termin miałam na 13.06.2015...
#1
Witajcie... Długo się bałam tu zaglądać, ale chyba czas, żebym i ja podzieliła się z Wami moją historią...

Mam 4,5-letnią, wspaniałą, zdrową Córeczkę. I Synka - Aniołka. Alusię i Adasia.

Bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko, więc wiadomość o ciąży była dla nas ogromną radością. Pierwsze tygodnie ciąży przebiegały bez większych komplikacji (poza niskim poziomem progesteronu, ale pani doktor przepisała leki i uspokajała mnie, że nie ma się czym martwić) aż do 13 tygodnia. Pamiętam dokładnie ten dzień, poniedziałek 08.12.2014. Na wieczór mieliśmy umówioną wizytę kontrolną i usg "genetyczne". Od rana bardzo się bałam... jakbym coś przeczuwała. Ale pocieszałam się, że teraz najgorszy czas już za nami, że prawdopodobieństwo poronienia od drugiego trymestru jest już znacząco niższe. Tym niemniej bardzo bałam się wyniku badania, przychodziły mi na myśl różne straszne choroby. Mąż pocieszał mnie, że wszystko będzie dobrze. Do dziś Mu to "wypominam"... bo już nie wierzę w takie obietnice...

Od momentu, gdy zorientowałam się, że na monitorze aparatu usg widać ciało Dziecka, a nie widać bijącego serca... do momentu, gdy moja pani doktor powiedziała "Nie jest dobrze"... upłynęła chyba cała wieczność... To, co się działo później, pamiętam jak przez mgłę. Płacz, przerażenie, rozpacz, niedowierzanie... Fizjologiczne reakcje ciała na stres, o których dotąd wiedziałam tylko w teorii... Bardzo długa rozmowa w gabinecie i tłumaczenie, co dalej...

Następnego dnia rano zostałam przyjęta do szpitala. Lekarze zbadali mnie i potwierdzili to, co już wiedziałam, chociaż miałam gdzieś w głębi duszy cień nadziei, że może jednak moja pani doktor się pomyliła... Dostałam tabletki na wywołanie porodu. Wieczorem dostałam krwawienia, bardzo źle się czułam. 10.12.2014 o 3 nad ranem, sama, pod prysznicem, w potoku krwi urodziłam moje Dziecko. Moje Maleństwo. 8 cm, 12 gramów.

Serduszko prawdopodobnie przestało bić w 11 tyg. Miałam robione różne badania, przyczyna pozostała nieznana.

Pochowaliśmy Adasia we wspólnym grobie, razem z innymi Aniołkami. Odwiedzamy Go często i niedawno zdałam sobie sprawę, że bardzo lubię tam przychodzić. Jakoś mi się wtedy wydaje, że jestem bliżej Niego...

Minęło już pół roku, minął nawet niedawno dzień, który został wskazany jako termin porodu - 13.06.2015. I jakoś... wcale nie jest łatwiej... Niby normalnie funkcjonuję, zajmuję się rodziną i domem, chodzę do pracy, nawet potrafię się śmiać... Ale gdy jestem sama... tak jak dziś... ból rozrywa mi serce... Były już takie tygodnie, że czułam się lepiej, ale za każdym razem okazywało się, że to tylko chwilowa poprawa... Niektórzy usiłują mi radzić - "nie zadręczaj się", "nie wracaj już do tego", "czas już zamknąć ten rozdział". Nie mają pojęcia, co mówią. Dla mnie ten rozdział na zawsze pozostanie otwarty. I Adaś zawsze będzie tuż obok...

Kocham Cię, Adaśku.
Odpowiedz
#2
Nasze dzieci będą zawsze tuż obok.. Ja swoje maleństwo straciłam 3 tyg. temu.... wiem co przezywasz. Raz lepiej jakby, a nagle buch.... i wszystko wraca, smutek, żal. Żyjemy normalnie no bo trzeba ale w sercu nas rozrywa....

Bardzo mi przykro i tulę Cię mocno.
Odpowiedz
#3
doskonale wiem co czujesz ja też mam córeczkę 3 letnią, a miałam termin na 18.06.2015 straciłam maleństwo w listopadzie w 10 tygodniu a serduszko przestało bić w 7 tygodniu żeby tego było mało w marcu okazało się że jestem w kolejnej ciąży niestety pozamacicznej...

bardzo mi przykro z powodu twojej straty
Odpowiedz
#4
pierwsze dziecko na szczescie daj Ci jakas sile zeby toczyc sie dalej.
Odpowiedz
#5
Przytulam wirtualnie. Moja córcia ma lat 11 też wszyscy mówią że mam dla kogo żyć, to fakt, ale bólu to nie zmniejsza. Prosi bym nie płakała, niestety czasem nie zdążę sie ukryć... Może nasze Aniołki tańczą sobie w niebie... Tak to widzę ale okropnie mi źle.
Odpowiedz
#6
Dziękuję Wam za ciepłe słowa. Wy mnie naprawdę rozumiecie...
Odpowiedz
#7
Ściaskam Cię bardzo mocno! Nie bede Ci pisać słów pocieszenia... Powiem tylko że jesteś dzielną kobietą! Minęło DOPIERO pól roku... nie miej do siebie pretensji, ze potarfisz żyć w miarę normalnie... A ból pozostanie z Tobą jeszcze bardzo bardzo długo... jeśli nie na zawsze...
My jesteśmy tu po to, by Ci pomóe, wysłuchać itp... w innych częściach działu znajdziesz info o leczeniu badaniach itp...

Przytulam mocno!
Odpowiedz
#8
Bardzo mi przykro.
Przytulam Cie mocno.
(*)
Odpowiedz
#9
Kochana bardzo mi przykro, przytulam Cię bardzo mocno...
[*]- dla Aniołka
Odpowiedz
#10
Dziękuję za słowa wsparcia, to dla mnie bardzo cenne...

Usłyszałam ostatnio, że za często chodzę do Adasia na cmentarz. To trochę jak powiedzieć "za często chodzisz do dziecięcego pokoju", prawda? A co ja na to poradzę, że mi jest tam, na cmentarzu, po prostu dobrze? I że czuję się tam potrzebna?

Usłyszałam również, że być może mam depresję. Kilka głupich testów z internetu to potwierdziło... Ale może powinnam raczej zrobić test "czy jesteś w żałobie"? Ja wcale nie czuję, że mam depresję. Ale czuję, że żałoba w moim sercu trwa. Niedługo zacznie się jej siódmy miesiąc. I tak się zastanawiam... czy w ogóle może przyjść taki moment, kiedy matka po śmierci dziecka powie "już nie jestem w żałobie"...?
Odpowiedz
#11
KOCHANA... nie wiem kiedy "mija" nasza żałoba... może nie mija nigdy, tylko uczymy sie z nią żyć? Oswajamy ten ból i udaje nam sie w miarę normalnie życ?????
Ja po stracie Kacperka dochodziłam do siebie bardzo długo... po odejściu Emilki było inaczej... nie wiem dlaczego... chyba pomogło forum, może i ja też byłam odrobine silniejsza i madrzejsza... zrozumiałam, że potrzebuję CZASU, którego po śmierci Kacperka nie dałam sobie... wtedy myślałam, ze muszę sie pozbierać, że kolejna ciąża ukoi mój ból... tak nie było...
Teraz wiem, ze potrzebowałam czasu... na cmentarz też chdzę dość często... z mężem w każdą niedzielę, sama wtedy, kiedy tego potrzebuje, i kiedy jest mi źle...

Co do depresji... nie wierz w głupie testy z neta... i nie pozwól sobie wmówić, że coś jest z Tobą nie tak... Straciłaś dziecko, a to bardzo boli...
Odpowiedz
#12
(Sun, 28 Czerwca 2015, 08:20:35)marysienka86 napisał(a): Co do depresji... nie wierz w głupie testy z neta... i nie pozwól sobie wmówić, że coś jest z Tobą nie tak... Straciłaś dziecko, a to bardzo boli...

No właśnie. Tylko jak dostaję sygnały (no dobrze, jeden sygnał na razie dostałam), że moje zachowanie może krzywdzić moich bliskich, to się zastanawiam, czy może jednak nie powinnam czegoś robić inaczej...
Odpowiedz
#13
BeautyFromPain w depresję to Ty się wpędzisz jak będziesz brała sobie na plecy dodatkowe ciężary w postaci zamartwiania się co kto powiedział lub co miał na myśli. Takie gadanie do Ciebie w tym momencie może być próbą wywierania na Ciebie presji w stylu "weź się ogarnij" bo już czas najwyższy. I wiesz dobrze już, że to z reguły przynosi odwrotny skutek. Wiadomo, że krzywdzić nie można ale też gdy dojdzie to takiej sytuacji, to nie można się za to biczować. Przeprosić, postarać się jakoś wynagrodzić...Przyznać się po prostu. Ja coraz częściej myślę o tym, że uwolnienie się od żałoby nie będzie do końca mi dane ale zaczynam do tego podchodzić z większą pokorą, co daje mi coraz większy spokój. Smutek i tęsknota jest ale przestaję się ich bać.
Nie daj sobie rujnować swojego misternie budowanego świata. Dbaj o siebie teraz szczególnie. Wręcz się troszcz. Im szybciej odzyskasz spokój i równowagę tym szybciej "wrócisz" na łono swojej rodziny-tak możesz sobie to tłumaczyć. Trzymaj się. Posyłam mnóstwo dobrych myśli a dla "czerwcowego" Adaśka duże światełko. Na pewno "czerwcowe" dzieciaczki gdzieś tam się znalazły...
Odpowiedz
#14
PJ*9, dziękuję.
Jakoś ostatnio było trochę lepiej... A w sobotę przejeżdżałam w pobliżu (ale wcale nie tuż obok) zakładu pogrzebowego, w którym... no wiecie... I wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Wydaje mi się czasem, że jestem już taka dzielna, tak dobrze sobie radzę... A potem w ułamku sekundy przestaję sobie radzić i szlocham jak mała dziewczynka... Minęły właśnie 33 tygodnie. Tak dużo i tak mało. Tak wiele się wydarzyło od tamtego czasu, a jednocześnie wciąż kawałek mnie tkwi "w" tamtym dniu. Pewnie już na zawsze.
Odpowiedz
#15
Adasiu, Aniołku mój... Dzisiaj Twój Dzień Dziecka. Kocham Cię.
Odpowiedz
#16
dla Adasia ['] <3
Odpowiedz
#17
Byliśmy wczoraj u Ciebie. Na Waszym wspólnym grobie - Twoim i innych Aniołków - mnóstwo zniczy... Sto, dwieście może?
Rok temu, mając Cię w brzuszku, myślałam o tym, że jedni odchodzą, ale inni przychodzą... W tym roku nie było już żadnego pocieszenia.
Mam nadzieję, że dobrze Ci tam w niebie. Kocham Cię.
Odpowiedz
#18
(Fri, 19 Czerwca 2015, 20:27:45)BeautyFromPain napisał(a): Minęło już pół roku, minął nawet niedawno dzień, który został wskazany jako termin porodu - 13.06.2015. I jakoś... wcale nie jest łatwiej... Niby normalnie funkcjonuję, zajmuję się rodziną i domem, chodzę do pracy, nawet potrafię się śmiać... Ale gdy jestem sama... tak jak dziś... ból rozrywa mi serce...  Były już takie tygodnie, że czułam się lepiej, ale za każdym razem okazywało się, że to tylko chwilowa poprawa... Niektórzy usiłują mi radzić - "nie zadręczaj się", "nie wracaj już do tego", "czas już zamknąć ten rozdział". Nie mają pojęcia, co mówią. Dla mnie ten rozdział na zawsze pozostanie otwarty. I Adaś zawsze będzie tuż obok...

Kocham Cię, Adaśku.

Czuję to samo. Wydaje nam się że jest lepiej, że panujemy nad sobą, swoimi uczuciami, ale przychodzi jeden dzień i wszystko wraca. I boli tak jak pierwszego dnia, jak wtedy kiedy padają te okropne słowa i dowiadujemy się o śmierci naszego dziecka.
Odpowiedz
#19
BeautyFromPain - czytam Twoją historię i widzę same wspólne elementy. Mam cudowną dwuletnią córeczkę, a w kwietniu poroniłam w 10 tc - moja druga córeczka Lilianka odeszła zdecydowania za wcześnie. Też na badaniu nie biło serduszko, następnego dnia szpital, zabieg...
14. listopada przypadałby termin porodu.
Nie ma dnia bym nie myślała o Liliance, ale teraz z dnia na dzień myślę coraz częściej. Tęsknię za nią. Inaczej powinien wyglądać ten dzień. Sad
Odpowiedz
#20
(Tue, 03 Listopada 2015, 10:40:55)Mateuszek napisał(a): Czuję to samo. Wydaje nam się że jest lepiej, że panujemy nad sobą, swoimi uczuciami, ale przychodzi jeden dzień i wszystko wraca. I boli tak jak pierwszego dnia, jak wtedy kiedy padają te okropne słowa i dowiadujemy się o śmierci naszego dziecka.

Tak sobie myślę, że to chyba dobrze, że tak jest. Bo tak musi być. Przecież nie może być tak, że kiedyś przestaje boleć. Po prostu musimy się nauczyć żyć z tym bólem...

(Sun, 08 Listopada 2015, 21:13:42)Katasza napisał(a): BeautyFromPain - czytam Twoją historię i widzę same wspólne elementy. Mam cudowną dwuletnią córeczkę, a w kwietniu poroniłam w 10 tc - moja druga córeczka Lilianka odeszła zdecydowania za wcześnie. Też na badaniu nie biło serduszko, następnego dnia szpital, zabieg...
14. listopada przypadałby termin porodu.
Nie ma dnia bym nie myślała o Liliance, ale teraz z dnia na dzień myślę coraz częściej. Tęsknię za nią. Inaczej powinien wyglądać ten dzień.  Sad

Wszystkie nasze historie tutaj są bardzo podobne...Sad Pewnie dlatego czujemy taką bliskość, choć przecież w ogóle się nie znamy...
Piękne imię wybraliście dla Waszej córeczki. Mieliśmy wybrane to samo imię dla dziewczynki.

Trzymaj się. Wierzę, że dasz sobie radę.
Odpowiedz
#21
Pewne daty w kalendarzu już na zawsze będą mi się kojarzyć z Tobą. Dzień zrobienia pierwszego pozytywnego testu ciążowego. Dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że nie żyjesz. Dzień, w którym Cię urodziłam. Dzień pogrzebu. Dzień, w którym miałeś według planu przyjść na świat.

Ale na pytanie, kiedy umarłeś, nie znam odpowiedzi. Porównałam wyniki usg, policzyłam wszystko dokładnie i wychodzi na to, że dokładnie rok temu. I chociaż nie wiem, czy tak było naprawdę, przyjmuję dzisiejszą datę, 27.11., jako rocznicę Twojej śmierci. W dniu tej rocznicy przesyłam Ci do nieba czuły pocałunek w czółko. Kocham Cię, Adaśku. Bardzo tęsknię za Tobą.
Odpowiedz
#22
(*) dla Adasia
Przytlam Cie mocno.
Odpowiedz
#23
Oj tak te daty zostana z nami głęboko w sercu. Przytulam.
Dla Adasia[*]
Odpowiedz
#24
trzymaj sie kochana
mam nadzieje,ze wyjdzie do nas jeszcze słońce
pozdrawiam
moja historia tez jest bardzo smutna, synka urodzilam w 20tc [usunięto link]
Odpowiedz
#25
Rok temu dowiedziałam się, że nie żyjesz. Rok temu mój świat rozsypał się na kawałki. Przez ten rok stopniowo go sklejałam, ale już nigdy nic nie będzie tak, jak przedtem.

Nie ma dnia, żebym o Tobie nie myślała. Zastanawiam się, jaki byś był, gdybyś był z nami. Kończyłbyś właśnie pół roku. Półroczne bobaski chichrają się, jak się je całuje w brzuszek... I może już niedługo usłyszałabym od Ciebie "ma-ma-ma-ma-ma"...

Zawsze będę Cię kochać, Adasiu.

* * *
MoniaN, buziaczek_86, paattii87 - dziękuję.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości