termin miałam na 13.06.2015...
#26
A dziś Twoje urodziny.
Kocham Cię.
Odpowiedz
#27
[*]
Odpowiedz
#28
Do mojego Aniołka Adasia (zm. w 11 tc w 2014 roku) dołączył drugi Aniołek. W 8/9 tc.
Tak jak poprzednio, poronienie zatrzymane, żadnych niepokojących objawów, straszna diagnoza usłyszana dziś podczas usg.
Odesłali mnie ze szpitala i kazali czekać, aż się samo zacznie poronienie. Wróciłam do domu i czekam.

Przy pierwszym poronieniu lekarze w tym samym szpitalu (na Madalińskiego w W-wie) mówili, że zasadniczo w takich przypadkach nie robi się żadnych zaawansowanych badań, dopiero od drugiego poronienia. I jest drugie i... nie dostałam praktycznie żadnych wytycznych, co dalej. Poza informacją, że mogą mnie skierować do Instytutu Matki i Dziecka.

Chaotycznie szukam informacji na Forum, ale trudno mi się skoncentrować i znaleźć odpowiedź na pytanie: CO DALEJ? Co ja mam właściwie teraz zrobić? Chciałabym wykonać wszystkie możliwe badania, żeby dowiedzieć się, dlaczego znów tak się stało i jak uchronić się przed kolejną stratą. Ale zupełnie nie wiem, jak się do tego zabrać. Czy są w Warszawie jakieś przychodnie/kliniki, które się tym kompleksowo zajmują? Albo może znacie jakichś lekarzy, którzy mają doświadczenie i będą wiedzieli, na jakie badania i dokąd mnie/nas skierować, a potem będą potrafili te wyniki zinterpretować i doradzić w kwestii dalszego postępowania? Przepraszam za te pytania, pewnie te wszystkie informacje są do odnalezienia na Forum, ale... nie potrafię, nie mam siły szukać.

Mamy już jedno dziecko na ziemi, 5-letnią Córeczkę. To mi daje nadzieję, że jeszcze jest dla nas szansa. Po śmierci Adasia długo odrzucałam myśl o kolejnej ciąży... Teraz jest inaczej. Teraz chciałabym się starać jak najszybciej. Czas leci... boję się, że już nie zdążymy...

Muszę sobie zaplanować, co dalej, teraz - póki trwa jeszcze pierwsza faza żałoby... Bo potem... jak to wszystko do mnie dotrze... to będzie strasznie...
Odpowiedz
#29
Beauty, tak mi przykro..
Odpowiedz
#30
Bardzo Ci wspolczuje.
Nie wiem jak pocieszyc czy doradzic.
Przykro mi kochana..
Odpowiedz
#31
Adasiu... Ty już wiesz, kto trafił do Ciebie... Braciszek czy Siostrzyczka... My nie wiemy jeszcze... Opiekuj się Nim albo Nią, dobrze...?
Odpowiedz
#32
Beauty tak bardzo Ci współczuje Sad
Odpowiedz
#33
Łączę sie z Tobą w bólu....
Bardzo mi przykroSad
Odpowiedz
#34
Bardzo mi przykro... Sad
Odpowiedz
#35
To straszne. Jesteśmy z tobą. Adaś na pewno czuwa i otula rodzeństwo swoimi skrzydełkami.
Odpowiedz
#36
Przykro mi... nie tak być powinno... brak słów.
Odpowiedz
#37
Dziękuję, Kochane...

Ciągle jestem w domu... i czekam na najgorsze... I - pamiętając, jak było poprzednim razem - panicznie się boję...
Odpowiedz
#38
myślami jestem z Tobą
Odpowiedz
#39
Bardzo mi przykro że znów odeszło Twoje szczęście (*)
Odpowiedz
#40
Bardzo mi przykro
Odpowiedz
#41
Dziękuję za ciepłe słowa...

A ja już wiem, że mam w niebie Córeczkę... Ma na imię Lilianka...
Odpowiedz
#42
Bardzo m przykro.... Ja 2 tygodnie temu straciłam 2 szczęście, tez nie wiem co dalej? jakie badania? boje się diagnozy... ale tak jak Ty chce jak najszybciej zacząć starania. Szok, niedowierzanie i pytanie dlaczego? Musimy być dzielne
Odpowiedz
#43
Wiara, nie musimy być dzielne. W żałobie można pozwolić sobie na słabość.
Odpowiedz
#44
pewnie masz racje PiBi, ale boję się, że będzie tak jak za pierwszym razem wstanie z łóżka, umycie włosów to byl mega wyczyn... boję się tej słabosci... pozwalam sobie na płacz, wspomnienia, marzenia, plany ale nie mogę pozwolić na to co bylo. Może każda żalobe przezywamy inaczej??
Gdy serduszko 2 dziecka przestało bić mimo rozpaczy, żalu i bólu poczułam cos w rodzaju ukojenia- myśl, że nie jest samo, teraz są we dwie (czułam, ze było to dziewczynki, chociaz mąż mówił, że pierwszy to syn, co do drugiego maleństwa nei mieliśmy watpliwości oboje czuliśmy, że to coreczka)
Odpowiedz
#45
i jak mamy wierzyć w lepsze "jutro"- kiedy "dziś" odbiera nam wszystko.. jak nie bać się po raz kolejny.. tulę Cię myślami najmocniej jak umiem...
Odpowiedz
#46
Ziarenko, dziękuję. Chyba nie da się nie bać... Ja w tej ciąży - mając już doświadczenie pierwszej straty - bałam się każdego dnia. I wiem, że ten strach już ze mną zostanie, bo przecież nie da się zapomnieć. Zresztą ja wcale nie chcę zapomnieć. Ale bardzo chcę wierzyć, że jeszcze się uda. Że może to jakiś dramatyczny zbieg okoliczności, że może tak miało być, a następnym razem będzie inaczej...

Wiara... Przykro mi, że przydarzyła Ci się kolejna tragedia. PiBi ma rację - wcale nie musisz być dzielna. Niczego nie musisz. Możesz przeżywać tak, jak czujesz, jak potrzebujesz, jak dla Ciebie jest najbardziej prawdziwie. Nie bój się tego. To jest Twoja żałoba. [*][*] dla Twoich Aniołków.
Odpowiedz
#47
Często słyszałam, że "czas leczy rany". A u mnie z czasem wcale nie jest lepiej... Wręcz przeciwnie. Mam coraz większe poczucie winy. Bo o ile w ciąży z Adasiem nie miałam żadnych podstaw do obaw... to przed ciążą z Lilianką mogłam jednak zrobić badania. Lekarze mówili, że po pierwszym poronieniu się nie robi badań, że to pewnie przypadek, defekt genetyczny. A teraz się okazało, że jednak mam problem zdrowotny (immunologiczny) i może gdyby został wykryty wcześniej, to Lilianka by żyła... I nie dość, że borykam się z tym, że problem jest gdzieś we mnie, to jeszcze mam wyrzuty sumienia, że gdybym zrobiła badania, to przynajmniej drugi Aniołek może byłby z nami...
Odpowiedz
#48
BeautyFromPain nie możesz się obwiniać. Zaufałaś lekarzowi. Większość tak mówi, że pierwsze poronienie jest przypadkiem i że nie trzeba robić badań i często tak właśnie jest. U Ciebie, tak jak i u mnie, okazało się inaczej, ale przecież my nie jesteśmy lekarzami. Przytulam...
Odpowiedz
#49
Karolka, dziękuję... Ty nie miałaś / nie masz takich myśli...?
Odpowiedz
#50
Beauty, ja każdego dnia mam takie myśli. Przeżyłam jedno poronienie, żaden lekarz nie zalecił żadnych badań. Moj partner czasem mowi, ze zwariowałam na tym punkcie, bo wciaz szukam... Z drugiej strony moge znalezc milion swoich defektów, zajść w ciążę, miec milion leków, ale gwarancji na zdrowe, żywe dziecko nikt mi nie da... Nigdy.
Nie obwiniaj sie, bo niczego to nie zmieni, na pewno nie na lepsze. Nie wiadomo, co by było, gdybyś o czymś wiedziała przed ta ciążą. Moze byloby inaczej, moze nie. Oj, dobrze wiem, ze "gdybanie" to największy wróg. Nie pozwól, zeby te myśli Toba zawładnęły. Zrobilas, co mogłaś. Bardzo współczuję Ci strat, ale żadna z nich nie byla Twoja wina.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości