Sezamek - 10tygodni
#51
(Mon, 20 Lipca 2015, 14:20:46)emigrantka90 napisał(a): (...)
Jesli jednej kobiecie takie stwierdzenie pomaga, to dobrze, inna wlasnie moze to denerwowac i tez ma do tego prawo..

(...)
Pozwolmy sobie przezywac to po swojemu, tak, jak tego potrzebujemy...

Tak, każdej może pomagać coś innego, często coś sprzecznego z odczuciami innej. Właśnie dlatego unikamy wygłaszania takich słów i opinii, o których wiemy już z doświadczenia, że dla wielu są przykre, nawet jeśli dla wielu są jednocześnie pocieszające. Nie mamy tutaj równouprawnienia w poglądach - nie wszystkie dopuszczamy do głosu.

Oczywiście, w ten sposób można dojść do absurdu, bo zawsze może się okazać, że wszystko może zranić kogoś.
Zatem po pierwsze - trzymamy się tego, że są sformułowania, które na pewno ranią sporą grupę i takie zachowujemy dla siebie, jako naszą osobistą metodę na radzenie sobie z bólem, jeśli dla nas są dobre.
Po drugie - coś pomaga mnie. Świetnie. Ale to mnie. Nie jej. Nie serwuję więc tego od razu innej. To błąd. Jeśli pomagam komuś, jeśli piszę do kogoś chcąc wesprzeć, jeśli twierdzę, że to z mojej strony wyraz współczucia, empatii - to najważniejsza wtedy powinna być ta druga osoba i jej sposób odczuwania. Trzeba sobie zadać trud wczucia w to, jak ona może się poczuć, jak patrzy, jak odbiera. Spróbować przewidzieć, brać pod uwagę, że to może być ryzykowne sformułowanie, zastanowić się, czy jest w nim coś, co może zaboleć. I dlaczego.
Ona nie jest mną. Jeśli jej nie znam, a chcę pocieszyć - powinnam być ostrożna, nim zrobię założenie, że jest podobna do mnie w sposobie odczuwania i myślenia.

To właśnie jest istota większości nietrafionych pocieszeń, jakie serwuje kobietom otoczenie. Otoczenie mówi to, co samo uważa za trafne, niedostatecznie myśląc o tym, czy jest to odpowiednie dla uczuć tej konkretnej kobiety, do której się zwraca.
Odpowiedz
#52
Kolejna znajoma jest w ciąży....
Po raz pierwszy naprawdę nie potrafię się z tego cieszyć.. i znowu się winię. Teraz tym...

Jutro wracam do pracy, jadę do biura, będę pomiędzy ludźmi... Czuję się jakbym wracała z zaświatów.
4 dni. A potem urlop... urlop podczas którego mieliśmy kupować łóżeczko i zamawiać wózek.
Urlop, który będzie opatrzony pytaniami - 'kiedy dziecko?'

Skąd wziąć siłę, aby to przetrwać ?
Odpowiedz
#53
Kochana doskonale Cię rozumiem, mnie dobiła ciąża siostry ciotecznej...
Kochana nie wiń się, wiesz tak naprawdę trudno się cieszyć z ciąży kiedy dosłownie przed chwilą bądź niedawno straciło się dziecko.
Po stracie dziecka każdy dzień jest ciężki, ale przychodzą rocznice, miesięcznice wtedy jest ciężej...

Skąd czerpać siłę? Dobre pytanie, też wiele razy sobie je zadawałam...do tej pory nie wiem... Myślę, że po prostu trzeba to przejść... wiem jakie to ciężkie, ciekawskie spojrzenia ludzi... eh, mam nadzieję, że masz wsparcie w mężu? razem to łatwiej...

Chciałabym Cię przytulić i pocieszyć.
Odpowiedz
#54
Mam wsparcie w mężu.. jak jest. Teraz jest w pracy. Więc jestem sama ze swoimi myślami...
Staram się zagłuszyć je bezwartościowymi serialami... Minuty tak się nie dłużą...

Dziękuję Ci ...
Odpowiedz
#55
Cieszę się, że masz wsparcie Smile

Wiesz może seriale niczego dobrego nie wnoszą ale tak jak piszesz, czas jakoś leci...
Ja też oglądałam, czytałam książki a ostatnio kombinuje coś w domu, byle by do wieczora.
Dla mnie najcięższe są nadal noce, mam trudności z spaniem...
Odpowiedz
#56
Mi ciężko zasnąć, bo myślę i myślę... ale śpię dobrze.

Nagle cały świat jest w ciąży.. albo ja dostrzegam tylko tą część świata...

I włącza mi się myśl, żeby starać się znowu jak tylko lekarz da zielone światło.. tylko po co? Żeby udowodnić światu, że mogę?
Lekarz owszem tak mówił.. żeby nie tracić czasu... Ehh..
Odpowiedz
#57
Kochana z tą częścią świata to jest tak, że zawsze była... tylko jej nie zauważałyśmy, dopiero po takiej stracie... ja też widzę tylko kobiety w ciąży i z dziećmi...

Emi pamiętaj nic na siłę, musisz być gotowa i fizycznie i psychicznie... kolejne dziecko nie zastąpi nam tego co straciłyśmy...
Odpowiedz
#58
No nie..


Bardzo mi żal, tak bardzo mi żal samej siebie....
Odpowiedz
#59
Kochana pamiętaj, że jesteśmy...

Przytulam Cię bardzo mocno..
Mam nadzieję, że przetrwasz dziś, dużo dużo siły.
Odpowiedz
#60
W pracy jest calkiem, calkiem.. Przynajmniej jestem wsrod ludzi. Tylko 3 osoby wiedza wiec jest ok. Ci niewiedzacy przynajmniej nie czuja sie niezrecznie czy cos.
Lepiej zostawic to dla siebie.. bo potem ludzie zle sie czuja, a tak to moge normalnie porozmawiac, nawet sie posmiac... Ale mysle o moim maluszku bezustannie...
Ta pustka juz na zawsze we mnie pozostanie.

Czastka mojego serca bedzie juz na zawsze Twoja Michasiu..
Odpowiedz
#61
Obejrzałam film "Od początku".. uzmysłowił mi on, że ja już zostałam mamą. Choć nie dane było mi tulić mojego dziecka w ramionach, to to życie istniało. A w mojej pamięci istnieć będzie do końca moich dni.

Nigdy Cię nie zapomnę Kochanie... mój Kochany Aniele...
Odpowiedz
#62
Codziennie rano powracaja do mnie slowa ginekologavz tej nieszczesnej wizyty 28. czerwca - "trzeba to bedzie poronic" ... Dlaczego 'to' ?
Odpowiedz
#63
(Wed, 22 Lipca 2015, 08:37:47)emigrantka90 napisał(a): Codziennie rano powracaja do mnie slowa ginekologavz tej nieszczesnej wizyty 28. czerwca - "trzeba to bedzie poronic" ... Dlaczego 'to' ?
Emigrantko, mnie lekarz o dziecku w 7 miesiącu powiedział: "Musi pani to urodzić".
Odpowiedz
#64
Przykre Sad że lekarze mówią takie słowa, ja pamiętam jak lekarz się śmiał ze mnie, mówiąc że nie jestem w ciąży, bo mam macicę nie ciążową Sad

Też oglądałam ten film, podobał mi się...dał nadzieję, że też kiedyś może dane mi będzie zostać mamą... ale nie zapomnę o moich 3 Aniołkach.

My aniołkowe mamy będziemy zawsze pamiętać.
Odpowiedz
#65
My zawsze bedziemy o naszych dzieciach pamietac. Dla swiata to moze byc dziwne, ale nikt kto tego nie przezyl, nie zrozumie. Ja po tych ostatnich tygodniach tylko taki wniosek mam.

Zachowania lekarzy sa naprawde karygodne. To wlasnie ginekolog - Polak tak mnie potraktowal. Nikt z Anglikow, ktorzy sie mna zajmowali w szpitalu tak nie powiedzial. Polozne jak powiedzialam, ze czuje ze to chlopiec od tamtego czasu nawet mowia 'baby boy' tak czule. Dobrze, ze jednak spotkalo mnie wiecej tego dobrego, niz zlego podejscia lekarzy...

Do tego ginekologa musze wrocic, na usg i przede wszystkim po to, aby zatrzec zle doswiadczenia i traume (rada mojej terapeutki). Ale boje sie niesamowicie. Poki co jest to odlegle, chce poczekac az wroci mi miesiaczka, ale boje sie.. boje sie bolu fizycznego i psychicznego.
Odpowiedz
#66
Emi bardzo przykre, że lekarz tak Cię potraktował Sad dobrze, że położne były empatyczne...
Ja przeżyłam taką traumę w szpitalu, jak mnie potraktowali, że na widok tego budynku chce mi się płakać...
Wiem co czujesz, ja pamiętam jak musiałam wrócić do szpitala, żeby odebrać wypis i wyniki Sad na korytarzu, przed gabinetem zrobiło mi się słabo Sad

Przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
#67
Najgorsze, ze ja oprocz tego zdania to w sumie jakos nie czuje sie zle potraktowana. Z jednej strony to zdanie przechyla szale, ale z drugiej... W tej pierwszej chwili chyba zrobil cos czego oczekiwalam.

Mieszane mam czucia co do niego. Zostawie to w ten sposob. Zobacze, jak sie zachowa na wizycie kontrolnej. Chcialabym zeby juz okres wrocil.. choc to nadal wczesniej i jeszcze sobie poczekam.
Czuje sie zawieszona w jakiejs nicosci. Nie mam mojego Maluszka ani w ramionach ani w brzuszku, plodna tez chwilowo nie jestem... Tez zaczynaja nachodzic mnie mysli, czy ten zabieg poszedl dobrze, czy niczego tam nie uszkodzili... Tysiace mysli.. Do mojej bezsilnosci dochodzi ez niepewnosc, ktora wszystko pogarsza... Czuje, ze sie pograzam w jakims niebycie i ze ide glebiej i glebiej i dalej i dalej od calego swiata...
Odpowiedz
#68
Emi wiesz ja czułam się podobnie, teraz też mnie nachodzą różne myśli... jak robię krok do przodu to za chwilę cofam się o dwa...
Wiesz to normalne, że się boisz czy zabieg poszedł dobrze, ale jak nie masz gorączki, mocnych bóli brzucha to bądź dobrej myśli...ja też się strasznie bałam.
Jesteś świeżo po stracie i okres żałoby trwa, u jednych jest to krócej u innych dłużej, każda z nas jest inna, inny organizm i psychika.
Pisz do nas kiedy tylko potrzebujesz, codziennie, co godzinę... wyrzuć wszystkie żale z siebie.
Odpowiedz
#69
Ja mam autentyczna potrzebe mowienia o tym non stop. Szukam tylko wolnych uszu, wolnych oczu do sluchania i czytania. Czuje ze tak bardzo zawiodlam sie na znajomych.

Udzielalam sie na znanym forum z klubie prywatnym. Taki czas byl ze wiekszosc dziewczyn w ciazy. Po mojej stracie kazda rzucila szybkie, chlodne - 'przykro m'i po czym wrocily do rozmow o swoich nowonarodzonych dzieciach, czy do rozmow o ich ciazach i szczesciu.... Zniknelam stamtad bo to zbyt boli.

Teraz naprawde czuje ze nie ma miejsca na ziemi dla mnie. Jakbym umarla z moim dzieckiem. Wszedzie jest mi zle.
Odpowiedz
#70
Emi nie pisz tak Sad nie można tak myśleć, choć ja wiele razy też tak myślałam...

Wiesz ja też się spotkałam od znajomych przykro mi, a od niektórych nawet i nie...rodzina... hm brak wsparcia... ostatnio nawet w moim mieście poszło to, że powinnam się leczyć, bo na fb postawiłam moim dzieciom 3 świeczki...
Nie mam kontaktu ze znajomymi, tak naprawdę odciełam się od nich...także na co dzień jestem sama...
Emi tutaj znajdziesz wsparcie, pomocną dłoń...tutaj jesteś rozumiana.
Odpowiedz
#71
Wiem, ze jestem tu rozumiana i jestem za to ogromnie wdzieczna...
Jest to kojace, ale jednak to za malo... Potrzebuje czasu, zeby to wszystko przezyc... Chcialabym przyspieszyc czas, ale wiem, ze to niemozliwe.

Tak jak pisalam chyba wczoraj - nagle caly swiat jest w ciazy i ja coraz bardziej chcialabym tez znowu byc w ciazy, choc wiem, ze to w tym momencie najgorsze co mogloby mnie spotkac. Minuta za minuta ciagna sie w nieskonczonosc.. ciezko znalezc mi zajecie.. w pracy po 2 tygodniach mojej nieobecnosci nic nie ma dla mnie do pracy, mimo ze jestem jedyna osoba na tym stanowisku w firmie. Wrocilam, bo liczylam, ze zasypia mnie zadaniami i czas do urlopu zleci szybko.. Natomiast jest chyba jeszcze gorzej, bo w domu moglam uciec w zycie innych, w seriale i nie myslec chociaz na chwile, a tu musze radzic sobie z kazda sekunda, z kazdym oddechem.

Przepraszma, ale musze sie pouzalac nad soba... jak nigdy :-( Mam serdecznie dosc...
Odpowiedz
#72
Emi nie przepraszaj Smile

Tak jak piszesz potrzeba czasu, wiem, że czas tylko zabliźnia rany, ale kiedyś przyjdzie taki dzień, że będzie łatwiej oddychać.
Wiem jak to jest, ja jeszcze przed zamknięciem działalności siedziałam sama, bo nikt nie zajrzał, puste ściany i cisza...

Ja do tej pory użalam się nad sobą Sad
Odpowiedz
#73
Mamy prawo uzalac sie nad soba, cierpiec, ile potrzeba... Los nas brutalnie doswiadczyl...
Odpowiedz
#74
Emi też tak mówię to mojej rodzinie i mężowi.
Odpowiedz
#75
Przypomnialo mi sie teraz ile razy wieczorem przed snem gladzilam sie po brzuchu i mowilam 'Prosze, zostan z nami' ... jakbym przeczuwala.

Moja terapeutka pytala mnie ostatnio, jakie mialam wyobrazenia co do mojego Malucha... zdalam sobie sprawe z tego, ze nie mialam zadnego. Mialam wyobrazenie co do rzeczy materialnych - wybralismy lozeczko, wozek, ogladalismy ciuszki itd... Natomiast jakos malo realne to bylo od poczatku...
Ale z drugiej strony skad miec takie wyobrazenia? Rozmawialismy tez zmeem czesto o poronieniu, mowilismy, ze mamy to caly czas z tylu glowy, ze jestesmy swiadomi, ale w ani jednej sekundzie nie bylismy w stanie sobie wyobrazic tego, co teraz przezywamy...
Wiec jak wyobrazic sobie posiadanie Dziecka, jesli go nie mamy?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości