Sezamek - 10tygodni
#26
Dziewczyny- odpowiadając na Wasze pytanie czy bede we wrześniu miała sily na in vitro, to powiem Wam, ze nie wiem... Jeśli będzie zblizal sie termin stymulacji a ja poczuję, ze nie jestem jeszcze gotowa zawsze mogę to odwlec w czasie. Nikt mnie przeciez do tego nie zmusza. W tej chwili jest to dla mnie jednak swojegi rodzaju punkt zaczepienia. Myśl, ktora trzyma mnie przy zyciu. Każdy ma swoje sposoby na radzenie sobie ze stratą i myślę, ze powinniśmy ufać intuicji, ktora podpowiada nam co jest dla nas najlepsze.
Odpowiedz
#27
Asiu zgadzam sie z Toba. Intuicja to chyba nasz najlepszy doradca w zyciu. Lepszy niz ktokolwiek.

Ja dzis bylam u mojej terapeutki. Zeszlo ze mnie troche zalu i wszystkiego, ale tu terapia i tak niewiele da.

Musze to przezyc..

Moj kochany Michasiu, tesknie...
Odpowiedz
#28
Asia trzymam mocno kciuki za Was. Sama będziesz wiedzieć kiedy jesteś na to wszystko gotowa.
Odpowiedz
#29
Dziękuję dziewczyny!

Emigrantko- jesli chodzi o terapię to w moim przypadku tez nie pomogła. Po czterech spotkaniach zrezygnowałam. Stwierdziłam, ze lepiej robią mi rozmowy z moją mamą lub siostrą. To są osoby, które znają mnie na wylot i wiedzą jak mnie "podejść'. W naszym przypadku żadne rozmowy i terapie nie przyniosą ukojenia jedynie pomagają sie troche wyciszyć i przewartościować to wszystko.
A jak się zachowują Wasi Panowie teraz? Mój mąż przyjął taką postawę żeby za wszelką cenę wypełniać mi czas i odganiać wszystkie zle myśli. Ale przy tym nie pozwala mi na łzy. Od razu się denerwuje i mówi mi, ze łzy oznaczają poddanie się a przeciez mamy na jesień nowy cel. Nie mam zamiaru sie poddać ale żałoba u mnie wciąż trwa...
Odpowiedz
#30
Ja właśnie przyjechałam do mamy. od razu poszłam zapalić znicz za Mojego Aniołka (*) a jutro zapale za wszystkich Aniołków (*). Mój również poświęca mi czas choć niedawno sam pochował Mamę i jest mu bardzo ciężko bo bardzo chciał mieć znowu małą kruszynkę choć nie planowaliśmy. To on dawał mi siłę że dam rade z trójką dzieci i wczoraj mu oznajmiłam że nie dam się tak życiu i będziemy mieć taką małą kruszynkę za jakiś czas.... buziaki dziewczyny
Odpowiedz
#31
Asiu ja jednak z terapii nie zrezygnuję i za tydzień idę znowu, a to dlatego, że po całej mojej terapii po prostu łatwiej rozmawia mi się z moją terapeutką, niż mamą. Moja mama wychowywała mnie i mojego brata sama i jakoś od zawsze mam przekonanie, że kobieta musi być silna i mimo, że w obecnej sytuacji tego ode mnie nie wymaga, to jakoś ciężko mi się przed nią otworzyć w pełni.

Co do mojego Męża. Wczoraj mieliśmy rozmowę i niestety skończyło się na moim obwinianiu jego. Bo wewnątrz go obwiniam, choć chciałabym nie. Powiedział, że dla niego 'sprawa jest skończona'.
Owszem jest przy mnie blisko, już reaguje lepiej na mój płacz (na pewno nie złością, chociaż wczorajsze pytanie 'co jest, co się dzieje kochanie?' doprowadziło mnie do szewskiej pasji, którą jednak zostawiłam dla siebie.. jak to co jest? Umarło NASZE dziecko do jasnej ciasnej !!), jest czuły, powiedział, że będzie przy mnie cały czas i że zrobimy, co potrzeba, ale widzę, że robi to dla mnie. On sam wewnątrz cierpi, ale na zewnątrz tego nie okaże. Mówił mi, że po tym jak wróciłam ze szpitala, a on był w pracy (miał nocki), to nieraz ciężko było powstrzymywać mu się od płaczu itd. i że sobie to układał w głowie.. Tylko no właśnie. On już chyba to poukładał. A ja nie i prędko się to nie stanie. Jemu wystarczył jeden porządny płacz... u mnie to działa inaczej.
Wytłumaczyłam mu, że to, że będziemy uczestniczyć w ceremonii itd. to jest potrzeba, to nie jest moje chcenie... Chcieć, to ja mogę nowy telefon, ale to jest moja powinność (zmarłych pogrzebać), moja potrzeba... Moje dziecko wciąż jest tak blisko mnie - jak ja mogłabym je tak po prostu zostawić? Zwłaszcza jeśli wiem, że mogę być przy nim w tej ostatniej ziemskiej dla niego chwili..
Niestety ale tak, jak dla mnie krzywdzące jest umniejszanie mojej tragedii przez otoczenie, tak ja niestety ale umniejszam jego cierpienie gdzieś wewnątrz i utwierdzam się w przekonaniu, że mężczyzna zostaje ojcem po narodzeniu dziecka, kiedy fizycznie je widzi. Mój mąż nie widział Michałka, widział mnie i zmiany we mnie zachodzące, ale to chyba za mało... Wiem, że kochał i kocha to Dziecko nadal, ale rozmijamy się w przeżywaniu tego... To boli.
Odpowiedz
#32
Emigrantko czytam Twoje wiadomości aż łzy lecą same po policzku. Jestem z Tobą, jest to dla nas trudne i ciężko jest coś napisać by dać trochę wsparcia pamiętaj jestem z Tobą.
Odpowiedz
#33
Natalia dziekuje Ci niezmiernie mocno. Bylismy w kosciele.. na poczatku mszy podczas 'moja wina..' prawie wybuchnelam placzem.. Maz tylko zlapal mnie za reke i jakos dalam rade..

Czuje, ze musze isc do spowiedzi, potrzebuje ukojenia...
Za te wszystkie watpliwosci... Moja wina..

Przepraszam Cie Kochanie.. przepraszam za kazde zwatpienie.. oddalabym wszystko, zeby moc przywrocic bicie Twego serduszka...
Odpowiedz
#34
Kochana to nie jest Twoja wina, nawet tak nie myśl. Bóg tak chciał by twój Aniołek był już z nim by jemu służył a Ty bądź silna i pokaż że mimo takiej tragedii jesteś dzielna i pokaż Michasiowi jaką ma wspaniałą mamę ktòra jest razem z Nim :-)
Odpowiedz
#35
Bóg tak chciał? Równie dobrze mógł to być szatański plan.
W żałobie niekoniecznie powinno się komukolwiek udowadniać, że sobie radzimy świetnie, jesteśmy dzielne i silne. To jest właśnie moment na to, żeby sobie nie radzić, w ogóle.
Zgadzam się na pewno w jednym - Emigrantko - to nie jest Twoja wina.
Odpowiedz
#36
Emigrantko moja droga. Strasznie i ja Tobie współczuje. Los doświadcza nas okrutnie, nie jest sprawiedliwy ale ja jestem pełna wiary i nadziei , że jeszcze będzie nam dane się uśmiechać i być mamami.
Musze w to wierzyć to nie trzyma....
[*] Dla Michasia....
Odpowiedz
#37
Larwa masz w 100% racje. Nikt nie musi byc silny i dzielny w obliczu takiej tragedi. A pocieszanie slowem "Bog tak chcial" nie ma najmniejszego sensu bo mozna zapytac "dlaczego nie chcial inaczej?" i wtedy nie ma juz odpowiedzi.. W tak trudnym czasie nie ma miejsca na odwage i sile. Po prostu nie ma bo zal, smutek i rozpacz wypelniaja wszystko a lzy naplywajace do oczu oslepiaja nas i nie wiemy w ktore strone juz isc. Dlatego stoimy w miejscu i placzemy nad strata Naszych Cudow. I choc kazda przezywa to inaczej to tak samo kazda z nas musi znalezc miejsce na slabosc bo inaczej nie da rady.

(*)(*)(*) dla wszystkich Naszych Pociech, ktore odeszly bez slowa..
Odpowiedz
#38
Dokladnie tak jest. Ja akurat nie znajduje pocieszenia w slowach, ze 'Bog tak chcial', bo wierze w Boga milosiernego, ktory chce dla nas jak najlepiej...
Ale wczoraj jednak sie zastanawialam wlasnie po co mu moje dziecko... Tez sobie mysle, ze gdyby nie przytrafilo sie to mnie, to przytrafiloby sie jakiejs kobiecie - np. mojej kolezance, ktora jest teraz w rownoczesnej ciazy. Moze tak sie stalo, bo ja jestem silniejsza niz ona... Bo ja zyje nadal, bo radze sobie jakos... Moze ona by sobie nie poradzila...
Nie ma dnia, zebym nie plakala, ale potrafie sie tez smiac z mezem... Potrafimy wyjsc na spacer, porozmawiac jak zawsze...

Dzis bylam w szpitalu i dostalismy piekne pudeleczko pamiatkowe dla naszego Szkraba. Z misiem, certyfikatem 'Acknowledgment of life', gdzie jest napisane, kiedy nasz maluszek sie URODZIL... to slowo jest tak cenne dla mnie... Jest tam tez sliczna swieczuszka, ktora zapalimy w Polsce, nasionka kwiatow, ktore posadzimy po urlopie... dolaczylismy piekne butki Michalka oraz jego zdjecia z USG... Jest tez sliczny szklany Aniolek - dokladnie 3,5cm ma czyli tyle, ile nasz Skarb.
Bardzo mi to pomoglo.. Potrzebowalam takiej pamiatki.. Chyba jednak ciesze sie, ze jestem tu, a nie w Polsce... z kazdej strony mam pomoc i czuje, ze jednak nie jestem z tym zostawiona sama..
Odpowiedz
#39
Masz racje Emigrantko tu w Polsce jest strasznie zero wsparcia w szpitalu na drugi dzien do domu jak by się nic nie stało. Ja przy samym zabiegu gdzie bylam na glupim jasiu zostalam poinfirmowana i jak to lekarka powiedziala „ ma Pani możliwość pochowania dziecko sama ” i musi Pani zdecydowac. kurcze gdzie byli wczesniej jak moglam świadomie podjąć decyzję która była by napewni inna niż teraz. I jeszcze ta ankieta na odczepnego, kilka godz po zabiegu jakie mam odczucia po stracie dziecka a w drugiej co to byla strata dla mnie czy dziecka plodu czy tylko ciązy. Porażka...
Odpowiedz
#40
Natalia koszmar... wspolczuje Ci bardzo....
W Polsce podobno zmienia sie to i podejrzewam ze i tu tez sa takie nieludzkie zachowania, ale to niestety kwestia 'szczescia', na jakich ludzi sie trafi.

Tyle, ze tez tu mentalnosc Anglikow jest inna. Moze to tez swoje robi... Ponadto tu i w ciazy i wlasnie jak bylam w szpitalu polozne sie mna zajmowaly, a to kobiety i one tez inaczej tu sa ksztalcone.. Wiec tez to chyba. Tak jak pisalam, tylko jeden raz uslyszalam slowo 'plod' i powiedzial to wlasnie mezczyzna - Amerykanin w ogole, ginekolog.
Odpowiedz
#41
Jakoś strasznie powoli. Dobrze że dzieci traktują już inaczej niż jako odpad jak to było wcześniej. Dzisiaj mija tydzień jak nie mam już swojej kruszynki i jest bardzo żle mąż namawia mnie na terapię nawet prosi bym juz tak o tym nie myślała bo on sam nie wie jak ma mi pomóc ale ja nie potrafię dzisiaj był by to 18 tydzień (*) jak ja bym chciała aby mieć tą siłę by żyć prawie normalnie. Nie z przymusu.
Odpowiedz
#42
Natalio jesli mowi Ci, zebys o tym nie myslala, uzywajac 'nie', to i tak bedziesz o tym myslala... Kazdy terapeuta to powie. A z reszta... jakby tego nie ujal, to nie da sie nie myslec. Kazda z nas to wie. Ja moge sie usmiechac i wygladac normalnie, ale w kazdej sekundzie Michalek jest ze mna w moich myslach...
Zgodze sie z nim - moze powinnas isc na terapie. Chociaz spuscic to z siebie?
Mnie pomaga mowienie o tym, a jak jest u Ciebie?
Odpowiedz
#43
Á propos "Bóg tak chciał" czyli standardowego "pocieszenie", które jak czytam wszystkie przyjmujemy zewsząd... Nie znoszę tego! To jest chyba najgorsze co ktoś moze w tej chwili powiedzieć... Ja moje dzieci calkowicie powierzyłam Bogu i Matce Bozej. Wieczne z różańcem w ręku szeptalam "Ufam Wam, nie pozwólcie zeby stala im się krzywda". I co?? Jedno wielkie rozczarownie... Bóg tak chcial? Najpierw zeslal na mnie problem zajscia w ciążę a gdy wreszcie sie udalo zabrał mi jednego syna a po 2 tygodniach drugiego... Po co zeslal mi dwójkę? Zeby mi dwoje zabrać tylko po to żeby jeszcze mocniej bolało? Skoro Bóg jest sprawiedliwy to czemu na każdym kroku mnie tak surowo każe? Dziewczyny proszę powiedzcie jak Wy to wszystko sobie tlumaczycie? Mój swiat runął...

JASIU I STASIU KOCHAM WAS MOJE ANIOŁKI (*)(*)

Á propos "Bóg tak chciał" czyli standardowego "pocieszenie", które jak czytam wszystkie przyjmujemy zewsząd... Nie znoszę tego! To jest chyba najgorsze co ktoś moze w tej chwili powiedzieć... Ja moje dzieci calkowicie powierzyłam Bogu i Matce Bozej. Wieczne z różańcem w ręku szeptalam "Ufam Wam, nie pozwólcie zeby stala im się krzywda". I co?? Jedno wielkie rozczarownie... Bóg tak chcial? Najpierw zeslal na mnie problem zajscia w ciążę a gdy wreszcie sie udalo zabrał mi jednego syna a po 2 tygodniach drugiego... Po co zeslal mi dwójkę? Zeby mi dwoje zabrać tylko po to żeby jeszcze mocniej bolało? Skoro Bóg jest sprawiedliwy to czemu na każdym kroku mnie tak surowo każe? Dziewczyny proszę powiedzcie jak Wy to wszystko sobie tlumaczycie? Mój swiat runął...

JASIU I STASIU KOCHAM WAS MOJE ANIOŁKI (*)(*)
Odpowiedz
#44
Ja uwazam, ze z tym 'boskim' tlumaczeniem kazda z nas powinna dzialac wg swojej inuicji.
Jesli jednej kobiecie takie stwierdzenie pomaga, to dobrze, inna wlasnie moze to denerwowac i tez ma do tego prawo..

Trudno to wszystko wytlumaczyc i z pewnoscia brak jest jednoznacznej odpowiedzi i uniwersalnego rozwiazania.
Pozwolmy sobie przezywac to po swojemu, tak, jak tego potrzebujemy...
Odpowiedz
#45
Bóg powołał człowieka by żył długo i w dostatku. Dlatego wierzę, że nie chce On śmierci naszych dzieci. Wierzę, że Bóg czuwa nad nami mimo tych doświadczeń. Jednego z synów straciłam we wspomnienie św. Dominika, o którego wstawiennictwo prosiłam w ciąży. Dlaczego nie uczynił cudu? Myślę, że moja zbyt mała wiara na to nie pozwala. Wiem też, że byłam ciężko chora i niestety w takim sytuacjach ryzyko śmierci dziecka jest duże. Nie czuję się jednak sama. Już kilka dni po szpitalu dostałam tak po prostu od przechodzącego księdza obrazek z Matką Boże z Guadelupe, patronką dzieci poczętych. Przypadek?:-) Po pierwszej stracie syna, gdy byłam na Mszy o uzdrowienie i mając dość wykrzyczałam Bogu w sercu, co ma mi do powiedzenia, natychmiast padły słowa poznania, że Jezus Jest przy kobietach, które poroniły i leczy ich serca. Ja po tamtej Mszy wyszłam z uleczonym sercem i już nie pytałam dlaczego ja. Wiem, że Bóg jest dobry. Nie chce mojego cierpienia ale czasem je dopuszcza.
Odpowiedz
#46
Rozmowa pomaga Emigrantko ale tylko na chwile później to i tak wraca ze zdwojoną siłą :-( już sama nie wiem co mam zrobić bo jest to straszna strata ostatnio nawet tez wspomnilam gdzie postawię łóżeczko dla maluszka... rozpłakałam się po tym.
Odpowiedz
#47
Ja moje drogie jeszcze nie znalazłam żadnego wytłumaczenia.... Dla mnie jest to osobista porażka, coś co nie dochodzi do mnie jak do człowieka.... Czuje się przez to gorsza, wybrakowana.... Jest na szczęście we mnie nadzieja. Mąż uważa, że nie zna tak silnej kobiety jak ja.... dzięki niemu wstaje i daje rade. Dziś zostawił mnie po tygodniu razem pierwszy raz. Poszedł do pracy, co pół godziny dzwoni, pisze.... Kocham go.
Odpowiedz
#48
Natalio wiec rozmawiaj caly czas, pisz, wyrzucaj te emocje z siebie nieustannie, po trochu. Gromadzenie tego przynosi tylko zle skutki.
Mnie pomaga to forum, te krotkie wiadomosci. Daje sobie upust i to mi nieustannie pomaga...

Jest bardzo wczesnie, przezywaj to, bo tego potrzebujesz. Przytulam Cie mocno.

Ja zaufalam lekarzowi, ktory byl mocno przekonany, co do tego co stwierdzil, a wiec nauce i faktom - jest to dla mnie latwiejsze do zniesienia. Ale ja jestem racjonalistka.

Wciaz czekamy jednak jeszcze na wyniki badan histopatologicznych, ale te chyba nie wniosa nic wiecej do sprawy.
Odpowiedz
#49
Będę próbować i dziękuje za miłe słowa Jesteś Kochana :-)
Odpowiedz
#50
Nie ma za co :-) Jestesmy tu po to, zeby sie wspierac :-)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości