żal, ból, wszysko przy mnie... zamknać oczy i obudzić sie gdzie indziej...
#13
"Tylko cichy szum wiatru odrywał ją od wspomnień a poranne promienie słońca dzieliły czas, na ten przepłakany w nocy i ten za dnia, w którym trzeba było zmuszać osobno każdą komórkę ciała do wykonania najprostszych czynności, które trzymają człowieka przy życiu. Tylko po co, skoro Jego już nie ma?"

Czy to da się znieść? wytrzymać? przetrwać?
Nikt poza mężem i przyjaciółką nie wie co się stało, nikt poza nimi nawet nie wiedział, że byłam w ciąży. Woleliśmy poczekać aż bicie serduszka się unormuje, później chcieliśmy poczekać, aż badania prenatalne upewnią nas, że wszystko jest w porządku. Wtedy dopiero mieliśmy ogłosić wszystkim dobrą nowinę, wykrzyczeć światu, że będziemy rodzicami. Teraz mogę jedynie krzyczeć z bólu, że na zawsze straciliśmy nasze maleństwo, Aniołka którego tak bardzo pragnęliśmy! Rodzina, przyjaciele bez przerwy mówili o tym, że już pora na dzidziusia. A teraz to tak bardzo boli kiedy muszę udawać że nic się nie stało, kiedy muszę uśmiechać się mimo, że pęka mi serce.. Kiedy trafiłam do szpitala wszyscy myśleli że jestem na szkoleniu, w pracy myślą że jestem na L4 z powodu torbieli.. W szpitalu wspierał mnie tylko mąż, tylko on był przy mnie kiedy walił mi się świat, później musiałam powiedzieć przyjaciółce. Czułam się tak bardzo samotna... Dziś siostra zauważyła u mnie nowego Aniołka: "Jest śliczny, o takiego musicie się postarać zamiast kupować figurki"- jej słowa sprawiły, że ugięły mi się nogi. Przecież to jest właśnie pamiątka po moim Aniołku, o którego się postaraliśmy i który musiał wracać do nieba! Przecież właśnie go straciłam!! Te wszystkie pytania w koło: kiedy wreszcie jakiś dzidziuś? Jak chciałabyś mu dać na imię? Wolałabyś chłopca czy dziewczynkę? Nie potrafię tego znieść, nie potrafię tego słuchać i udawać że wszystko jest w porządku, nie potrafię odpowiadać na takie pytania. Wymuszam na sobie coś w rodzaju uśmiechu, odpowiadam jednym zdaniem i ukradkiem wycieram łzy, których jeszcze nie da się zatrzymać... Za każdym razem coś we mnie pęka, rana odnawia się na nowo, chcę krzyczeć z bólu, z rozpaczy, z tęsknoty za moim Ziarenkiem, które było we mnie, które nosiłam pod sercem, które obdarzyłam nadzwyczajną miłością. Chciałabym im powiedzieć że tak bardzo cierpię, że straciłam swoje szczęście, że mieliśmy zostać rodzicami a Bóg zdecydował inaczej. Wtedy może byłoby łatwiej, może nie byłoby tych raniących tekstów.. ale zaczęłoby się współczucie, trudne rozmowy a tego bym nie zniosła na pewno. Moje 2 cm szczęścia które odeszło na zawsze...

"Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać... To taki sprytny mechanizm... Dusisz się, instynktownie ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. ... Boisz się nawrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć..."
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: żal, ból, wszysko przy mnie... zamknać oczy i obudzić sie gdzie indziej... - przez ziarenko - Fri, 10 Lipca 2015, 14:01:22

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości