Sezamek - 10tygodni
#1
Próbuję znaleźć jakieś ukojenie. Czuję wewnątrz, że i to nie pomoże, ale może chociaż zostanę zauważona.
To była moja pierwsza, planowana, wyczekiwana ciąża. Ze wszystkimi przygotowaniami udało nam się już za pierwszym razem. Zostałam mamą 7. maja o 6 rano, kiedy ujrzałam + na teście ciążowym.
24. maja po raz pierwszy zobaczyliśmy nasze 38mm szczęścia - kolejna wizyta 28 czerwca.
Przeszłam etap objawów, mdłości, bólu piersi, jednak na 2 tygodnie przed wizytą coś we mnie pękło, a objawy zaczęły ustawać. Zaczęłam się martwić, ale wciąż wmawiałam sobie, że będzie dobrze.
Od samego początku mówiłam, że wszystko będzie dobrze, powtarzałam to jak mantrę, ale wewnątrz moja intuicja mówiła mi, że coś jest nie tak.
28. czerwca - coś jest nie tak, maluch jest obrzęknięty... nie widać bicia serduszka.
Lekarz ginekolog zarzucił mnie wszelkimi racjonalnymi faktami - to się zdarza, wygląda mi to ewidentnie na wadę genetyczną, przezierność dużo za duża, kolejna ciąża może być ok, jest pani zdrowa, z płodnością nie macie państwo problemu, a to już dużo...
Sezamka serce przestało bić w ok 10. tygodniu.
W szoku wróciliśmy do domu, nie pamiętam co czułam... nic nie czułam.
3. lipca około godziny 19:45, po 5 godzinach od podania tabletek, poroniłam moje maleństwo. Ujrzałam najpiękniejsze 3,5cm ciałko. Nigdy nie zapomnę Jego widoku... i tak - mówię Jego, bo mam przekonanie i przeczucie, że był to chłopiec.. nasz mały Sezamek.
Kolejne 12 godzin krwawienia, omdlenia, cały oddział ginekologiczny biegnący aby podać mi tlen... To żaden ból.
Następnego dnia wyszłam do domu ze szpitala... już sama. Bez mojego Dziecka. Ale niestety. Nie udało się i kolejnego dnia powróciłam z ogromnym krwawieniem. Wszystko zakończyło się zabiegiem łyżeczkowania i tygodniem wyciętym z życia. Utraciłam ponad 0.5l krwi. Ciągle jeszcze dochodzę do siebie.

Dziś czuję już tylko ból psychiczny. Moje dziecko wciąż jest kilka km ode mnie. Wciąż mogę zmienić decyzję i zabrać je, pochować...
Czemu nie umiem znaleźć w sobie siły aby to zrobić? Czy będę tego żałować?
Może nie chcę tam wracać, może to też fakt, że mieszkam poza Polską, a na tej ziemi nie chciałabym chować mojego dziecka. Może ogranicza mnie ta świadomość formalności... Wiem, że zostanie skremowane z innymi Maluszkami. Nie będzie sam.
W moim rodzinnym mieście jest Grób Dzieci Utraconych. Zamierzamy z mężem przy okazji wizyty w Polsce zanieść tam zdjęcie naszego maleństwa i buciki które zakupiłam, aby poinformować męża o ciąży i zapalimy świeczkę.

Tak bardzo boli to, że świat żyje dalej..
Tak boli to niezauważenie..

"Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.
Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał. "
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro..tak nie powinno byc...
Odpowiedz
#3
Bardzo mi przykro. Ja pierwsze dziecko straciłam też ok. 10 tygodnia i też od początku wiedziałam że to syn.... Przytulam....
Odpowiedz
#4
Światełko dla Twojego Sezamka! Ja 30go maja straciłam dwoch synow. Byl to 18tc... Rowniez przeszlam przez wszystkie "uroki" ciąży na czele z niepowsciagliwymi wymiotami. Mialam juz nawet zaszczyt czuć ich ruchy i dumnie przemierzać świat z pokaznym ciążowym brzuszkiem. I nagle w brutalny sposob los mi ich odebrał! Ja moich synkow nie widzialam, nie mialam odwagi spojrzec. Zresztą mąż i połozna w trakcie porodu robili wszystko zeby oszczedzic mi tego widoku. Wszelkie formalnosci związane z rejestracją urodzin i zgonu maluchow a takze pochowek, ubepieczenia, zasilki itp. wziwął na barki moj mąż. Zdecydowalismy sie na kremacje i rozsypanie prochow w ogrodzie pamieci na cmetarzu. Nie chcielismy grobu, ktory cale zycie musielibysmy pielegnowac. Jasiu I Stasiu na zawsze będą w naszych sercach i to jest najważniejsze. Jednak lepiej jest mi zyc w swiadomosci, że mimo wszystko jest takie miejsce gdzie moge przyjsc, zapalic znicz, odmowic modlitwe i poczuc, ze jestem blisko nich...
Odpowiedz
#5
Dziękuję za każde słowa otuchy..

Asia88 to koszmarne, co piszesz.. nie wyobrażam sobie Twojego bólu...
Twoje słowa jakoś do mnie przemówiły..co do grobu... Może właśnie lepiej "złożyć" te prochy..dla mnie symboliczne, bo prawdopodobnie będą to te buciki, w takim zbiorowym, ogólnym miejscu.
Dziękuję Ci za Twoją historię.. mam nadzieję, że mnie to pomoże.

Pisałam dziś do szpitala, o potwierdzenie płci, może podadzą taką informację. Chciałabym nadać temu maluchowi imię i pożegnać się z nim, a nie wisieć w zawieszeniu...
Muszę układać mój świat na nowo..
Odpowiedz
#6
Emigrantko, gdybym ja mogła cofnąć czas, to zabrałabym swoje dziecko i pochowała. Choć ból pogrzebu wydaje się nie do zniesienia, bardziej może boleć brak "prawdziwego" (nie tylko symbolicznego) grobu i los, jaki spotkał jego ciało.

Dla Twojego Synka (*)
Odpowiedz
#7
Kochana bardzo mi przykro że straciłaś swoje Dzieciątko Sad, wiem jak Ci ciężko, z jakim bólem wstajesz i zasypiasz...

Przytulam Cię bardzo mocno.

[*]- dla Sezamka
Odpowiedz
#8
Czekam dzis na telefon ze szpitala od poloznej z informacja o plci.
Nie powiedzialam mezowi, ze w ogole do kogos pisalam...
Boje sie mu powiedziec...

Wokół widze dzieci.. w bloku, przed blokiem.. slysze ich smiechy, placz.. slysze. A kazdy taki dzwiek rozrywa moje serce na drobne kawalki.
Odpowiedz
#9
Wcale nie musisz decydowac sie na pogrzeb jesli to dla Ciebie zbyt wiele! W moim przypadku tak wlasnie bylo... Wszelkie formalnosi zwiazane z odbiorem chlopcow ze szpitala, kremacja i rozsypaniem prochow zalatwial zaklad pogrzebowy. Nas nawet przy tym nie bylo! poprostu nastepego dnia przyszlismy na cmentarz zapalic znicze...

JASIU I STASIU WRACAJCIE DO MNIE!!! Sad((
Odpowiedz
#10
Asia88 ja zostawie wszystko szpitalowi. Maluch bedzie poblogoslawiony przez ksiedza, skremowany z innymi maluszkami. Jesli chodzi o prochy, nie musze wiedziec. I tak mi lzej, ze tak zostanie potraktowany, bo jak czytalam, co spotykalo inne kobiety, to sie serce kroi...

U mnie w szpitalu tylko raz jeden lekarz powiedzial, ze widzial 'plod', ale poza nim wszyscy mowili o dziecku zawsze... To dla nich niewiele, a dla mnie tak wiele..
Odpowiedz
#11
(Thu, 16 Lipca 2015, 09:26:14)Asia88 napisał(a): Wcale nie musisz decydowac sie na pogrzeb jesli to dla Ciebie zbyt wiele! W moim przypadku tak wlasnie bylo... Wszelkie formalnosi zwiazane z odbiorem chlopcow ze szpitala, kremacja i rozsypaniem prochow zalatwial zaklad pogrzebowy. Nas nawet przy tym nie bylo! poprostu nastepego dnia przyszlismy na cmentarz zapalic znicze...

JASIU I STASIU WRACAJCIE DO MNIE!!! Sad((

Rozsypaniem prochów? w Polsce nie wolno rozsypywać prochów.... zostały może złożone w jakimś zbiorowym grobie?
Odpowiedz
#12
Na Szczecińskim cmentarzu centralnym jest specjalne miejsce tzn ogród pamięci
Odpowiedz
#13
Dzwoniła położna.. nie są w stanie ustalić płci, ale ja wiem, że to chłopiec - Michaś. Mój mały Michał Anioł...
Przygotuje dla mnie na poniedziałek pudełeczko i certyfikat Małego, a także opowie mi o ceremonii, bo podczas pobytu w szpitalu oprócz tego, że podpisałam papiery, nikt nie poinformował mnie, kiedy będzie ceremonia i że mogę tam być i w niej uczestniczyć...

Dziś zaczynalibyśmy 2. trymestr..
Odpowiedz
#14
Tulę Cię mocno i trzymam kciuki żebyś jakos to wszystko przetrwala. Jak będziesz chciała czegoś jeszcze się dowiedzieć albo porostu pogadać to śmiało pisz do mnie! (*) dla Michałka!
Odpowiedz
#15
Czytając te wszystkie wiadomości łzy same lecą po policzku :-( 13lipca też straciłam moja małą Kruszynkę. Ciąża była wzorowa, do momentu aż drugi  lekarz nie zrobił przezierności karku która wyniosła 3 mm i się za czelo skierowanie na badania najpierw prenatalne na których już wyszło że z dzieckiem jest bardzo źle (przepuklina). Lekarz powiedział ze jest wada i dziecko nie przeżyje po porodzie, tylko tyle zdołałam zapamiętać z tej rozmowy. Kazał zarejestrować się ponownie na omówienie wyników datę wyznaczono na 3 lipca. Wyszłam z przychodni i się rozpłakałam łzy same leciały. Chciałam by to był sen że to nie prawda że to nie moja kruszynka, przecież mam już dwóch synów oni są zdrowi. Po kilku dniach zadzwonił telefon, była to Pani z przychodni. Dzwoniła by zapytać czy zgadzam się na amniopunkcje i przesunięcie wizyty. Zgodziłam się. Na badanie jechałam trzymając kciuki ze jednak wszystko jest ok ze za 5 miesięcy przywitamy nasza Kruszynkę. Myliłam się, był to 9 lipca. Lekarzy było aż dwóch jeden by zrobić wkłucie a drugi by wyjaśnić co jest dziecku. Byłam w szoku i musiałam podjąć decyzję o usunięciu mąż był ze mną. Zgodziłam się z wielkim bólem. W szpitalu pojawiłam się 13 lipca dostałam tabletkę po godz były już delikatne skurcze do godz 21ej było już po wszystkim. Na sale zabiegową trafiłam 23.35. To było straszne przeżycie nikomu nie życzę. Dzisiaj jestem 4 dzień bez mojej Kruszynki fizycznie jest ok ale psychicznie nie za bardzo, zaczynam obwiniać się że nic nie zrobiłam że tak szybko się poddałam, może była jakaś szansa o której lekarz nie wiedział. Bałam się pożegnać że nie dam rady, zapytałam się tylko o płeć dziecka ale nie wiedzieli choć był to 17 tydzień. Z mężem nie chcieliśmy brać na siebie pogrzebu, zdecydowaliśmy o wspólnej mogile razem z innymi już Aniołkami
[*]. Tak bardzo chciała bym przytulić mojego Aniołka. Powiedzcie mi drogie Mamy jak wy dałyście lub dajecie radę by normalnie funkcjonować.
Odpowiedz
#16
Natalia bardzo Ci wspolczuje... i nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazic, co czujesz...  
U nas juz w tym 10. tygodniu taka przeziernosc byla, a to przeciez malizna 3,5cm.

Przytulam Cie bardzo mocno i modle sie o Twojego Aniolka - mysle, ze poznaja sie z naszym i beda na nas czekac (*)
Odpowiedz
#17
Emigrantka dziękuje i również modlę się za Waszego Aniołka (*)
Odpowiedz
#18
Dziękuję i też tulę (*) na pewno i tez modlę się o Waszego Aniołka.
Odpowiedz
#19
Natalia! Ja jestem 7 tygodni po stracie moich synków a niestety boli wciąż tak samo. Nie jest łatwo sie z tym uporać ale wierzę, że niedługo nastąpi jakis przełom i wrócę do żywych. A muszę jak najprędzej wziąć się w garść bo na wrzesień\październik planowany jest u mnie zabieg in vitro a do tego potrzebna jest siła psychiczna i spokoj! I to jest moja motywacja! Ty masz juz dzieciaczki wiec skup sie na nich! Trzeba sie na czymś skoncentrować i walczyć! Jestem calym sercem z Toba i cala reszta aniołkowych mam! Musimy jakos dać radę i przez to przejść!
(*) dla Twojego Aniołka!

JASIU I STASIU NA ZAWSZE W MOIM SERCU (*)(*)
Odpowiedz
#20
Asiu czujesz sie gotowa albo ze bedziesz wtedy na ten zabieg?
Modle sie o sile dla Ciebie i przytulam

Ja mam wrazenie, ze u mnie wszystko dopiero sie rozpoczyna..
Po 28 czerwca najpierw zylam w szoku, wydawalo mi sie, ze trzymam sie dobrze, ze mam sile, racjonalne fakty mnie trzymaly.. potem byl koszmar szpitala i bol fizyczny, choc niewielki, to jednak zmeczenie po utracie krwi i to niedomaganie jakos zaprzatalo moja glowe.. Teraz, gdy wszystko minelo zaczynam chyba dopiero wchodzic w faze tej zaloby 'wlasciwej' bo juz nie ma dnia, zebym nie plakala.. A na dodatek jestem tu sama, bo maz pracuje teraz w godzinach 13-21 i praktycznie calymi dniami siedze w sama w domu. Praca praca, ale nie daje ukojenia ani tez nie zajmuje mysli tak, jakbym chciala...
Wczoraj godzine jezdzilam bez sensu po okolicach, bylam pod szpitalem, bo tam jest moje malenstwo i ciagnie mnie do niego... przesiedzialam 30 minut na lawce placzac...

Dzis mam wstepna, telefoniczna rozmowe kwalifikacyjna, bo postanowilam, ze musze cos zmienic w swoim zyciu. Moze zmiana otoczenia pomoze. Ogolnie widze, ze kawaleczkami zaczynam zmieniac wszystko... Nic juz nie bedzie takie samo. Nigdy. Mam uraz do muzyki sprzed ciazy i poronienia, mam uraz do zachowan, do ludzi... Stad nie potrafie wrocic do pracy do biura i wciaz pracuje z domu... Nie chce tam wracac..
Odpowiedz
#21
Dziewczyny bardzo mi przykro, ze dolaczylyscie do tego bolesnego swiata. Serce sie kraje na mysl, ze codziennie dzieje sie to kilkanascie czy kilkadziesiat razy. Codziennie jakies serduszko opuszcza swoich rodzicow rozwalajac ich piekny swiat na kawalki, rzucajac go w pieklo. I to bezpowrotne bo zycie bez naszych dzieci juz nie bedzie takie samo.

Natalia strasznie Ci wspolczuje, nie obwiniaj sie. Przeciez gdybys mogla to bez wahania oddalabys zycie za swoje dziecko. Ono wie jak je kochasz i na pewno nie zamieniloby swojej mamy na zadna inna. Przytulam (*)

Asia przykro mi z powodu Twoich synkow. Zycze Ci sil ale nie zapominaj, ze czasami tez trzeba pozwolic sobie na slabosc i placz, na upust emocji. Nie trzeba byc od razu silna. Ja nie jestem chociaz minelo juz piec miesiecy.
Jasiu (*) i Stasiu (*)

emigrantka wspolczuje Ci i bardzo mi przykro. Ja tez mieszkam za granica. Na poczatku podjelam taka decyzje jak Ty. Bylam otumaniona. Sluchalam innych "tak bedzie lepiej". Po jakims czasie obudzilam sie i stwierdzilam, ze Moj Wojtus zasluguje na swoje miejsce na ziemi, ze chce go odwiedzac i pozwolic na Jego obecnosc w naszym zyciu. Powiedzialam mojemu M. ze nie wazne ile to bedzie kosztowalo i nie wazne ze nie jestesmy w kraju ale ja chce zeby Wojtus mial godny pochowek, zebym potem mogla Go odwiedzac i posiedziec przy Nim. Choc wiem, ze Jego duszy tam nie ma ale jest Jego cialko najpiekniejsze bo to Moj Syn. I dobrze mi z tym, ze zmienilam decyzje w szpitalu. Ze wiem gdzie Wojtus jest, ze nikt nie zrobil mu krzywdy. To ze nie jestesmy w Polsce mnie nie powstrzymalo bo nie zamierzamy narazie wracac. Jestesmy tutaj i On jest z nami. Jesli kiedykolwiek los zmusi mnie do zmiany kraju wezme Go razem ze soba chocby kosztowalo to krocie. Ale kazda z nas jest inna. Kazda potrzebuje czegos innego. Ja nie namawiam Cie i nie chce wzbudzic w Tobie blednych emocji. Chcialam Ci napisac jak bylo u mnie. A czy bedziesz zalowac to dowiesz sie duzo pozniej. Wiem tylko, ze wiele dziewczyn pisze tutaj, ze zaluja, ze nie zobaczyly, nie przytulili, nie pozegnaly, nie pochowaly.. Ale kazda jest inna. Zycze Ci duzo sil i wsparcia.
Dla Twojego dzieciatka (*)
Odpowiedz
#22
Monia dziekuje Ci bardzo za Twoje slowa.

Ja wczoraj wstepnie sie dowiedzialam, ze ceremonia odbedzie sie w pierwszym tygodniu wrzesnia i na pewno tam bede. Tak samo bede wiedziala, gdzie moj maluszek spocznie. Na pewno po powrocie do kraju nie bede go zabierala ze soba, zwlaszcza, ze to grob zbiorowy bedzie, bo bedzie z innymi dzieciatkami, ale bede wiedziala, gdzie jest.

Wiecie co jest najgorsze? Wczoraj powiedzialam mojemu mezowi, ze czekam na telefon ze szpitala, a on do tej pory nie zapytal. Ja sama nie powiem. Ale czuje sie tak okropnie samotna we wlasnym domu.
Odpowiedz
#23
Emigrantka a w którym mieście ma odbyć się pogrzeb twojego Aniołka? Dziewczyny dziękuje za to że jesteście (*) (*) (*)
Odpowiedz
#24
emigrantka pamietaj, ze Twoj maz takze przechodzi zalobe i byc moze calkiem inaczej niz Ty. Badz dla niego cierpliwa i dobra. On tez stracil dziecko i nie umie sobie tego wytlumaczyc. Daj mu czas. Polecam Ci artykul na tej stronie o tym jak mezczyzna radzi sobie w zalobie. Poczytaj i badz obok meza. On Ciebie tez potrzebuje tak samo jak Ty jego. Zycze Wam cierpliwosci, zrozumienia i wzajemnego wsparcia. Przytulam i jestem..
Odpowiedz
#25
Natalia w okolicach Birmingham.

Monia jestem blisko, dlatego tez nie mowie nic juz i nie nalegam.. Zostawiam to jemu. Bede dla niego milczeniem. Wie, z emoze ze mna rozmawiac itd. Ale ewidentnie kobieta i mezyczna w takich momentach sie rozchodzi emocjonalnie... Ja chce mowic o tym, chce pamietac, chce przezywac, a on nie. On chce isc naprzod. Musimy jakos to pogodzic wspolnie.
Nie dziwie mu sie, ze ma dosc... przezyl to tak samo jak ja, byl przy mnie w kazdej chwili, to jemu mdlalam na szpitalnym korytrzu na wozku, to on pomagal mi sie zalatwiac przy szpitalnym lozku, kiedy nie mialam sily juz isc do toalety.. Przed zabiegiem pomagal pielegniarzom mi sie przebrac, nie spal ponad 50h i czuwal nade mna. Przezyl to wszystko fizycznie, widzial, bal sie o mnie... Dal niesamowity wyraz swojej milosci do mnie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości