żal, ból, wszysko przy mnie... zamknać oczy i obudzić sie gdzie indziej...
#76
Ziarenko tak mi przykro, pisze przez lzy, błagam nie wiń się, pomodlę się za Was...
Odpowiedz
#77
Ziarenko tak bardzo mi przykro.brakuje słów.przytulam.
Odpowiedz
#78
Bradzo mi przykro.... bardzo...
Odpowiedz
#79
Nie moge znieść widoku tych wszystkich ciezarnych kobiet na korytarzu, tych smiechów i żartów.. Przed chwilą jedna z pań zaczęła rodzić, zabrali ją na porodówke, z sali noworodkowej slychac płaczące dziecko.. Czuję że zaczynam wariować. Dlaczego im wszystkim się udało a mi zostają gorzkie łzy?
Odpowiedz
#80
Ziarenko Sad płaczę razem z Tobą, bo ja też nie znam odpowiedzi
Odpowiedz
#81
Ziarenko... tak bardzo bym chciała Ci jakoś pomóc! Tak bardzo bym chciała móc Ci odpowiedzieć na to pytanie.... Ale pewnie jak większość osób nie jestem w stanieSad Ta niemoc boli najbardziej!!!!!
Odpowiedz
#82
Myślałam, że sam fakt poronienia i zabiegu jest dla mnie wystarczającą traumą, a tu żeby bardziej ulżyć mojemu cierpieniu przenieśli mnie na salę z kobietami w ciąży. I jak mam to wszystko znieść, jak mam to wytrzymać patrząc na ich brzuszki, słuchac ich rodzin cieszących sie ich szczęściem. Nie jestem w stanie na to patrzeć, słuchać.. One czekają na swoje malenstwa a ja swoje stracilam. Siedze na korytarzu i płaczę.. Czekam na wizyte lekarzy i wyjde dzis na wlasną rękę. Inaczej nie przetrwam tej nocy

Jeszcze nic chyba tak bardzo nie bolało jak usłyszeć bicie serduszka nie swojego dziecka... DLACZEGO jego serduszko bije kiedy Twoje bić przestało???
Odpowiedz
#83
Ziarenko tak bardzo mi przykro. Przytulam. Płacz ile potrzebujesz, jestem myślami z Tobą.
Odpowiedz
#84
(Thu, 15 Października 2015, 20:24:42)ziarenko napisał(a): Nie będziesz miał rodzeństwa mój Skarbie.
Wiem, że to, co napiszę brzmi strasznie i brutalnie: Twój Skarb MA rodzeństwo. Powiem więcej - ma rodzeństwo u swojego boku. Ono jest tam, z Nim, nie z Wami/Tobą.
Współczuję Ci bardzo... Sad
Odpowiedz
#85
Tak strasznie mi przykro.. Chcialabym Cie mocno przytulic i potrzymac za reke.
Dla Twoich Dzieci (*)(*)
Odpowiedz
#86
Jeszcze tylko zastrzyk na konfikt i wyjde do domu. Wydawało mi sie że sie trzymam, że pogodziłam sie z tą stratą bo długo czekałam na decyzje lekarzy. Ale nie mogę zrozumieć dlaczego kazano mi wczoraj tak cierpieć, dlaczego przeniesiono mnie zaraz po zabiegu na salę z ciężarnymi, czy moja rana była zbyt mała? Czy niewystarczająco cierpiałam po stracie? Dlatego kazano mi słuchać bicia serc tych dzieci? Dlatego musiałam wysluchiwac o tych wszystkich ciazowych dolegliwościach? To jak sól na moje zranione serce. Nie mogę się pozbierać. Mimo interwencji męża i przeniesienia mnie spowrotem na pustą salę przeplakalam całą noc... Przecież była pusta sala, dlaczego kazali mi przez to przejść?
Odpowiedz
#87
Ziarenko przeżyłam przy pierwszej stracie to samo, wiem co czujesz. Leżałam trzymając kurczowo brzuch z martwym Maleństwem i słuchałam jak ktg miarodajne występuje bicie serca innego dziecka, kawałek dalej płakały noworodki. Bardzo ci współczuję! I życzę, aby żałoba przebiegła dla ciebie i twych bliskich w sposób mniej traumatyczny niże wydążenia w szpitalu.
Odpowiedz
#88
Ziarenko, tak bardzo ci współczuje koszmaru który teraz przeżywasz. Tak bardzo nie rozumiem czemu szpitale a raczej osoby tam pracujące moga być tak bezduszne, a może bezmyślne. Nie wiem. To okropne.
Odpowiedz
#89
Pytasz, Ziarenko, dlaczego Ci kazano to znieść. Nie wiem, jak to ująć, ale to nie Ty jako konkretna osoba byłaś powodem. To zwykła rutyna, wpisana w głowy personelu przez wiele lat. Oni tak przywykli, tak zawsze robią, to dla nich tak normalne, że nie czują problemu. Kazano Ci to znieść, tak jak każą to znosić wszystkim kobietom, bo nie rozumieją, że tu w ogóle jest coś do zniesienia. Albo raczej nie do zniesienia.
Kolejnym powodem, dla którego to się stało jest fakt, że nie dla wszystkich jest oczywiste to samo. To się tylko wydaje niewyobrażalne, że można patrzeć na to samo, a mieć tak inny odbiór, ale taka jest prawda - ludzie nie widzą wszystkiego jednakowo, a czasem widzą skrajnie odmiennie.
Trzeba empatii, by patrzeć oczami innych ludzi i wyczuć ich emocje, jeśli się samemu widzi coś inaczej. Padłaś ofiarą rutyny i odmiennych poglądów połączonych z brakiem empatii. Jednak jeśli Ty sama zdołasz zrozumieć, jak działa ten mechanizm, to choć boleć to nie będzie mniej, będzie Ci łatwiej pojąć, co się stało i może zacząć go zmieniać w otoczeniu. Dla siebie i dla innych. Nie dlatego, że musisz, tylko dlatego, że uwierzysz, że warto.
Odpowiedz
#90
Ziarenko, jesteś tam? Myślę o Tobie i twoich aniołkach.
Odpowiedz
#91
Ziarenko, jest mi bardzo przykro.
Ja obudziłam się po zabiegu na sali, gdzie leżało ze mną sześć dziewczyn w ciąży. Bardzo długo trwała zupełna cisza. W zasadzie potem i tak traktowałyśmy się jak powietrze. Nie morowe ale takie, którego lepiej po prostu nie widzieć. Ze strachu również. Skurczyłam się do rozmiaru lalki na tym łóżku, kiedy po jakimś czasie podeszła do mnie położna, która badała wszystkim mamom tętno. Nie pamiętam nawet co zdołałam wykrztusić. Chyba tylko-"nie". Na początku płakałam pod kołdrą. Potem już nie miałam siły kryć się. Nie potrafię tego wymazać ze swojej pamięci ale udało mi się nie rozdrapywać tego. Jest ale nie ma mocy.
Myślę o Tobie i Twoich dzieciach.
Odpowiedz
#92
Nie umiem sie pozbierać, nie umiem już żyć..
Odpowiedz
#93
Ziarenko, nie umiem napisać nic mądrego ale jestem...
Odpowiedz
#94
Ziarenko?
Żyj. Żyj, proszę. Ciemne doliny się kiedyś kończą.
Odpowiedz
#95
Pierwsza strata miała być przypadkiem, smutną historią  po silnym przeziębieniu. Lekarz zapewnił, że więcej się to nie powtórzy, że mamy się starać i następnym razem będziemy sie cieszyć potomstwem. Uwierzyłam, oboje uwierzyliśmy. Tak bardzo się ucieszyłam, gdy po 3 cyklu pojawiły się upragnione dwie kreseczki. Wierzyłam, że tym razem wszystko będzie dobrze. Tak bardzo chciałam wierzyć. Jednak  gdy tylko pojawiło się plamienie wiedziałam, że smutna historia się powtarza. Lekarz dawał nadzieję, ale ja czułam, że tym razem również się nie uda. To nie tak, że nie chciałam wierzyć, że za szybko się poddałam, po prostu to czułam, od samego początku. Mam żal do swojego lekarza, że po pierwszej stracie nie zalecił dodatkowych badań, że tak szybko dał zielone światło i pozwolił nam uwierzyć, że następnym razem na pewno się uda.  I to zmuszenie do zabiegu, choć wiem, że przy tak wczesnym poronieniu, mogłam tego uniknąć, przecież wszystko samo się oczyściło. Niepotrzebny stres, cierpienie. Teraz czekam na wyniki histo, wiem, że i tak nic nie wniosą... Wiem na pewno, że muszę zmienić lekarza. Już w szpitalu inny, młody lekarz pytał dlaczego po pierwszym poronieniu nie zrobiłam kilku dosłownie badań, które mogłyby wykluczyć przyczynę, abym nie musiała ponownie przez to przechodzić. Choć nie był moim lekarzem prowadzącym widziałam w nim współczuje, chęć pomocy, zainteresowanie moim przypadkiem. Pytał o badania po pierwszym poronieniu, dał wskazówki jakie badania powinnam zrobić teraz. Nawet nie mogłam iść na l4 po zabiegu. Dwa dni po zabiegu pojawiłam się w pracy, jakby nic się nie stało (znów wszyscy myślą, że miałam jakieś kłopoty kobiece ), a przecież  po raz drugi rozsypał mi się świat. Brak nadziei, brak celu, brak sensu życia...
Odpowiedz
#96
Ten czas, kiedy uświadamiasz sobie, że w życiu nie warto jest marzyć, snuć planów, nadziei.. kiedy uświadamiasz sobie, że wszystko to na co czekałaś, czego pragnęłaś już nie wróci.. Chcę wierzyć w niebo, w życie po śmierci, w to, że jeszcze się spotkamy, gdy przyjdzie ten czas.. tylko jak, kiedy wszystko w co wierzę, co kocham zabiera mi los.. Jak mamy wierzyć, że jutro kiedyś nadejdzie?
Jedna z Was napisała na tym forum -" Tęsknić, za wyobrażeniem życia, które straciłyśmy"- nie umiem znaleźć piękniejszych słów, które określiłyby to co czuję, wciąż tkwi mi w głowie to zdanie..
tak tęsknię...
Odpowiedz
#97
Chyba każda z nas to przechodzi... Z jednej strony chciałoby się mieć nadzieję a z drugiej jest lęk bo nie wiemy czego możemy się od życia spodziewać. Mnie trzyma przy życiu nadzieja właśnie na Niebo bo wiem, że tam spotkam swoje Aniołki. Oglądałam jakiś czas temu film"Niebo istnieje naprawdę" i chcę żeby tak właśnie było. Innej opcji nie biorę pod uwagę. Obejrzyj, może też zakiełkuje w Tobie małe ziarenko nadziei?
Odpowiedz
#98
Dziękuję, obejrzę jak tylko będę sama w domu. Nie chcę żeby mąż widział że ciągle się zamartwiam. Jemu też jest ciężko więc staram się być silna choć serce tak bardzo krwawi..
Odpowiedz
#99
Ziarenko a może właśnie powinien wiedzieć że ciągle jest ci źle. A może jemu też jest okropnie źle ale widząc że u ciebie jest ok on też tłumi swoje emocje żeby ci nie przypominać? I tak oboje dla pozornego własnego dobra wszystko męczycie w sobie? Wiem jak trudno jest porozmawiać, ale może warto zaryzykować, odważyć się na słowa "wiesz bardzo za nimi tęsknie a ty?". Sama niedawno dopiero odbyłam z mężem taką oczyszczającą rozmowę która pozwoliła mu jak to sam powiedział "iść dalej bo do tej pory stał w miejscu"
Odpowiedz
Masz rację, stanelismy w miejscu 4 lipca gdy  nasze maleństwo odeszło na zawsze. Wtedy wszystko się skończyło, świat się skończył. To nie tak że nie rozmawiamy. Mówimy, wspominamy, głośno zastanawiamy sie jakby to było gdyby Nasz Aniołek został z Nami. Po prostu dla męża chce znów byc tą samą radosną kobietą. Wiem że gdy widzi mój smutek, też się zadrecza, obwinia. On stara sie jakoś żyć, a gdy zaczynam płakać bardzo Go zasmucam. Wiem, że przeżył to tak samo ciężko jak ja, też stracił dziecko, ale mimo wszystko próbuje jakoś żyć, dlatego wolę widzieć gdy się usmiecha, nawet gdy pęka mi z tęsknoty serce..
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości