2 dzień, a wiem że to tylko początek bólu po stracie...
#51
Bardzo Wam współczuję Waszych strat. Bardzo mi przykro, że witam tu kolejne Aniołkowe mamy.
Faith, idź na wizytę kontrolną tak jak zalecili Ci lekarze ze szpitala, to ważne by sprawdzić czy w macicy nic nie zostało, dobrze się goi i nie daj Boże coś się nie paprze. U mnie obyło się bez łyżeczkowania a mimo wszystko miałam zgłosić się na kontrolę do lekarza.
Jeśli mam być z Wami szczerza to w tym całym nieszczęściu, zazdroszczę Wam, że mamcie przy swoim boku mężczyzn, którzy stanęli na wysokości zadania i są dla Was wsparciem. Ja takiego szczęścia nie miałam.
Odpowiedz
#52
Faith rozumię co przeżywasz. Ja gdy szłam po swoje wyniki to miałam serce w gardle. Nigdy nie znałam tych procedur po poronieniu, kiedy co i jak. No bo niby skąd. A strach to normalne uczucie. W końcu tyle przeszłyśmy. Dobrze że potrafisz cieszyć się czyimś szczęściem bo nie czarujmy sie ale gdy my przeżywamy strate to trudno jest się cieszyć z kimś. Jest żal że my też nie możemy rozsyłać zdjęć naszych brzuszków. Ja po swoim poronieniu byłam na urodzinach męża babci i musiałam siedzieć na przeciw ciężarnej kuzynki. Potem siedziałam obok w pokoju i płakałam bo nie potrafiłam na nią patrzeć. Nie patrz na nic tylko wypłakuj się na ramieniu narzeczonego. Czasami właśnie to pomaga. Mnie pomaga płacz, bo wtedy wszystko z siebie wyrzucam. Dobrze że masz na kim się wspierać a on choć pewnie też mu ciężko to napewno to zrozumie. Choć wstyd przyznać to niestety tak jest że jesteśmy troszke słabsze od mężczyzn ( nie urażając nikogo) i gorzej nam przejść z tym wszystkim do codzienności.
U mnie za dwa dni miną trzy miesiące od mojej straty i niestety nie mogę cię pocieszyć. To nieprawda że czas goi rany. Są gorsze i lepsze dni. Dziś byłam kupić rowerek mojej chrześnicy która jutro ma swoje pierwsze urodziny. Było tak tyle art. dziecięcych, wózki, łużeczka. Powiedziałam mężowi i pomyślałam patrząc na jedno z nich że jeszcze troszkę i nasz dzidziuś spał by w takim. Płakałam w samochodzie. Czas nie pomaga, to trzeba przeżyć, przeczekać i nauczyć się ztym życ
Odpowiedz
#53
Kluska współczuje ci i mam nadzieje że znajdzie się ktoś na kim będziesz mogła się wesprzeć. Wstyd się przyznać ale ja swoja wizyte mam zaplanowaną na za tydzień. A mijają już trzy miesiące. Wcześniej nie miałam siły, ciągle miałam jakieś wymówki. Ale fizycznie czuje sie dobrze i mam nadzieje ze bedzie ok.
Odpowiedz
#54
Basiu, mnie ojciec Julki zostawił miesiąc po poronieniu. Na szczęście kilka miesięcy później poznała wartościowego człowieka. Niedawno się pobraliśmy. Dzięki niemu udało mi się pozbierać po stracie, bardzo mnie wtedy wspierał. Żyjemy teraz nadzieją, że w lipcu urodzi się nasze zdrowe dziecko. Gdy się dowiedzieliśmy radość przeplatała się ze strachem. Pierwsza rocznica odejścia Julki była dla mnie trudna, a przecież byłam już w ciąży i musiałam jakoś sobie z tym poradzić. Dwa dni po rocznicy trafiłam do szpitala, na szczęście jak na razie wszystko jest dobrze, ale boję się każdego dnia.
Odpowiedz
#55
Kluska napewno wszystko bedzie dobrze. Sama widzisz. Spotkalo cie nieszczescie jakim jest strata dziecka i niestety rowniez z partnerem ci nie wyszlo. Ale jak widac nawet po najgorszej burzy musi wyjsc slonce. Teraz masz osobe na ktora mozesz liczyc i z tego co rozumie rosnie w tobie nowe zycie. Teraz to musi byc juz tylko dobrze. Rowniez jestem dowodem na to ze zycie raz sie do nas usmiecha a raz daje nam w d... mam przeciez 4,5 letniego synka. Ale nigdy bym nie przypuszczala ze przy kolejnej ciazy moge miec jakies problemy. Choc wiem ze o to ciezko to musimy byc dobrej mysli
Odpowiedz
#56
Kluska przykro mi, że nie otrzymałaś wsparcia ze strony swojego m w czasie kiedy tego najbardziej potrzebowałaś ;/ ale cieszę się, że teraz masz przy sobie wartościowego mężczyznę i trzymam kciuki za Ciebie i maleństwo :*
Masz rację że powinnam się zastosować do zaleceń lekarzy ze szpitala...ale przyznam szczerze, że boje sie tej wizyty. Znowu zobaczyć ten gabinet z którym miałam miłe wspomnienia...bo do nikogo innego nie zamierzam nawet iść. Słyszałam opinie o tutejszych ginekologach...ale nie sądziłam że \'najlepszy specjalista\' ze szpitala okaże sie takim...takim...ahhh już wole nie myśleć, jakim lekarzem jest ten \'nie najlepszy\'...dlatego wolę już płacić za swoje wizyty jak od początku ciąży, nawet jechać do szpitala oddalonego 50 km...ale do tego gina,który prowadził moją ciążę...
Ale odbiegam od tematu...nie czuję jakichś \'przykrości\' po tym zabiegu fizycznych oczywiscie...po tygodniu od zabiegu przestałam krwawić, brzuch mnie bolał tylko raz na jakiś czas i to tylko do 2 dni po łyżeczkowania...a od 2 tygodni nic mi nie dolega (tfu tfu aby nie zapeszyć) Smile
Aaaa i apetyt mi wraca pomału Smile a to już pierścionek zaręczynowy nie trzymał mi sie na palcu i mi spadał o.O
Czekam na @, żeby wiedzieć, że już jakoś ten organizm \'zaskoczył\' ...

Basia, oj Kochana...znam to ...pisałam tutaj wcześniej jak raz postanowiłam wyjść z domu z narzeczonym do znajomych...i jak sie czułam widząc ich córeczkę...itd.
A dzieci to sie teraz do mnie garną, jak nigdy... ;/
Ja omijam działy dziecięce i zabawki szerokim łukiem, bo nie chcę znowu szarpać własnych i narzeczonego nerwów.
Jak sie kolejny raz rozpłaczesz to wiedz, że Cię przytulam :*
Odpowiedz
#57
O ! Właśnie mi kolega z byłej pracy wysłał mms\'em zdjęcie swojego synka, który się dzisiaj urodził.
Patrzę, uśmiecham się , cieszę , że wreszcie doczekał się juniora...a jednocześnie czuję jak mi serce pęka.
Odpowiedz
#58
Faith co do tego sms od kolegi... Maz miesiac temu dostal takiego sms od kuzyna i co... ta sama reakcja.. czytam i placze. Placze ze w maju ja takiego sms nie bede mogla im wyslac. To juz prawie trzy miesiace... Nic nie pomaga
Odpowiedz
#59
Kochana będę tutaj żeby Cię wspierać w maju...to może Ci nie przyniesie ukojenia, bo to zostanie z nami na zawsze, ta myśl, że nie mamy swojego maleństwa...ale musimy sie wspierać...musimy nauczyć się z tym żyć...bo nic innego nam nie zostało.
Moja przyjaciółka o której tutaj wspominałam ma termin na początku sierpnia...ja bym miała na koniec...wiec już sama czuję, że nie bd mi łatwo. Za każdym razem kiedy będzie mnie informować o swoim dziecku...moja rana w sercu będzie na nowo rozdrapywana...bo przecież moje maleństwo też miało być w tym samym wieku, tylko odrobinę młodsze.
Odpowiedz
#60
ehhh... szkoda slow.. juz nie wiem co mam powiedziec
Odpowiedz
#61
Najgorzej jest z tymi co nic nie wiedza o naszej sytuacji, o tym co sie stalo.Te aluzje, te pytania kiedy nastepne dziecko. W weekend spotkalismy znajomycj gdy bylismy z synem na sankach. I zaraz tekst ze skoro sprawilismy sobie wiekszy samochod to pewnie planujemy powiekszenie rodziny albo cos juz jest w drodze. Spojrzalam tylko na meza on na mnie I koniec tematu Nie mialam sily wtajemniczac ich ze my juz mielismy drugie, ze ja bylam w ciazy tylko nam nie wyszlo. najgorsze ze znam osoby ktore przezyly tzw wpadke czyli nie planowali. U nas bylo inaczej . I dlaczego nie bylo nam dane Wiem ze na to pytanie nie ma odp a szkoda
Odpowiedz
#62
Ana napisz jak badania, dowiedziałaś się czegoś?
Odpowiedz
#63
Dzięki Kochana że pamiętałaś, odpisałam u Ciebie...ale tutaj też wkleję, abym nie musiała później szukać :*

Ja własnie wróciłam do domu...po pracy od razu poszłam do szpitala. na samym starcie dostałam OPR \'że po wyniki sie przychodzi z rana a najpóźniej o 14\' mówie, że ja od 7 rano byłam w pracy i dopiero co z niej wracam...\'to sie można zwolnić wcześniej jak sie chce odebrać wyniki\'...to mówię tej lekarce, że \'nie nie mogę się wcześniej zwolnić, bo to nie jest teraz aż taka gardłowa sprawa co innego jakbym nadal była w ciąży...a jak nie mogą mi teraz tego wydać to proszę wysłać pocztą, bo innej możliwości odebrania tych wyników nie będzie...chyba że im przyjdę w niedziele bo tylko w ten dzień mam wolne.\'...no to coś tam fyknęła pod nosem i powiedziała abym chwile zaczekała...
jak tak siedziałam przed tym gabinetem...okazało się, że wcale ten korytarz nie jest taki duży jak mi sie wydawał w nocy kiedy tam byłam...a sala na której lezałam jest tuż naprzeciw schodom...a wtedy mi sie wydawało, że ja wieki do niej szłam...
Lekarka wyszła, kazała mi wejść do środka...myślałam, że coś mii powie. wytłumaczy...kazała mi tylko podpisać że odebrałam wyniki i \'do widzenia\' o.o a to ta sama co mnie wypisywała wtedy...wiec wiedziałam, że zbytnio do informowania co i jak nie jest skłonna...a i już chciałam opuścić to miejsce, bo czułam że mnie wykreca na samą myśl o tym wszystkim...no i co jej będę \'głowę zawracać skoro się fatyguje po wyniki nie w czasie jak je wydaje\'.

Na swoim mam napisane : \'Fragmenty zapalne i krwotoczne zmienionej doczesnej. Kosmków brak.\'
A jeszcze jak czytam to \'Rodzaj materiału - Wyskrobany z jamy macicy\'...aż mnie to w oczy kole. Czy nie można jakoś \'normalnie\' to określić \'wydobyty, usunięty...\' no nie wiem...\'wyskrobany\' kurcze... ja się taka nienormalnie czepliwa zrobiłam?
Bądź co bądź...brak słów. Chyba czułam że własnie tak będzie...że niczego się nie dowiem.
Odpowiedz
#64
Kochana, wiem, że teraz boli jeszcze bardziej. Ja na swoim wyniku mam napisane to samo \"...wyskrobany z jamy macicy\". Ech...brak słów...zamiast podejść jakoś bardziej z empatią do nas to jeszcze się wytrząchują...:/ mi lekarz też wczoraj powiedział, że pracuje do 10, jak ja śmiem wchodzić o 10????

hmmm...ja się na tym zupełnie nie znam, ale czy fragmenty zapalne nie oznaczają, że miałaś jakąś infekcje?
Odpowiedz
#65
Za taką służbę zdrowia to ja podziękuję, ale teraz wszędzie jak idziesz do lekarza to przyjmują Cię tak jakby za karę to robili -.-
Narobili sobie kolejek na 2 lata i marudzą że muszą biedni pracować -.- jakby podchodzili do pacjentów jak do ludzi, przyjmowali od razu...a nie kazali czekać tyle czasu na badania to nie byłoby tylu problemów.
Przyjedziesz w nocy bo masz poronienie - źle! Trzeba było pewnie zadzwonić i zapytać, czy czasem Wać Pan może mnie przyjąć...
Umierasz z bólu tego fizycznego i psychicznego, to Cię traktują jak nienormalną - bo to \'czasami sie zdarza\'...widzieli miliony podobnych sytuacji - tylko szkoda, że nie nauczyli się odpowiedniego podejścia do pacjentek.
Zamiast okazać odrobinę współczucia...to dają Ci do zrozumienia, że chcą mieć Cię szybciej z głowy...
A kiedy przychodzisz odebrać kwitek, który i tak wiesz, że Ci nie pomoże...to znowu spotykasz się z tym prychaniem -.-

No ja się też nie znam niestety ;/ jak 2 dni przed poronieniem byłam u gina to nic się nie działo...już wspominałam że myśleliśmy, że to może nadżerka mała, którą u mnie znalazł przy pierwszym badaniu w ciąży...nigdy też do tej pory nie uskarżałam się na infekcje i inne dolegliwości sfer intymnych.
Nieee wiem, nie mam pojęcia. Może zapalenie się pojawiło po tym jak maleństwo umarło...bo 2 dni wcześniej serduszko biło ...a później jak byłam w szpitalu to już nie ( tak przynajmniej któraś z Was mi wytłumaczyła, po kolejnym moim ataku wyrzutów sumienia do samej siebie).
Myślałam, że może uda się na tym badaniu zbadać \'maleństwo\'...
Jedno chcemy...a drugie dostajemy niestety.
Odpowiedz
#66
Współczuje Ci bardzo, okropne to jest, że takich nieludzkich lekarzy spotykasz..
dobrze, że nie dajesz się im stłamsić...walcz o swoje.

co do Twojego wyniku..tam jest literówka - powinno być wyskrobiny z jamy macicy.
Fragmenty zapalne i krwotoczne zmienionej doczesnej. Kosmków brak.

Zastanawia mnie brak kosmków, czy łożysko się nie rozwinęło, czy nie było ich w preparacie.. ale to by było dziwne...
Zmiany zapalne i krwotoczne mogą powstać w czasie poronienia...
Odpowiedz
#67
Olu nie dam się. Po tym zdarzeniu dostałam jakichś dodatkowych sił, aby walczyć o \'swoje\' i nie zamierzam siedzieć cicho jak coś mi sie nie podoba...

Aż poszłam sprawdzić wyniki, ale jak byk jest napisane \'wyskrobany

Nie mam pojęcia, to był już 6 tydzień i parę dni...
Gdzieś ostatnio natknęłam się na post jakiejś dziewczyny na jakimś forum, że u niej tez na wyniku było napisane brak kosmków i jej gin tłumaczył to tym, że możliwe jest że do badania pobrana została część tylko tego co \'wyczyścili\' i akurat w tych próbkach tych kosmków nie było...nie wiem, nie znam się.

Jak mnie badała ta Pani Ordynator tuż przed zabiegiem,wspominałam wam na samym początku, to ze mnie już jakąś część skrzepów wyciągnęła (przepraszam , że piszę to tak obrazowo) i później jak wróciłam do zabiegowego, to tylko widziałam jak ta miseczka po badaniu jest opróżniona ale ze śladami tego co tam wcześniej było (zacieki )...więc może już wtedy straciłam to na czym mi zależało i co powinno było być oddane wraz z resztą próbek do badania...

No nie wiem sama...
Odpowiedz
#68
Faith....
znam to uczucie... ta niewiedza gdzie teraz jest Ciałko Maleństwa jest straszna... Bardzo długo spędzała mi sen z powiek...
pomógł mi ksiądz, który odwiedził nas w ramach Kolędy..
powiedział, że w Niebie nikomu ciało nie jest potrzebne, a przy zmartwychwstaniu każdy dostanie nowe ciało, takie, któremu niczego nie będzie brakować. Wszyscy będą zdrowi i w pełni sił. Nasze Maleństwa nie były na tyle silne aby przeżyć. Kiedy je spotkamy będą okazami zdrowia.
Najważniejsza jest pamięć. A fakt, że mój Maluszek nie ma swojego grobu na cmentarzu już też przestał mi tak bardzo doskwierać. Mogę powiedzieć, że zdołałam polubić ten wspólny Grób Dzieci Nienarodzonych i czuję się przy nim dobrze.
Przesyłam Ci duuużo pozytywnych myśli, wszystkie jakie mam, w sumie nie jest ich zbyt wiele ale zawsze coś Smile
Odpowiedz
#69
Olenia powiem Ci ża takie przesyłanie i pisanie z Wami mi pomaga...już nawet rytuałem się stało, że jak tylko zaczynam włączać przeglądarkę to forum od razu sie ładuje i sprawdzam jak tam u Was :* Więc przesyłanie tych pozytywnych myśli, nawet niewielkiej ilości, jest czymś bardzo ważnym :*
Dziękuję :*
My Księdza w tym roku nie przyjmowaliśmy...bo akurat jak wróciłam ze szpitala chodził...a szczerze powiedziawszy po pierwsze i najważniejsze w tamten dzień, po tym wszystkim byłam zła na cały świat, a wiem że nie byłam psychicznie gotowa na rozmowę z nim... a po drugie przez tych pare dni co żyłam tylko myślą aby z maleństwem było wszystko dobrze całkowicie zapomniałam o tym że ksiądz ma dniach chodzić...
Ja nie mam w Polsce rodziny, więc nigdy nie miałam powodów do odwiedzania grobów na Wszystkich Świętych...do czasu. Dwa lata temu zmarła moja przyjaciółka w wypadku...i tylko ją zaczęłam odwiedzać na cmentarzu, nawet jak wracałam późno w nocy z pracy, potrafiłam tam zajechać i rozmawiać z nią prawie godzinę, pomagało mi to...była dla mnie jak siostra i strasznie przeżyłam jej śmierć bo znałyśmy się od dzieciństwa...od czasu aż sie z rodzicami i siostrą tutaj przeprowadziłam...od paru miesięcy przeprowadziłam się z narzeczonym...i szczerze powiedziawszy w tym mieście nawet nie wiem gdzie jest cmentarz...ale w niedziele chce tam pójść, może tutaj też jest taki grób o którym mowisz...i może też stanie sie dla mnie bardzo ważnym miejscem...
Odpowiedz
#70
To prawda, choć niektórzy z tych, co nie doświadczyli tego co my, mogliby uznać Nas za dziwaczki. Smile Mnie się czasem nie chce nikomu nic mówić, opowiadać, wolę tutaj zajrzeć i napisać co mi na sercu leży...
Nawiązując do Kolędy, to wiem, że kiedy nie przyjmie się jej w terminie wyznaczonym przez parafię można pójść i umówić się na inny termin, więc jeśli czujecie taką potrzebę, to nic straconego. Mnie osobiście ta wizyta BARDZO pomogła, ale wiadomo, Ksiądz Księdzu nierówny...
Odpowiedz
#71
Olenia ja mam podobnie ! Smile Czasami myślę, że gdybym powiedziała to co mi leży na sercu to ktoś by mnie wziął za lekko nie na umyśle zdrową...teraz inaczej jakoś patrze na życie wiesz? Postanowiłam żyć każdym dniem jakby był ostatni, doceniać to co teraz mam...ale jednocześnie pojawił się u mnie lęk przed stratą. Mój narzeczony jeździ 30km do pracy na swoją jednostkę i wymuszam od niego meldowanie się kiedy dojedzie do pracy...bo sie boje że coś by sie mu stało. Wiem wiem...dla niektorych to może wydawać się dziwne...ale straciłam przyjaciółkę 2 lata temu w wypadku... i boje się że stracę jeszcze kogoś kogo kocham...Pamiętam że pare dni po tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży...przyśniło mi się że poroniłam...wtedy tak płakałam przez sen, że narzeczony się obudził i wystraszył się, że cos mi sie stało...Czasami budząc się, mam wrażenie że to wszystko mi się tylko śniło...że to tylko kolejny zły sen...Łapie się na tym, że teraz jak zaczełam jeść w miarę normalne, łapie się na myśli \'oho! mam zachcianki...\' a później karce siebie, że przecież już ich nie bd miała... Że leżę i kładę rękę na brzuch...tak jak kiedyś...ale tam już nie ma maleństwa...Że śni mi się, że widzę córeczkę, tak cholernie podobną do narzeczonego i myślę \'to cud!\'...a później się budzę...W pracy podnosząc coś przypominam sobie że nie musiałam tego robić, bo byłam w ciąży...Ahhh...Dziwne to wszystko...I tyle pytań bez odpowiedzi...
Co do księdzy zgadza się, już troszkę pożyłam i nie jednego poznałam...i mimo wszystko jeszcze nie mialam spotkać takiego którego myślenie mogłoby się pokrywać z moim...Haha a co dziwne ateistką nie jestem...
Odpowiedz
#72
Przed wczoraj popołudniu zaczęłam delikatnie plamić tak jak zawsze przed okresem. Zero nabrzmiałych piersi, bólu brzucha itd...krócej mówiąc nic nie zapowiadało tego, że @ ma nadejść. W nocy wróciłam z pracy i miałam już obfitsze brązowe brudzenie (takie jak normalnie miałam na koniec miesiączki zawsze), a dzisiaj już normalny @, nie bardziej obfitszy od tego co miałam przed ciążą. Czy to nie za szybko? Minęło troszkę więcej niż 3 tygodnie od poronienia. Dopiero teraz jak wróciłam z pracy zaczął mnie pobolewać brzuch z lewej strony ( maleństwo miałam ulokowane po prawej stronie w czasie ciąży). Czy to możliwe, że organizm się tak szybko \'zregenerował\'? Troszkę mnie to zaniepokoiło, bo czytałam wasze posty i piszecie o 4 tygodniach najszybciej...a 6-8 najczęściej.
Wiem, że każdy organizm jest inny...ale ten niepokój jednak jest, że to za szybko.
Do gina miałam się zgłosić po 1 @ po poronieniu.

Najgorsza jest ta świadomość...że ta @ jest. Jeszcze nie tak dawno cieszyłam się, że nie będę jej widziała min. 9 miesięcy. Że będzie we mnie rosło moje malutkie szczęście. Teraz za każdym razem gdy muszę iść do toalety wracają wspomnienia z poronienia.
Sad
Odpowiedz
#73
Faith ja swojej pierwszej @ po stracie dostałam jeszcze szybciej i była bardzo obfita i bardzo długa, ale tak jak napisałaś, każdy organizm jest inny. A jak się zaczęło to strasznie płakałam - miało jej jeszcze długo nie być.
Odpowiedz
#74
Faith, to bywa bardzo różnie... Może po prostu komórka poszła z lewego jajnika. Czasem zdarza się, że kobiety plamią w czasie ciąży bo cały cykl przeszedł tylko, że z drugiej strony, tak też się dzieje w wypadku tzw. dorobienia drugiego malucha.
Pierwszy okres po pierwszej stracie przeżywałam podobnie jak ty teraz, miałam wrażenie, że bardziej ryczałam niż po powrocie do domu ze szpitala, byłam świadoma i nie otępiała- może dlatego...

Wspomnienia już pozostaną, ale trzeba choć próbować wydusić z siebie pozytywne myślenie. Ja z całych sił chcę się o to starać. Polecam wszystkim, może pomoże...
Odpowiedz
#75
Julia tzw. dorobienia drugiego malucha?
Właśnie też tak podejrzewam, że komórka poszła teraz z lewego jajnika, bo w sumie boli mnie lewa część podbrzusza ;/
Kiedy zaczeło mi sie plamienie w ciąży, przypadało to w sumie na czas kiedy miałabym dostać @ gdybym wtedy nie była w ciąży - wtedy to jak dzwoniłam do gina umówić na badanie zakładał to jako jedną z opcji dlaczego plamie...niestety okazało się wtedy że ciąża jest zagrożona.
Ja już wczoraj płakałam jak zaczeło się plamienie...takie samo kiedy zaczynało mi sie poronienie. Ale musiałam iść do pracy...i moi dobrzy znajomi z którymi pracuję od razu zrozumieli że coś mi jest, bo podobno wyglądałam na totalnie \'dobitą\' -.- Miałam pracować 7h...a puścili mnie do domu już po 4h.
Staram się myśleć pozytywnie...potrafie cały dzień \'zachowywać się normalnie\'...i nagle dopada mnie płacz, wspomnienie usg kiedy zobaczyłam i usłyszałam bicie serduszka...ciągle mam to usg przed oczyma.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości