Gdy już Was więcej nie zobaczę.....
#1
.....dziś mijają 24 dni od kiedy me serce potrzaskało się na miliony kawałków....

Nigdy nie przypuszczałam, że spotka to mnie, że to ja będę musiała przeżyć tragedie (bo inaczej nie potrafię tego nazwać). Może myślicie, że jestem egoistką, ja bynajmniej tak nie sądzę, bo zapewne żadna z NAS tego nie podejrzewała....że będzie musiała przeżyć ten ból....tą stratę

....02.05.2015......Sobota...21tc....ciąża bliźniacza...

Dzień jak każdy inny, może za wyjątkiem takim, że była to sobota i tak zwany długggi weekend.
Jak zwykle każdego dnia rano po przebudzeniu i ogarnięciu swojej rozczochranej fryzury, zrobieniu porannej toalety podałam śniadanko dla siebie i męża. Wszystko było ok....dobrze się czułam...tryskałam energią.........
Ok godziny 12 odczułam dziwne pobolewanie podbrzusza....uczucie tak jakby ktoś wbijał igłę trzymał ją w środku przez kilka chwil i wyciągał....trwało to dosłownie kilka sekund i przechodziło.....nigdy nie przypuszczałam, że mogą to być bóle przedporodowe...:(:(:(
Postanowiłam z mężem pojechać do szpitala, żeby sprawdzić czy wszystko jest ok (na wszelki wypadek wzięłam ze sobą kilka rzeczy do torby min. koszule nocną, ręcznik i kilka innych potrzebnych rzeczy) ....na Izbie Przyjęć trzeba było troszkę poczekać, ale to chyba normalne....Po wejściu do gabinetu Pani Doktor po przeprowadzeniu wywiadu zrobiła mi badanie....diagnoza, którą usłyszałam najpierw do mnie nie trafiała, byłam zdziwiona i nie mogłam w to uwierzyć....ROZWARCIE NA 2 PALCE.....
Od razu zostałam przyjęta na oddział....Męża poprosiłam, aby skoczył jeszcze do domu po kilka drobiazgów....i to była najgorsza rzecz, którą mogłam zrobić....
Gdy tak leżałam na szpitalnym łóżku to ból przychodził i odchodził......ale nagle poczułam parcie na pęcherz i postanowiłam iść do toalety....niestety nie doszłam.....uczucie nagłego ciepła i poszło......odeszły wody......już wtedy wiedziałam, że to najgorsze co mogło się stać......
Szybko przybiegły pielęgniarki i zabrały mnie na USG....ale ono nie było już potrzebne, bo ja mimo że nigdy nie rodziłam to właśnie teraz czułam, że rodzę.......Wszystko przebiegło w tak błyskawicznym tempie, skurcze były silne, gdy tylko czułam jak nadchodzi kazano mi przeć....i tak urodziłam najpierw pierwszego synka Kacpra usłyszałam płacz za dosłownie kilka sekund łożysko.....a 15 minut później jego braciszka Patryka i znów płacz, a potem drugie łożysko, Kobieta która odbierała mój poród (choć dla lekarzy i szpitala było to porobienie) zapytała, czy chcę zobaczyć i przytulić moje Kochane Maleństwa....byłam oszołomiona, ale odparłam, że TAK.....przyniosła 2 maleńkie zawiniątka i położyła mi je na piersi....Nigdy tego nie zapomnę, bo trzymałam na piersiach moje dwa Aniołki i wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, że nie mogę ich uratować, że one muszą odejść do nieba (dane mi było przynajmniej je zobaczyć i się z nimi pożegnać, żałuję tylko, że byłam sama, że nie było mojego męża)....w przeciągu 30-40 minut było już po wszystkim.....po porodzie i po czyszczeniu.....
Gdy zostałam przewieziona na salę już przytomna wtedy dopiero doszło do mnie co się stało......że już nie ma moich Aniołków.....a na sale wszedł mój mąż.......pierwsze słowa, które potrafiłam wypowiedzieć to było "przepraszam" i "dlaczego" - na to pytanie nigdy nikt mi nie odpowie......

....09.05.2015..........Sobota...pogrzeb moich Aniołków

Kolejna sobota (znienawidziłam już ten dzień tygodnia)...........Tylko ja i mój mąż....bez rodziców, babć, ciotek, wujków i innych....Zrobiliśmy to sami, bo tak chcieliśmy....nie potrzebne były mi łzy, lament, rozpacz i kondolencje innych....wystarczający był nasz ból....

....Teraz najgorszym dniem, który jest jeszcze przede mną to powrót do pracy.....do tego babińca i te setki pytań jak, czemu, dlaczego, itp.....a później te obgadywanie za plecami......
Tu na forum jest mi łatwiej o tym pisać, ale nie wiem, czy w pracy dam radę......czy nie puszczą mi nerwy....

Kacperki i Patryku Mama WAS Kocha i zawsze będzie Kochać [*] [*]
Odpowiedz
#2
Kochana bardzo mi przykro Sad pamietaj ze przysluguje ci 8 tygodni urlopu macierzynskiego.... moge Cie tylko pocieszyć ze za jakis czas bol minie i pozostanie tylko zal... a zal jest troche latwiejszy do zniesienia....
Odpowiedz
#3
Natka zobaczysz swoje dzieci-w snach, marzeniach,w obłokach... Czas płynie i powoduje ze boli mniej. Inaczej. Wszystko juz będzie inaczej.
Pamiętam jak po starcie spojrzałam przez okno i bylam zdumiona bo wszytko toczyło sie dalej. Swiat nie staną w miejscu a pędził.do przodu. Ja natomiast zatrzymałam sie nie mogłam uwierzyć ze to sie stalo, dzieje...
Powrót do pracy nie byl łatwy... Ja pękłam... Rozsypałam sie juz w drodze do niej a potem bylo juz tylko gorzej... Na zewnątrz maska siły a w środku wylam jak ranne zwierzę... Ale dalam radę i życzę Ci zrozumienia...

Dla Twoich chłopaków [*]
Odpowiedz
#4
Natko tak strasznie mi przykro z powodu straty Twoich chłopców, przytulam Cię mocno.
Wiem, że teraz nie jesteś w stanie o tym myśleć ale ja też panicznie się bałam powrotu do pracy
ale nie było tak źle jak myślałam. Wróciłam po dwóch miesiącach od porodu, a w sumie nie było mnie
5 miesięcy. Nawet daję radę normalnie rozmawiam, żartuje na zewnątrz wygląda, że jest dobrze ale
w środku rozpadam się na kawałki.
Odpowiedz
#5
To straszne... Nie ma odpowiedzi na pytania a żal i ból rozrywa nasze serce. Ja moją córeczkę urodziłam dokładnie trzy lata temu też w 21tc i czytając Twoją historię, swoją przeżyłam na nowo... Nie jest lepiej jest inaczej.
Ogromnie mi przykro
Odpowiedz
#6
Bardzo mi przykro ,że i Ty musiałaś dołączyć do grona Aniołkowych Mam.Trudny czas przed Tobą.Gdy tylko będziesz potrzebować-jesteśmy tu,wesprzemy jak potrafimy.Przytulam mocno..Światełko dla Twoich Synków.
Odpowiedz
#7
Dziękuję Wam za wsparcie, zrozumienie, słowa otuchy....
...pozostał mi jeszcze miesiąc urlopu zanim wrócę do pracy... Mój mąż w tym tygodniu musiał już wrócić, bo skończyła mu się opieka na mnie...i właśnie teraz te dni są najgorsze, bo jest na popołudniu w pracy, a ja w tym czasie non stop myślę o moich Aniołka, dlaczego to wszystko się stało, dlaczego już nie są w moim brzuszku....Sad przed mężem i całą rodziną próbuje być silna i nie pokazywać bólu, żalu, złości i innych uczuć które się we mnie kryją....(a w samotności rycze jak bóbr, nie potrafię przestać)....
Do tego jeszcze znów w ten najgorszy dzień tygodnia znienawidzony przeze mnie, czyli w sobotę zejdzie się cała rodzina, bo mój mąż miał urodzinki i przyjdą na przysłowiową kawę i ciacho...a ja już mam dość...bo będą rozmawiać, śmiać się itp....a ja nie mam na to ochoty...(ale czego się nie robi dla osoby, która Kochasz i która Kocha Ciebie).... Mam nadzieję, że nie wybuchne ani płaczem, ani złością, ale to się dopiero okaże.....
Odpowiedz
#8
Natka bardzo mi przykro z powodu straty Aniołków Sad
Wiesz, domyślam się, że kochasz męża, ale i on kocha Ciebie i może niech on odwoła urodziny albo chociaż przełóżcie, rozumiem, że znajomi, rodzina wie co się stało... powinni to zrozumieć.
Kochana wiem jak Ci ciężko, to trudny czas, najtrudniejszy w życiu kobiety jako matki... płacz, krzycz, wyrzuć to z siebie...
Wiesz mi pisanie tutaj pomaga, piszę do moich dzieci jak je kocham i jak tęsknię, piszę, że znów mnie ktoś zranił, co czuję i co mnie boli, jest mi wtedy lżej, bo są osoby tutaj które są wsparciem, rozumieją... pisz do nas.

Przytulam Cię bardzo mocno.
[*] [*]- dla Twoich Dzieci
Odpowiedz
#9
Droga Natko przytulam i w myślach łącze się z Toba. To wszystko jest tak straszne, ze nawet rok po pożegnaniu naszych córeczek ciągle cos ściska gardło. Nasze dziewczynki odeszły w 21tyg. Odeszły, choć tylko fizycznie ja ciągle czuje ich obecność.. I to pozwala mi jakos funkcjowac. Czasu dużo potrzeba żeby to jakoś poukładać.. dużo czasu.. sama nie wiem ile... Ściskam mocno.
Odpowiedz
#10
Bardzo mi przykro. Światełko dla Twoich Aniołów [*]
Odpowiedz
#11
Witajcie Dziewczyny.

Dziś dokładnie dziś mija miesiąc od kiedy moje Kochane Kruszynki się urodziły a zarazem umarły......to ciężki, bardzo ciężki dzień w moim życiu....już w nocy nie potrafiłam spać, bo cały czas miałam przed oczyma tą chwile, gdy moje Aniołki przychodzą na świat...a ja nie mogę ich uratować........płacz, krzyk, złość.............dlaczego...........tak chciałabym, żeby było inaczej.............
Wczoraj był Dzień Dziecka, a ja powinnam składać życzenia moim kruszynką, które powinny być w moim brzuszku...miałyby już 24 tygodnie, a tu pustka, okropna pustka, brzuszek wrócił już do stanu pierwotnego przed tym zanim zagnieździły się tam moje Aniołki..........czemu to wszystko tak boli, ta tęsknota jest nie do wytrzymania....
Odpowiedz
#12
Dziś jest kolejny dzień z tych beznadziejnych.....bezsensownych.............wszędzie wkoło kobiety w ciąży z przepięknymi brzuszkami. w których skrywa się nowe życie, wokół koleżanki, które własnie urodziły i doznają tego uczucia tak cudnego...niepojętego....a mój brzuszek....Was już w nim nie ma, a teraz już byłby 26 tydzień......już bylibyście dużo więksi, silniejsi.........a tu taka pustka.....jesteście w niebie......w koło mnie rodzina i wszyscy zachowują się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało, jakby Was nie było....dlaczego tylko ja czuje tą pustkę, ten ból....wszyscy wkoło żyją już normalnie...................jak można żyć normalnie pytam jak!!!!!!!!!!!!!!!!!!................Wy moje kochane Aniołki Kacperku i Patryczku dla Mamy jesteście zawsze, dzień w dzień w każdej godzinie, minucie, sekundzie....jesteście zawsze, aż po ostatni mój dzień.....Każdego dnia modlę się za Was, chodzę na cmentarz, bo nie potrafię mimo iż nie ma Was w moim brzuszku rozstać sie z Wami......szkoda że tylko ja.........choć może popadam już w obłęd, może to juz ten stan psychiczny w którym tylko ja o was pamiętam, a inni wracają do normalności..........



DLACZEGO




.....jak żyć......jak starać się o Waszego brata czy siostrę jeśli Wy nie mogliście być ze mną................
Odpowiedz
#13
Natko, ludzie pamiętają tylko nie potrafią i nie wiedzą jak to okazać. Ja tez miałam wrażenie ze tylko ja pamiętam i tylko ja tesknie. Po roku okazało się ze nie tylko ja stracilam dzieci. Mój P. czuje się Tatą, moja mama Babcią a brat Wujkiem... Dopiero teraz uslyszalam ze wtedy, po śmierci Miśka nie potrafili ze mną rozmawiać ale ze także cierpieli.
Przytulam Cie mocno... Pamiętaj że choć wydaje Ci się ze sama idziesz ciemną doliną to Twoi bliscy są tam z Tobą tylko w ciemnościach ich nie dostrzegasz.
Odpowiedz
#14
Natka,

jest mi tak bardzo przykro, czytając Twoją historię łzy same napływały do oczu, nie wiem co powiedzieć, może dlatego że mnie samej ostatnio brakuje słów.

Przytulam Cię bardzo mocno i życzę dużo wiary, siły i nadziei bo to one będą Ci teraz najbardziej potrzebne.

Ja też myślałam, że inni zachowują się jakby nic się nie stało... ale po czasie widzę, że to nie tak. Oni po prostu nie wiedzą jak się zachować, żeby nas nie zranić jeszcze bardziej.

Światełka dla Twoich Aniołków (*)
Odpowiedz
#15
Ja tez stracilam.mojego skarbka 2maja tego.roku. Tez nie wiedzialam ze to skurcze ...ze biegunka ma znaczenie i rozwarcie sa tak wazne a mowilam o tym lekarzowi i nie za reagowal. a to dopiero 6tydz bylSad
Odpowiedz
#16
Cześć Dziewczyny. Dziś po raz kolejny do Was pisze o kilka dobrych słów... Za chwilę mina 4 lata od straty Moich Kochanych Chłopaków... Obecnie jestem mamą córeczka Paulina urodziła się 23.07.2016 w 28 i 6 tc z wagą 1280 wyszła ze szpitala 13 września, przeszła bardzo wiele min Sepse, wylew środczaszkowy 4 stopnia, niewydolność oddechową i mnóstwo innych rzeczy których aż nie chce się opisywać... Obecnie ma 2 i pół roku i zdiagnozowane Mózgowe Porażenie Dziecięce.... Nie jest mi łatwo bo myślałam że przy kolejnej ciąży po stracie będzie lepiej ale gdy zaszłam w ciążę to lądowałam w szpitalu chyba z 7 razy na ok 5 dni czasem może i więcej wszystko przez to iż byłam bardziej ostrożna i bałam się kolejnego poronienia chyba bym już sobie tego nie wybaczyla... Za całokształt winie siebie bo to w moim brzuchu byli Chłopcy i w moim brzuchu była Paulinka...
Teraz cały świat mi się wali z uwagi na życie małżeńskie...
Ja opiekuje się córka jak tylko mogę dokładam wszelkich starań aby ją rehabilitować i chodzić na wszelkie zajęcia które są w stanie jej pomóc...
Ale czuję się w tym osamotniona... Małżeństwo już jest na skraju załamania albo i już jest na skraju rozpadu...
W 2017 roku nie wróciłam do pracy a wręcz przeciwnie zrezygnowałam z niej aby wychowywać niepełnosprawną córkę... Po woli doskwiera mi kręgosłup i kłopoty z sercem z powodu stresów bardziej związanych z małżeństwem niż wychowaniem dziecka....
Obecnie nie mam ochoty na zbliżenia sexsualne wręcz przeciwnie czuje wstręt do tych rzeczy nie wiem czy to przez całokształt odczuć które przeszłam związanych z poronieniem i urodzeniem wcześniaka, czy przez pęd życia w którym nawet nie mam chwili dla siebie typu fryzjer, kosmetyczka itp. Totalnie zatracilam się w wychowaniu córki, bo Mąż zawsze powtarza że on pracuje... Czy któraś z Was też tak ma?? Czy którejś z Was też się nie chce i nie ma ochoty na nic, czy to normalne... Pomóżcie bo szczerze już nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć i żyć...
Odpowiedz
#17
Natko, bardzo mi przykro. Wiele przeżyłaś w swoim życiu. Myślę, że wsparcie męża jest Ci najbardziej potrzebne. Jeśli Twój smutek, ból, rozmyślania trwają długo, to radzę Ci udać się do psychologa. On Ci też odpowie na pytania dotyczące zbliżeń. Trzymaj się dzielnie i szukaj pomocy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości