Z każdym dniem jest gorzej...
#51
Dziś mija pół roku... Pół roku od kiedy umarłam. Wikusiu tak bardzo za Tobą tęsknię. Nigdy już nie będę szczęśliwa...
Tak bardzo Cię kochałam, byłaś moim natchnieniem i największą radością...
Odpowiedz
#52
Olu bardzo mi przykro i współczuje Ci bardzo
[*]
Odpowiedz
#53
Wikusiu, dziś mija 7 miesięcy, a mamusia tak strasznie tęskni za Tobą. Już byłybyśmy razem...
Odpowiedz
#54
Ach te sny...nie wiem czy to uznać za koszmar czy za jakiś znak...
Wikusia miała się urodzić na początku tego roku, już byłybyśmy razem. Od grudnia mój stan był znowu coraz gorszy (nie wiem czy w ogóle można mówić że kiedyś był lepszy). Nie byłam w stanie pisać na forum. Wyobrażałam sobie Wikusię i nadszedł ten dzień-dzień kiedy normalnie powinnyśmy się "poznać". Myślałam, że będę płakać, ale o dziwo jakoś minęło i nadeszła noc.
Nagle przyśniło mi się, że odeszły mi wody, zaczęłam czuć skurcze. Dopadło mnie przerażenie, bo byłam sama w domu (zupełnie jak wtedy gdy Cię straciłam), wpadłam w panikę i wtedy się obudziłam...
W dniu, w którym miałaś się naprawdę urodzić przyśnił mi się początek porodu-następny dzień miałam oczywiście przepłakany.
Myślicie, że to coś znaczyło? Czy to tylko odzwierciedlenie moich myśli...
Wikusiu-zawsze będę o Tobie pamiętać, zawsze!
Odpowiedz
#55
Olu, sny są odzwierciedleniem naszych emocji, tych na zewnątrz jak i tych utajonych. Termin mojego porodu też się zbliża wielkimi krokami. Dziś pierwszy raz od straty śniło mi się że rodzę a raczej że mam rodzić. To było dziwne bo leżałam na łóżku jakby w przychodni na korytarzu no i że mam rodzić, byłam zdziwiona bo miałam płaski brzuch i nie miałam skurczy, i niby lekarz mi podał coś na skurcze, i po tym leku miałam jeden taki bardzo mocny jakby mnie rozrywało i...na tym się skończyło to był jedyny skurcz. Jeszcze długo czekaliśmy i nic więcej się nie zadziało no i się obudziłamSad
W twoim przypadku jeśli masz taką mocną depresję takie sny są czymś zupełnie naturalnym. Tak czy inaczej oba sny nie zakończyły się tak jak powinny. Ale tu juz pewnie coś do powiedzenia miałby specjalista, który zna się na interpretacji snów
Odpowiedz
#56
Olu mi w dzień, w którym się dowiedziałam, że serduszko mojego dziecka przestało bić śniło się (właściwie to było jak jawa), że na łóżku obok mnie siedzi dziecko-jakby anioł. Chciałam je dotknąć i wtedy zniknęło. Wtedy się obudziłam. Nie czułam strachu, tylko smutek i żal. Wierzę, że to moje dzieciątko chciało się ze mną pożegnać. Twój sen był odzwierciedleniem myśli, emocji i strachu jaki nosisz w sobie. Wierzę w to, że przyjdzie dzień, w którym odzyskasz spokój wewnętrzny i będziesz miała same piękne sny. Przytulam Cię mocno...
Odpowiedz
#57
W poniedziałek wróciłam do pracy i jest fatalnie. Tzn. koleżanki i koledzy bardzo miło mnie przyjęli, byłam wręcz wzruszona-mówili jak się cieszą, że tęsknili itp., nikt nie wspomniał o "powodzie"mojej nieobecności. Wiele osób z innych departamentów, było wręcz w szoku ze szczęścia na mój widok. Ja oczywiście jestem "dzielna" poszłam do fryzjera, zrobiłam pazury, kiecka, szpilki itp.
Ludzie mówili, że kwitnąco wyglądam, tylko że ludzi da się oszukać, ale siebie niestety już nie. Ten pierwszy dzień jakoś zleciał, ale we wtorek było już ze mną strasznie. Całą noc nie mogłam spać, a w drodze do pracy zaczęłam płakać, później płakałam przy biurku. Miałam bardzo dużo pracy więc w końcu się opanowałam, ale ogólnie wciąż jest źle.
Mam wrażenie, że nie radzę sobie z najprostszymi rzeczami, jestem na maksa rozkojarzona, wszystko mnie przerasta, wydaje się wręcz Mont Everestem. Wiem, że z czasem na nowo się wdrożę, ale nigdy już nie będę taka jak kiedyś...
Śmierć Wikusi na zawsze mnie zmieniła...
Odpowiedz
#58
Czy tak masz też w życiu poza pracą?
Pytam, bo pomyślałam, że może trzymanie tej "fasady" dla znajomych z pracy kosztuje Cię tak dużo, że pękasz? I nie sugeruję, że dobrze jest opowiadać o swoim bólu wszystkim zmajomym (dobrze jest wybrać do tego bliskie, empatyczne osoby), tylko o tym, że masz prawo na chwilę darować sobie pazurki i idealną fryzurę.
Odpowiedz
#59
Sporo w życiu już przeszłam i nauczyłam się, żeby nie ufać ludziom, stąd ta zewnętrzna otoczka.
Oczywiście mam kilku prawdziwych przyjaciół, ale wiem też, że ciągłe obnoszenie się ze swoim bólem sprawia, że ludzie nawet bardzo bliscy mają dość i zaczynają pocieszać w stylu "weź się w garść", nie mam pretensji- wiem, że nie rozumieją i tyle.
Co się zaś tyczy wyglądu-w lipcu poszłam do fryzjera i obcięłam bardzo długie włosy-bo chciałam być nieatrakcyjna, żeby już nigdy nie zainteresował się mną żaden palant, chodziłam w dresie i było mi zupełnie wszystko jedno...
Ale praca zobowiązuje mnie do jakiegoś wyglądu, a z racji tego, że większość osób zna przyczynę mojej nieobecności tym bardziej nie chciałam wyglądać na ofiarę. Ludzie uważają, że poronienie to nic takiego, bo to jeszcze nie było dziecko.
Dla mnie Wikusia była od samego początku, czułam że "jest" zanim zrobiłam test i się upewniłam. Czułam Ją od początku, dla mnie to było "prawdziwe" dziecko...
Odpowiedz
#60
Olu, poruszyłaś w swoim poście bardzo ważne rzeczy:
po 1. jeśli ktoś "ciągle" obnosi się ze swoim bólem to oznacza, że powinien, nie tyle wziąć się w garść, co skorzystać z pomocy i to fachowej. Trzeba (?) pozwolić sobie pomóc. Żałoba jest normalna i naturalna, żeby zacząć żyć, trzeba ją przeżyć od początku do końca, niczego nie pomijać i niczego nie wypierać. Ale jeśli trwa i trwa - latami i wciąż, to nie jest dobre dla nikogo, także dla bliskich, którzy...
i to po 2. mogą się czuć bezradni, bezsilni i faktycznie mieć "dość", skoro ich postawa wspierająca nie pomaga, a żałoba się nie kończy.
Po 3 można mieć fajne fryzurki i pazurki, ale to nie znaczy, że się wyszło z żałoby, przecież nie wygląd zewnętrzny świadczy o tym, co się czuje w środku.
Bardzo mocno Cię ściskam i życzę mnóstwa siły i tego, żeby się powolutku, ale jednak prostowało, a ból słabł w Twoim życiu.
Odpowiedz
#61
Ja też nie mogłam się pozbierać po ostatniej stracie, z dnia na dzień było tylko gorzej, wreszcie skorzystałam z pomocy psychologa (raczej nie dowiedziałam się tam nic nowego) i psychiatry- przyjmuję zlecone leki i jest trochę lepiej, wróciła do pracy. Też została miło przyjęta i staram się tam być " normalna" jak kiedyś. W pracy także nie poruszają "tego" tematu. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej jest mi przykro, że zachowują się jakby nic się nie stało, jakby to nie było prawdziwe dziecko, bo był to pierwszy trymestr ciąży. Odnosiłam wrażenie, że według nich moje zachowanie nie było normalne, że wyolbrzymiałam wszystko. Niestety nikt kto tego nie doświadczył, chyba nie jest w stanie zrozumieć, że MAMY PRAWO DO ŻAŁOBY PO TAK OGROMNEJ STARCIE.
Na " pocieszenie" w pacy usłyszałam tylko od jednej znajomej, że " co ma powiedzieć inna nasza znajoma która straciła dziecko zaraz po porodzie w terminie?!" ,kilka miesięcy temu............................................

Zapomniałam dodać ,że mimo iż jestem 15 lat w związku, ojciec dziecka także zachowywał się jakby nic się nie stało, nie miałam w nim wsparcia, wywlekłam  go  ( zapierał się bardzo) nawet do tego psychologa, ale to nic nie dało. Usłyszałam od niego kiedyś "że robię z siebie ofiarę i wszystkim psuję humor....
Odpowiedz
#62
Ja jestem pod stała opieką psychiatry i psychologa. Nie wiem czy to pomaga czy nie, być może bez terapii byłoby jeszcze gorzej, może skończyłabym już ze sobą. Staram się wierzyć, że jest w tym jakiś sens, ale w dużej mierze mojemu "dojściu do siebie" przeszkadzają dwie podstawowe okoliczności.
Wiem, że to co teraz napiszę, może źle zabrzmieć, ale mnie dodatkowo w tym wszystkim dobija mój wiek i fakt, że nie mam z kim starać się o kolejne dzieci. Wiem, że nigdy żadne dziecko nie zastąpi Wikusi i zawsze będę Ją kochać, ale gdybym miała teraz 30 lat i kochającego męża u boku to wizja przyszłości nie byłaby aż tak katastroficzna jak w tej chwili.
Mój czas się powoli kończy, a nie jestem typem desperatki na siłę szukającej faceta, po to by zdążyć mieć dziecko.
I to jest mój główny problem-zero optymistycznych perspektyw, ja widzę przed sobą jedynie czarną dziurę.
Praca być może w jakimś sensie nie pozwala mi się nad sobą rozczulać, bo w ciągu dnia nie mam na to czasu, ale to jest strategia na krótką metę, bo powrót do domu jest jeszcze gorszy niż poranne wyjście do tej pracy.
Do domu, który tylko z nazwy jest domem, bo dom to rodzina, a ja nie mam rodziny i na starość zgniję w jakimś domu starców albo wariatkowie.
Odpowiedz
#63
Kochana, jeśli wylądujesz w tego typu miejscu to się na pewno spotkamy, bo często też mam takie wizje.
Co do " kochającego męża" to napisałam już jak to czasem wygląda.
Jeśli chodzi o wiek, to czytając z twojego nicku (1980) jestem od Ciebie rok starszaWink,  myślę, że nie jest jeszcze tak źle- po powrocie do pracy pierwszą wiadomością jaką otrzymałam to to, że moja znajoma 42 lata- jest w ciąży....nogi się pode mną ugięły, pustka w głowie i sama wiesz pewnie jak to jest. W chwili obecnej to 13 tydzień i wygląda na to ,że wszystko jest ok, ale strasznie przeżywam tą ciążę, martwię się o nią, doradzam, jestem bardziej przejęta od niej.
Dobrze, że posiłkujesz się psychiatrą, ja nie wiem jak to będzie jak nastanie czas odstawienia leków- czuje się z nimi bezpieczniej.
Odpowiedz
#64
Wikusiu- w piątek minęło 9 miesięcy i co... Dopiero dziś, właściwie teraz dotarło do mnie, że 18ty był w piątek. Kolejna miesięcznica, a ja zapomniałam...Zapomniałam o mojej córeczce...Czuję się podle-o Twoim tacie myślę nieustannnie, tęsknię, wspominam, a zapomniałam o Tobie, mojej wymarzonej i ukochanej dziewczynce...
Odpowiedz
#65
Olu, nie zapomniałaś! Przecież o swoim dziecku myślisz zawsze a nie tylko 18 każdego miesiąca. U mnie też przyszedł taki moment, że przestałam odchorowywać każdy 15. dzień miesiąca.
Przytulam...
Odpowiedz
#66
Olu, każde wydarzenie w naszym życiu nawet to najbardziej bolesne jakie spotkało nas, po pewnym czasie przybiera inną formę. Po prostu pęd życia nas porywa i my się temu poddajemy, ale to nie znaczy, że nie myślimy. U mnie minął rok, ponad, w piątek będzie 13 miesięcy. Teraz już, podobnie jak unbeldi1980, nie odchorowuje każdego 25, każdej środy. Myślę o mojej córce, ale w zupełnie inny sposób niż te kilka miesięcy temu.
To co się wydarzyło bardzo boli, tęsknie za nią każdego dnia, czasami są lepsze dnia, a czasami takie, że chciałabym się zwinąć w kłębek i schować w mysią dziurę żeby nikt mi nie przeszkadzał w moim smutku, płaczu. Czasami drobnostka potrafi mnie rozwalić. ( Ostatnio na ulicy kobieta, pewnie położna niosła w rękach stertę teczek, takie jak kobiety w ciąży dostają na dokumenty ciążowe od ginekologa, to były takie same teczki jakie ja dostałam, nie mogłam się po tym pozbierać, cały dzień mi się rozsypał.) Jednak staram się teraz żeby te uczucia w jakiś sposób były dobre, bo miłość taka bezgraniczna do naszych dzieci jest dobra i to chce celebrować, a nie smutek.

Olu, za chwile o tacie Wikusi przestaniesz myśleć. To się w końcu zatrze, może z powodu tego co się wydarzyło myślisz o nim więcej, bardziej, ale o swojej córce będziesz myśleć cały czas, myślę, że już do końca życia. Uwierz mi, że dużo lepiej jest gdy Twój EX się do Ciebie nie odzywa, mój regularnie co jakiś czas to robi i to nie jest nic dobrego. Bo rozbija człowieka, teraz już mniej, ale na początku po każdym takim telefonie długo do siebie dochodziłam.

Przytulam Cię bardzo mocno.
Odpowiedz
#67
Znów mam doła...
Nakładają się daty i wspomnienia z zeszłego roku.
W zeszłym roku o tej porze kwitłam-nigdy nie czułam się lepiej i nie wyglądałam tak promiennie, obcy ludzie zachwycali się moim wyglądem.
Wszystko do mnie wraca, jakby to było wczoraj...
Dzień w którym zrobiłam test, później wynik pierwszej bety, poinformowanie W., poinformowanie rodziców, prezent dla przyszłej mamy 26 maja...o 18 czerwca nie chcę nawet próbować myśleć.
Moja córeczka miałaby już kilka miesięcy...
Znowu "to wszystko" mnie przerasta, cały dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku...
Wikusiu tak strasznie za Tobą tęsknię!!!
Odpowiedz
#68
Olu jak sie dzisiaj czujesz?
Te wspomnienia , te chwile wracają tak niestety jest z żałobą po stracie maleństwa. Ja też mam dni kiedy łzy same płyną po policzkach a później jest troche lepiej.Wiem że Ty cierpisz podwójnie z powodu partnera.
Przytulam Ciebie.Pisz tutaj kiedy jest Ci źle.
(*) dla Twojej córeczki
Odpowiedz
#69
Codziennie czuję się beznadziejnie, chociaż stwarzam pozory, że jest nieźle .Nie chcę by otoczenie miało świadomość, że wciąż jestem załamana. Kiedyś już pisałam-ludzie uważają, że czas leczy rany i nie rozumieją, że upływ czasu wcale nie pomaga, a wręcz może szkodzić. Wiem, że muszę żyć, ale dla mnie to wegetacja.
Odpowiedz
#70
Olu wiem ze jest ci trudno. U mnie minęło ponad 3 miesiące do tej pory nie pogodziłam sie ze stratą córeczki. Owszem sa dni gdzie sie śmieje i wygłupiam ale wieczorami mysle o mojej Małgosi. Potrafię wyjąć zdjęcia usg i mówić do nich. Teraz jest mi trudno z myślą ze moja córka powinna urodzić sie lipcu a nie w 14tc. Ty masz inna sytuacje bardzo mi przykro. Mnie znajomi krytykują.
Odpowiedz
#71
Olu ale może jest w Twoim otoczeniu choć jedna osoba przed którą nie musisz tego udawać? Choć jedna osoba która wie na prawde jak sie czujesz?
Może warto dopuścić do siebie i swojego cierpienia kogoś zaufanego.
Kiedy popadamy w stan depresyjny zwalniamy,izolujemy sie od innych ludzi i widzimy przyszłość tylko w negatywnych barwach.Twoje życie, Olu nie musi być wegetacją.Ono bedzie naznaczone ale można gdzies obok tego wszystkiego zbudować nową droge.
Odpowiedz
#72
Załamałam się dzisiaj na maxa...
Moja najlepsza koleżanka z pracy (właściwie przyjaciółka), która jako jedyna z pracy wiedziała od początku o mojej ciąży jest w 17-tym tc. Domyślałam się już od dłuższego czasu, ale widząc Ją wczoraj w ciążowych spodniach (tych wymarzonych przez mnie z gumą) dzisiaj nie wytrzymałam i spytałam wprost. Powiedziała, że chciała oznajmić mi jutro czyli w dzień dziecka. Domyślałam się, ale mimo wszystko zupełnie mnie ta wiadomość rozbiła. Cały dzień miałam z głowy, nic nie umiałam zrobić, a po wyjściu do domu całą drogę w tramwaju przepłakałam. Ona jest 4 lata młodsza, poza tym skoro to 17-ty tydzień to Jej dziecko urodzi się jakoś na początku listopada-dotarło do mnie, że nasze dzieci byłyby z tego samego roku, moja W. z początku, Jej z końca...
Mam nadzieję, że pójdzie szybko na zwolnienie, bo za jakiś miesiąc będzie już "wszystko" widać i ja będę patrzyła na Jej rosnący brzuszek...
Brzmi to tak jakbym była zazdrosna, ale wiem, że Wy mnie rozumiecie i wiecie co czuję...
Ciężko mi niesamowicie...
Odpowiedz
#73
Dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że ostatecznie "pożegnałam się" z Wikusią...
Rok temu dostałam od przyjaciółek na Dzień Mamy poradnik "Ciąża tydzień po tygodniu", a teraz dałam go w prezencie tej przyjaciółce z pracy, o której ciąży zdążyłam się dowiedzieć w ubiegłym tygodniu.
Stwierdziłam, że ja nie mając nikogo kto chciałby mieć ze mną dzieci straciłam już szansę, a Jej może się przydać.
Czuję się jakbym wykreśliła Wikusię ze swojego życia, jakbym zamknęła rozdział.
Powiedzcie coś proszę, potrzebuję Waszego wsparcia...
Odpowiedz
#74
Olciu, Wikusia zawsze będzie w Twoim zyciu. Zawsze będzie Twoim pierwszym dzieckiem. Kiedy pojawi sie następne dziecko to będzie drugim choć pierwszym/pierwszym choć drugim (jak wolisz). Twoja córka nie przestanie istnieć bo podarowałas koleżance coś co niestety Tobie nie było potrzebne. Przytulam Cię mocno w tę bezsenną noc.
Odpowiedz
#75
Olu to ze przekazałaś poradnik koleżance , to ze być może pogodziłas sie ze stratą córeczki to nie znaczy ze wykreśliłaś ją ze swojego życia.To kolejny etap.Może krok do przodu w żałobie? A może Ty skreślasz siebie jako matka,partnerka a " projektujesz "to na córeczke? Tak jest nieraz prościej i łatwiej by przeżyć, by pójść do przodu...
Piszesz ze nie nie masz nikogo kto chciałby mieć z Tobą dzieci.Ale to może ty sie zamykasz na nowe żyjąc jeszcze w ogromnym bólu? Olu, życie jest tak dziwne ale i tak bardzo niesamowite ze nie wiemy co będzie jutro.Banalne...ale tak jest.
Nie zamykaj sie na to czego tak bardzo pragniesz.A córeczki nie da sie tak po prostu wymazać z życia.Trzeba znaleźć dla niej miejsce "w sobie" i często tam zaglądać.A książka?...to tylko kartki,druk..Dobrze zrobiłaś może posłuży Twojej koleżance?...
Przytulam mocno
(*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości