Sezamek - 10tygodni
#76
Kolejny dzien przede mna. Jaki bedzie?
Michasiu jestes przy mnie?
Tyle rzeczy teraz przypomina mi o Tobie, to az nieprawdopodobne... Nawet cytrynowy odswiezacz powietrza w samochodzie, ktory koil moje mdlosci... oddalabym wszystko, aby wrocily, abys Ty wrocil...
Odpowiedz
#77
Emigrantko - przytulam. Czasem dopadają nas chwile w których chcemy zniknąć - nie istnieć... Wiesz... też czułam i czuję potrzebę rozmowy o wszystkim co mnie spotkało. Nie wiem czy dobrze robię czy źle, ale mówię. Mam w nosie co inni pomyślą czy powiedzą za moimi plecami. Nie liczę na nic od nich, bo co współpracownik może zrobić? Chcę jednak by wiedzieli, ze nie jestem szczęśliwa, że wyglądam na smutną bo jest mi źle...
Chciałam powiedzieć, żebyś mówiła jak masz taką potrzebę, pisz - bo nawet jak nie odpisujemy od razu, to zawsze czytamy Smile
Odpowiedz
#78
Jollyg dziekuje bardzo.. To bardzo wiele dla mnie znaczy.
Odpowiedz
#79
Czasem mam wrażenie, że za bardzo się uzewnętrzniam, że opowiadam niektórym kompletnie obcym osobom co mnie spotkało, jaką "jazdę" przechodzę z prawem, które ma służyć obywatelom, ale takie opowiadanie, ogłaszanie przynosi mi ulgę, że mogę głośno powiedzieć, że prawo nie jest dla ludzi, że jest niesprawiedliwość, że poronienie to temat tabu, a mamy XXI wiek i szklane domy, a w głowach wielu ludzi jest PRL. Nie! nie zamknę się, będę ryczała, będę krzyczała jak tylko zechcę. Smile Wiem jedno, nie będę milczała i jak trzeba będzie, to całemu światu ogłoszę jakie krzywdy spotykają kobiety - mamy aniołków. To jest chore, że wiele z nas boi się powiedzieć, bo inni zaraz będą snuć niewyobrażalne zmyślone historie. Chore, że w szpitalach traktują wiele z nas jak "odpad", zło konieczne, a kto im kazał być lekarzami? Ślubowali pomaganie ludziom, nikt ich nie zmuszał, a jeśli już się wypalili niech idą na emeryturę lub zmienią zawód... Rozpędziłam się...
Nie mniej jednak wiedz, że ja Ciebie słucham - oczami, ale jednak.
Odpowiedz
#80
Mam podobne zdanie, jak Ty.. co do lekarzy itd.

I to nie tylko w kwestii poronienia, o ktorym ostatnio tyle czytalam. Maly offtop - mam kolezanke ktora ma bialaczke przewlekla i to ile razy "lekarze" ja juz usmiercali w przeciagu ostatnich 2 lat to jest niepojete. Traktowali ja jak krolika doswiadczalnego itd.
Przykre to bardzo...
Niech swiat wie!

Ja teraz paradoksalnie przestaje czytac, bo zaczynam myslec o przyszlej ewentualnej ciazy i jednak im mniej czlowiek wie, tym lepiej spi, jak to mowia.. Wiemy juz z mezem i tak wiecej, niz te 3 miesiace temu. Jeszcze niejeden smutny dzien nas czeka, ale rosnie we mnie jednak przekonanie, ze ta milosc w nas juz jest wieksza niz strach.. i damy rade cokolwiek nas spotka.
Odpowiedz
#81
To serio przykre, co Twoja koleżanka przechodzi.

(Thu, 23 Lipca 2015, 10:33:15)emigrantka90 napisał(a): Ja teraz paradoksalnie przestaje czytac, bo zaczynam myslec o przyszlej ewentualnej ciazy i jednak im mniej czlowiek wie, tym lepiej spi, jak to mowia.. Wiemy juz z mezem i tak wiecej, niz te 3 miesiace temu. Jeszcze niejeden smutny dzien nas czeka, ale rosnie we mnie jednak przekonanie, ze ta milosc w nas juz jest wieksza niz strach.. i damy rade cokolwiek nas spotka.

Pięknie to ujęłaś :-) Mi gin polecił czekać 9 miesięcy... w Grudniu ma mnie wysłać na jakieś badania, ale nie wiem jakie. Trzymam kciukasy!
Odpowiedz
#82
Do grudnia... juz blizej niz dalej. Zalezy jak na to patrzec :-)
My na pewno chcemy czekac te 3 miesiace nawet gdyby gin dal przyzwolenie wczesniej (no chyba, ze zaleci 6 czy wiecej), bo chce miec pewnosc, ze wszystko sie dobrze odbudowalo i tez w sumie z takiego prozaicznego powodu - slubu mojej przyjaciolki. Natomiat po nim, niech sie dzieje :-)

Moj Malenki juz zawsze bedzie przy mnie, zawsze bedzie w tej czesci mojego serca, ktora jest jego. Dzis zaczynalibysmy 15. tydzien. Natomiast jutro beda 3 tygodnie, odkad nie ma go ze mna fizycznie. Ale ta nieobecnosc fizyczna staje sie obecnoscia duchowa. Wierze w to. Poza tym ufam, ze moja sp. Babcia, gdziekolwiek jest, zajmie sie moim Malenkim.
Odpowiedz
#83
(Wed, 22 Lipca 2015, 08:56:33)Bajkowa napisał(a):
(Wed, 22 Lipca 2015, 08:37:47)emigrantka90 napisał(a): Codziennie rano powracaja do mnie slowa ginekologavz tej nieszczesnej wizyty 28. czerwca - "trzeba to bedzie poronic" ... Dlaczego 'to' ?
Emigrantko, mnie lekarz o dziecku w 7 miesiącu powiedział: "Musi pani to urodzić".


Wiecie dziewczyny to przykre, ze ludzie czasami nie zwracaja uwagi na slowa. Mnie lekarze dobrze potraktowali. Caly czas mowili o Moim Synku a potem jak juz powiedzialam jak sie nazywa to zwracali sie do Niego i o Nim "Wojtus".. Ja nawet nie wyobrazalam sobie zeby mogli powiedziec inaczej.
Co innego spotkalo mnie ze strony mojej wlasnej mamy. Kiedy Wojtus pojechal do Oxfordu na sekcje to caly czas pytala mnie czy dzwonilam czy juz wrocil. I kiedys w rozmowie kazala mi zadzwonic do kogos kto "po TO przyjechal".. Tak mnie to zabolalo, ze wyszlam bez slowa.
Slowa czasami tak rania, ze ludzie nie zdaja sobie z tego sprawy.

I trzymam za Was kciuki, za to aby ta milosc naprawde zwyciezyla. Mi jest troche ciezej niz Wam. Nie chce tutaj rozrozniac i mowic, ze ja mam gorzej bo tak nie jest. Chodzi o to, ze ja sie nie boje poronienia bo u mnie go nie bylo. Mialam przedwczesny porod bo Moj Wojtus zmarl w moim brzuchu kiedy mial prawie 30tyg. I teraz boje sie, ze kiedy znow bylabym w ciazy to nie potrafilabym normalnie spac i funkcjonowac z mysla aby to nie stalo sie ponownie. Nigdzie nie znalezli przyczyny i nie wiem z czym mam walczyc. Z losem nie potrafie. Dlatego twierdze, ze te mamy ktore znaja przyczyny maja moze troszke lzej bo ja naprawde nie wiem o co sie bac, na co uwazac, na co sie leczyc. Moge tylko sie modlic. Nic wiecej.
Wam jednak zycze wszystkiego co dobre, tego poztywnego myslenia i za jakis czas zdrowego cudu w Waszych ramionach, w ktorego oczach zobaczycie szczescie i wielka milosc do Was. Trzymam kciuki za Was i za kazda mame, ktora tego pragnie.
Odpowiedz
#84
Monia nie wyobrazam sobie tego, co Ty czujesz, skoro wiem, ze i mnie bylo niezmiernie ciezko, kiedy maluch 'wypadl' do tej nerki szpitalnej i uslyszalam ten pusty dzwiek, jakby kamien wrzucony do pustego pudelka...
Twoje obawy sa zrozumiale, jak i kazdej z nas. Tez nie znamy przyczyny. Uczepilam sie sugestii ginekologa i latwiej mi tym i tyle. Latwiej jest zostawic to tak, jak jest...
Odpowiedz
#85
Dziekuje Ci... Boze? Ze jeszcze istnieja ludzie, ktorzy nieswiadomie potrafia tak pomoc.

Rozmawam wlasnie z kolezanka z poprzedniej pracy w Polsce i ona nie wiedziala o ciazy w ogole i o niczym, ale tak w rozmowie wyszlo, ze jej powiedzialam.
Ludzie uczcie sie reakcji od takich ludzi!
Choc jedna osoba nie mowila, ze beda nastepne dzieci itd. choc jedna potrafila dobrac slowa idealnie.
Odpowiedz
#86
emi a ja nie mam sie czego przyczepic. Ja jestem zdrowa i Moj Wojtus tez byl. Zadnemu z nas w tamtym czasie nic nie dokuczalo. Wojtus byl normalnym chlopczykiem w 30 tygodniu. Byl taki jaki powinien byc. Na jego dokumentach z sekcji mam wszedzie napisane "normal" lub "not detected" jesli chodzi o jakies choroby. U mnie to samo. Ja nie wiem czego sie uczepic. Nie wierze, ze rozdzieli nas tylko po to aby dopelnic statystyki.
Odpowiedz
#87
Monia to okropne...
Gdyby tu chociaz cos wykryli, ale to tez tak naprawde chyba niczego by nie ulatwilo... To takie smutne, przykre i niesprawiedliwe...

Mam nadzieje, ze nasze chlopaki bawia sie gdzies tam razem i czuwaja nad nami.. (*)(*)


Dzis ok 19:45 mina 3 tygodnie odkad nie ma Cie ze mna Kochanie... Tak bardzo mi Ciebie brakuje... brakuje mi tych wszystkich nadziei, tego szczescia... Dlaczego nie moglismy byc razem ?
Nie pamietam tego calego leku, ktory odczuwalam 3 tygodnie temu o tej porze zbierajac sie do szpitala, pakujac torbe... Pamietam tylko Ciebie... Twoje male, bezbronne cialko...
Odpowiedz
#88
A może to ta bezmyślna przejażdżka rowerowa 23. czerwca zbytnio Cie obciążyła?? Czułam wtedy delikatne bóle...

Kochanie czy to ja pozbawiłam Cie tchu ?
Odpowiedz
#89
Emi nie myśl tak Sad pamiętaj tutaj nie ma żadnej Twojej winy... mi kiedyś ginekolog powiedziała, że choćbyśmy leżały, brały leki, bardzo dbały o siebie, to jak ciąża ma się nie utrzymać to się nie utrzyma...
Wiem, że to okrutne Sad
Kochana zrobiłaś dużo dla swojego maleństwa, a nawet najwięcej... dałaś mu swoją wielką bezwarunkową miłość...a to najpiękniejsze co można dać.
Odpowiedz
#90
emigrantka ja jezdzilam na rowerze caly pierwszy trymestr ciazy i wszystko z nami bylo dobrze, Wojtus rozwijal sie prawidlowo i rower w niczym nie zawinil. U Ciebie tez tak na pewno bylo. Nie obwiniaj sie. Ja tez czasami na sile szukam w sobie winy i kiedy mowie o nastepnej mojej tezie mojemu M. to on odpowiada zawsze to samo "pomysl racjonalnie i stan z boku, czy widzisz teraz, ze to co mowisz to absurd? Ty nie mialas wplywu na to co sie stalo i wiem, ze to boli i jest przykre.." Pomaga mi. Na chwile bo zaraz znow znajduje cos innego. Wszyscy mowia, ze to nie nasza wina. Nigdy sie tego nie dowiemy ale jesli tak bedziemy myslaly to zabije nas to od srodka. Wiec zacytuje tekst, ktory napisala do mnie Larwa
"To nie była Twoja wina. Gdybyś miała wybór, gdyby ktoś Cię spytał o zgodę na śmierć swojego dziecka, rozszarpałabyś go pewnie za same zadanie pytania, prawda? To nie był Twój wybór, nie obwiniaj się za to.
Wszystkie te rzeczy, które masz sobie do zarzucenia, robią (mniej lub bardziej świadomie) też inne kobiety w ciąży, i rodzą żywe dzieci."

Jestem z Toba emi i mocno przytulam.
dla Twojego Dziecka (*)
Odpowiedz
#91
Dzięki Dziewczyny.
Monia to samo tylko troszkę inaczej powiedziała mi dziś moja terapeutka - zaczęła wyciągać po kolei co sobie zarzucam...i przeszłyśmy wszystko i tak naprawdę każą z tych rzeczy robią znane mi kobiety - matki, które urodziły zdrowe piękne dzieci.
To będzie wracało, ale dobrze że pokazała mi, jak na to spojrzeć...

Kolejna rzeczy to coś, co też od kilku dni we mnie siedziało - czy mój Michaś cierpiał, jak umierał. Prawdopodobnie nie. Było to poronienie "naturalne" wiec chcę wierzyć, że po prostu zasnął...

Tęsknię do niego każdej sekundy. Smutno mi, że zostawiam go na 2 tygodnie... Dopóki wiem, że jest w szpitalu, to mi smutno, że go zostawiam..

Postanowiłam też zbudować sobie nową rzeczywistość, zaczynam od zakupu nowej pościeli, porządków, małych zmian, aby nie przypominały... Zawsze będę kochała i pamiętała mojego Synka, ale chcę tak materialnie na zewnątrz aby rzeczywistość odrobinę się dla mnie zmieniła.. Potrzebuję tego.
Odpowiedz
#92
Emi rób jak serce Ci dyktuje... ja wyniosłam rzeczy na strych, parę ubrań ciążowych, parę ubrań moich dzieci, które dla nich kupiłam...książki i gazety o ciąży kazałam schować mężowi, żebym ich nie widziała...

Fajnie, że chodzisz do terapeutki Smile
Wiesz, ja też coś takiego miałam, że czułam silną potrzebę zmienienia czegoś w domu...i rzuciłam się w wir tego...
Kochana, nasze Dzieci pozostaną z nami na zawsze w sercu, a jak przyjdzie pora wyjdą nam na spotkanie, ja w to wierzę bardzo mocno.
Odpowiedz
#93
Zostawilam mojego Synka.. jest prawie 2 tysiace km ode mnie.. a ja? Ja niby w domu, ale to juz nie moj dom... Czuje sie tu obco, w ogole zastanawiam sie - po co tu jestem??

Tym samym samolotem co my lecial dzis ginekolog u ktorego bylam miesiac temu na wizycie... Smutny zbieg okolicznosci.. na jego widok ugiely mi sie kolana i bol tamtego dnia wrocil.
Ma dla mnie on teraz twarz kata.. tylko dlaczego?

Bede musiala isc do niego na usg i badania kontrolne, ale jak widze bedzie to ciezkie przezycie....

Michałku, kocham Cie.. w kazdej sekundzie mysle o Tobie.
I tesknie...
Odpowiedz
#94
Byłam dziś na grobie Dzieci Utraconych w moim mieście. Poczułam się tak jakoś swojo, dobrze..blisko mojego maleńkiego...

Cały dzień było pochmurno a na te 15 minut, kiedy tam byłam wyszło słońce i aż raziło mnie w twarz...

Wierzę, że to Ty kochanie dałeś mi znak, że jesteś przy mnie... Dziękuję Ci.
Odpowiedz
#95
Emi on zawsze będzie przy Tobie :-)
Odpowiedz
#96
Byłam dziś na grobie Babci. 220km meczącej dla mnie podróży samochodem w deszczu, ale udało się. Poprosiłam, aby zajęła sie moim kochanym maluszkiem.

Brak mi wiary w Boga, ale wciąż wierzę, że moja babcia może zająć się moim Michasiem. Kochała mnie.. Pokocha także moje maleństwo.

Wciąż tak bardzo brakuje mi zrozumienia... Chciałabym powiedzieć moim najbliższym, że jestem matką...
"Tylko" moje dziecko nie żyje.. Ale wydałam je na świat... I jestem MATKĄ... Czy im się to podoba, czy nie...
Odpowiedz
#97
Tak jestes matka i juz zawsze bedziesz. A Twoj Syn juz zawsze bedzie czlonkiem Twojej rodziny. Moze sie to nikomu nie podobac ale to nie zmieni zadnego z tych faktow. Przytulam.
Odpowiedz
#98
Maleńki mój...
Odpowiedz
#99
Niezrozumienie sięga zenitu.

Przestań, weź się w garść, ile można....

Chcę już wrócić do UK, do mojej samotności, w której nikt nie rani...
2 lata brakowało mi ludzi i tęskniłam za ich obecnością, a teraz pragnę aby zniknęli.. ich obecność rani bardziej, niż ich brak.

Kochanie, mój Ukochany Synku.. przepraszam Cię za nich.
Odpowiedz
Emi, mam to samo. Też wolę być sama. Ta samotność jest przykra ale bezpieczna. Unikam wręcz takich sytuacji, rodzinnych zgromadzeń. Tylko u mnie jest trochę inaczej bo tematu nie ma w ogóle. Nie ma. Nie było. A wszystko wisi w powietrzu jak wielka bania, która kiedyś pęknie i obym wtedy potrafiła trzymać emocje na wodzy. Komentarze mojej mamy są do tego takie, że robiłam jak głupia i nie miałam czasu na nic...Więcej nie trzeba. To mi wystarcza. Także nie przejmuj się to normalna reakcja...Jak Cię będą wkurzać to pisz tutaj i wyrzucaj to z siebie. Przytulam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości