już prawie miesiąc
Jesteś Ignasiu, teraz już nie tylko w sercu mamy i taty, ale i wyobraźni innych jako chłopiec, jako człowiek a nie wydalony zlepek tkanek. Za tydzień cię pożegnamy, już zawsze będziesz członkiem naszej rodziny.
Kocham was moje aniołki, wszystkie.
Odpowiedz
Franiu, mam nadzieje ze pogrzeb choć trochę ukoi Twój ból. 
Przytulam 
(*)
Odpowiedz
Franiu, to takie ważne, gdy możesz dać imię tej Okruszynce, którą pokochałaś, to takie ważne gdy przybiera postać chłopca czy dziewczynki
Ale gdzie jest ukojenie? Czy można zaleczyć bez blizny te "rany tak celnie zadane"?
Nie wiem, czy to teraz tak jest, czy zawsze, może też tak masz, że Ci, którzy mogliby posłuchać o Twoim bólu i zrozumieć, sami cierpią -
i myślisz, czy można im jeszcze dokładać - bo wiesz, że cierpieć będą z Tobą.
Przepraszam za ton, ale dopadła mnie dołkochandra (z BFG): mąż w pracy, najbliżsi Przyjaciele w miejscach cierpień i jak im dokładać. Pomniczek Jadwini wywieziony, bo przy niej będzie Dominisia. Napisać nie umiem listu do mojej małej córeczki - bo chyba zbyt mocno boli. Zostałyście mi Wy - takie same mamy między stratą a pogrzebem.
Przytulam z mojej ciemnej doliny...
Odpowiedz
Rany zaleczą się same, ale blizny zostaną na zawsze. Niestety. Ja musiałam przeżyć 2 lata piekła, stracić troje dzieci żeby zebrać w sobie siłę i odwagę by stawić czoła formalnościom, papierom, dogrywaniem wszystkiego. Moj mąż jest wspaniały, ale to ja to wszystko ciągnę, załatwiam, wydzwaniam. On jest chyba za słaby, więc wystarczy mi to że jest obok po prostu, że idzie za mną i pozwala mi robić to co ma przynieść mi spokój i ukojenie, choć sam jak stwierdził nie potrzebuje "fizycznego miejsca" aby pamiętać o dzieciach.
Tamte ciąże przeżywaliści w atmosferze "tabu", my sami nic nie mówiliśmy więc i kikt o nic nie pytał, jakby nic się nie stało. A przez to co dzieję się teraz jest mi lżej, rozmawiam o pogrzebie jak o czymś naturalnym. Nikt nigdzie nie dał mi znać do zrozumienia (przynajmniej prosto w twarz) że to dziwne albo że to dodawanie sobie dodatkowego cierpienia.
Odpowiedz
Tak blizny pozostają na zawsze. Jestem na początku drogi formalności i załatwiania papierów. Cieszy mnie fakt że są szpitale, które informują spokojnie o całej procedurze i prawach po poronieniu. Niestety ja nie miałam szczęścia na taką placówkę i nie wiem co mnie czeka po stracie mojego synka, czy będę mogła chociaż nadać mu imię
i zarejestrować w USC. Przytulam wszystkie Aniołki i ich Rodziny.
Odpowiedz
Dużo, dużo sił, Dziewczyny!!!!! Sad
Odpowiedz
Cześć Franiu.
Przeczytalam cały wątek jednym tchem i musialam cos od siebie napisac. Stworzylam nawet specjalnie konto do tego celu.
Strasznie mi przykro czytając, ze tyle kobiet zmaga się z naszymi problemami. Nie powinno tak być, ze dzieci umierają. Sama jestem świeżo po stracie, mój Synek w 14 tc od nas odszedl. Wczoraj był Jego pogrzeb. Od siebie mogę jedynie powiedzieć, ze taki pochówek daje ukojenie, może nie wyciszy całkiem tego bólu, ale ja czuję większy spokoj. Staram się sobie tłumaczyć, ze jest Mu tam dobrze, ze moja zmarła babcia się nim opiekuje w Niebie.
To moja pierwsza ciąża jak i strata, wiec moge jedynie probowac wyobrazić sobie jak Ty Franiu czujesz się po kolejnej stracie. Mimo tego wierze, że Bóg obdarzy Cię jeszcze szczęściem, Twoje dzieciątka będą nad Wami czuwać. Proszę nie trać wiary i bądź silna.
Pozdrawiam Cię serdecznie i przytulam.
Odpowiedz
Danielo, Frania nie musi być silna. Może być bardzo słaba, jeśli tego chce i potrzebuje. Ma prawo do żałoby, a w tej jest miejsce na wiele emocji i na słabość też.
Współczuję Ci śmierci Dziecka.
Odpowiedz
Wiecie cie co, mimo ze po kazdym poronieniu jestem bardziej pocharatana emocjonalnie. To paradoksalnie chyba coraz silniejsza i zdeterminowana. Juz nawet nie do tego zeby miec ziemskie dziecko ale zeby znalesc przyczyne, chocbym miala grzebac w najglebszych odchlaniach immunologi albo genetyki.
Odpowiedz
Franiu doskonale wiem co czujesz, sama mam dużo dzieci w niebie i z każdym kolejnym było gorzej, a mimo wszystko gdzieś w środku determinacja do dalszej walki, będę tu do Ciebie zaglądać :*
Odpowiedz
Franiu, 20 kwietnia to dla nas druga strata I wyję jak bóbr...
A w sercu tęsknota za tymi, które odeszły i ciągle jeszcze za tym ziemskim...
Ciepłem maleńkiego ciałka a nie lodem trumienki w prosektorium - jutro pogrzeb
Mój mąż - skarb na co dzień - dziś powiedział, że w stanie błogosławionym będę całe życie - będę czekać na te maluchy, które odeszły...
Chyba tak właśnie jest...
Życzę Ci wiele sił
Odpowiedz
Franiu mam nadzieję, że szybko znajdziesz przyczynę. Nie mogłam znaleźć wątku, w którym zadalaś mi pytanie o zalecenia diety, niestety nic nie znalazłamSad
Odpowiedz
Ika, pieknie ci maz powiedzial o syanie blogoslawionym.

Sylwia to byl temat insulinoopornosc w ciazy. W dziale ciaza- oczekiwanie
Odpowiedz
Wczoraj pochowalismy Ignasia. Bylo nas tylko szescioro, moi rodzice, siostra i tesciowa. Tescia nie puscili z pracy, reszta rodziny zignorowala sprawe albo po prostu bala sie przyjsc. Ignas spal w malej bialej urnie ktora otoczylismy bialo- niebieskimi wiazankami. Dostal tez ladnego aniolka. Wszyscy plakali tylko nie ja...byl we mnie niesamowity spokoj i cisza, usmiechalam sie do niego. Gdy szlismy za karawanem zanucilam nawet cichutko dla niego piosenke. Dla niego i pozostalych aniolkow.
Odpowiedz
(*)
Odpowiedz
Pięknie pozegnaliscie Ignasia
(*)
Odpowiedz
Franiu ciesze się ze udało Ci się przetrwać te wszystkie procedury i ze czulas spokój, dla Ignasia i reszty Aniołków [*]
Odpowiedz
Czemu puste ramiona musza tak bolec....
Odpowiedz
Dziś mija 2 lata...2 lata od momentu w ktorym moj swiat legł w gruzach po raz pierwszy. Potem koniec swiata przezylam jeszcze 3 razy. Teraz moge powiedziec, tak da sie przezyc koniec swiata, da sie umrzec wiele razy a mimo to zyc dalej. Czy 2 lata to dlugo? Z perspektywy samego czasu jako takiego to dla mnie dlugo. Z punktu widzenia tego jak wiele przeszlam i stracilam ten czas jest krotki. Obecnie stoje w przededniu uzyskania wiedzy, ktora mi da sile do dalszej walki albo zatrzasnie z hukiem drzwi przed nosem. Czy jestem silniejsza? Moze. Czy jestem szczesliwa? Nie. Czy bede szczesliwa? Nie wiem.
Tesknie za kazdym z was, kim i jakie byscie nie byly.
Wasza mama.
Odpowiedz
Bardzo mi przykro, że straciłaś swoje maleństwa.
Dobrze, że przy Ignasiu starczyło Ci siły na całą procedurę, aby walczyć i móc pochować swoje maleństwo.
Przykre jest to, że w wielu szpitalach nie mówi się o takiej możliwości, w ogóle niewiele się mówi i wszędzie problemy, papiery i procedury.
Przytulam wirtualnie
Odpowiedz
Franiu bardzo mi swego czasu bylo blisko do Ciebie - uznalam, ze chocbym miala do piekla zejsc to wejde jezeli tam znajde odpowiedz co sie stalo. Bo nie zgodzilam sie z tym, ze nic sie nie stalo, ze bedzie nastepne niczym bulka w sklepie.
Z perpektywy lat z duzym prawdopodobienstwem.mozna rzec, ze byl to blad immunologiczny - wywalczylam komplet badan i lekow.
Pomoglo. Piotrus ❤
Ps
Tak mnie dalej boli ten system zbywania Matek i wmawianie im niemocy - tyle Piotrusiow idzie w zapomnienie.

Nie osiagnelam w zyciu wielkich rzeczy. Nie jestem inteligentnie bogata czy tez moze celebrycko uboga ale mam wrazenie, ze moj syn wyczerpal moje ambicje o zdobywaniu nieosiagalnych szczytow.

Czego i Tobie i Wam wszystkim zycze.
Odpowiedz
kochana
ja też sie bardzo obwiniałam, że u mnie się nie udało śledziłam miesiąc po miesiącu, ale naprawdę na tak wiele rzeczy uważałam, czytałam, rozmawiałam kurs dla ciężarnych, to co jest nam zapisane i tak się przytrafi. Nie miej do siebie pretensji, że nie pochowałaś dziecka byłaś w szoku a poza tym nie masz pewności czy napewno znajdowało się w tej krwi, którą spuściłaś. Ja nie chciałam widzieć mojego martwego synka bałam się że ten obraz będzie mi się śnił po nocach... Mój mąż go oglądał i do dzisaj nie wiemy, kto z nas postąpił lepiej.
Odpowiedz
Kinia powstrzymaj sie proszę od tak kategorycznych sądów "to co jest nam pisane i tak sie przytrafi" w tym kontekście.
Wiele kobiet tutaj straciło dzieci w wyniku nie wykrytych wczesniej zakażeń, problemów immunologicznych, zakrzepicy itp. Twoje twierdzenie niesie za sobą przekaz, ze albo nic nie warto robić, bo bedzie co ma byc (to nonsens w tym przypadku do kolejnych strat nie doszło, bo znaleziono przyczynę i wdrożono leczenie) albo, ze i tak wszystko na nic, skoro dziecko ma umrzeć (tylko skąd wiadomo, ze nie ma żyć? Po co od razu zakładać, ze leki nie zadziałają?)
Odpowiedz
kochana
dopiero teraz przeczytałam wszystkie Twoje wpisy. Chciałam Cię spytać czy miałaś robione badanie pod kątem zespołu antyfosfolipidowego?(mnie niebawem to czeka)Mój synek też nazywa się Ignaś. Polecam Ci wybrać się na mszę z modlitwą o uzdrowienie, mnie to niesamowicie pomogło, byłam na rekolekcjach u o. Bashobory.
Przytulam Cię mocno
Odpowiedz
(Wed, 26 Lipca 2017, 16:43:50)animatua napisał(a): Kinia powstrzymaj sie proszę od tak kategorycznych sądów "to co jest nam pisane i tak sie przytrafi" w tym kontekście.
Wiele kobiet tutaj straciło dzieci w wyniku nie wykrytych wczesniej zakażeń, problemów immunologicznych, zakrzepicy itp. Twoje twierdzenie niesie za sobą przekaz, ze albo nic nie warto robić, bo bedzie co ma byc (to nonsens w tym przypadku do kolejnych strat nie doszło, bo znaleziono przyczynę i wdrożono leczenie) albo, ze i tak wszystko na nic, skoro dziecko ma umrzeć (tylko skąd wiadomo, ze nie ma żyć? Po co od razu zakładać, ze leki nie zadziałają?)

Nie miałam tego na myśli, chodziło mi bardziej o mój przypadek, że chuchałam dmuchałam na moją ciąże a i tak się zle skończyło. Czy ja napisałam coś, że nie warto się badać, leczyć  i kontrolować ciąży??



szkoda, że tylko to mi napisałaś Sadpierwszy raz się otwieram a tu tylko krytyka, dziękuję
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości