nie mówic aby później znowu się nie tłumaczyc gdyby coś poszło nie tak,teraz też przez okres 9msc chciałabym zamknąc się w domu przed ludzmi i wyjsc dopiero jak szczęscliwie urodze.... No i takie błędne koło. Tyle nerwów i stresu. Jestem z Tobą myślami Smile
Odpowiedz
#40
Dziękuję.
Ja się "niby trzymam". Powoli zaczynam myśleć, co z moją pracą. Pełen entuzjazm, dam sobie radę, teraz czas dla mnie, już nic gorszego mnie nie może spotkać. A po chwili uczucie pustki i bezsensowności każdego kroku.
Kiedyś myślałam, że najgorszym moim doświadczeniem było wyrwanie się z domowej przemocy. Ileż mnie to kosztowało! A jednak... Zawsze może być gorzej. Życie. Jak ja je uwielbiam...
Taka się czułam silna, gdy byłam w ciąży. Nawet moje lęki musiałam pokonać, wszystko było na drugim miejscu. A teraz taka jakaś zagubiona jestem...
Wracają koszmary.
Odpowiedz
#41
Widzę że mamy podobne doświadczenia życiowe też miałam w domu prtzemoc,alkohol uciekanie w zimie na bosaka przed pijanym ojcem.....gdy byłam w ciąży czułam się taka dumna,że dałam sobie z tym jakoś rade że mam męża teraz będę miec dzieciątko i w końcu spełni się moje marzenie o pełnej kochającej się rodzinie o wspólnych obiadach itd......... a jednak los chciał inaczej,moja samoocena spadła poniżej zera znowu myśli samobójcze i cały świat sie zawalił. Strasznie ciężko jest życ.
Odpowiedz
#42
Ja miałam takie małżeństwo... Chciałam mieć rodzinę, dzieci, ale nie w takim świecie jaki wtedy znałam. Nie chciałam wierzyć, że to tak ma wyglądać moje życie. Obdarta z godności i szacunku posiniaczonymi rękami z posiniaczona duszą pakowałam osobiste rzeczy i zostawiłam w końcu tamten mój dom poza sobą. Choć oczywiście droga taka prosta nie była. Zanim ostatni raz nie wróciłam były powroty, obietnice, łzy. Setki przepłakanych nocy. To zabawne, ale przy życiu trzymał mnie plan unicestwienia siebie. Byłam spokojna. Mogłam załatwić wszystkie sprawy i egoistycznie odejść. Ale jakoś zostałam. Przeżyłam.
"ciekawe jak sobie poradzisz beze mnie, nieudaczniku, nikt nie zechce takiej kretynki" prześladowały mnie te słowa mojego byłego męża. Ale poradziłam sobie i z tym. Powoli wchodziłam wyżej po swojej drabinie wartości. Poznanie mojego P. było dla mnie trochę jak uderzenie młotem. To naprawdę możliwe? Naprawdę są tacy faceci? Tacy normalni. Smile
Teraz przechodzimy trudny czas. On jest głosem rozsądku. Rozumie, nawet gdy nic nie mówię. Zadziwia mnie czasem, że tyle o mnie wie.
Eh. Chciałam dać mu to, o czym od dawna marzył. Ale nie wyszło... Jestem i będę mu wdzięczna, że nigdy nawet przez chwilę nie odczułam, że jest to moja wina.
Małgosiu, ciężko jest żyć, ale cóż nam zostaje? Trzeba chyba wierzyć, że się to jakoś poskleja i będziemy szczęśliwi. A Ty już szczególnie powinnaś wierzyć Smile I Twoje marzenia się spełnią. Smile
Odpowiedz
#43
Jakbym miała wyrwane serce. Ciało jakoś stara się funkcjonować, ale nigdy nie wiadomo kiedy zauważy ten brak i przestanie reagować.
Włóczę się dziś po domu jak cień. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle spraw do załatwienia a ja najchętniej zapadłabym się pod ziemię i już nie wróciła. Nie chce się żyć. Ale i zabić niełatwo.
Proszę Boże, daj trochę siły by mnie nie pożarła rzeczywistość.
Odpowiedz
#44
On tak się cieszył... Roznosiła go energia, gdy się chwalił rodzinie, że będziemy mieli Dziecko.
Teraz nie dość, że przeżywa żałobę, to jeszcze musi się o mnie martwić, bo sobie nie radzę. Jestem ciężarem.
Nie wiem, co robić ze swoim życiem. Nie wiem, co dalej...
Odpowiedz
#45
A Ty się martwisz o Niego. Nie jesteś ciężarem, tylko ukochaną, to nie Twoja wina.
Czasem pomaga zatrzymanie się w tym momencie, gdy się zgubiło siebie i pobycie z tamtą zgubioną sobą. Pytałam o to, bo ja się tak zgubiłam, przy grobie mojego pierwszego dziecka. I gdy odkryłam, że tam zostałam, tam też powróciłam. Nie pośpieszałam się, nie ruszałam w życie.
Pomyśl, może to by Ci pomogło?
Odpowiedz
#46
Paulino, po stracie drugiego dziecka myślałam o samobójstwie - wszystko się sypało: związek, poczucie sensu, życie... Gdybym była pewna że spotkam "tam" swoje dzieci to bym to zrobiła, ale nie wiem gdzie one są i nie wiem gdzie ja bym była... Tak bardzo chcę wziąc moich chłopców w ramiona, że wytrzymam wszystko... a przynajmniej bardzo się postaram...
Odpowiedz
#47
Im bardziej chcę wszystko poukładać i zacząć "żyć normalnie", tym gorzej mi to wychodzi.
Wszystkie tu piszemy o dawaniu sobie czasu, chyba mam do siebie żal, że wciąż mi źle. Nikt mi nie mówi"otrząśnij się", a jednak mózg mi to ciągle powtarza. Że przesadzam, że powinnam się wziąć do roboty, że jestem nic niewartym leniem. Skąd jest ta presja mojego mózgu? I dlaczego on się tak bardzo nie lubi z resztą mojego ciała?
Odpowiedz
#48
Paulina ja niestety nie umiem pocieszac ale umiem wirtualnie pobyc, przytulic i pomilczec a wiec wiedz, ze jestem i mocno przytulam.
Dla Twojego Dziecka (*)
Odpowiedz
#49
Czasem chce mi się krzyczeć! Czy to jakaś kara? Za to, że odeszłam od Boga? Przysięgałam na dobre i na złe, a jednak opuściłam pełen przemocy dom, zamiast nadstawiać drugi policzek?

Przeryczałam cały dzień. Totalnie zmarnowany.
Kiedyś pomagał mi kościół, spowiedź, modlitwa. Teraz jestem wykluczona. Rozwodnik modlić się może, ale korzystać z sakramentów nie.

Nienawidzę siebie. Sad
Odpowiedz
#50
Papież Franciszek działa w tym temacie, bo to rzeczywiście bardzo niesprawiedliwe. Moja mama też jest bardzo religijna a nie może komunii przyjmować bo wyszła za mojego tatę. Tamten mąż ją notorycznie zdradzał. I czy to była jej wina? W tej kwestii Kościół bardzo niesprawiedliwie traktuje rozwoników. Mam nadzieję że coś w tej kwestii się zmieni.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości